Ładowanie…

Czy zapasy są po prostu zbyt zmęczone, żeby założyć kult wokół siebie?

flying_charm
Publiczna 14 rozmów 21 myśli 80 głosów pozytywnych 8 głosów przeciwnych 0 serii 159 wyświetleń

Każda sztuka walki prędzej czy później dorabia sobie religię. Karate dostaje kata i niewidzialnych napastników. Jiu jitsu dostaje drzewo genealogiczne linii, pas z wszytą w niego całą duszą człowieka, profesora. Krav maga dostaje wymówkę, że jest zbyt zabójcze, żeby sparować. Kung fu dostaje gościa, który rzekomo potrafi cię położyć energią chi z drugiego końca parkingu, akurat wtedy, gdy nie kręcą żadne kamery. Aikido dostaje dojo, gdzie wszyscy z góry umówili się, że będą padać. Każda buduje s

In groups

Treść dyskusji

Każda sztuka walki prędzej czy później dorabia sobie religię. Karate dostaje kata i niewidzialnych napastników. Jiu jitsu dostaje drzewo genealogiczne linii, pas z wszytą w niego całą duszą człowieka, profesora. Krav maga dostaje wymówkę, że jest zbyt zabójcze, żeby sparować. Kung fu dostaje gościa, który rzekomo potrafi cię położyć energią chi z drugiego końca parkingu, akurat wtedy, gdy nie kręcą żadne kamery. Aikido dostaje dojo, gdzie wszyscy z góry umówili się, że będą padać. Każda buduje sobie małą świątynkę i sprzedaje bilety.

Zapasy nigdy się do tego nie zabrały. Zapasy były na to zbyt zmęczone.

Nie da się umistycznić sportu, który zaczyna się o 5:45 rano od dwugodzinnego biegu na rozgrzewkę, pod górkę w obie strony. Nie ma sanskrytu, bo nikomu nie zostało tyle śliny, żeby go wymówić. Nie ma mistrza, jest trener w wiatrówce, nazywa się Trener. Nie ma pasa, jest trykot, czyli wytworny kostium kąpielowy. Nie ma na ścianie zwoju z linią pokoleń, jest podkładka z klipsem. Cały mówiony słownik tego sportu to „po prostu walczyliśmy”, rzucone bez emocji przez dzieciaka, który od wiosny nie zjadł żadnego węglowodanu i akurat boi się jednego winogrona, bo to winogrono waży kilkanaście gramów, a ważenie jest w piątek.

To człowiek, który odwodnił się do stanu rodzynka, żeby zbić do 60 kg na zawody. Nie ma we krwi tyle cukru, żeby wyrobić sobie światopogląd. Ma kalafiorowate ucho, po obu stronach, rzeźbione latami tarcia, i zejdzie z tego świata, ani razu nie wspomniawszy o nim z własnej woli, bo poruszenie tematu wymagałoby energii, a poza tym szczerze zapomniał, że je ma. Spytaj go o technikę, a powie, że robili sprowadzenia do parteru. Spytaj, czym się zajmuje, a powie, że walczył w zapasach na studiach, w czasie przeszłym, tak jak wspomina się, że kiedyś miało się mononukleozę.

null
Może powinienem trzymać się BJJ...

I tu jest ta część, która powinna zawstydzić wszystkich pozostałych w hali. To najlepsza baza na świecie. Gość od jiu jitsu z drzewem genealogicznym linii po cichu boi się zapaśnika, bo to zapaśnik decyduje, czy walka w ogóle zejdzie na ziemię. Uderzający ze swoją rolką najlepszych akcji boi się go z tego samego powodu, bo żadne to nagranie nie ma znaczenia, kiedy leżysz na plecach. Sport z najgorszym działem marketingu w historii sportów walki to jednocześnie ten, który każdy mistrz, jak się okazuje, trenował jako pierwszy. Całość działa właśnie dlatego, że nikomu nie zostało dość kalorii, żeby zbudować na tym markę, więc zachowała się w czystej postaci. Zbili wagę, odpuścili mistykę i zostawili tylko to, co wygrywa. Trener miał rację. Po prostu walczyli.

  1. Umówmy się, że WWE to inny sport...

Thoughts

  • niebieski_pas_zen

    Ładny tekst, naprawdę, tylko trochę za bardzo zakochany w tej rozgrzewce pod górkę. Owszem, zapaśnik zdecyduje, czy walka zejdzie na ziemię. Problem w tym, że na ziemi to już nie jego dom. Sprowadził mnie do parteru, świetnie, dziękuję za pozycję. Dwadzieścia osiem sekund mnie szukającego kąta, dwie sekundy jego klepiącego w mój trójkąt z dołu. „Najlepsza baza na świecie” jest najlepsza dokładnie do momentu, w którym ktoś nauczył się, co robić z plecami na macie.

    Permalink
  • czarny_pas_na_raty

    Twoja teza brzmi inaczej, kiedy się płaciło za tę mistykę. Ja wydałem przez trzy lata salce w galerii handlowej, między kebabem a myjnią, jakieś dziewięć tysięcy na pas, który przyszedł w pakiecie z ceremonią i upsellem na kurs instruktorski. Dyplom był na satynowanym papierze. A zapaśnik z liceum obok dostawał za darmo trykot, podkładkę z klipsem i kalafiorowate ucho. Ten, kto nie ma działu marketingu, nie ma też autopay co miesiąc. To nie przypadek, że czysta wersja przetrwała tam, gdzie nie było za co sprzedać biletu.

    Permalink
  • liczy_sie_klatka

    To jest dokładnie ta rzecz, której nikt z fotela nie chce przyznać, a ty ją napisałeś prosto. Zapasy nie potrzebują mistyki, bo decydują o jednym pytaniu, które zamyka każdą walkę: czy idziemy na ziemię, czy nie. Pierwsze gale UFC w 1993 niby wygrał gość od jiu jitsu, ale ten gość najpierw musiał kogoś sprowadzić do parteru, a sprowadzanie do parteru to zapasy. Wszystko inne ma rolkę najlepszych akcji. Zapaśnik ma kontrolę nad miejscem, w którym walka się odbędzie. Reszta to dział marketingu.

    Permalink
  • wcale_nie_powazny

    Sport, którego cały słownik duchowy to „po prostu walczyliśmy”, niechcący wymyślił najczystszą filozofię w całej hali. Brak energii na dorobienie sobie religii to też rodzaj oświecenia. Mnisi medytują dekadami, żeby dojść tam, gdzie zapaśnik trafił przez odwodnienie do 60 kg.

    Permalink
  • sceptyk_suplementow

    Zgoda co do tonu, ale „najlepsza baza na świecie” to claim, który warto sprowadzić do effect size, a nie do uczucia. Zapasy są najmocniejszą bazą do kontroli pozycji i decydowania o miejscu walki, to się broni w danych z gal. Do walki stojąc dorzucają niewiele, do submission na dole jeszcze mniej bez dodatkowego treningu. Czyli baza, owszem, ale wąsko zdefiniowana. „Wygrywa” znika, jak tylko spytasz „wygrywa w czym i przeciw komu”. Reszta zdania to ten sam marketing, tyle że odwrócony na zapaśnika.

    Permalink
  • sucha_riposta

    Jedyny sport walki, którego nie da się sprzedać, bo zawodnik zasnął, zanim podpisał umowę.

    Permalink
  • na_silowni_od_99

    Trenowałem z byłymi zapaśnikami na osiedlowej sali jeszcze w latach dziewięćdziesiątych i ten obrazek z 5:45 i biegiem pod górkę to nie literatura, to ich poniedziałek. Pamiętam jednego, ważył ledwie 70 kg, a przerzucał chłopów o trzydzieści kilo cięższych, jakby otwierał drzwi. Nigdy o tym nie mówił. Spytałem raz, gdzie się tego nauczył, odpowiedział „no, walczyliśmy” i wrócił do serii martwego ciągu. Przez te wszystkie lata widziałem, jak przychodzą i odchodzą kolejne modne systemy ze zwojami na ścianie. Baza zapaśnika zawsze zostawała.

    Permalink

Related discussions

  • Czy judo zabiło samo siebie, zakazując najlepszych technik, aż zostało dwóch ludzi szarpiących się o rękaw?

    Judo to jedyna sztuka walki, którą pokonała papierkowa robota. Nie zrobił tego żaden przeciwnik. Żaden rywalizujący styl nie obnażył go w klatce. Sala pełna facetów w marynarkach spotkała się w hotelowym centrum konferencyjnym, spojrzała na jedną z najpełniejszych sztuk chwytanych, jakie kiedykolwiek zbudowano, i rok po roku głosowała za tym, żeby ją okroić. Wciąż to robią. Judo jest powoli duszone przez własną federację, a federacja co rusz nazywa to doprecyzowaniem przepisów.

  • Czy kung fu kiedyś naprawdę było wielkie, czy tylko na ekranie?

    Kung fu ma najlepsze filmy spośród wszystkich sztuk walki i na tym właśnie polega cały problem. Pięćdziesiąt lat kina obiecywało ręce za szybkie, by je dostrzec, cios, który detonuje człowieka z odległości jednego cala, i starych mistrzów, którzy przewracają cię chi z drugiego końca sali, nie wstając z krzesła. Wyrosłeś na tym. Potem się zapisujesz... i powoli odkrywasz, że zwiastun był całym filmem.

  • Czy sumo ma najlepszy stosunek przygotowania do efektu w całym sporcie?

    Większość sportów walki każe ci trochę poczekać na przemoc. Boks daje kilka rund. MMA daje minutę na rozpoznanie. Sumo każe czekać tak długo, że zapominasz, po co przyszedłeś oglądać dwóch facetów się dotykających, a potem daje ci jakieś cztery sekundy i odsyła wszystkich do domu. Cała rozgrzewka to widowisko pełną gębą. Sól leci przez ring, żeby go oczyścić, garściami, kreśląc łuk w powietrzu jak facet doprawiający największy stek, jaki kiedykolwiek powstał. Nogi idą do góry jedna po drugiej i

  • Czy taekwondo naprawdę sprzedaje czarny pas, zanim dzieciak nauczy się go przeliterować?

    Niedaleko mnie jest pasaż handlowy: sklep z vape'ami, salon od brwi i akademia taekwondo z banerem CZARNY PAS DO 10. ROKU ŻYCIA. Chcę, żebyś posiedział z tym chwilę jako z modelem biznesowym. Wzięli najbardziej naładowany znaczeniem przedmiot w całych sztukach walki, to, za co Bruce Lee przelewał krew, i uznali, że ruch polega na zagwarantowaniu go trzecioklasiście w określonym terminie, jak obligacja oszczędnościowa, która po latach dojrzewa do prawa zgłoszenia własnych rąk jako broni śmiercion

  • Czy po dwunastu tygodniach naprawdę można powiedzieć „teraz boksuję”?

    Dwanaście tygodni temu ten człowiek nie umiał skakać na skakance, nie dusząc się przy tym. Teraz uznał, że jest bokserem — tak jak zostaje się sommelierem po opróżnieniu jednej butelki. Bandaże zdejmuje przy brunchu z ociąganiem żołnierza oddającego medale.

  • Czy jiu jitsu to jedyna sztuka walki, która nie zdaje testu siedmiolatka?

    Każda inna sztuka walki ma moment, na który siedmiolatek zerwałby się z miejsca i zaczął wiwatować. Brazylijskie jiu jitsu to dwóch dorosłych facetów w pasujących do siebie piżamach, leżących na podłodze, ciężko dyszących i przez sześć minut powoli poprawiających sobie nawzajem chwyt. To jedyna sztuka, która nie robi wrażenia na dzieciach, a dzieci mają rację niemal we wszystkim.

  • Czy wing chun uczy cię tylko wygrywać walkę, która grzecznie zgodziła się odbyć?

    Wing chun ma najlepszą legendę ze wszystkich sztuk walki i właśnie to jest jego problem. Ip Man uczył Bruce'a Lee, Bruce Lee stał się Bruce'em Lee, a teraz salka w galerii handlowej w zwykły wtorek może pożyczyć sobie cały blask dwóch najbardziej charyzmatycznych ludzi, jacy chodzili po ziemi. Nie zapisałeś się na system walki. Zapisałeś się na film biograficzny z budżetem na składane krzesła, a cały marketing robi zwiastun.

  • Czy karate to jedyna sztuka walki, którą opanujesz, nie będąc nigdy dotkniętym?

    Karate to najbardziej fotogeniczna sztuka walki, jaką wymyślono, i to jest pierwsza poszlaka. Jest zbudowane wokół walki z ludźmi, których tam nie ma, rozbijania przedmiotów, które zgodziły się dać rozbić, i sparingu, który kończy się w chwili, gdy ktokolwiek nawiązuje kontakt. Czarny pas możesz zdobyć, ani razu nie przyjmując żadnej konsekwencji.