Ładowanie…

Czy kung fu kiedyś naprawdę było wielkie, czy tylko na ekranie?

flying_charm
Publiczna 12 rozmów 17 myśli 104 głosów pozytywnych 14 głosów przeciwnych 0 serii 178 wyświetleń

Kung fu ma najlepsze filmy spośród wszystkich sztuk walki i na tym właśnie polega cały problem. Pięćdziesiąt lat kina obiecywało ręce za szybkie, by je dostrzec, cios, który detonuje człowieka z odległości jednego cala, i starych mistrzów, którzy przewracają cię chi z drugiego końca sali, nie wstając z krzesła. Wyrosłeś na tym. Potem się zapisujesz... i powoli odkrywasz, że zwiastun był całym filmem.

In groups

Treść dyskusji

Kung fu ma najlepsze filmy spośród wszystkich sztuk walki i na tym właśnie polega cały problem. Pięćdziesiąt lat kina obiecywało ręce za szybkie, by je dostrzec, cios, który detonuje człowieka z odległości jednego cala, i starych mistrzów, którzy przewracają cię chi z drugiego końca sali, nie wstając z krzesła. Wyrosłeś na tym. Potem się zapisujesz... i powoli odkrywasz, że zwiastun był całym filmem.

Zacznij od wing chun i świętej linii środkowej. Teoria jest elegancka: zajmij środek, a każdy atak owinie się wokół twojej struktury jak woda wokół kamienia. Na drewnianym manekinie wygląda to pięknie, brzmi nieźle. A potem koleś, który boksuje od ośmiu miesięcy, wyprowadza jaba, prostego jaba, bezpośredniego jaba, zwykłego jaba, i linia środkowa odkrywa, że geometria to nie pole siłowe. Okazuje się, że prosta linia to też najkrótsza droga jego pięści do twojego nosa. Okazuje się, że walenie w ciężki worek robi cię dużo silniejszym niż walenie w powietrze... Diagram nigdy nie uwzględnił tego, że ten drugi i tak postanowi cię uderzyć...

null
Wygląda efektownie, fakt, ale nie widzę, żeby przetrwał na ringu bokserskim...

I ten drewniany manekin. Mook jong. Lata oddania kawałkowi mebla, który nigdy nie zwoduje, nie zajdzie z boku, nie zmieni poziomu, nie zmęczy się, a co najważniejsze — nigdy nie odda. Możesz młócić manekin, aż przedramiona zrobią ci się z dębu, i zostaniesz niekwestionowanym mistrzem tego kąta pokoju, w którym stoi manekin. Manekin ma idealny bilans. Jest niepokonany, bo jest krzesłem.

null
Rozumiem, wygląda boleśnie. Ale to nie czyni tego skutecznym

Potem pokaz chi, perła w koronie. Wielki mistrz stoi w swoim jedwabnym uniformie, macha ręką, a sześciu uczniów pada jak po wyciągnięciu wtyczki. Nikogo nie dotyka. Haczyk w tym, że padają tylko jego właśni uczniowie. Kickbokser z zewnątrz może śmiało zgłosić się na ochotnika i jakimś cudem energia nigdy do niego nie dociera. Dociera do tego, którego pas podpisał sam mistrz. Chi, jak się okazuje, opłaca się czesnym.

null
Gość po prawej (Xu Xiaodong) wyzwał sporo airbenderów (w tym przypadku Tai Chi). Sam jest legendą.

A kiedy tylko spytasz, czemu nic z tego nie jest testowane, dostajesz wieczne zwolnienie z odpowiedzialności. „To do ulicy, nie na ring”. Ulicy, która wygodnie nigdy nie jest dostępna do wglądu, nie ma z niej żadnych nagrań, istnieje tylko jako miejsce, w którym te techniki działają, czyli nigdzie, czyli pod tym samym adresem co niewidzialni napastnicy w każdym innym dojo.

Tradycyjne chińskie sztuki walki są starożytne i były atletycznie brutalne, zapierające dech. Bardzo skuteczne, swego czasu. Dzisiejsze formy są bliżej tańca, niż taniec jest bliżej czegokolwiek, a brak sparingów pozwolił rozplenić się „mistrzom energii”, „polom mocy” i całej reszcie, do tego stopnia, że Tai Chi, Kung Fu i wiele innych są dziś praktycznie zapomniane, przyćmione przez tę żałosną imitację, jaką dziś można znaleźć.

Thoughts

  • niebieski_pas_zen

    Zgoda co do diagnozy, ale pozwól, że poprawię ci akcent z całym spokojem świata. Czepiasz się głównie chi i pokazów energii, czyli najłatwiejszego celu, jakiego można sobie życzyć. Prawdziwy egzamin to nie magiczne fale, tylko to, co się dzieje, kiedy ktoś wchodzi w nogi i sprowadza cię na ziemię. Tam większość tych pięknych linii środkowych po prostu znika. Twój wing chun ma na takedown bardzo elegancką kata, wykonywaną w pojedynkę, podczas gdy guard zamyka temat w jakieś dwadzieścia osiem sekund. Atakujesz teatr, a powinieneś atakować parter.

    Permalink
  • czarny_pas_na_raty

    Twój fragment o czesnym za chi uderzył we mnie boleśnie, bo ja to opłacałem przelewem co miesiąc przez trzy lata. Salka między kebabem a myjnią, autopay, którego nawet nie zauważałem na wyciągu. Mook jong stał w rogu i faktycznie nigdy nie oddał, masz rację, że zostałem mistrzem tego konkretnego kąta pokoju. A czarny pas? Przyszedł w pakiecie: dyplom, ceremonia i uprzejma propozycja kursu instruktorskiego za dopłatą. Najwięcej nauczyłem się o tej sztuce w dniu, w którym przeczytałem karę umowną za zerwanie kontraktu.

    Permalink
  • studiuje_metode

    Większość się zgadza, ale chcę uratować jedno zdanie z twojego tekstu, bo sam je tam wrzuciłeś i potem zostawiłeś: „bardzo skuteczne, swego czasu”. To jest ważniejsze, niż myślisz. Te systemy powstały w konkretnym kontekście, broń biała, zbroja, walka grupowa, czasem cele wojskowe, i tam część rozwiązań miała sens. Problem nie jest taki, że one nigdy nie działały, tylko że przestano je testować przeciwko żywemu, opierającemu się przeciwnikowi i zamrożono je jako formę. Różnica jest jak między żywym językiem a martwym. Skuteczność to nie cecha stylu raz na zawsze, to coś, co trzeba odnawiać sparingiem, bo inaczej masz dokładnie ten dryf w stronę tańca, który opisujesz.

    Permalink
  • sucha_riposta

    Manekin ma idealny bilans, bo jest krzesłem. To jest cała recenzja stylu w jednym zdaniu.

    Permalink
  • liczy_sie_klatka

    Cała ta dyskusja kończy się w jednym miejscu i ty je nazwałeś: brak sparingu. Wing chun, tai chi, połowa kata w karate, wszystko fajnie wygląda, dopóki nikt po drugiej stronie nie ma prawa cię uderzyć. UFC 1 w 1993 było właśnie tym testem na żywo, weszli kung fu, karate, sumo, i wyszedł z tego facet w gi, który kładł wszystkich na parterze, bo tamci nigdy nie ćwiczyli przeciwko komuś, kto się broni. Trzydzieści lat później dalej powtarzamy ten sam eksperyment i wynik się nie zmienia. Klatka to jedyne miejsce, gdzie twierdzenie i wynik są w tym samym pokoju.

    Permalink

Related discussions

  • Czy sumo ma najlepszy stosunek przygotowania do efektu w całym sporcie?

    Większość sportów walki każe ci trochę poczekać na przemoc. Boks daje kilka rund. MMA daje minutę na rozpoznanie. Sumo każe czekać tak długo, że zapominasz, po co przyszedłeś oglądać dwóch facetów się dotykających, a potem daje ci jakieś cztery sekundy i odsyła wszystkich do domu. Cała rozgrzewka to widowisko pełną gębą. Sól leci przez ring, żeby go oczyścić, garściami, kreśląc łuk w powietrzu jak facet doprawiający największy stek, jaki kiedykolwiek powstał. Nogi idą do góry jedna po drugiej i

  • Czy po dwunastu tygodniach naprawdę można powiedzieć „teraz boksuję”?

    Dwanaście tygodni temu ten człowiek nie umiał skakać na skakance, nie dusząc się przy tym. Teraz uznał, że jest bokserem — tak jak zostaje się sommelierem po opróżnieniu jednej butelki. Bandaże zdejmuje przy brunchu z ociąganiem żołnierza oddającego medale.

  • Czy wing chun uczy cię tylko wygrywać walkę, która grzecznie zgodziła się odbyć?

    Wing chun ma najlepszą legendę ze wszystkich sztuk walki i właśnie to jest jego problem. Ip Man uczył Bruce'a Lee, Bruce Lee stał się Bruce'em Lee, a teraz salka w galerii handlowej w zwykły wtorek może pożyczyć sobie cały blask dwóch najbardziej charyzmatycznych ludzi, jacy chodzili po ziemi. Nie zapisałeś się na system walki. Zapisałeś się na film biograficzny z budżetem na składane krzesła, a cały marketing robi zwiastun.

  • Czy judo zabiło samo siebie, zakazując najlepszych technik, aż zostało dwóch ludzi szarpiących się o rękaw?

    Judo to jedyna sztuka walki, którą pokonała papierkowa robota. Nie zrobił tego żaden przeciwnik. Żaden rywalizujący styl nie obnażył go w klatce. Sala pełna facetów w marynarkach spotkała się w hotelowym centrum konferencyjnym, spojrzała na jedną z najpełniejszych sztuk chwytanych, jakie kiedykolwiek zbudowano, i rok po roku głosowała za tym, żeby ją okroić. Wciąż to robią. Judo jest powoli duszone przez własną federację, a federacja co rusz nazywa to doprecyzowaniem przepisów.

  • Czy jiu jitsu to jedyna sztuka walki, która nie zdaje testu siedmiolatka?

    Każda inna sztuka walki ma moment, na który siedmiolatek zerwałby się z miejsca i zaczął wiwatować. Brazylijskie jiu jitsu to dwóch dorosłych facetów w pasujących do siebie piżamach, leżących na podłodze, ciężko dyszących i przez sześć minut powoli poprawiających sobie nawzajem chwyt. To jedyna sztuka, która nie robi wrażenia na dzieciach, a dzieci mają rację niemal we wszystkim.

  • Czy karate to jedyna sztuka walki, którą opanujesz, nie będąc nigdy dotkniętym?

    Karate to najbardziej fotogeniczna sztuka walki, jaką wymyślono, i to jest pierwsza poszlaka. Jest zbudowane wokół walki z ludźmi, których tam nie ma, rozbijania przedmiotów, które zgodziły się dać rozbić, i sparingu, który kończy się w chwili, gdy ktokolwiek nawiązuje kontakt. Czarny pas możesz zdobyć, ani razu nie przyjmując żadnej konsekwencji.

  • Czy MMA to jedyny sport, który wmawia ci, że świat ma klatkę?

    MMA to najbliższa rzecz prawdziwej walce, jaką mamy. Dwoje ludzi, dozwolone prawie wszystko, i pod presją okazuje się, kto naprawdę trenował. Uwielbiam to. Będę tego bronił przed każdą tradycyjną sztuką, która twierdzi, że jest zbyt zabójcza, żeby ją sprawdzić. I właśnie dlatego dobija mnie, że przeciętny gość po osiemnastu miesiącach treningu komentuje teraz całe swoje życie jak komentator walki, do której wcale nie dochodzi.

  • Czy zapasy są po prostu zbyt zmęczone, żeby założyć kult wokół siebie?

    Każda sztuka walki prędzej czy później dorabia sobie religię. Karate dostaje kata i niewidzialnych napastników. Jiu jitsu dostaje drzewo genealogiczne linii, pas z wszytą w niego całą duszą człowieka, profesora. Krav maga dostaje wymówkę, że jest zbyt zabójcze, żeby sparować. Kung fu dostaje gościa, który rzekomo potrafi cię położyć energią chi z drugiego końca parkingu, akurat wtedy, gdy nie kręcą żadne kamery. Aikido dostaje dojo, gdzie wszyscy z góry umówili się, że będą padać. Każda buduje s