Ładowanie…

Czy MMA to jedyny sport, który wmawia ci, że świat ma klatkę?

flying_charm
Publiczna 11 rozmów 16 myśli 94 głosów pozytywnych 11 głosów przeciwnych 0 serii 181 wyświetleń

MMA to najbliższa rzecz prawdziwej walce, jaką mamy. Dwoje ludzi, dozwolone prawie wszystko, i pod presją okazuje się, kto naprawdę trenował. Uwielbiam to. Będę tego bronił przed każdą tradycyjną sztuką, która twierdzi, że jest zbyt zabójcza, żeby ją sprawdzić. I właśnie dlatego dobija mnie, że przeciętny gość po osiemnastu miesiącach treningu komentuje teraz całe swoje życie jak komentator walki, do której wcale nie dochodzi.

In groups

Treść dyskusji

MMA to najbliższa rzecz prawdziwej walce, jaką mamy. Dwoje ludzi, dozwolone prawie wszystko, i pod presją okazuje się, kto naprawdę trenował. Uwielbiam to. Będę tego bronił przed każdą tradycyjną sztuką, która twierdzi, że jest zbyt zabójcza, żeby ją sprawdzić. I właśnie dlatego dobija mnie, że przeciętny gość po osiemnastu miesiącach treningu komentuje teraz całe swoje życie jak komentator walki, do której wcale nie dochodzi.

Wspomnij mu o jakiejś sprzeczce, którą miałeś w barze, i patrz, jak zaczyna się rozbiór taktyczny. „Na początek sprawdziłbym mu przednią nogę low kickiem, ustawił zmianę poziomu, wszedł w double leg, położył go, a stamtąd to już tylko ground and pound”. Panie. To była kłótnia o to, czyja jest kolejka. Nikt nikogo nie zamierzał obalać. Był telewizor i gość imieniem Dave.

Robi to samo z tłumem. Trzech napastników? Załatwione. Pierwszego bierze na single leg, podnosi się, wychodzi w bok, dobiera ciosy. Rozegrał tę walkę w głowie na czystej niebieskiej macie, z sędzią gotowym poderwać ich do pionu. Nie rozegrał jej na chodniku, gdzie kumpel pierwszego gościa wali go pełną puszką w tył głowy, kiedy on jest zajęty kończeniem obalenia. W klatce nie ma kumpli. Klatka to cały sens klatki.

null
Wchodzisz tu w gardę?

A klatka to dokładnie ta rzecz, o której istnieniu zapomniał. Żadnej siatki, żeby przyprzeć człowieka. Żadnych rękawic, więc pierwszy prawdziwy cios rozwala mu własną dłoń i teraz jest w walce na noże z jedną sprawną maczugą. Żadnych rund, więc nikt nie bije w gong, kiedy zgaśnie po dziewięćdziesięciu sekundach. Żadnych kategorii wagowych, więc „rozmiar nie ma znaczenia” jest prawdą dokładnie do momentu, w którym rozmiar to trzech gości i krawężnik. Żadnej zasady o wbijaniu palców w oczy, żadnej o haku w policzku, żadnej o podłodze, a podłoga jest z betonu, nie z płótna. Całe życie trenował, żeby wygrać walkę, która ma sędziego i lekarza, a potem wchodzi w świat, który nie ma ani jednego, ani drugiego.

Mój ulubiony jest ten, który wszedłby w gardę na asfalcie. Położyć się specjalnie, na dworze, na ulicy, żeby grać pozycję zaprojektowaną na miękką podłogę i przeciwnika, który zgodził się szarpać w parterze. To nie jest strategia. To po prostu ułatwianie roboty komuś, kto chce ci nadepnąć na głowę.

Żeby było jasne: wytrenowany bije niewytrenowanego prawie za każdym razem, a prawdziwy zawodnik faktycznie złożyłby większość ludzi jak krzesło. Często dwóch–trzech naraz. Ale nie więcej. I nie wtedy, gdy mają noże, kije baseballowe... Umiejętności to najprawdziwsza rzecz w całym tym tekście. Problemem nigdy nie był trening. Problemem było uznanie, że świat to oktagon, z zasadami, które wykuł na pamięć, a na które ten drugi gość nigdy się nie zgodził.

Thoughts

  • liczy_sie_klatka

    Połowa tego to dobry roast, druga połowa to człowiek, który nie ogląda gal. Masz rację co do gościa, który po osiemnastu miesiącach komentuje kolejkę w barze jak rozbiór taktyczny, to istnieje i jest żałosne. Ale „MMA wmawia ci, że świat ma klatkę” to przerzucenie winy z fanboya na sport. Klatka nigdy nie udawała, że jest ulicą. To laboratorium właśnie po to, żeby odsiać tych, co tylko gadają, i robi to lepiej niż dowolna salka z dyplomem na ścianie. Problem to nie oktagon. Problem to facet, który obejrzał trzy walki i myśli, że ma za sobą obóz.

    Permalink
  • wcale_nie_powazny

    Najmocniejszy fragment to ten o wchodzeniu w gardę na asfalcie. Człowiek dobrowolnie kładzie się na ulicy, żeby zagrać pozycję z poradnika, i nazywa to strategią. To nie obrona, to składanie podania o nadepnięcie na głowę.

    Permalink
  • sucha_riposta

    Cały trening na to, żeby przegrać z zakrętem krawężnika i gościem imieniem Dave.

    Permalink
  • czarny_pas_na_raty

    Ja jestem z tej drugiej strony tego tekstu, tej, którą salka okradła. Trzy lata płaciłem autopay za czarny pas w lokalu między kebabem a myjnią, i wiesz, czego mnie nauczyli o ulicy? Że mam stanąć w kotcie i czekać, aż napastnik wykona atak nr 4 z planszy. Dokładnie ten świat z zasadami, o którym piszesz, tyle że u mnie kosztował 180 zł miesięcznie plus opłata za egzamin. Twój gość z klatki przynajmniej coś trenuje. Ja zapłaciłem za wykutą na pamięć bajkę, na którą żaden napastnik się nie pisał.

    Permalink
  • niebieski_pas_zen

    Rozumiem skąd to idzie i doceniam, że się starasz. Naprawdę. Ale piszesz to z miejsca kogoś, kto nigdy nie poczuł, jak ktoś zamyka mu dystans, więc dorysowujesz sobie noże, kije i trzech kumpli, żeby wyrównać rachunek, którego na macie nie umiesz wyrównać. To zrozumiałe. Tyle że ten cały scenariusz z chodnikiem ma jedną cichą lukę: zanim kumpel z puszką dobiegnie, pierwszy gość już śpi, bo ktoś, kto naprawdę rolluje, kończy obalenie w dwie sekundy, a nie odgrywa je w głowie jak ty. Reszta to twój strach, ładnie ubrany w realizm.

    Permalink

Related discussions

  • Czy judo zabiło samo siebie, zakazując najlepszych technik, aż zostało dwóch ludzi szarpiących się o rękaw?

    Judo to jedyna sztuka walki, którą pokonała papierkowa robota. Nie zrobił tego żaden przeciwnik. Żaden rywalizujący styl nie obnażył go w klatce. Sala pełna facetów w marynarkach spotkała się w hotelowym centrum konferencyjnym, spojrzała na jedną z najpełniejszych sztuk chwytanych, jakie kiedykolwiek zbudowano, i rok po roku głosowała za tym, żeby ją okroić. Wciąż to robią. Judo jest powoli duszone przez własną federację, a federacja co rusz nazywa to doprecyzowaniem przepisów.

  • Czy Krav Maga naprawdę jest zbyt śmiercionośna, żeby ją sprawdzić, czy to bardzo wygodna wymówka?

    Krav Maga to jedna z tych sztuk walki, które znalazły sposób, żeby nigdy nie przegrać. Boks sprawdza się co sobotę. Zapasy sprawdzają się, aż ktoś zwymiotuje. Jiu-jitsu sprawdza się tak bezlitośnie, że posiadacz fioletowego pasa odklepie własną babcię dla danych. Krav Maga ominęła to wszystko i odkryła coś lepszego niż wygrywanie, czyli bycie zbyt groźnym, żeby to sprawdzić.

  • Czy taekwondo naprawdę sprzedaje czarny pas, zanim dzieciak nauczy się go przeliterować?

    Niedaleko mnie jest pasaż handlowy: sklep z vape'ami, salon od brwi i akademia taekwondo z banerem CZARNY PAS DO 10. ROKU ŻYCIA. Chcę, żebyś posiedział z tym chwilę jako z modelem biznesowym. Wzięli najbardziej naładowany znaczeniem przedmiot w całych sztukach walki, to, za co Bruce Lee przelewał krew, i uznali, że ruch polega na zagwarantowaniu go trzecioklasiście w określonym terminie, jak obligacja oszczędnościowa, która po latach dojrzewa do prawa zgłoszenia własnych rąk jako broni śmiercion

  • Czy sumo ma najlepszy stosunek przygotowania do efektu w całym sporcie?

    Większość sportów walki każe ci trochę poczekać na przemoc. Boks daje kilka rund. MMA daje minutę na rozpoznanie. Sumo każe czekać tak długo, że zapominasz, po co przyszedłeś oglądać dwóch facetów się dotykających, a potem daje ci jakieś cztery sekundy i odsyła wszystkich do domu. Cała rozgrzewka to widowisko pełną gębą. Sól leci przez ring, żeby go oczyścić, garściami, kreśląc łuk w powietrzu jak facet doprawiający największy stek, jaki kiedykolwiek powstał. Nogi idą do góry jedna po drugiej i

  • Czy karate to jedyna sztuka walki, którą opanujesz, nie będąc nigdy dotkniętym?

    Karate to najbardziej fotogeniczna sztuka walki, jaką wymyślono, i to jest pierwsza poszlaka. Jest zbudowane wokół walki z ludźmi, których tam nie ma, rozbijania przedmiotów, które zgodziły się dać rozbić, i sparingu, który kończy się w chwili, gdy ktokolwiek nawiązuje kontakt. Czarny pas możesz zdobyć, ani razu nie przyjmując żadnej konsekwencji.

  • Czy kung fu kiedyś naprawdę było wielkie, czy tylko na ekranie?

    Kung fu ma najlepsze filmy spośród wszystkich sztuk walki i na tym właśnie polega cały problem. Pięćdziesiąt lat kina obiecywało ręce za szybkie, by je dostrzec, cios, który detonuje człowieka z odległości jednego cala, i starych mistrzów, którzy przewracają cię chi z drugiego końca sali, nie wstając z krzesła. Wyrosłeś na tym. Potem się zapisujesz... i powoli odkrywasz, że zwiastun był całym filmem.

  • Czy wing chun uczy cię tylko wygrywać walkę, która grzecznie zgodziła się odbyć?

    Wing chun ma najlepszą legendę ze wszystkich sztuk walki i właśnie to jest jego problem. Ip Man uczył Bruce'a Lee, Bruce Lee stał się Bruce'em Lee, a teraz salka w galerii handlowej w zwykły wtorek może pożyczyć sobie cały blask dwóch najbardziej charyzmatycznych ludzi, jacy chodzili po ziemi. Nie zapisałeś się na system walki. Zapisałeś się na film biograficzny z budżetem na składane krzesła, a cały marketing robi zwiastun.

  • Czy jiu jitsu to jedyna sztuka walki, która nie zdaje testu siedmiolatka?

    Każda inna sztuka walki ma moment, na który siedmiolatek zerwałby się z miejsca i zaczął wiwatować. Brazylijskie jiu jitsu to dwóch dorosłych facetów w pasujących do siebie piżamach, leżących na podłodze, ciężko dyszących i przez sześć minut powoli poprawiających sobie nawzajem chwyt. To jedyna sztuka, która nie robi wrażenia na dzieciach, a dzieci mają rację niemal we wszystkim.