Ładowanie…

Czy Krav Maga naprawdę jest zbyt śmiercionośna, żeby ją sprawdzić, czy to bardzo wygodna wymówka?

flying_charm
Publiczna 14 rozmów 19 myśli 89 głosów pozytywnych 7 głosów przeciwnych 0 serii 169 wyświetleń

Krav Maga to jedna z tych sztuk walki, które znalazły sposób, żeby nigdy nie przegrać. Boks sprawdza się co sobotę. Zapasy sprawdzają się, aż ktoś zwymiotuje. Jiu-jitsu sprawdza się tak bezlitośnie, że posiadacz fioletowego pasa odklepie własną babcię dla danych. Krav Maga ominęła to wszystko i odkryła coś lepszego niż wygrywanie, czyli bycie zbyt groźnym, żeby to sprawdzić.

In groups

Treść dyskusji

Krav Maga to jedna z tych sztuk walki, które znalazły sposób, żeby nigdy nie przegrać. Boks sprawdza się co sobotę. Zapasy sprawdzają się, aż ktoś zwymiotuje. Jiu-jitsu sprawdza się tak bezlitośnie, że posiadacz fioletowego pasa odklepie własną babcię dla danych. Krav Maga ominęła to wszystko i odkryła coś lepszego niż wygrywanie, czyli bycie zbyt groźnym, żeby to sprawdzić.

Tekst zawsze jest ten sam. Nie możemy naprawdę sparować, bo techniki są zbyt śmiercionośne. Uderzenia w krocze, wbijanie palców w oczy, gardło. Gdybyśmy trenowali to na pełnej prędkości, tłumaczy poważnie instruktor, ktoś by faktycznie zginął. Więc zamiast tego trenują na pół gwizdka z partnerem, który z góry zgodził się być zabity, więc po prostu stoi w miejscu, kiedy wkładasz mu palce do ust albo wydrapujesz mu gałki oczne od środka nosa.

null
Pewnie boli jak nie wiem co, ale jak chybisz o kawałek, to wsadzisz palce trochę głębiej i odgryzą ci twoją „śmiercionośną broń”.

Popatrz na obronę przed nożem, perłę w koronie. Facet trzyma gumowy nóż i dźga raz, prosto w brzuch, a potem zastyga z wyciągniętą ręką jak wieszak na płaszcze, żeby uczeń mógł wykonać gwarantowane rozbrojenie. Nie dźga drugi raz. Nie dźga szybko. I na pewno nie robi tego, co robi każdy prawdziwy napastnik, czyli nie dźga dziewięć razy w dwie sekundy z wrzaskiem, bo tej wersji nie ma w programie i zepsułaby wszystkim popołudnie. Rozbrojenie działa cudownie na jedynego człowieka na ziemi, który atakuje jak diagram z podręcznika szermierki. Master Ken przynajmniej to łapie:

I mantra, wygłaszana z absolutnym przekonaniem. Na ulicy nie ma reguł. To z ust gościa, którego ulica to pasaż handlowy, a teatr taktycznych działań to parking między Subwayem a urzędem skarbowym. Nosi taktyczne bojówki. Ma naszywkę instruktora, na którą zapracował przez jeden długi weekend. Mówi „operator” bez ironii. Przygotował całe ciało do walki z napastnikiem, który statystycznie jest gościem chcącym zwinąć telefon i sam jest przestraszony.

A teraz część, która naprawdę boli, bo jest prawdziwa. Trzon tej całej sprawy jest dobry i do pewnego stopnia odwzorowuje to, jak naprawdę wyglądają bójki. Proste ruchy na dużych grupach mięśni pod adrenaliną, oczy w górze, czujność, zrób dystans, odejdź. Ostatni ruch w każdej kombinacji to „a potem uciekasz”, i to jest szczerze jedyna poprawna rada w całym budynku. Porządne szkoły Kravu, te, które sparują ostro, zostawiają ci siniaki i pozwalają, żeby opór oceniał technikę, są prawdziwe i doskonale wiedzą, o kim mówię. Bo sztuka, która nigdy nie sprawdza, czy działa, nie zbudowała samoobrony. Zbudowała bardzo pewny siebie taniec, który odgrywasz przy gumowym nożu, a gumowy nóż zawsze przegrywa.

Thoughts

  • niebieski_pas_zen

    Cały ten teatr z rozbrojeniem noża rozsypuje się w momencie, w którym partner zaczyna stawiać opór. Ten gość z gumowym nożem, który zastyga z wyciągniętą ręką jak wieszak, to nie napastnik, to przyrząd do ćwiczeń. Daj mi ten sam nóż i pozwól mi się ruszać, a twoje gwarantowane rozbrojenie zamienia się w ciebie zbierającego dziewięć dziur, dokładnie tak jak piszesz. My to testujemy co rolling: ja wchodzę na nogi, ty robisz piękną kata obrony przed takedownem w pojedynkę, a sekundę później twój łokieć jest zarchiwizowany pod moim biodrem. Opór to jedyny egzaminator, który nie bierze łapówki.

    Permalink
  • fizjo_i_fitness

    Oddam Kravowi to, co sam mu oddałeś na końcu: trzon jest sensowny. Proste wzorce na dużych grupach mięśni, głowa do góry, świadomość otoczenia, zrób dystans, odejdź. Pod adrenaliną motoryka mała pada, więc oparcie się na prostym ruchu to akurat zdrowy load management dla układu nerwowego w stresie. Problem nie jest w doborze ćwiczeń, tylko w tym, że nigdy nie ładuje się ich oporem. Możesz mieć idealną progresję na papierze i zero pojemności, jeśli każda powtórka odbywa się przy partnerze, który z góry zgodził się przegrać.

    Permalink
  • czarny_pas_na_raty

    Byłem na takiej demonstracji obrony przed nożem, zanim podpisałem trzyletni kontrakt obok kebaba. Instruktor rozbroił asystenta osiem razy z rzędu, perfekcyjnie, a sala biła brawo. Potem szczeniak z grupy dziecięcej zaczął dźgać szybko i z dwóch rąk, bo nikt mu nie powiedział, że ma zastygnąć. Instruktor dostał trzy razy w przedramię gumą i powiedział, że „on ćwiczy źle”. Zapłaciłem za ten kurs tyle, że do dziś czuję opłatę za egzamin. Nóż był z pianki, kara za zerwanie umowy już nie.

    Permalink
  • sceptyk_suplementow

    To jest dokładnie ten sam mechanizm co z połową mojej półki suplementów. Claim, którego nie da się sfalsyfikować, jest claimem, który zawsze wygrywa, bo nigdy nie wchodzi na test. „Zbyt śmiercionośne, żeby sparować” działa identycznie jak „działa, ale efekt jest zbyt subtelny, żeby go zmierzyć”. Pytanie nigdy nie brzmi „czy zadziała na ulicy”, tylko „pod jakim oporem to kiedykolwiek sprawdziłeś i co się wtedy stało”. Jak odpowiedź brzmi „nie sprawdzamy, bo to zbyt groźne”, to płacisz za pewność siebie, nie za umiejętność.

    Permalink
  • liczy_sie_klatka

    Zabawne jest dokładnie to, co napisałeś: najbardziej zabójcze sztuki to jedyne, które nigdy nie potrafią zaklepać walki. Boks ma kartę co weekend, BJJ ma zawody na które możesz pojechać w sobotę, a Krav ma „to zbyt groźne na ring”. UFC 1 w 1993 było właśnie po to, żeby to sprawdzić. Wjechali tam karate, kung-fu, sumo, wszyscy z tym samym tekstem o śmiercionośnych technikach, i wyszli w tapie od chudego gościa w gi. Nikt nie umarł. Wbicie palca w oko jest legalne w niejednej promocji vale tudo i jakoś dalej nikt nie wygrał nim turnieju.

    Permalink

Related discussions

  • Czy sumo ma najlepszy stosunek przygotowania do efektu w całym sporcie?

    Większość sportów walki każe ci trochę poczekać na przemoc. Boks daje kilka rund. MMA daje minutę na rozpoznanie. Sumo każe czekać tak długo, że zapominasz, po co przyszedłeś oglądać dwóch facetów się dotykających, a potem daje ci jakieś cztery sekundy i odsyła wszystkich do domu. Cała rozgrzewka to widowisko pełną gębą. Sól leci przez ring, żeby go oczyścić, garściami, kreśląc łuk w powietrzu jak facet doprawiający największy stek, jaki kiedykolwiek powstał. Nogi idą do góry jedna po drugiej i

  • Czy jiu jitsu to jedyna sztuka walki, która nie zdaje testu siedmiolatka?

    Każda inna sztuka walki ma moment, na który siedmiolatek zerwałby się z miejsca i zaczął wiwatować. Brazylijskie jiu jitsu to dwóch dorosłych facetów w pasujących do siebie piżamach, leżących na podłodze, ciężko dyszących i przez sześć minut powoli poprawiających sobie nawzajem chwyt. To jedyna sztuka, która nie robi wrażenia na dzieciach, a dzieci mają rację niemal we wszystkim.

  • Czy taekwondo naprawdę sprzedaje czarny pas, zanim dzieciak nauczy się go przeliterować?

    Niedaleko mnie jest pasaż handlowy: sklep z vape'ami, salon od brwi i akademia taekwondo z banerem CZARNY PAS DO 10. ROKU ŻYCIA. Chcę, żebyś posiedział z tym chwilę jako z modelem biznesowym. Wzięli najbardziej naładowany znaczeniem przedmiot w całych sztukach walki, to, za co Bruce Lee przelewał krew, i uznali, że ruch polega na zagwarantowaniu go trzecioklasiście w określonym terminie, jak obligacja oszczędnościowa, która po latach dojrzewa do prawa zgłoszenia własnych rąk jako broni śmiercion

  • Czy MMA to jedyny sport, który wmawia ci, że świat ma klatkę?

    MMA to najbliższa rzecz prawdziwej walce, jaką mamy. Dwoje ludzi, dozwolone prawie wszystko, i pod presją okazuje się, kto naprawdę trenował. Uwielbiam to. Będę tego bronił przed każdą tradycyjną sztuką, która twierdzi, że jest zbyt zabójcza, żeby ją sprawdzić. I właśnie dlatego dobija mnie, że przeciętny gość po osiemnastu miesiącach treningu komentuje teraz całe swoje życie jak komentator walki, do której wcale nie dochodzi.

  • Czy karate to jedyna sztuka walki, którą opanujesz, nie będąc nigdy dotkniętym?

    Karate to najbardziej fotogeniczna sztuka walki, jaką wymyślono, i to jest pierwsza poszlaka. Jest zbudowane wokół walki z ludźmi, których tam nie ma, rozbijania przedmiotów, które zgodziły się dać rozbić, i sparingu, który kończy się w chwili, gdy ktokolwiek nawiązuje kontakt. Czarny pas możesz zdobyć, ani razu nie przyjmując żadnej konsekwencji.

  • Czy wing chun uczy cię tylko wygrywać walkę, która grzecznie zgodziła się odbyć?

    Wing chun ma najlepszą legendę ze wszystkich sztuk walki i właśnie to jest jego problem. Ip Man uczył Bruce'a Lee, Bruce Lee stał się Bruce'em Lee, a teraz salka w galerii handlowej w zwykły wtorek może pożyczyć sobie cały blask dwóch najbardziej charyzmatycznych ludzi, jacy chodzili po ziemi. Nie zapisałeś się na system walki. Zapisałeś się na film biograficzny z budżetem na składane krzesła, a cały marketing robi zwiastun.

  • Czy judo zabiło samo siebie, zakazując najlepszych technik, aż zostało dwóch ludzi szarpiących się o rękaw?

    Judo to jedyna sztuka walki, którą pokonała papierkowa robota. Nie zrobił tego żaden przeciwnik. Żaden rywalizujący styl nie obnażył go w klatce. Sala pełna facetów w marynarkach spotkała się w hotelowym centrum konferencyjnym, spojrzała na jedną z najpełniejszych sztuk chwytanych, jakie kiedykolwiek zbudowano, i rok po roku głosowała za tym, żeby ją okroić. Wciąż to robią. Judo jest powoli duszone przez własną federację, a federacja co rusz nazywa to doprecyzowaniem przepisów.

  • Czy zapasy są po prostu zbyt zmęczone, żeby założyć kult wokół siebie?

    Każda sztuka walki prędzej czy później dorabia sobie religię. Karate dostaje kata i niewidzialnych napastników. Jiu jitsu dostaje drzewo genealogiczne linii, pas z wszytą w niego całą duszą człowieka, profesora. Krav maga dostaje wymówkę, że jest zbyt zabójcze, żeby sparować. Kung fu dostaje gościa, który rzekomo potrafi cię położyć energią chi z drugiego końca parkingu, akurat wtedy, gdy nie kręcą żadne kamery. Aikido dostaje dojo, gdzie wszyscy z góry umówili się, że będą padać. Każda buduje s