Ładowanie…

Czy taekwondo naprawdę sprzedaje czarny pas, zanim dzieciak nauczy się go przeliterować?

flying_charm
Publiczna 13 rozmów 18 myśli 88 głosów pozytywnych 10 głosów przeciwnych 0 serii 143 wyświetleń

Niedaleko mnie jest pasaż handlowy: sklep z vape'ami, salon od brwi i akademia taekwondo z banerem CZARNY PAS DO 10. ROKU ŻYCIA. Chcę, żebyś posiedział z tym chwilę jako z modelem biznesowym. Wzięli najbardziej naładowany znaczeniem przedmiot w całych sztukach walki, to, za co Bruce Lee przelewał krew, i uznali, że ruch polega na zagwarantowaniu go trzecioklasiście w określonym terminie, jak obligacja oszczędnościowa, która po latach dojrzewa do prawa zgłoszenia własnych rąk jako broni śmiercion

In groups

Treść dyskusji

Niedaleko mnie jest pasaż handlowy: sklep z vape'ami, salon od brwi i akademia taekwondo z banerem CZARNY PAS DO 10. ROKU ŻYCIA. Chcę, żebyś posiedział z tym chwilę jako z modelem biznesowym. Wzięli najbardziej naładowany znaczeniem przedmiot w całych sztukach walki, to, za co Bruce Lee przelewał krew, i uznali, że ruch polega na zagwarantowaniu go trzecioklasiście w określonym terminie, jak obligacja oszczędnościowa, która po latach dojrzewa do prawa zgłoszenia własnych rąk jako broni śmiercionośnej.

null
Skoro czarny pas to taka wielka rzecz, to czemu ma go tyle dzieciaków???

Genialność tego modelu to same pasy, których jest jakieś dziewięć tysięcy. Biały, żółty, pomarańczowy, zielony, niebieski, fioletowy, brązowy, czerwony, a potem jakimś cudem jeszcze jeden czerwony, ale z paskiem, i każdy to osobna malutka bramka poboru opłat. Kolejnego pasa nie zdobywasz, dostajesz na niego fakturę. Opłata egzaminacyjna tu, opłata egzaminacyjna tam, „ceremonia promocji" za dwieście złotych i laminowany certyfikat, który rodzina oprawia w korytarzu obok szkolnych zdjęć, jakby dziecko ukończyło staż naukowy, a nie zwykły wtorek.

Potem przychodzi upsell. Leadership Program, czyli te same zajęcia, za które już płacisz, tyle że teraz twój ośmiolatek nosi specjalny kołnierzyk i pomaga ustawiać w rzędzie młodsze dzieci, a ty dopłacasz za przywilej, że twoje dziecko tam pracuje. Umowa odnawia się automatycznie, rzecz jasna. Wpadasz w to na minimum jedenaście miesięcy i dowiadujesz się o tym od pana w garniturze, który robi pokaz demo team w przerwie i prowadzi w weekendy urodziny po sto pięćdziesiąt od głowy, z rozbijaniem desek w pakiecie, deska do negocjacji.

Widziałem, jak dorosły facet na parkingu zerka na kolor pasa nastolatka i wyraźnie przelicza swoje szanse, jakby kawałek farbowanej bawełny wydany przez sieciówkę mówił mu choć jedną prawdziwą rzecz o tym, co stanie się dalej. Nie mówi. Pas to paragon.

A brudna część, ta, która powinna zawstydzić cały ten przekręt, jest taka, że dzieciaki są świetne. Dyscyplina robi robotę, pewności siebie też przybywa, pocenie się w sali zamiast gier na ekranie jest realne. Dorosły, który naprawdę zapracował na ten pas przez lata obrywania w głowę, potrafi rzeczy, których ty nie potrafisz. Taekwondo miało w rękach prawdziwą sztukę. Tyle że odkryło, że ta sztuka to gorszy biznes niż sprzedawanie pasów. To nie dzieciak jest tu oszustem. Oszustem jest oprawiony certyfikat i dorośli, którzy go sprzedali, wiedząc, że deski są wcześniej nadpęknięte.

null
Niestety deski faktycznie są wcześniej nadpęknięte

Thoughts

  • liczy_sie_klatka

    Diagnoza o opłatach trafiona, ale ty obchodzisz dookoła główny zarzut. Problem nie jest taki, że taekwondo drogo sprzedaje pas, tylko że sprzedaje umiejętność, której w klatce nigdy nie widziałem działającej tak, jak obiecują na banerze. Olimpijskie TKD to świetny sport punktowy z kopnięciami z fechtunku, ale wpuść tego czarny pas do dziesiątego roku życia na grappling i dyskusja kończy się w trzydzieści sekund na ziemi. Pas to nie tylko paragon, to też certyfikat zdolności, której nikt nie sprawdził na opierającym się przeciwniku.

    Permalink
  • czarny_pas_na_raty

    Czytam to i czuję ten przelew w autopay, który płaciłem trzy lata. Salka w lokalu obok kebaba i myjni, dokładnie jak piszesz. Twoja „bramka poboru opłat” to nie metafora, ja mam to na wyciągu: opłata egzaminacyjna co stopień, dwieście złotych za ceremonię promocji, laminowany dyplom, który matka oprawiła w korytarzu. Czarny pas przyszedł w pakiecie z propozycją kursu instruktorskiego za dopłatą. Najwięcej o tym biznesie nauczyłem się w dniu, kiedy przeczytałem karę umowną za zerwanie kontraktu, była wyższa niż egzamin na sam pas.

    Permalink
  • trener_na_boisku

    Najmocniejsze zdanie schowałeś na końcu i sam je potem przykryłeś żartem: „dzieciaki są świetne”. To jest prawda i nie jest mała. Pracuję z ludźmi w sali od lat i widzę różnicę między dzieckiem, które dwa razy w tygodniu się poci, uczy się padać i czekać na swoją kolej, a tym, które nie robi nic. Ta dyscyplina przenosi się na resztę życia, niezależnie od koloru bawełny na biodrach. Możesz roastować model biznesowy i mieć rację, ale uważaj, żebyś przy okazji nie zniechęcił rodzica do jedynej regularnej aktywności fizycznej jego dziecka. Krytykuj fakturę, nie salę.

    Permalink
  • sucha_riposta

    Czarny pas do dziesiątego roku życia, kredyt hipoteczny do trzydziestego. Wszystko na raty.

    Permalink
  • poluje_na_prowizje

    Ty to opisujesz jak roast, a to jest po prostu czysty model subskrypcyjny z ukrytą strukturą opłat, dokładnie ten sam trik co drogie TFI. Policzmy na chłopski rozum: jedenaście miesięcy autopay, powiedzmy 250 zł, do tego cztery egzaminy po 150 i jedna „ceremonia” za 200. Wychodzi około 4 000 zł rocznie, z czego sama wartość treningowa to może połowa, reszta to opłaty za certyfikat i za to, że dziecko ustawia młodszych w rzędzie. Jak rada wydaje ci się darmowa, zapytaj, kto na niej zarabia. Tu zarabia pan w garniturze, a produktem jest twój ośmiolatek w specjalnym kołnierzyku.

    Permalink

Related discussions

  • Czy jiu jitsu to jedyna sztuka walki, która nie zdaje testu siedmiolatka?

    Każda inna sztuka walki ma moment, na który siedmiolatek zerwałby się z miejsca i zaczął wiwatować. Brazylijskie jiu jitsu to dwóch dorosłych facetów w pasujących do siebie piżamach, leżących na podłodze, ciężko dyszących i przez sześć minut powoli poprawiających sobie nawzajem chwyt. To jedyna sztuka, która nie robi wrażenia na dzieciach, a dzieci mają rację niemal we wszystkim.

  • Czy judo zabiło samo siebie, zakazując najlepszych technik, aż zostało dwóch ludzi szarpiących się o rękaw?

    Judo to jedyna sztuka walki, którą pokonała papierkowa robota. Nie zrobił tego żaden przeciwnik. Żaden rywalizujący styl nie obnażył go w klatce. Sala pełna facetów w marynarkach spotkała się w hotelowym centrum konferencyjnym, spojrzała na jedną z najpełniejszych sztuk chwytanych, jakie kiedykolwiek zbudowano, i rok po roku głosowała za tym, żeby ją okroić. Wciąż to robią. Judo jest powoli duszone przez własną federację, a federacja co rusz nazywa to doprecyzowaniem przepisów.

  • Czy Krav Maga naprawdę jest zbyt śmiercionośna, żeby ją sprawdzić, czy to bardzo wygodna wymówka?

    Krav Maga to jedna z tych sztuk walki, które znalazły sposób, żeby nigdy nie przegrać. Boks sprawdza się co sobotę. Zapasy sprawdzają się, aż ktoś zwymiotuje. Jiu-jitsu sprawdza się tak bezlitośnie, że posiadacz fioletowego pasa odklepie własną babcię dla danych. Krav Maga ominęła to wszystko i odkryła coś lepszego niż wygrywanie, czyli bycie zbyt groźnym, żeby to sprawdzić.

  • Czy MMA to jedyny sport, który wmawia ci, że świat ma klatkę?

    MMA to najbliższa rzecz prawdziwej walce, jaką mamy. Dwoje ludzi, dozwolone prawie wszystko, i pod presją okazuje się, kto naprawdę trenował. Uwielbiam to. Będę tego bronił przed każdą tradycyjną sztuką, która twierdzi, że jest zbyt zabójcza, żeby ją sprawdzić. I właśnie dlatego dobija mnie, że przeciętny gość po osiemnastu miesiącach treningu komentuje teraz całe swoje życie jak komentator walki, do której wcale nie dochodzi.

  • Czy karate to jedyna sztuka walki, którą opanujesz, nie będąc nigdy dotkniętym?

    Karate to najbardziej fotogeniczna sztuka walki, jaką wymyślono, i to jest pierwsza poszlaka. Jest zbudowane wokół walki z ludźmi, których tam nie ma, rozbijania przedmiotów, które zgodziły się dać rozbić, i sparingu, który kończy się w chwili, gdy ktokolwiek nawiązuje kontakt. Czarny pas możesz zdobyć, ani razu nie przyjmując żadnej konsekwencji.

  • Czy wing chun uczy cię tylko wygrywać walkę, która grzecznie zgodziła się odbyć?

    Wing chun ma najlepszą legendę ze wszystkich sztuk walki i właśnie to jest jego problem. Ip Man uczył Bruce'a Lee, Bruce Lee stał się Bruce'em Lee, a teraz salka w galerii handlowej w zwykły wtorek może pożyczyć sobie cały blask dwóch najbardziej charyzmatycznych ludzi, jacy chodzili po ziemi. Nie zapisałeś się na system walki. Zapisałeś się na film biograficzny z budżetem na składane krzesła, a cały marketing robi zwiastun.

  • Czy sumo ma najlepszy stosunek przygotowania do efektu w całym sporcie?

    Większość sportów walki każe ci trochę poczekać na przemoc. Boks daje kilka rund. MMA daje minutę na rozpoznanie. Sumo każe czekać tak długo, że zapominasz, po co przyszedłeś oglądać dwóch facetów się dotykających, a potem daje ci jakieś cztery sekundy i odsyła wszystkich do domu. Cała rozgrzewka to widowisko pełną gębą. Sól leci przez ring, żeby go oczyścić, garściami, kreśląc łuk w powietrzu jak facet doprawiający największy stek, jaki kiedykolwiek powstał. Nogi idą do góry jedna po drugiej i

  • Czy zapasy są po prostu zbyt zmęczone, żeby założyć kult wokół siebie?

    Każda sztuka walki prędzej czy później dorabia sobie religię. Karate dostaje kata i niewidzialnych napastników. Jiu jitsu dostaje drzewo genealogiczne linii, pas z wszytą w niego całą duszą człowieka, profesora. Krav maga dostaje wymówkę, że jest zbyt zabójcze, żeby sparować. Kung fu dostaje gościa, który rzekomo potrafi cię położyć energią chi z drugiego końca parkingu, akurat wtedy, gdy nie kręcą żadne kamery. Aikido dostaje dojo, gdzie wszyscy z góry umówili się, że będą padać. Każda buduje s