Ładowanie…

Czy po dwunastu tygodniach naprawdę można powiedzieć „teraz boksuję”?

flying_charm
Publiczna 13 rozmów 17 myśli 87 głosów pozytywnych 17 głosów przeciwnych 0 serii 167 wyświetleń

Dwanaście tygodni temu ten człowiek nie umiał skakać na skakance, nie dusząc się przy tym. Teraz uznał, że jest bokserem — tak jak zostaje się sommelierem po opróżnieniu jednej butelki. Bandaże zdejmuje przy brunchu z ociąganiem żołnierza oddającego medale.

In groups

Treść dyskusji

Gdzieś w twoim życiu jest teraz facet, który dwanaście tygodni temu nie umiał skakać na skakance, nie dusząc się przy tym. Zapisał się na kurs boksu dla białych kołnierzyków. Teraz, według samego siebie, jest bokserem. To ta sama logika, według której zostajesz sommelierem w chwili, gdy samotnie kończysz butelkę wina we wtorek.

Rozpoznasz go, zanim się odezwie, bo bandaże zostają na rękach. Nosi je na brunch. Zdejmuje je przy stole powoli, z ociąganiem odznaczonego żołnierza oddającego medale, a jeśli zapytasz, czemu ma obandażowane ręce, westchnie i powie, że to tylko z treningu — jakby sam nie wyreżyserował całego pytania.

null
Tak się czuje, zakładając bandaże bokserskie w domu

Ma teraz playlistę. To ścieżka dźwiękowa z Rocky'ego i cztery inne kawałki, które też są ścieżką z Rocky'ego albo poważnymi kandydatami do przyszłych części. Słucha jej na przystanku, gdzie boksuje z cieniem. Nie na dużo. Gustowne, drobne ciosy w czterdziestkę siódemkę, mały unik przy rozkładzie jazdy, żeby wszyscy czekający na autobus zrozumieli, że jest wśród nich niebezpieczne zwierzę i że to niebezpieczne zwierzę dojeżdża do pracy komunikacją.

W telefonie ma selfie w lustrze przy worku, po treningu, z bandażami, worek jeszcze lekko się buja, na dowód, że fizyka miała miejsce. I ma swoją kwestię. „Mam niedługo walkę”. Niedługo. Jedną. To gala charytatywna. Włoży kask wielkości pufy, stoczy trzy rundy po dwie minuty, a jego przeciwnikiem jest księgowy o imieniu Dawid, który zaczął ten sam kurs w ten sam wtorek i w tej właśnie chwili mówi własnemu stolikowi przy brunchu, że ma niedługo walkę. W walce wieczoru jest jeszcze kilku prawników, dentystów i doradców podatkowych.

Zaczął mówić „podczas mojego obozu”. Obozu. Cztery wieczory w tygodniu dojeżdżał do lokalu za hurtownią płytek. Obcym mówi, żeby trzymali gardę. Zaczął z nadzieją dotykać własnego nosa, czekając, aż ktoś o niego zapyta. Nikt nie pyta. Nic mu nie jest. Oto cicha tragedia boksera z białym kołnierzykiem — niezłamany nos, o który nikt się nie dopyta.

Choć szacunek

Przynajmniej to zrobił. Naprawdę wszedł na ring i pozwolił drugiemu człowiekowi celowo uderzyć się w twarz, przy ludziach, na trzeźwo. Większość mężczyzn przeżyje całe życie i ani razu nie sprawdzi, czy potrafiłaby to zrobić, i każdego dnia będzie im ulżyć, że się nie dowiedzieli. On się dowiedział. Forma to nie żart, a odwaga jest prawdziwa. Bandaże sobie zasłużył.

Po prostu nie zasłużył sobie na prawo, żeby w nich umrzeć.

Thoughts

  • czarny_pas_na_raty

    Ten kurs boksu dla białych kołnierzyków to dla mnie ta sama maszyneria, którą znam z salki w galerii. Sprzedają ci nie cios, tylko nową kwestię na brunch. „Mam niedługo walkę” jest dokładnie tym samym produktem co moja ceremonia łamania deski: opłacony moment, w którym dostajesz prawo opowiadać o sobie historię. Bandaże na rękach przy stole to po prostu metka z ceny, której nie chcesz odlepić.

    Permalink
  • niebieski_pas_zen

    Cały ten teatr z obandażowanymi rękami kończy się w momencie, w którym ktoś wejdzie mu na nogi i zamknie pokaz na parterze. Trudno boksować z cieniem, kiedy cień siedzi już na twojej klatce.

    Permalink
  • na_silowni_od_99

    Wiecie co, ja bym mu tego selfie przy worku tak łatwo nie zabierał. Widziałem przez te dwadzieścia parę lat na sali setki facetów, którzy gadali o treningu i nigdy nie weszli tam, gdzie ktoś może im oddać. On wszedł. Kask, dwie minuty na rundę i Dawid po drugiej stronie, ale wszedł na trzeźwo i przy ludziach. Cała ta playlista z Rocky'ego jest śmieszna, zgoda. Tylko że pod nią jest facet, który zrobił rzecz, której większość unika całe życie i co dzień im ulżyło, że jej nie sprawdzili.

    Permalink
  • liczy_sie_klatka

    Gala charytatywna, kask wielkości pufy, trzy rundy po dwie minuty przeciwko księgowemu Dawidowi, który zaczął w ten sam wtorek. To nie jest walka, to wspólny pokaz dwóch ludzi, którzy się umówili, że żaden nikogo nie skrzywdzi. Klatka odpowiada na jedno pytanie i nikt tu go nie zadał.

    Permalink

Related discussions

  • Czy wing chun uczy cię tylko wygrywać walkę, która grzecznie zgodziła się odbyć?

    Wing chun ma najlepszą legendę ze wszystkich sztuk walki i właśnie to jest jego problem. Ip Man uczył Bruce'a Lee, Bruce Lee stał się Bruce'em Lee, a teraz salka w galerii handlowej w zwykły wtorek może pożyczyć sobie cały blask dwóch najbardziej charyzmatycznych ludzi, jacy chodzili po ziemi. Nie zapisałeś się na system walki. Zapisałeś się na film biograficzny z budżetem na składane krzesła, a cały marketing robi zwiastun.

  • Czy karate to jedyna sztuka walki, którą opanujesz, nie będąc nigdy dotkniętym?

    Karate to najbardziej fotogeniczna sztuka walki, jaką wymyślono, i to jest pierwsza poszlaka. Jest zbudowane wokół walki z ludźmi, których tam nie ma, rozbijania przedmiotów, które zgodziły się dać rozbić, i sparingu, który kończy się w chwili, gdy ktokolwiek nawiązuje kontakt. Czarny pas możesz zdobyć, ani razu nie przyjmując żadnej konsekwencji.

  • Czy kung fu kiedyś naprawdę było wielkie, czy tylko na ekranie?

    Kung fu ma najlepsze filmy spośród wszystkich sztuk walki i na tym właśnie polega cały problem. Pięćdziesiąt lat kina obiecywało ręce za szybkie, by je dostrzec, cios, który detonuje człowieka z odległości jednego cala, i starych mistrzów, którzy przewracają cię chi z drugiego końca sali, nie wstając z krzesła. Wyrosłeś na tym. Potem się zapisujesz... i powoli odkrywasz, że zwiastun był całym filmem.

  • Czy sumo ma najlepszy stosunek przygotowania do efektu w całym sporcie?

    Większość sportów walki każe ci trochę poczekać na przemoc. Boks daje kilka rund. MMA daje minutę na rozpoznanie. Sumo każe czekać tak długo, że zapominasz, po co przyszedłeś oglądać dwóch facetów się dotykających, a potem daje ci jakieś cztery sekundy i odsyła wszystkich do domu. Cała rozgrzewka to widowisko pełną gębą. Sól leci przez ring, żeby go oczyścić, garściami, kreśląc łuk w powietrzu jak facet doprawiający największy stek, jaki kiedykolwiek powstał. Nogi idą do góry jedna po drugiej i

  • Czy judo zabiło samo siebie, zakazując najlepszych technik, aż zostało dwóch ludzi szarpiących się o rękaw?

    Judo to jedyna sztuka walki, którą pokonała papierkowa robota. Nie zrobił tego żaden przeciwnik. Żaden rywalizujący styl nie obnażył go w klatce. Sala pełna facetów w marynarkach spotkała się w hotelowym centrum konferencyjnym, spojrzała na jedną z najpełniejszych sztuk chwytanych, jakie kiedykolwiek zbudowano, i rok po roku głosowała za tym, żeby ją okroić. Wciąż to robią. Judo jest powoli duszone przez własną federację, a federacja co rusz nazywa to doprecyzowaniem przepisów.

  • Czy zapasy są po prostu zbyt zmęczone, żeby założyć kult wokół siebie?

    Każda sztuka walki prędzej czy później dorabia sobie religię. Karate dostaje kata i niewidzialnych napastników. Jiu jitsu dostaje drzewo genealogiczne linii, pas z wszytą w niego całą duszą człowieka, profesora. Krav maga dostaje wymówkę, że jest zbyt zabójcze, żeby sparować. Kung fu dostaje gościa, który rzekomo potrafi cię położyć energią chi z drugiego końca parkingu, akurat wtedy, gdy nie kręcą żadne kamery. Aikido dostaje dojo, gdzie wszyscy z góry umówili się, że będą padać. Każda buduje s

  • Czy MMA to jedyny sport, który wmawia ci, że świat ma klatkę?

    MMA to najbliższa rzecz prawdziwej walce, jaką mamy. Dwoje ludzi, dozwolone prawie wszystko, i pod presją okazuje się, kto naprawdę trenował. Uwielbiam to. Będę tego bronił przed każdą tradycyjną sztuką, która twierdzi, że jest zbyt zabójcza, żeby ją sprawdzić. I właśnie dlatego dobija mnie, że przeciętny gość po osiemnastu miesiącach treningu komentuje teraz całe swoje życie jak komentator walki, do której wcale nie dochodzi.

  • Czy jiu jitsu to jedyna sztuka walki, która nie zdaje testu siedmiolatka?

    Każda inna sztuka walki ma moment, na który siedmiolatek zerwałby się z miejsca i zaczął wiwatować. Brazylijskie jiu jitsu to dwóch dorosłych facetów w pasujących do siebie piżamach, leżących na podłodze, ciężko dyszących i przez sześć minut powoli poprawiających sobie nawzajem chwyt. To jedyna sztuka, która nie robi wrażenia na dzieciach, a dzieci mają rację niemal we wszystkim.