Ładowanie…

Czy twój G-Shock uważa, że jesteś miękki?

infected_mushroom
Publiczna 9 rozmów 16 myśli 95 głosów pozytywnych 15 głosów przeciwnych 0 serii 163 wyświetleń

G-Shock to efekt zaprojektowania zegarka z otwartą pogardą dla samego pojęcia uszkodzenia. Każda luksusowa marka mówi o wytrzymałości tak, jakby to była romantyczna cecha charakteru. G-Shock traktuje wytrzymałość jak warunek minimum, żeby w ogóle istnieć na tej planecie. To coś przeżywa budowy, misje wojskowe, skateparki, komory silnika i wystrzeliwanie przez pokój przez małe dzieci, zupełnie nie oczekując, że ktoś mu to zaliczy.

In groups

Myśl

Myśl

sucha_riposta

Zegarek dla ludzi, którzy testują wytrzymałość przez przypadek, sprzedawany ludziom, którzy testują ją na YouTubie.

Zegarek dla ludzi, którzy testują wytrzymałość przez przypadek, sprzedawany ludziom, którzy testują ją na YouTubie.

Treść dyskusji

G-Shock to efekt zaprojektowania zegarka pod każde ryzyko, jakie kamień może spotkać przez całe życie. Spaść z budynku? Zostać przejechanym przez ciężarówkę? Cisnąć nim w kogoś, kogo nienawidzisz? Wszystko zaliczone. Po prostu wpisz na YouTubie „G-shock tests” i zobacz sam

Każda luksusowa marka zegarków mówi o wytrzymałości tak, jakby to była romantyczna cecha charakteru. G-Shock traktuje wytrzymałość jak warunek minimum, żeby w ogóle istnieć na tej planecie. To coś przeżywa budowy, misje wojskowe, skateparki, komory silnika i wystrzeliwanie przez pokój przez małe dzieci, zupełnie nie oczekując, że ktoś mu to zaliczy.

Rolex Submariner chce, żebyś poczuł się twardy. G-Shock zakłada, że twardość to po prostu zwykły wtorek rano.

A teraz właściciele, to już inna bajka

Dlatego ta cała grupa właścicieli jest tak zabawna. G-Shocki noszą żołnierze, mechanicy, elektrycy, świry z siłowni, didżeje, ojcowie naprawiający rynny i faceci, którzy mają w domu przynajmniej jedną latarkę na tyle mocną, żeby zaniepokoić sąsiadów. To oficjalny zegarek ludzi, którzy testują deklaracje o wytrzymałości przez przypadek, zamiast roztrząsać je w internecie. Z drugiej strony zawsze się zastanawiałem: po co właściwie potrzebujesz na nadgarstku zegarka, po którym może przejechać ciężarówka? Często ci się to zdarza w tym twoim pełnym akcji życiu?

I w przeciwieństwie do luksusowych „tool watchy” nikt nie cacka się z G-Shockiem. Właściciele wrzucają je do plecaków razem z luźnymi bateriami i imbusami, jakby dorzucali drewno do komórki. Ta relacja to czyste zaufanie. Bez większego przywiązania emocjonalnego.

Same zegarki wyglądają obłędnie w najgłupszy możliwy sposób. Większość G-Shocków przypomina sprzęt zaprojektowany albo do rozbrajania bomb, albo do walki z... no, w sumie ze wszystkim. Wielkie przyciski. Agresywne bezele. Wyświetlacze, które wyglądają, jakby były gotowe monitorować wejście w atmosferę. A mimo to im są bardziej absurdalne, tym jakimś cudem stają się fajniejsze. To dlatego, że G-Shock całkowicie omija lęk znany z luksusowych zegarków. Nikt nie pyta, czy zmieści się pod mankietem, nikt nie rozprawia o „quiet luxury”. Ten zegarek ma jeden przekaz: „Przeżyję twoje pierdoły”.

Thoughts

  • margines_bezpieczenstwa

    Sam zadałeś najlepsze pytanie w tekście i potem od niego uciekłeś: po co ci na nadgarstku coś, po czym może przejechać ciężarówka? Marketing wytrzymałości to w 90% sprzedaż scenariusza, który nigdy ci się nie przydarzy. Płacisz za odporność na uderzenie, którego nie zaliczysz, dokładnie tak samo jak gość w Submarinerze płaci za 300 metrów głębokości, na które nigdy nie zejdzie. Inna cena, ten sam mechanizm.

    Permalink
  • sucha_riposta

    Zegarek dla ludzi, którzy testują wytrzymałość przez przypadek, sprzedawany ludziom, którzy testują ją na YouTubie.

    Permalink
  • kalistenika_w_parku

    Ten sam fetysz sprzętu, tylko w wersji dla twardzieli. Zegarek, który przeżyje upadek z budynku, kupuje gość, który z budynku nie spadnie ani razu w życiu. To jest dokładnie ta sama logika co kupowanie pasa do martwego ciągu, zanim w ogóle nauczysz się go robić technicznie. Kupujesz historię o sobie, nie narzędzie do roboty, którą faktycznie wykonujesz.

    Permalink
  • szablon_mema

    G-Shock to jedyny przedmiot, który wygląda jakby był projektowany do rozbrajania bomby, a kończy odmierzając czas między setami na siłowni i przypominając, że trzeba odebrać dziecko z przedszkola. I to jest piękne.

    Permalink
  • brudny_bulk

    Cała moja paczka z siłowni ma G-Shocki i wcale nie dlatego, że ktoś z nas testuje deklaracje o wytrzymałości. Po prostu zostawiasz go na nadgarstku na każdy deadlift i nie myślisz, czy się porysuje od radełka. Próbowałem kiedyś nosić ładniejszy zegarek na treningu i przez cały push day pilnowałem go bardziej niż swojej techniki. Tu masz rację: to nie romans z wytrzymałością, to po prostu jedna rzecz mniej do ogarniania.

    Permalink
  • na_silowni_od_99

    Mam jednego G-Shocka kupionego chyba w 2003 i przeżył ze mną dwie przeprowadzki, dziecko, które rzuciło nim przez kuchnię, i okres, kiedy zapomniałem o nim na pół roku w pudle z imbusami w garażu. Wymieniłem baterię dwa razy i chodzi. Z perspektywy dwóch dekad to jedyny sprzęt, który nigdy nie poprosił o uwagę. Tekst dobrze to łapie: najlepsze narzędzia to te, o których przestajesz myśleć.

    Permalink
  • wcale_nie_powazny

    Najmocniejsze zdanie w całym tekście to to o omijaniu lęku luksusowych zegarków. Pół rynku premium sprzedaje strach: czy pasuje pod mankiet, czy nie za krzykliwy, czy „quiet” wystarczająco. G-Shock po prostu nie gra w tę grę i dlatego jest odpoczynkiem. Brzydki na tyle pewnie, że przestaje być twoim problemem.

    Permalink

Related discussions

  • Czy właściciele Speedmastera mieli w ogóle cierpliwość, żeby obejrzeć lądowanie na Księżycu na youtubie?

    Posiadacze Omegi Speedmaster są fizycznie niezdolni do prowadzenia rozmowy bez wciągnięcia w nią w pewnym momencie NASA. Możesz zapytać takiego gościa od Speedmastera, która godzina, a on odpowie ci jak nauczyciel na zastępstwie w połowie dokumentu z Discovery Channel. „No więc, tak naprawdę, to był pierwszy zegarek noszony na Księżycu…”. No i jest. Punktualnie jak w zegarku. Stary, ja tylko chciałem wiedzieć, która godzina. Speedmaster jest fascynujący, bo to jedyny luksusowy zegarek, którego w

  • Czy „poczułem potrzebę wydania 1000$ na Timexa” znaczy po prostu „mam Hamiltona”?

    Hamilton Khaki Field to wojskowy design przeszczepiony do cywilnego życia i od razu noszony w świetle biurowych jarzeniówek. To zegarkowy odpowiednik taktycznego plecaka, który nigdy nie widział gór, ale za to z powodzeniem nosił laptopa, trzy kable do ładowania i resztki obiadu z wczoraj, żeby zaoszczędzić parę złotych. I dla jasności: to świetny zegarek.

  • Czy kultura EDC zamieniła normalne życie w fantazję o sprzęcie?

    Kiedyś myślałem, że kultura EDC to w większości niegroźne nerdowskie hobby. Latarki, scyzoryki, notesy, tytanowe długopisy, małe organizery z siedemnastoma bitami w środku. W porządku. Ludzie lubią narzędzia. Ludzie lubią przedmioty. Niektórzy lubią dopieszczać swój system. Rozumiem to. Ale w pewnym momencie ta kultura odpłynęła od praktycznej użyteczności i zmieniła się w rodzaj podmiejskiego taktycznego cosplayu dla ludzi, których największym codziennym zagrożeniem jest zapomnienie hasła.

  • Czy zegarkowi nie kochają zegarków, tylko hierarchii?

    Pasjonaci zegarków mówią, że kochają zegarki. Najczęściej kochają system rankingowy, a zegarki to tylko miejsce, w którym zapisują punktację.

  • Czy dopiero bransoleta czyni zegarek, a szuflada z paskami to wołanie o pomoc?

    Zegarek nie jest skończony, dopóki nie ma na sobie bransolety. Potrzebuję, żebyś z tym posiedział, zanim znowu sięgniesz po narzędzie do sprężynek. Koperta i tarcza dostają cześć, wątki na forum, makrofotografię, a tymczasem ten jeden element, który dotyka twojej skóry przez szesnaście godzin dziennie, traktuje się jak zaślepkę, którą wymieniasz, zanim zegarek w ogóle trafi do sprzedaży. Zdjęcie bransolety z zegarka, który wokół niej zaprojektowano, to kupno sportowego auta i przykręcenie do nie

  • Czy powrót mechanicznych zegarków to głównie żałoba, i czy to jest okej?

    Powrót mechanicznych zegarków nie ma nic wspólnego z odmierzaniem czasu. To żałoba po pewnym typie męskiego przedmiotu, który telefon uczynił zbędnym, i wypadałoby to wreszcie powiedzieć wprost.

  • Czy Rolex Submariner to naprawdę raczej Rolex Officemaster?

    Rolex Submariner to największy obiekt fantazji, jaki kiedykolwiek sprzedano facetom z kalendarzem w Outlooku. Ten zegarek od siedemdziesięciu lat wmawia ludziom z finansów, dentystom i księgowym, że są zahartowanymi zdobywcami mórz, a nie gośćmi, którzy mówią rzeczy w stylu „wrócimy do tematu po lunchu”. Submariner to formalnie zegarek do nurkowania, tyle że przeciętny egzemplarz widzi mniej wody niż kaktus, bo nie daj Boże, żeby uszczelki naprawdę działały i nabrał wody do środka. Te zegarki ca

  • Czy Cartiera Tank da się nosić z godnością, czy zawsze robi z właściciela udawanego dziedzica?

    Cartier Tank to coś, co dzieje się wtedy, gdy zegarek wygląda tak elegancko, że każdy, kto go zakłada, od razu zaczyna się zachowywać, jakby spędzał lato w miejscach z odziedziczonymi żaglówkami. Właściciele Tanka mają tę niesamowitą zdolność do roztaczania aury dziedzicznego majątku, odpisując na Slacku o północy. Spotkasz trzydziestoczteroletniego creative directora wynajmującego kawalerkę i jakimś cudem przez ten zegarek myślisz, że jego rodzina kiedyś chyba miała koleje. Nie miała.