Ładowanie…

Czy tech bro z Doliny Krzemowej to naprawdę konserwatysta, czy tylko jedzie na gapę po niższe podatki i mniej regulacji?

spinningReagan
Publiczna 18 rozmów 24 myśli 92 głosów pozytywnych 12 głosów przeciwnych 0 serii 167 wyświetleń

Jednym z największych błędów współczesnego konserwatyzmu było założenie, że skoro Dolina Krzemowa lubi rynek, to musi też podzielać konserwatywne wartości. Nie podzielała. Kultura techu nigdy nie była tradycyjnie konserwatywna. Była hiperindywidualistyczna, antytradycyjna, niecierpliwa wobec ograniczeń, podejrzliwa wobec religii i zapatrzona w optymalizację kosztem ciągłości. Konserwatyści widzieli pieniądze i przedsiębiorczą energię, a resztę puszczali mimo uszu. Teraz tej sprzeczności nie da s

In groups

Myśl

Myśl

mysl_tomistyczna

Najmocniejsza część tego tekstu to rozróżnienie, które rzadko ktoś robi: religia jako prawda obowiązująca a religia jako „social software". To naprawdę dwie różne rzeczy i autor trafnie nazywa drugą. Gdy Musk mówi o „chrześcijaństwie kulturowym", chwali s

Najmocniejsza część tego tekstu to rozróżnienie, które rzadko ktoś robi: religia jako prawda obowiązująca a religia jako „social software". To naprawdę dwie różne rzeczy i autor trafnie nazywa drugą.

Gdy Musk mówi o „chrześcijaństwie kulturowym", chwali skutki bez przyczyny. Podziwia owoc, a korzeń uważa za zabobon. Chesterton pisał o płocie, którego nie wolno burzyć, póki nie zrozumiesz, po co go postawiono. Ci ludzie chcą zostawić płot dla porządku w ogrodzie, ale śmieją się z tego, kto go stawiał. Tradycyjny konserwatyzm zaczynał od pytania o prawdę, a dopiero potem patrzył na stabilność. Tu kolejność jest odwrócona i to nie jest detal.

Treść dyskusji

Jednym z największych błędów współczesnego konserwatyzmu było założenie, że skoro Dolina Krzemowa lubi rynek, to musi też podzielać konserwatywne wartości. Nie podzielała.

Kultura techu nigdy nie była tradycyjnie konserwatywna. Była hiperindywidualistyczna, antytradycyjna, niecierpliwa wobec ograniczeń, podejrzliwa wobec religii i zapatrzona w optymalizację kosztem ciągłości. Konserwatyści widzieli pieniądze i przedsiębiorczą energię, a resztę puszczali mimo uszu. Teraz tej sprzeczności nie da się już nie zauważyć.

Ruch rzekomo zbudowany wokół wartości rodzinnych skończył jako wielbiciel elit, których życie prywatne wygląda często jak eksperymenty z postludzkim indywidualizmem. Elon Musk bez przerwy mówi o upadku cywilizacji i dzietności, a jednocześnie traktuje macierzyństwo i zakładanie rodziny jak problemy inżynieryjne do rozwiązania przez in vitro, surogację i na wpół zdystansowaną logistykę reprodukcyjną rozłożoną na wiele partnerek. Czymkolwiek to jest, na pewno nie jest tradycyjnym życiem rodzinnym.

Strona religijna jest równie wymowna. Musk od czasu do czasu mówi o „chrześcijaństwie kulturowym" w tym dziś modnym, elitarnym sensie: chrześcijaństwo nie jako wiążąca prawda, ofiara, posłuszeństwo, skrucha czy duchowy autorytet, lecz jako użyteczny system operacyjny cywilizacji, który pomaga stabilizować społeczeństwo. Chrześcijaństwo estetyczne. Chrześcijaństwo instrumentalne. Religia jako social software. I ten sposób myślenia rozszedł się po prawicy zaskakująco szeroko.

Widać teraz wpływowych ludzi, którzy chcą chrześcijańskiej moralności, chrześcijańskich świąt, chrześcijańskiej spójności społecznej i chrześcijańskich wyborców, a przy tym brzmią niemal zażenowani prawdziwą pobożnością. Podziwiają religię tak, jak konsultant podziwia wskaźniki zaufania do instytucji.

Ale tradycyjny konserwatyzm nigdy nie miał traktować religii jako narzędzia do zarządzania zachowaniem mas. Traktował religię jako coś prawdziwego, świętego i stojącego ponad logiką rynku.

Kultura Doliny Krzemowej po cichu sprasowała to wszystko do funkcjonalności. Jeśli religia zwiększa stabilność, to ją zostawmy. Jeśli struktury rodzinne produkują produktywnych obywateli, to je wspierajmy. Jeśli tradycje ograniczają chaos społeczny, to je zachowajmy. Wszystko zostaje przetłumaczone na język systemów, jakby chodziło o podkręcanie społeczeństwa parametrami konfiguracji. To nie jest konserwatyzm. To technokratyczny utylitaryzm przebrany w konserwatywną estetykę.

I Musk wcale nie jest jakimś wyjątkowym dziwakiem. Kultura Doliny Krzemowej jako całość znormalizowała przekonanie, że praca powinna pochłaniać twoją tożsamość, że mobilność jest ważniejsza od zakorzenienia, a relacje mają się zginać pod optymalizację i ambicję. Founderzy publicznie chwalili się spaniem w biurze, biohackowaniem własnego ciała, mikrodawkowaniem psychodelików, zastępowaniem ludzkiego osądu algorytmami i traktowaniem zwykłych norm społecznych jak przestarzałego legacy code.

To kultura, która na poważnie używa zwrotów typu „human capital stock", a potem udaje zdziwienie, dlaczego ludzie czują się duchowo wyczerpani. Starszy konserwatywny instynkt mówił, że cywilizacja zależy od instytucji, których sam rynek wytworzyć nie potrafi: stabilnych rodzin, tradycji religijnych, lokalnych lojalności, odziedziczonych norm moralnych, zobowiązań, które przetrwają wygodę. Dolina Krzemowa w większości widziała w tym tech debt. A konserwatyści i tak bili brawo, bo Elon i jego ekipa zrobili Trumpa v2. Dostali w twarz, kiedy Elon nazwał Amerykanów debilami i zaczął lobbować za większą liczbą wiz H1B.

null
Otwiera oczy, nie ma co

Dopóki innowacja dawała wzrost, konserwatyści ignorowali doczepiony do niej światopogląd społeczny. Miasteczka się wydrążały pod presją hipermobilnej gospodarki zwycięzca-bierze-wszystko, która i tak nieuchronnie sprzyjała wielkim miastom. Uzależnienie od ekranów przeorało dzieciństwo. Lokalne firmy zostały zmiażdżone przez korporacje. Randkowanie stało się algorytmiczne i transakcyjne. Praca pożerała coraz większą część życia, a wspólnota słabła.

A potem konserwatyści udawali zaskoczenie, że młodsze pokolenia są bardziej oderwane, mniej religijne, mniej zakorzenione i mniej zainteresowane budowaniem stabilnych rodzin. No ale czemu miałyby być inne? Najbardziej podziwiane elity w Ameryce coraz częściej dawały wzór życia zbudowanego wokół maksymalizacji siebie, mobilności, konsumpcji i technologicznej transcendencji, a nie wokół obowiązku, ciągłości czy wstrzemięźliwości.

Thoughts

  • dlug_techniczny

    Zwrot „traktowanie norm społecznych jak przestarzałego legacy code" jest celny, bo z tej kultury wyrastam. Tylko dopowiem, jak to wygląda od środka, bo autor opisuje to z zewnątrz.

    W inżynierii „legacy" nie znaczy zły. Znaczy „działa, ma za sobą lata produkcji, ale nikt już nie pamięta, dlaczego ta linijka tam jest". I dobry senior wie, że tę linijkę usuwasz dopiero, gdy zrozumiesz, co się zepsuje. Ta kultura uznała brak udokumentowanego powodu za dowód, że powodu nie ma. Refaktor społeczeństwa bez testów regresji. Blast radius zobaczysz dopiero, jak zadzwoni o drugiej w nocy, czyli pokolenie później, dokładnie tak jak pisze ostatni akapit.

    Permalink
  • sucha_riposta

    konserwatyzm, który zachowuje wszystko oprócz powodu.

    Permalink
  • mysl_tomistyczna

    Najmocniejsza część tego tekstu to rozróżnienie, które rzadko ktoś robi: religia jako prawda obowiązująca a religia jako „social software". To naprawdę dwie różne rzeczy i autor trafnie nazywa drugą.

    Gdy Musk mówi o „chrześcijaństwie kulturowym", chwali skutki bez przyczyny. Podziwia owoc, a korzeń uważa za zabobon. Chesterton pisał o płocie, którego nie wolno burzyć, póki nie zrozumiesz, po co go postawiono. Ci ludzie chcą zostawić płot dla porządku w ogrodzie, ale śmieją się z tego, kto go stawiał. Tradycyjny konserwatyzm zaczynał od pytania o prawdę, a dopiero potem patrzył na stabilność. Tu kolejność jest odwrócona i to nie jest detal.

    Permalink
  • komu_to_sluzy

    Zgadzam się z diagnozą, ale tekst zatrzymuje się o krok za wcześnie. Pytanie nie brzmi „czy oni są prawdziwymi konserwatystami", tylko komu ten sojusz służy materialnie.

    Wiza H1B, którą autor wrzuca na końcu jako zdradę, to nie pomyłka ideowa. To dokładnie ten sam interes co zawsze: tańsza, mobilna, mniej ukorzeniona siła robocza. „Wartości rodzinne" były dla tej strony użyteczną fasadą dopóki nie kolidowały z marżą. Kiedy zaczęły kolidować, padło słowo „debile". Sprzeczność, którą autor opisuje jako kulturową, jest na dole po prostu klasowa.

    Permalink
  • odeszla_od_wiary

    Odeszłam od Kościoła pod koniec dwudziestki i to „chrześcijaństwo estetyczne" drażni mnie z innej strony niż autora. Bo ono podbiera dokładnie to, co było prawdziwe, i zostawia tylko opakowanie.

    Kiedy tata trafił do szpitala, to nie estetyka przyjechała z obiadem. To były konkretne kobiety z parafii, które wierzyły na serio, nieefektywnie, bez optymalizacji. Człowiek, który chce „chrześcijańskiej spójności społecznej" jako wskaźnika zaufania, nigdy nie zrozumie, skąd ten obiad się brał. Bierze ciepło i wycina piec.

    Permalink
  • pikantne_opinie

    gość mówi o upadku dzietności i ratowaniu cywilizacji, a swoją rodzinę prowadzi jak rozproszony system z wieloma write'ami i bez single source of truth 💀

    Permalink

Related discussions

  • Czy filozofia Rand jest dla Ameryki o wiele bardziej niszcząca, niż nam się wydaje?

    Jedną z najdziwniejszych rzeczy we współczesnym amerykańskim konserwatyzmie jest to, że rosyjska ateistka, która gardziła religią, kpiła z dobroczynności, nienawidziła nacjonalizmu i widziała w poświęceniu moralne zepsucie, jakimś cudem stała się jedną z patronek tego ruchu. Nie do końca, rzecz jasna. Wielu konserwatystów wciąż ją odrzuca. Ale jej moralny słownik i tak przeciekł wszędzie, zwłaszcza do kultury biznesu i do myślenia republikańskich elit. Słychać go zawsze, gdy ktoś mówi tak, jakby

  • Czy wiejski resentyment jest dobrowolny i zadany samemu sobie?

    Spore połacie amerykańskiej prowincji są mocno uzależnione od wydatków federalnych — przez programy rolne, drogi, Medicare, Social Security i wsparcie infrastruktury — a jednocześnie głosują na polityków, którzy odgrywają antyrządową politykę tożsamości. To nie jest zwykła hipokryzja. To sprzeczność, na której zbudowano cały ten produkt polityczny. Mitologia jest antyrządowa. Gospodarka jest finansowana z budżetu federalnego.

  • Czy na ciebie też prędzej czy później przyjdzie kolej?

    W latach 50. XIX wieku dominujący w Stanach Zjednoczonych ruch nativist był zbudowany wokół wrogości do katolików i Irlandczyków. Know-Nothings przekonywali, że katoliccy imigranci są kulturowo niezdolni do republikańskiej samorządności, lojalni wobec obcej władzy (papieża) i niezdolni do prawdziwego amerykańskiego obywatelstwa. W latach 80. XIX wieku te same podejrzenia przesunęły się głównie na imigrantów z Chin. W latach 20. XX wieku ruszyły znów, tym razem ku mieszkańcom południowej i wschod

  • Czy politykom POWINNO się płacić więcej?

    Ludzie lubią ideę taniej polityki, bo wydaje się moralnie czysta. Skoro politykom płaci się mało, to znaczy — tak idzie ten tok myślenia — że służą z pobudek szlachetnych. Skoro pensja jest skromna, korupcja ma mniej miejsca, żeby się rozrosnąć. To pociągająca fantazja i kiepski sposób na projektowanie państwa. W gruncie rzeczy to sposób elitarny i prowadzi do rządów bogatych, których na to stać.

  • Skoro nie jesteś miliarderem, dlaczego głosujesz jak miliarder?

    Jedną z najskuteczniejszych narracji w amerykańskiej polityce jest przekonanie zwykłych specjalistów, że należą do tej samej kategorii co miliarderzy. Para zarabiająca 220 tys. dolarów rocznie w dużym mieście wciąż jest zależna od pensji. Wciąż martwi się o zwolnienia, koszty mieszkania, opiekę zdrowotną, opiekę nad dziećmi i emeryturę. Nie może kupić sobie wpływów politycznych. Nie może poruszyć rynkami. Nie może żyć w nieskończoność z aprecjacji aktywów, zaciągając pod nie kredyty w sposób opt

  • Czy miliarderzy naprawdę nie chcą już więcej pieniędzy, tylko większego udziału w gospodarce?

    Jeden błąd, jaki popełniają zwykli ludzie myśląc o miliarderach, to założenie, że nadal odnoszą się do pieniędzy tak jak wyższa klasa średnia. Nie odnoszą. Dla gospodarstwa zarabiającego 90 tys. dolarów kolejne 50 tys. realnie zmienia życie. Dla kogoś, kto zarabia 500 tys., kolejne parę setek tysięcy wciąż zmienia możliwości, status, szkoły, dzielnice, poziom stresu. Ale gdy raz osiągniesz skrajne bogactwo, konsumpcja przestaje być sensem, bo ludzka konsumpcja ma swoje granice. Tylko tyle da się

  • Czy wszyscy jesteśmy zakładnikami 401(k), żeby utrzymywać klasę miliarderów?

    Jedną z najbardziej brzemiennych w skutki rzeczy, jakie zrobiła Ameryka, było zastąpienie emerytur pracowniczych planami 401(k), a potem wpompowanie milionów zwykłych ludzi na giełdę przez fundusze indeksowe i konta emerytalne. Nie dlatego, że w jakimkolwiek sensie zrobiło to z większości Amerykanów właścicieli kapitału. Posiadanie akcji wciąż jest w przytłaczającej części skupione na górnym 0,1%. Ale dało dość wielu ludziom częściową ekspozycję, żeby opinia publiczna zaczęła emocjonalnie utożsa

  • Czy w Partii Republikańskiej da się jeszcze rozpoznać konserwatywną ideologię?

    Kiedyś sądziłem, że rozumiem, do czego należę. Nie w sposób ślepy ani nabożny, ale w tym sensie, że było w tym jakąś z grubsza spójność. Wolny rynek, wolny handel, mały rząd. Szacunek dla instytucji, osobista odpowiedzialność, nieufność wobec skoncentrowanej władzy, zwłaszcza gdy pojawiała się w Waszyngtonie. Pamiętasz to? Nie trzeba się było zgadzać z każdym stanowiskiem, ale dało się przynajmniej rozpoznać kształt tej ideologii.