Ładowanie…

Czy w Partii Republikańskiej da się jeszcze rozpoznać konserwatywną ideologię?

jefferson
Publiczna 11 rozmów 21 myśli 80 głosów pozytywnych 6 głosów przeciwnych 0 serii 135 wyświetleń

Kiedyś sądziłem, że rozumiem, do czego należę. Nie w sposób ślepy ani nabożny, ale w tym sensie, że było w tym jakąś z grubsza spójność. Wolny rynek, wolny handel, mały rząd. Szacunek dla instytucji, osobista odpowiedzialność, nieufność wobec skoncentrowanej władzy, zwłaszcza gdy pojawiała się w Waszyngtonie. Pamiętasz to? Nie trzeba się było zgadzać z każdym stanowiskiem, ale dało się przynajmniej rozpoznać kształt tej ideologii.

In groups

Treść dyskusji

Kiedyś sądziłem, że rozumiem, do czego należę. Nie w sposób ślepy ani nabożny, ale w tym sensie, że było w tym jakąś z grubsza spójność. Wolny rynek, wolny handel, mały rząd. Szacunek dla instytucji, osobista odpowiedzialność, nieufność wobec skoncentrowanej władzy, zwłaszcza gdy pojawiała się w Waszyngtonie. Pamiętasz to? Nie trzeba się było zgadzać z każdym stanowiskiem, ale dało się przynajmniej rozpoznać kształt tej ideologii.

Potem pojawił się Trump i najdziwniejsze nie jest to, co się zmieniło. Dziwne jest to, jak wielu ludzi upierało się, że nie zmieniło się nic.

Od wolnego handlu do ceł jako patriotyzmu

Republikanie traktowali kiedyś wolny handel jako zdrowy rozsądek. Cła robiły słabe gospodarki, robili je komuniści. Trump nazwał cła „pięknymi” i nagle protekcjonizm stał się rodzajem ekonomicznego nacjonalizmu, znakiem dumy. Made in America! Wielu republikanów, którzy kiedyś mówili o rynkach z niemal religijną powagą, broni teraz ceł jako narzędzia nacisku albo kary dla zagranicznych rywali.

Zasada nie zniknęła, dostała tylko nowy szyld twardości. Czy to nie my pchaliśmy świat w stronę globalnego handlu? Cła były kiedyś tym, co robili komuniści, żeby utrzymać na powierzchni swoje koszmarne rynki i przemysł i nie dać się pożreć kapitalistycznym potęgom tego świata. Pamiętasz? Czy to nie my nie stawiamy murów, żeby zatrzymać ludzi w środku? No więc to też nie my potrzebujemy ceł.

Mały rząd???

Przez długi czas republikanie traktowali wolny handel jako podstawową wiedzę ekonomiczną. Nie trzeba było kochać globalizmu, ale cła robiły kraje nieefektywne, którym zabrakło pomysłów. Potem Trump nazwał cła „pięknymi”, a partia... po prostu to przyjęła.

Nagle cła były siłą. Cła były narzędziem nacisku. Cła były patriotyzmem. A każdemu, kto wytykał, że to przeczy dekadom konserwatywnej ortodoksji, mówiono, że to on przez cały czas źle rozumiał konserwatyzm. To nie była tylko zmiana polityki. To było patrzenie, jak słowo zmienia znaczenie, podczas gdy wszyscy udawali, że nic się nie stało.

Deficyty przestały straszyć

Republikanie traktowali kiedyś dług i deficyty jak pożar najwyższego stopnia. W przeszłości nie do końca się z tym zgadzałem. Ale przy wydatkach ery Trumpa i covidowych stymulusach ta troska o konserwatywne wydawanie pieniędzy zniknęła. Ten sam ruch, który kiedyś przedstawiał odpowiedzialność fiskalną jako cnotę podstawową, dziś uznaje deficyty za dopuszczalne, jeśli wydatki pasują do politycznej chwili.

To dziś mniej zasada, a bardziej hasło, które pojawia się wtedy, gdy u steru jest druga partia.

Polityka moralna stała się bardziej elastyczna

Polityka ewangelikalna kładła kiedyś nacisk na osobistą moralność u przywódców. Nie idealnie, nie zawsze uczciwie, ale było to częścią tożsamości. Wzlot Trumpa obnażył coś niewygodnego. Standard nie tylko się obniżył, on w pełni dopasował się do tego, by go usprawiedliwić.

Zachowania, które we wcześniejszych republikańskich epokach skończyłyby karierę polityczną, stały się czymś do kontekstualizowania, usprawiedliwiania albo po prostu do przemilczenia. Liczyła się za to zgodność co do sędziów, polityki i konfliktu kulturowego. Trudno było nie wyczuć, że moralność przestała być bramką. Stała się hasłem, którego można użyć albo je zignorować, w zależności od sytuacji. Czy nie szczyciliśmy się tym, że jesteśmy moralną większością?

Instytucje państwowe, które pomogły nam wygrać zimną wojnę, są... podejrzane?

Republikanie mocno kiedyś opierali się na organach ścigania i instytucjach federalnych. FBI, agencje wywiadowcze i sądy były niedoskonałe, ale w szerokim ujęciu prawomocne. To też się zmieniło. Teraz te same instytucje bywają traktowane jako podejrzane, gdy ich rozstrzygnięcia kłócą się z politycznymi oczekiwaniami. Zaufanie nie opiera się już na tym, czym instytucja jest, lecz na tym, co robi w danej chwili. Tworzy to rodzaj wybiórczego sceptycyzmu, nie do pomyślenia we wcześniejszych wersjach tego ruchu

Największa zmiana, która mnie szokuje

Ta wciąż wygląda jak kapsuła czasu, którą ktoś pomieszał. Republikanie mówili kiedyś o Rosji z odziedziczoną pewnością z czasów zimnej wojny. Związek Radziecki upadł za George'a H. W. Busha i było to wielkie osiągnięcie. Przez długi okres „twarda postawa wobec Rosji” nie była nawet kwestią partyjną. Po prostu zakładano, że amerykańska siła oznacza niewzdrygnięcie się przed Moskwą. Jeszcze w latach Obamy konserwatyści bezlitośnie z niego kpili, że jest „miękki” albo „naiwny” wobec Rosji. Zwłaszcza John McCain traktował rosyjską agresję jako coś, czemu trzeba stawić czoła głośno i bez dwuznaczności. Myśl, że republikanie mogliby kiedykolwiek brzmieć mniej jastrzębio wobec Moskwy niż demokraci, wydałaby się absurdalna.

Potem Trump wszedł do polityki i ton zmienił się w sposób, którego wciąż trudno pogodzić. Zamiast sceptycyzmu wobec Rosji często pojawiało się wahanie, czy w ogóle ją krytykować. Zamiast odruchowej nieufności padały powtarzane pochwały „siły” Putina. Zamiast traktowania rosyjskiej ingerencji jako wrogiego działania reakcja często ześlizgiwała się w odwracanie uwagi, umniejszanie albo otwarty spór z ocenami amerykańskiego wywiadu.

A dla wielu osób patrzących z dawnego konserwatywnego obozu dezorientacja dotyczyła nie tylko polityki, ale i tego, że na ich oczach kluczowy element tożsamości, „twardość wobec tyranów”, po cichu rozpuszczał się w coś znacznie bardziej elastycznego, zależnie od tego, kto akurat mówił. Nie jest tak, że ta ideologia zmieniła zdanie w jednej czystej chwili. Jest gorzej. Przestała się zachowywać tak, jakby w ogóle miała stałe stanowisko.

  1. Tradycyjna ekonomia republikańska była zbudowana na wolnym handlu i globalnej integracji, zwłaszcza od Reagana po początek lat dwutysięcznych. Polityka ery Trumpa przedstawiła cła jako narzędzia strategiczne i symbole siły narodowej. Zmieniło się nie tyle istnienie protekcjonizmu, ile jego moralne ramy wewnątrz partii.

  2. Klasyczny konserwatyzm kładł nacisk na ograniczanie rządu w większości dziedzin. Wersja współczesna często rozróżnia „zły rząd” (świadczenia socjalne, regulacja sojuszników) i „dobry rząd” (egzekwowanie kulturowe, karna regulacja przeciwników). Zasada stała się warunkowa, a nie uniwersalna.

  3. Konserwatyzm fiskalny historycznie traktował deficyty jako podstawowe ograniczenie polityki. W ostatnich latach, zwłaszcza po 2016 roku, to ograniczenie osłabło, gdy wydatki służą priorytetom politycznym. Retoryka wciąż istnieje, ale stosuje się ją nierówno, w zależności od tego, która partia jest u władzy.

  4. Wcześniejsze zaangażowanie polityczne ewangelikalnych kładło duży nacisk na osobistą moralność jako kwalifikację do przywództwa. W erze Trumpa wielu wyborców przedłożyło nominacje sędziowskie, efekty polityczne i zgodność partyjną nad osobiste prowadzenie się. Próg moralny nie zniknął, ale stał się mniej rozstrzygający.

  5. Konserwatywne poparcie dla instytucji takich jak FBI i agencje wywiadowcze stało się bardziej warunkowe. Zaufanie zależy teraz w dużej mierze od postrzeganej zgodności politycznej, a nie od samej roli instytucji, co oznacza przejście od domyślnej lojalności instytucjonalnej do wybiórczego sceptycyzmu.

  6. Politolodzy często opisują to jako podpowiadanie elit w połączeniu z rozumowaniem motywowanym. Mówiąc prościej, wielu wyborców dopasowuje preferencje polityczne do zaufanego przywództwa politycznego, zamiast oceniać każdą sprawę niezależnie.

Thoughts

  • ekonomia_na_czuja

    Jeden mały pagórek, na którym umrę: to nie jest specjalność jednej partii, to działa na każdą. Pokaż mi formację, która nie odkurza „odpowiedzialności fiskalnej” akurat wtedy, gdy budżetem rządzi przeciwnik. Twój opis jest celny co do faktów, ale rozczarowanie brzmi tak, jakby druga strona miała stały kręgosłup. Nie ma. Po prostu w jednym obozie akurat patrzyłeś z bliska.

    Permalink
  • pikantne_opinie

    „Cła robili komuniści” zestawione z „cła są piękne” w odstępie jednej kadencji to mój ulubiony moment. Speedrun przez całą ekonomię, byle nie przyznać, że zmieniło się stanowisko.

    Permalink
  • ekonomia_na_czuja

    Mam znajomego, który przez piętnaście lat tłumaczył mi przy każdej okazji, że cło to podatek, który płaci konsument, nie kraj eksportera. Klasyka z pierwszego wykładu. W 2018 ten sam człowiek wysłał mi grafikę, że cła zmuszą Chiny do płacenia Ameryce. Ta sama osoba, ta sama ekonomia, odwrócony znak. Nie pokłóciliśmy się, po prostu zrozumiałem, że to nigdy nie było o ekonomii.

    Permalink
  • komu_to_sluzy

    Fragment o deficytach jest najmocniejszy, bo tam widać mechanizm w czystej postaci. Surowość fiskalna nie zniknęła, ona zawsze była narzędziem, nie celem. Hamulec długu wyciąga się, gdy wydatki idą na program drugiej strony, i chowa, gdy idą na własny. To nie hipokryzja w sensie moralnym, to spójna strategia: ograniczać redystrybucję przeciwnika, nie ograniczać własnej. Nazwanie tego „utratą zasad” wciąż zakłada, że zasadą był sam deficyt. Zasadą był rozkład, kto z budżetu korzysta.

    Permalink
  • najpierw_definicje

    Mam jedno pytanie do twojego wniosku. Piszesz, że ruch „przestał zachowywać się, jakby miał stałe stanowisko”. Skąd wiadomo, że stałe stanowisko było regułą, a nie wyjątkiem? Może to lata, w których wydawał się spójny, były anomalią narzuconą przez zimną wojnę i jednego zewnętrznego wroga, a obecny rozjazd to powrót do normalnej dla każdej koalicji płynności. Pytam serio, bo od odpowiedzi zależy, czy opłakujesz utratę czegoś, czy koniec złudzenia.

    Permalink
  • tylko_zrodla

    Przy Rosji warto dorzucić kontekst, bo „republikanie zawsze byli jastrzębiami wobec Moskwy” to wersja gładsza niż zapis. To Reagan w 1987 stanął z Gorbaczowem i podpisał układ INF o likwidacji rakiet średniego zasięgu, a twarda prawica wtedy zarzucała mu naiwność. Linia partii wobec Rosji wahała się już wcześniej, zależnie od tego, kto siedział na Kremlu i kto w Białym Domu. To, co opisujesz teraz, jest dużo ostrzejsze, ale ciągłości „zawsze tak samo twardo” w archiwum nie ma.

    Permalink
  • najpierw_definicje

    Najmocniejsza wersja twojego tekstu jest taka: ruch, który deklarował zasady niezależne od bieżącej władzy, zaczął te zasady stosować warunkowo, a potem przekonywał, że żadnej zmiany nie było. To trafne i warte rozpisania.

    Utknąłbym tylko na jednym słowie. Mówisz „ideologia”, a opisujesz dwie różne rzeczy: zestaw stałych zasad i koalicję ludzi pod jednym szyldem. Koalicja może być doskonale spójna w tym, kogo broni, a jednocześnie niespójna w tym, co głosi. Jeśli rozdzielisz te dwa znaczenia, połowa twojego zdziwienia znika, bo wtedy widać, że to drugie nigdy nie obiecywało stałości.

    Permalink
  • sucha_riposta

    Ideologia nie zmieniła zdania. Po prostu przestała je mieć i nazwała to elastycznością.

    Permalink
  • komu_to_sluzy

    Wezmę twoją ramę na poważnie, bo opisujesz coś realnego: lista zasad faktycznie się przewróciła. Ale spójrz na to od strony materialnej. Wolny handel, mały rząd, jastrzębi stosunek do Moskwy, surowość fiskalna wobec drugiej partii. W każdym z tych punktów spójne zostało jedno: kto na danym etapie był beneficjentem. Cła chronią dziś inny elektorat niż globalna integracja chroniła w latach Reagana, bo zmienił się ten, kogo partia musi dowieźć do urny. Ja nie widzę tu zdrady idei. Widzę ten sam interes, który po prostu zmienił adres.

    Permalink
  • tylko_zrodla

    Główny punkt zostawiam w spokoju, bo brzmi sensownie, ale dwa miejsca wygładziłeś bardziej, niż uniesie materiał.

    Partia republikańska nie była jednolicie wolnorynkowa „od Reagana po lata dwutysięczne”. Reagan w 1981 wymusił na Japonii dobrowolne ograniczenia eksportu aut, a w 1983 nałożył wysokie cła na motocykle, żeby ratować Harleya-Davidsona. Protekcjonizm był tam zawsze, tyle że jako wyjątek, nie jako sztandar. Zmieniło się to, że dziś jest sztandarem, i to jest mocniejsza wersja twojej tezy niż „kiedyś świętość, dziś herezja”.

    Permalink

Related discussions

  • Czy wpuściliśmy do siebie cały śmietnik i dlatego jesteśmy dziś bez partii?

    We wrześniu 2016 Hillary Clinton powiedziała, że mniej więcej połowa wyborców Donalda Trumpa należy do „koszyka godnych pogardy”: rasiści, seksiści, homofobi, ksenofobi, islamofobi... . Dała ciała, bo ona i jej partia malowali się na tych dorosłych i profesjonalnych, podczas gdy Trump był dzieckiem. No i Trump wygrał. Ale...

  • Czy filozofia Rand jest dla Ameryki o wiele bardziej niszcząca, niż nam się wydaje?

    Jedną z najdziwniejszych rzeczy we współczesnym amerykańskim konserwatyzmie jest to, że rosyjska ateistka, która gardziła religią, kpiła z dobroczynności, nienawidziła nacjonalizmu i widziała w poświęceniu moralne zepsucie, jakimś cudem stała się jedną z patronek tego ruchu. Nie do końca, rzecz jasna. Wielu konserwatystów wciąż ją odrzuca. Ale jej moralny słownik i tak przeciekł wszędzie, zwłaszcza do kultury biznesu i do myślenia republikańskich elit. Słychać go zawsze, gdy ktoś mówi tak, jakby

  • Czy tech bro z Doliny Krzemowej to naprawdę konserwatysta, czy tylko jedzie na gapę po niższe podatki i mniej regulacji?

    Jednym z największych błędów współczesnego konserwatyzmu było założenie, że skoro Dolina Krzemowa lubi rynek, to musi też podzielać konserwatywne wartości. Nie podzielała. Kultura techu nigdy nie była tradycyjnie konserwatywna. Była hiperindywidualistyczna, antytradycyjna, niecierpliwa wobec ograniczeń, podejrzliwa wobec religii i zapatrzona w optymalizację kosztem ciągłości. Konserwatyści widzieli pieniądze i przedsiębiorczą energię, a resztę puszczali mimo uszu. Teraz tej sprzeczności nie da s

  • Czy regulacja jest antyrynkowa, czy po prostu częścią rynku?

    Bez reguł, które nie pozwalają majątkowi zamienić się w polityczną własność, a biedzie wydrążyć udziału w grze, nie dostajesz wolniejszego rynku. Dostajesz oligarchię, która wciąż nazywa siebie rynkiem.

  • Czy politykom POWINNO się płacić więcej?

    Ludzie lubią ideę taniej polityki, bo wydaje się moralnie czysta. Skoro politykom płaci się mało, to znaczy — tak idzie ten tok myślenia — że służą z pobudek szlachetnych. Skoro pensja jest skromna, korupcja ma mniej miejsca, żeby się rozrosnąć. To pociągająca fantazja i kiepski sposób na projektowanie państwa. W gruncie rzeczy to sposób elitarny i prowadzi do rządów bogatych, których na to stać.

  • Czy wiejski resentyment jest dobrowolny i zadany samemu sobie?

    Spore połacie amerykańskiej prowincji są mocno uzależnione od wydatków federalnych — przez programy rolne, drogi, Medicare, Social Security i wsparcie infrastruktury — a jednocześnie głosują na polityków, którzy odgrywają antyrządową politykę tożsamości. To nie jest zwykła hipokryzja. To sprzeczność, na której zbudowano cały ten produkt polityczny. Mitologia jest antyrządowa. Gospodarka jest finansowana z budżetu federalnego.

  • Czy na ciebie też prędzej czy później przyjdzie kolej?

    W latach 50. XIX wieku dominujący w Stanach Zjednoczonych ruch nativist był zbudowany wokół wrogości do katolików i Irlandczyków. Know-Nothings przekonywali, że katoliccy imigranci są kulturowo niezdolni do republikańskiej samorządności, lojalni wobec obcej władzy (papieża) i niezdolni do prawdziwego amerykańskiego obywatelstwa. W latach 80. XIX wieku te same podejrzenia przesunęły się głównie na imigrantów z Chin. W latach 20. XX wieku ruszyły znów, tym razem ku mieszkańcom południowej i wschod

  • Skoro nie jesteś miliarderem, dlaczego głosujesz jak miliarder?

    Jedną z najskuteczniejszych narracji w amerykańskiej polityce jest przekonanie zwykłych specjalistów, że należą do tej samej kategorii co miliarderzy. Para zarabiająca 220 tys. dolarów rocznie w dużym mieście wciąż jest zależna od pensji. Wciąż martwi się o zwolnienia, koszty mieszkania, opiekę zdrowotną, opiekę nad dziećmi i emeryturę. Nie może kupić sobie wpływów politycznych. Nie może poruszyć rynkami. Nie może żyć w nieskończoność z aprecjacji aktywów, zaciągając pod nie kredyty w sposób opt