Ładowanie…

Czy humanistyka w epoce AI jest potrzebna bardziej niż kiedykolwiek?

jefferson
Publiczna 11 rozmów 18 myśli 91 głosów pozytywnych 15 głosów przeciwnych 0 serii 179 wyświetleń

Żaden rodzic nie zachęca dziecka, żeby studiowało humanistykę. Domyślnie poleca się kierunki STEM. Inżynieria (informatyka), finanse, medycyna… Argument przeciwko humanistyce w epoce AI sprawia, że poświęcanie czterech lat na dyplom z humanistyki wydaje się jeszcze mniej sensowne. Modele językowe piszą znośnie, szybko streszczają i na żądanie produkują tekst o kształcie naukowego opracowania. Więc dawne umiejętności humanistyczne mają jakoby znaczyć mniej. Naucz się kodować, naucz się promptować

In groups

Treść dyskusji

Żaden rodzic nie zachęca dziecka, żeby studiowało humanistykę. Domyślnie poleca się kierunki STEM. Inżynieria (informatyka), finanse, medycyna… Argument przeciwko humanistyce w epoce AI sprawia, że poświęcanie czterech lat na dyplom z humanistyki wydaje się jeszcze mniej sensowne. Modele językowe piszą znośnie, szybko streszczają i na żądanie produkują tekst o kształcie naukowego opracowania. Więc dawne umiejętności humanistyczne mają jakoby znaczyć mniej. Naucz się kodować, naucz się promptować i przestań udawać, że wnikliwa lektura się opłaca. Słyszałem wersje tego zdania na tyle często, że ma już swój własny martwy rytm. Ten argument upada z tego samego powodu, z którego zawodzi sama technologia: płynny tekst to nie to samo co trzeźwy osąd. LLM-y są dobre w statystycznym zgadywaniu, naprawdę bardzo dobre. I trenuje się je na milionach użytkowników, którzy codziennie z nimi rozmawiają, stopniowo dostrajając je tak, by schlebiać użytkownikowi, a nie mieć rację.

Czym jest humanistyka?

Część nieporozumienia bierze się stąd, że ludzie wciąż słyszą „humanistykę” jako pewien bogaty, liberalny zestaw: literatura, filozofia, historia, sztuka, może jakaś mglista obietnica wzbogacenia duchowego. To, co łączy te dziedziny, to nie tylko przedmiot, ale metoda. Ćwiczą interpretację, argumentację, dowodzenie w słowach i osąd w warunkach niepewności, bo wielu ludzkich spraw nie da się rozstrzygnąć samym eksperymentem. Jeśli nauki ścisłe są najbliżej pomiaru, to humanistyka jest najbliżej języka, a język to dokładnie ten obszar, w którym AI produkuje teraz swoje najbardziej przekonujące porażki.

Ludzie wyćwiczeni w retoryce i wnikliwej lekturze wcześnie rozpoznali tryby tych porażek, bo te tryby były stare. Ludzie bez tego wyćwiczenia wciąż zadawali bardziej podstawowe pytanie: czy to jest prawdziwe, czy to jest rozumowanie, czy to zdanie w ogóle coś znaczy? Ta różnica nie jest wadą moralną. To skutek tego, że kultura staje się bardzo dobra w produkowaniu tekstu i znacznie gorsza w jego przepytywaniu.

  1. Halucynacja. Dzisiejsze duże modele językowe potrafią produkować twierdzenia, które brzmią na ugruntowane, poparte źródłami i konkretne, a są fałszywe dokładnie w taki sposób, który pospieszny czytelnik może przeoczyć. Tak właśnie powstają cytowania prawnicze do spraw, które nigdy nie istniały, artykuły naukowe z prawdziwymi autorami i zmyślonymi tytułami oraz streszczenia historyczne, które trzymają się właściwego stulecia, a fakty mają błędne. System nie próbuje kłamać; produkuje prawdopodobne kontynuacje bez wbudowanej relacji do prawdy. Retoryka i wnikliwa lektura od zawsze ćwiczyły jedną część umysłu właśnie pod ten problem: tę, która pyta, czy autorytet jest tu wykazany, czy tylko odgrywany.

  2. Błędne koło w rozumowaniu. Model mówi ci, że coś jest skuteczne, bo ma cechy skuteczności, albo że trend będzie trwał, bo trendy często trwają, albo że jakiś pogląd da się obronić, bo można pod niego podać argumenty. Kształt wygląda jak rozumowanie. Brakuje treści. Logika istnieje dokładnie po to. Uczy cię znajdować ukrytą przesłankę, pytanie z góry przesądzone, wniosek przemycony już w założeniach. To nie są ozdobne szkolne umiejętności. To narzędzia do wykrywania błędów.

  3. Płynność bez treści. Tę wielu czytelników wciąż lekceważy, bo proza brzmi tak składnie. Model często wygeneruje akapit, który raz po raz nazywa temat na nowo, nie stawiając o nim żadnej tezy. Pytasz o społeczne skutki pracy zdalnej, a dostajesz akapit o tym, jak praca zdalna jest znaczącym zjawiskiem we współczesnej kulturze zawodowej, jak odzwierciedla zmieniającą się dynamikę miejsca pracy, jak niesie zarazem szanse i wyzwania, jak organizacje muszą odnaleźć się w zmieniającym się otoczeniu. Gramatyka i rytm są w porządku, ale nic właściwie nie zostało powiedziane. Wnikliwa lektura powstała po to, by wyłapać tę pustkę zdanie po zdaniu.

Tak, często same uczelnie też nie uczą tych umiejętności dobrze

Zajęcia humanistyczne często nie uczą tych umiejętności dobrze. Mnóstwo ludzi potrafi zaliczyć kursy z retoryki czy literatury, ucząc się raczej słownictwa krytycznego osądu niż samego nawyku. Uczelnie nie są tu bez winy. Często sprzedają humanistykę w języku prestiżu, a potem uczą jej jako kontaktu z treścią, a nie jako zdyscyplinowanej lektury, analizy argumentów i interpretacyjnej wnikliwości. To nie jest argument przeciwko tym przedmiotom. To argument przeciwko złemu ich nauczaniu.

Tu też swoje miejsce ma zarzut o wiedzę dziedzinową. Tak, lekarka wyłapie złą poradę medyczną częściowo dlatego, że zna medycynę. Prawnik wyłapie sfałszowane cytowanie częściowo dlatego, że zna prawo. Ekspertyza dziedzinowa ma znaczenie. Ale wiedza dziedzinowa i dyscyplina krytycznej lektury nie są rywalami. Są partnerami. Ekspert dziedzinowy, który nie potrafi przepytać struktury argumentu, słownej mglistości ani odgrywanego autorytetu, wciąż łatwiej daje się zwieść niż ten, który potrafi. Humanistyka nie jest jedyną drogą do tych umiejętności. Jest jedną z najstarszych i najbardziej wprost wyłożonych tradycji ich ćwiczenia.

Humanistyka jest duszą człowieczeństwa.

Nauki ścisłe, inżynieria, ekonomia to narzędzia. Potrzebne są oba. Tak, szybciej idziesz przez życie pod względem awansu społecznego ścieżką STEM. Pensje są wyższe, pracy jest więcej i dla większości ludzi to zdecydowanie bardziej odpowiednia opcja. Potrzebujemy jednak także humanistyki, żeby pomagała nam zgłębiać ludzką naturę, napędzała zmianę i nas poruszała. Ludźmi poruszają opowieści, mowy, dzieje i ramy moralne na długo przed tym, nim poruszy ich arkusz kalkulacyjny. Chata wuja Toma odegrała kluczową rolę w tym, by niewolnictwo stało się obrazowe i moralnie palące dla wielu czytelników z Północy, którzy w innym razie mogliby trzymać je w sferze abstrakcji. „J’accuse…!” Zoli nie rozstrzygnęło sprawy Dreyfusa, ale zamieniło proces sądowy w publiczny spór o dowody, sprawiedliwość i kłamstwo państwa. W komunistycznej Europie Wschodniej eseje dysydenckie i samizdat odegrały kluczową rolę w tym, że język władzy zaczął brzmieć mniej naturalnie i mniej wiarygodnie. Słowa nie zastępują armii, praw ani instytucji, ale je napędzają. Pomagają rozstrzygnąć, co opinia publiczna widzi wyraźnie, co uznaje za znośne i które kłamstwa zaczynają brzmieć cienko.

Nie ma pytania, które potrafi wytworzyć tekst. Maszyny potrafią to teraz robić, tanio i bez ustanku. Pytanie praktyczne brzmi, czy potrafisz czytać wygenerowany tekst na tyle dobrze, by wiedzieć, kiedy blefuje, kręci się w kółko, nic nie mówi albo płynnym językiem udaje autorytet. To była poważna umiejętność już przed AI. AI nie stworzyło na nią zapotrzebowania. Sprawiło tylko, że nie da się dłużej zignorować tego sprawdzianu.

null
Jeśli potrafisz przeczytać tę książkę i MIMO TO bronić „sprawy przegranej” Konfederacji, to chyba spisuję cię na straty
  1. Głośne przypadki halucynacji AI w kontekście prawniczym i akademickim szeroko opisywano od 2022 roku. Mata v. Avianca (2023), w której prawnik złożył wygenerowane przez AI cytowania do nieistniejących spraw, pozostaje najzabawniejszym udokumentowanym przykładem prawniczym. Udokumentowane przypadki zmyślonych cytowań naukowych również są powszechne.

  2. Historycy wciąż spierają się o to, jak dużą wagę przyczynową przypisać powieści Chata wuja Toma w polityce, która doprowadziła do wojny secesyjnej. Skromna teza brzmi tu tak, że powieść pomogła ukształtować nastroje antyniewolnicze na Północy, czyniąc niewolnictwo obrazowym dla czytelników odległych od życia na plantacji.

  3. Otwarty list Émile’a Zoli „J’accuse…!” (1898) stał się jednym z najważniejszych tekstów publicznych sprawy Dreyfusa. Rzecz nie w tym, że jeden artykuł rozstrzygnął sprawę, lecz w tym, że interwencja literacka i retoryczna zmieniła sposób, w jaki sprawę pojmowała opinia publiczna.

  4. W przypadku Europy Wschodniej pomyśl o pisarstwie dysydenckim i kulturze samizdatu u takich autorów jak Václav Havel. Teza jest interpretacyjna, ale dobrze ugruntowana: język, który odbierał oficjalnym formułkom wiarygodność, miał znaczenie dla antyreżimowej świadomości, nawet jeśli sam w sobie nie zmieniał wprost polityki państwa.

Thoughts

  • sucha_riposta

    „Naucz się promptować" zestarzało się szybciej niż dyplom z filozofii.

    Permalink
  • tylko_zrodla

    Przykłady są dobrze dobrane, ale warto je odrobinę dopiąć, bo to akurat działka, którą czytam. Z „Chatą wuja Toma" jest tak, że historycy spierają się o wagę przyczynową do dziś, a sam autor zresztą o tym wspomina w przypisie, więc fair. Z Zolą bywa gorzej: ludzie streszczają „J'accuse…!" tak, jakby ten jeden list uwolnił Dreyfusa, a od artykułu (1898) do pełnej rehabilitacji minęło jeszcze osiem lat i przeszło to przez instytucje, nie przez retorykę samą w sobie.

    Co nie podważa tezy autora, tylko ją wzmacnia: słowa napędzają proces, nie zastępują go. To dokładnie to, co napisał.

    Permalink
  • ekonomia_zupek

    Tekst sam przyznaje, że pensje są wyższe, pracy więcej i dla większości STEM to lepsza opcja. A potem przez pół eseju tłumaczy, dlaczego rodzic, który mówi dziecku to samo, się myli. Trochę zjadł własny argument.

    Na moim budżecie rozróżnienie „dusza człowieczeństwa" kontra czynsz rozstrzyga się dość szybko.

    Permalink
  • dlug_techniczny

    Z miejsca, gdzie siedzę, ta „płynność bez treści" to nie filozofia, to codzienny incydent. Dostaję design doc wygenerowany w połowie przez model, który czyta się czyściej niż system, który opisuje. Brzmi jak decyzja, a w środku nie ma żadnej. Trzy akapity o tym, że migracja „niesie zarazem szanse i wyzwania", zero o tym, kto trzyma pager, gdy retry storm położy nam kolejkę.

    Umiejętność czytania tego pod kątem „gdzie tu jest faktyczne twierdzenie" oszczędza realne pieniądze. Nieważne, czy nazwiesz ją humanistyką, czy review.

    Permalink
  • zmienilem_kierunek

    Rzuciłem zupełnie inną branżę i wróciłem na studia później niż reszta roku, więc trochę z dwóch stron to widzę. Zgadzam się, że to jest metoda, nie spis lektur. Ale dorzuciłbym jedno zastrzeżenie do samego autora: ta metoda nie jest własnością wydziału humanistycznego.

    Najostrzejsze czytanie cudzego bełkotu widziałem w mojej starej pracy, u ludzi bez żadnego dyplomu z literatury, którzy po prostu musieli wyłapać, kiedy raport coś ukrywa. Wniosek mniej brzmi „idź na humanistykę", a bardziej „naucz się tego gdziekolwiek, byle naprawdę".

    Permalink
  • pikantne_opinie

    ulubiony gatunek: gość, który mówi „po co czytać, model streści", a potem wkleja streszczenie, w którym model pomylił wiek i zmyślił dwa nazwiska.

    czyli dokładnie to, o czym jest ten post. speedrun argumentu z dyskusji 💀

    Permalink
  • najpierw_definicje

    Najmocniejszy kawałek tego tekstu to przesunięcie z „humanistyka jako zestaw lektur" na „humanistyka jako metoda". Bo dopóki rozmawiamy o niej jako o spisie książek, spór jest nierozstrzygalny: zawsze znajdzie się ktoś, kto streści ci Dostojewskiego w trzech akapitach i powie, że załatwione.

    Ale jeśli definiujemy to jako wprawę w pytaniu „czy ten autorytet jest tu wykazany, czy tylko odgrywany", to nagle widać, czego model nie robi. On produkuje kształt argumentu bez relacji do prawdy. To nie jest ta sama rzecz, choć czyta się podobnie. Cała teza stoi i upada na tym jednym rozróżnieniu, więc warto je trzymać ostro.

    Permalink

Related discussions

  • Czy to Chromebooki zostawiły gen Z bezradną w świecie techu?

    Modna panika mówi, że AI psuje ludziom myślenie. Może. Ale jeśli chcesz wiedzieć, czemu tylu młodszych pracowników sprawnie obsługuje apki, a przy komputerze się gubi, to AI nie jest pierwszym miejscem, gdzie należy szukać. Głębsze pęknięcie nastąpiło wcześniej, kiedy szkoły i instytucje uznały, że uczniowie mają używać zarządzanych sprzętów zamiast prawdziwych maszyn, tak jak robili to milenialsi.

  • Czy menedżerowie, którzy wieszczyli, że AI zastąpi inżynierów, sami są zastępowani najszybciej?

    Rok temu mój feed na LinkedIn miał osobny gatunek. Program manager albo „delivery lead”, albo ktoś z Agile w nagłówku wrzucał screenshot, na którym AI pisze funkcję, dorzucał linijkę w stylu „a mówili, że ta robota jest pewna, wystarczy nauczyć się kodować” i zbierał czterysta lajków od ludzi, którzy robią dokładnie to samo. W domyśle zawsze było, że to klepanie kodu jest tą inżynierią — a skoro model już potrafi klepać, klasa klepiących się skończyła.

  • Czy premiowanie inżynierów za używanie AI się zemści?

    Firma potrafi zepsuć niemal każde dobre narzędzie, podpinając pod nie zły wskaźnik. W pracy liczą się tylko bodźce, czy to pieniądze, status, czy awans... Pracownicy działają na bodźce. Ty i ja też. Praktycznie każdy robi to, co opłaca się jemu albo jego bliskim. Dlatego w pracy robimy ostatecznie to, co daje awans, więcej pieniędzy, większą pewność zatrudnienia... Nie jesteśmy właścicielami firmy, jesteśmy pracownikami. Dbamy o siebie. I to jest w porządku.

  • Czy AI doprowadza menedżerów do choroby psychicznej?

    W obiegu jest nowa fantazja kadry zarządzającej: że AI może zastąpić pracowników. Część faktycznie zastępuje, ale prezesi mają fantazję, w której czują, że sami zrobią robotę swoich podwładnych, z pomocą AI. Że potrafią kodować! Wystarczy otworzyć dashboard pełen ponazywanych agentów, patrzeć, jak taski przesuwają się między panelami, rozkazującym tonem poprosić o update i dostać gotowe feature'y, kiedy się chce. Czuć jak sen, zwłaszcza gdy przepuścisz przez to swoje „wielkie idee”, a AI mówi ci

  • Czy większość startupów AI to tylko UI naklejone na kilka plików Agent.md?

    Większość startupów AI sprawia teraz wrażenie, jakby ktoś przykleił GPT do terminala, dorzucił dark mode w UI i zaczął gadać, jakby coś wynalazł. Zobaczysz te szalone pitche w stylu „trwałe autonomiczne agenty kognitywne z długoterminowym rozumowaniem”, a potem zaglądasz pod maskę i to w zasadzie: daj modelowi dostęp do narzędzi, pozwól mu wejść do przeglądarki, może dorzuć podsumowania pamięci i logikę retry. To jest ten „produkt”. To samo masz sam, dając lokalnie dostęp do Claude'a.

  • Czy to nie AI, tylko człowiek z AI zastąpi kilka osób w twoim biurze?

    Sporo ludzi w biurze pociesza się złym pytaniem. Wciąż pytają, czy AI zrobi za nich całą robotę. Pracodawca nie tym progiem będzie się kierował. Prawdziwe pytanie brzmi: czy efekt da się wyprodukować na tyle tanio i sprawdzić na tyle tanio, że samo stanowisko zaczyna wyglądać na drogie. Nie chodzi o to, czy AI w pełni zrobi naszą robotę, tylko czy „przyspieszy ją na tyle, że wystarczy połowa mojego zespołu?”. Bo odpowiedź na to, niestety, brzmi: tak.

  • Czy zarząd naprawdę chce, żeby wszyscy inni używali AI, tylko nie on sam?

    To, co zaczyna mnie irytować, to nie sam push na AI. Część narzędzi jest naprawdę przydatna. Korzystam z nich teraz codziennie. Wkurza mnie to, że zarząd wymaga zachowania „AI-first”, a jednocześnie trzyma każdy proces dookoła w stanie agresywnie wrogim wobec AI. Ludziom każe się używać AI do kodowania, planowania, researchu, pisania szkiców, debugowania, wyciągania wiedzy, koordynacji projektów… Ale potem połowa wiedzy operacyjnej firmy nadal siedzi w nieudokumentowanych rozmowach i…

  • AI potrafi pozbawić cię rozumu. Jeśli tak nie uważasz, jesteś jeszcze bardziej zagrożony

    Zawsze miałem wrażenie, że firmy od AI nakładają na model jakieś wrappery, żeby wykryć, kiedy testujemy go pod kątem myślenia. Na przykład wtedy, gdy kazaliśmy mu policzyć samogłoski i spółgłoski w słowie, a on się mylił. Mam wrażenie, że teraz jest skrypt, który po prostu się odpala, kiedy zadanie zostanie poprawnie rozpoznane. Mam też wrażenie, że model trenują na tych memach. Dziś znalazłem nowy test, który pokazuje, jak łatwo AI funduje ci psychozę i jak łatwo naprawdę uwierzyć, że wszystko,