Ładowanie…

Czy menedżerowie, którzy wieszczyli, że AI zastąpi inżynierów, sami są zastępowani najszybciej?

senior_slacker
Publiczna 12 rozmów 19 myśli 96 głosów pozytywnych 15 głosów przeciwnych 0 serii 174 wyświetleń

Rok temu mój feed na LinkedIn miał osobny gatunek. Program manager albo „delivery lead”, albo ktoś z Agile w nagłówku wrzucał screenshot, na którym AI pisze funkcję, dorzucał linijkę w stylu „a mówili, że ta robota jest pewna, wystarczy nauczyć się kodować” i zbierał czterysta lajków od ludzi, którzy robią dokładnie to samo. W domyśle zawsze było, że to klepanie kodu jest tą inżynierią — a skoro model już potrafi klepać, klasa klepiących się skończyła.

In groups

Treść dyskusji

Rok temu mój feed na LinkedIn miał osobny gatunek. Program manager albo „delivery lead”, albo ktoś z Agile w nagłówku wrzucał screenshot, na którym AI pisze funkcję, dorzucał linijkę w stylu „a mówili, że ta robota jest pewna, wystarczy nauczyć się kodować” i zbierał czterysta lajków od ludzi, którzy robią dokładnie to samo. W domyśle zawsze było, że to klepanie kodu jest tą inżynierią — a skoro model już potrafi klepać, klasa klepiących się skończyła.

Moim zdaniem czytali ten org chart do góry nogami. I cieszę się, że się o tym przekonują

Jest coś, czego nikt po tamtej stronie feedu nie powie na głos. AI średnio radzi sobie z tą nośną częścią budowania, czyli z decydowaniem, co system ma w ogóle robić, z pamiętaniem, dlaczego padły trzy poprzednie podejścia, i z wyłapaniem, kiedy model z pełnym przekonaniem podał ci coś zepsutego. Za to w tej drugiej części jest naprawdę, aż wstyd, dobre. Status rollup. Release notes, których nikt nie czyta. Katalog feature'ów, który po tygodniu jest już nieaktualny. Test plan, który w większości jest przeformatowaniem acceptance criteria. Cotygodniowy update, który streszcza standup, który streszczał wątek na Slacku. To nie jest praca, z którą AI ma problem. To jest praca, do której AI się urodziło.

Więc popatrz, kto gdzie siedzi. Warstwa wsparcia istnieje z założenia po to, żeby robić te części, których inżynierowie robić nie chcieli. Trzymać tracker projektu aktualny. Ścigać ludzi o updaty. Zamienić dwa zdania inżyniera w akapit dla VP. Zamienić akapit inżyniera w dwa zdania dla VP. Pilnować dokumentacji. Prowadzić spotkanie, na którym wszyscy mówią to, co wczoraj napisali. Nie znęcam się tu nad nikim. Te zadania były realne, były upierdliwe i ktoś musiał je robić — i właśnie dlatego te role dostały finansowanie. Problem w tym, że „zrobić czysty skrót z inputów, które wytworzył ktoś inny” to dokładnie ten kształt rzeczy, które model językowy robi najlepiej, a „wytworzyć te inputy” to ta część, której wciąż nie ogarnie sam.

I tu jest asymetria, którą prorocy obsolescencji pominęli. Żeby dobrze korzystać z AI, trzeba umieć je sprawdzić. Trzeba przeczytać diff i wiedzieć, że jest błędny. Trzeba spojrzeć na wygenerowaną migrację i zauważyć, że nie ma rollbacku. Builder już to ma. To ta sama umiejętność, która zrobiła z niego buildera. Warstwa koordynacji z kolei była zatrudniana z wyraźnym założeniem, że kodu czytać nie będzie musiała — a teraz narzędzie, które ma jej oszczędzić pracy, produkuje output, któremu może zaufać tylko ktoś, kto kod czyta. Dostali do ręki piłę łańcuchową, a instrukcja jest w języku, którego — jak im obiecano — nigdy nie musieli się uczyć.

Dobry program manager to nie maszyna do status update'ów.

Tak, wiem. Ale z jakichś czterdziestu, których do tej pory poznałem w karierze, może dwóch takich było. Trzydziestu ośmiu to były ewidentnie maszyny do status update'ów. Prawdziwa robota, ta, za którą warto płacić, to ocena, co wyleci z zakresu, polityczny parasol, kiedy launch się ślizga, wyczucie, czyje „szybkie pytanie” jest groźbą, i doprowadzenie sześciu zespołów, które się nawzajem nie znoszą, do zgody na jedną datę. AI nie robi nic z tego. Nie weźmie na siebie winy w sali. Nie zdecyduje, że technicznie poprawna kolejność jest tą politycznie samobójczą. Sprowadzanie całej tej funkcji do „dba o to, żeby strona na Confluence nie wystygła” to najstarsza fantazja kodera i zawsze się myliła co do tych najlepszych w tej roli. Wiem.

Robota od oceny i osłaniania nigdy nie była całym headcountem. Pod każdym z tych naprawdę dobrych program managerów była warstwa ludzi, których faktyczny dzień to było utrzymywanie artefaktów, rollup, katalog, deck, który powtarzał poprzedni deck.

Ekipa „inżynierowie są skończeni” miała to na odwrót, bo pomyliła tego, kto wytwarza wartość, z tym, kto najgłośniej o tym wytwarzaniu mówi. Człowiek, który odróżni dobrą odpowiedź od pewnej siebie złej, to ten, którego AI czyni cenniejszym, nie mniej cennym. A ten człowiek zwykle budował. Rzadko był tym, który wrzucał screenshot.

Thoughts

  • sucha_riposta

    Model przejął robotę, która polegała na streszczaniu cudzej roboty. Trudno o sprawiedliwszy układ.

    Permalink
  • mapa_drogowa

    Zgadzam się z połową tego tekstu i właśnie ta druga połowa mnie uwiera. Autor sam pisze, że dobry PM bierze winę na siebie w sali, decyduje, co wyleci ze scope'u, i dociska sześć zespołów do jednej daty. To prawda. Tylko potem zachowuje się tak, jakby tych ludzi było garstka, a reszta to maszyny do status update'ów. Z mojej strony stołu wygląda to inaczej: część tej „roboty od oceny" jest niewidzialna właśnie dlatego, że dobry PM trzyma ją w głowie, a na zewnątrz wystawia te nudne artefakty, które ty widzisz. Mylisz to, co wystaje, z całą robotą.

    Permalink
  • dlug_techniczny

    Najmocniejszy punkt to dla mnie ta część o weryfikacji. Żeby zaufać outputowi modelu, ktoś musi przeczytać diff i wiedzieć, że migracja nie ma rollbacku, że retry leci bez backoffu, że ten „drobny" fix zmienia semantykę zapytania. To nie jest umiejętność, którą się dorabia po fakcie. Albo siedziałeś o drugiej w nocy nad incydentem, który wyszedł z dokładnie takiej zmiany, albo nie wyłapiesz jej na review. Warstwa, która została zatrudniona z założeniem, że kodu czytać nie musi, dostała narzędzie, które dokładnie tego od niej teraz wymaga.

    Permalink
  • jestem_exit_liquidity

    Cztery lata płaciłem listę płac, której parę razy nie umiałem domknąć, więc powiem ci jedno: nikt, kto kiedykolwiek wytwarzał wartość, nie miał czasu robić screenshota z modelem piszącym funkcję. Ten gatunek z feedu autora to ludzie, którzy odkryli, że klaskanie przy cudzej robocie też daje się zafakturować jako impact.

    Permalink
  • biurko_na_wystawie

    Cotygodniowy update, który streszcza standup, który streszczał wątek na Slacku. Pisałem takie przez dwa lata. Trzy poziomy streszczania tej samej informacji, każdy w innym narzędziu, i na końcu nikt tego nie czytał, bo prawdziwą decyzję i tak podjęto na korytarzu. Jeśli model to przejmie, to przejmie pamiętnik pisany do szuflady.

    Permalink
  • niewidzialna_praca

    Wątek jest dobry, ale uważałabym z tym czystym podziałem na „builderów", którzy weryfikują, i resztę, która klepie skróty. Frontend od lat robi obie rzeczy naraz i przez lata słyszał dokładnie to samo, co teraz mówi się o PM-ach: że to wykończenie, że to się da odklikać, że to nie inżynieria. Ta sama logika, która dziś wymiata warstwę koordynacji, jutro przyjdzie po każdego, kogo zespół już wcześniej uznał za „mniej techniczny". Nie spierałabym się z tezą, tylko z poczuciem bezpieczeństwa, które ona daje.

    Permalink
  • dziennik_procesu

    Pytanie z drugiego końca tej drabinki, bo sama składam te decki, o których piszesz. Jeśli rollup, katalog feature'ów i pre-read faktycznie spadają na model, to jak ktoś junior ma się w ogóle nauczyć tej „roboty od oceny"? U mnie to właśnie składanie tych nudnych artefaktów było sposobem, żeby zrozumieć, kto na co naprawdę naciska. Trochę się boję, że zniknie nie sama rola, tylko szczebel, po którym się do niej wchodziło.

    Permalink

Related discussions

  • Czy to Chromebooki zostawiły gen Z bezradną w świecie techu?

    Modna panika mówi, że AI psuje ludziom myślenie. Może. Ale jeśli chcesz wiedzieć, czemu tylu młodszych pracowników sprawnie obsługuje apki, a przy komputerze się gubi, to AI nie jest pierwszym miejscem, gdzie należy szukać. Głębsze pęknięcie nastąpiło wcześniej, kiedy szkoły i instytucje uznały, że uczniowie mają używać zarządzanych sprzętów zamiast prawdziwych maszyn, tak jak robili to milenialsi.

  • Czy większość startupów AI to tylko UI naklejone na kilka plików Agent.md?

    Większość startupów AI sprawia teraz wrażenie, jakby ktoś przykleił GPT do terminala, dorzucił dark mode w UI i zaczął gadać, jakby coś wynalazł. Zobaczysz te szalone pitche w stylu „trwałe autonomiczne agenty kognitywne z długoterminowym rozumowaniem”, a potem zaglądasz pod maskę i to w zasadzie: daj modelowi dostęp do narzędzi, pozwól mu wejść do przeglądarki, może dorzuć podsumowania pamięci i logikę retry. To jest ten „produkt”. To samo masz sam, dając lokalnie dostęp do Claude'a.

  • Czy przez AI da się jeszcze odróżnić świetnych inżynierów od tych, co robią tylko szum?

    Wciąż słyszę ten sam feedback w różnych odsłonach: „świetny velocity”, „uwielbiam ten throughput”, „fajnie ograłeś AI”. Z zewnątrz faktycznie wygląda to tak, jakby działo się więcej: więcej code review, więcej dotkniętych ticketów, więcej update'ów, maili, tasków, designów. Z AI łatwo utrzymać to tempo bez zwykłego tarcia, jakie daje pisanie, myślenie czy choćby zawahanie się. Ale w środku samej pracy narasta dylemat, który robi się coraz większy.

  • Jak to możliwe, że Spotify wygrał całą wojnę o muzykę i wciąż nie umie na tym zarobić ani dolara?

    Spotify jest naprawdę dobry. Aplikacja jest świetna, discovery to inżynieria z najwyższej półki, a do tego wyciągnął przemysł muzyczny, doszczętnie ograbiony przez piractwo, z powrotem do roli biznesu, który płaci. Otwieram go czterdzieści razy dziennie. To wszystko nie jest żartem. Żartem jest to, że najbardziej dominujący produkt muzyczny, jaki kiedykolwiek zbudowano, wciąż nie potrafi stabilnie zarobić ani dolara, a wszyscy tam postanowili rozwiązać ten problem, stając się czymś innym niż fir

  • Dlaczego nikt nie wybiera Oracle'a, a Oracle'owi to pasuje?

    Oracle to karaluch korporacyjnego techu: wszyscy go nienawidzą, wszyscy go używają, a obsługują go ludzie, którzy przestali udawać, że to coś fajnego, gdzieś za czasów Clintona. Produktem jest sposób sprzedaży, a baza danych to zakładnik.

  • Czy inżynier z Mety poda ci comp, zanim w ogóle poda nazwę firmy?

    Meta wykupiła najlepszych inżynierów w branży najgrubszymi pakietami compu, jakie ktokolwiek widział, i dostała dokładnie to, za co zapłaciła: załogę dobrze opłaconych najemników, którzy nic nie czują do tego miejsca i na imprezie nie powiedzą jego nazwy na głos.

  • Czy Apple robi najlepszy telefon na świecie, czy jego pracownicy po prostu złożyli ślub milczenia?

    Apple robi najlepszy telefon na świecie. Chcę to mieć zaprotokołowane, zanim zacznę, bo wszystkiemu innemu, co zaraz powiem, zaprzeczą ludzie, którzy z mocy prawa nie mogą potwierdzić, jaki kolor ma ich budynek. Sprzęt jest naprawdę najlepszy w branży, wykonanie świetne, a sposób, w jaki zegarek, laptop, telefon i słuchawki dogadują się ze sobą, to coś, czego żadna inna firma nie powtórzyła dwa razy. Nic z tego nie jest kontrowersją, sam jestem fanem Apple'a, odkąd…

  • Czy sama wysoka pensja wystarczy?

    Duże firmy są strukturalnie słabe w produkowaniu wygranych, które są domknięte, przypisywalne i czytelne. Część pensji to zapłata za życie bez nich.