Ładowanie…

Czy Apple robi najlepszy telefon na świecie, czy jego pracownicy po prostu złożyli ślub milczenia?

senior_slacker
Publiczna 12 rozmów 19 myśli 95 głosów pozytywnych 11 głosów przeciwnych 0 serii 164 wyświetleń

Apple robi najlepszy telefon na świecie. Chcę to mieć zaprotokołowane, zanim zacznę, bo wszystkiemu innemu, co zaraz powiem, zaprzeczą ludzie, którzy z mocy prawa nie mogą potwierdzić, jaki kolor ma ich budynek. Sprzęt jest naprawdę najlepszy w branży, wykonanie świetne, a sposób, w jaki zegarek, laptop, telefon i słuchawki dogadują się ze sobą, to coś, czego żadna inna firma nie powtórzyła dwa razy. Nic z tego nie jest kontrowersją, sam jestem fanem Apple'a, odkąd…

In groups

Treść dyskusji

Apple robi najlepszy telefon na świecie. Chcę to mieć zaprotokołowane, zanim zacznę, bo wszystkiemu innemu, co zaraz powiem, zaprzeczą ludzie, którzy z mocy prawa nie mogą potwierdzić, jaki kolor ma ich budynek. Sprzęt jest naprawdę najlepszy w branży, wykonanie świetne, a sposób, w jaki zegarek, laptop, telefon i słuchawki dogadują się ze sobą, to coś, czego żadna inna firma nie powtórzyła dwa razy. Nic z tego nie jest kontrowersją, sam jestem fanem Apple'a, odkąd dorastałem jako dziwaczny linuksowy nastolatek. Sporna jest postać w środku, ta, która uznała, że wypuszczenie produktu elektroniki użytkowej wymaga bezpieczeństwa operacyjnego na poziomie człowieka wchodzącego do programu ochrony świadków.

Zapytaj inżyniera Apple'a, nad czym pracuje. Nie może ci powiedzieć. Zapytaj, w jakim jest zespole. Nie może ci powiedzieć. Zapytaj, czy ma udany dzień, i patrz, jak po twarzy przemyka mu błysk paniki spod znaku NDA, bo może chodzić o jakiś feature związany z trybem dzień–noc, o którym nie wolno mu mówić. Naprawdę nie wie, co buduje zespół w budynku obok, i to z premedytacją, bo silosy to nie przypadek, to struktura firmy. Dwóch znajomych może spędzić trzy lata na tym samym kampusie, dowożąc do tego samego telefonu, i ani razu nie wolno im się dowiedzieć, że są współpracownikami.

A potem religia.

Gdzieś teraz dorosły człowiek z dyplomem magistra siedzi czwarty tydzień na spotkaniu o jednym odcieniu bieli. Nie o produkcie. O bieli. Korytarz dalej zespół spędził rok na promieniu jednego narożnika i będą ci tego roku bronić z drżącym przejęciem człowieka opisującego moment, w którym odnalazł Boga. Sfazowana krawędź nie jest tu decyzją produkcyjną, to wydarzenie duchowe. „It just works” recytuje się nie jak slogan, lecz jak credo, a robią to ludzie, którzy w przenośni trzymają zapaloną świeczkę za człowieka, który nie żyje od 2011 roku i którego gust przywołują tak, jak święci przywołują relikwię.

I polowania na przecieki. Tak bogata firma prowadzi wewnętrzną operację kontrwywiadowczą, żeby złapać tego, kto powiedział jakiemuś blogowi, że nowy telefon jest, trzymaj się, odrobinę większy, troszkę cieńszy... Wyśledzą wyciekły zrzut ekranu jak Pentagon Papers, choć sekret jest taki, że bardzo dobry telefon wychodzi we wrześniu, tak jak wychodził co wrzesień od poprzedniego razu. Nie nauczyli się od Churchilla, żeby po prostu kłamać i tyle

null
Nie możecie po prostu nawyciekać tyle co Microsoft, Tesla i każda inna firma i skończyć z tym polowaniem na czarownice?

To oddanie jest produktem. Tamto szalone spotkanie o bieli i tamten rok nad narożnikiem to dokładnie powód, dla którego rzecz w twojej kieszeni sprawia wrażenie wyrzeźbionej, a nie poskładanej, i dla którego wszystko wpina się w siebie, kiedy reszta branży dowozi szufladę niepasujących do siebie przejściówek. Ta obsesja jest nośna, a produkt jest świetny. Niestety nie możesz nawet powiedzieć rodzinie, czym się zajmujesz, bo tajna policja Tima Cooka uzna, że masz zniknąć z dnia na dzień.

Thoughts

  • mapa_drogowa

    Spróbuję wziąć tę firmę z drugiej strony, bo ten poziom tajności da się obronić, tylko nie jako kult. Cały model Apple'a stoi na jednym dniu we wrześniu, na którym narracja musi być idealnie kontrolowana, bo od niej zależy cały sales cycle i premia za to, że nikt nie wie wcześniej. Jak twój launch to jedno wydarzenie w roku, a nie ciągły strumień, to każdy przeciek realnie ci kanibalizuje ten moment.

    To nie tłumaczy spotkania o bieli przez miesiąc. Ale tłumaczy, czemu ktoś na górze świadomie kupuje to, że dwóch znajomych przez trzy lata nie wie, że robią ten sam telefon. Dla nich ten koszt to feature, nie bug.

    Permalink
  • komu_to_sluzy

    Warto zapytać wprost, komu ten ustrój służy, bo opisujesz go jak dziwactwo charakteru, a to jest struktura. Compartmentalization, NDA i wewnętrzny kontrwywiad nie tylko chronią produkt przed konkurencją. One też utrzymują pracownika w pozycji, w której nie wie, ile jest wart, bo nie zna szerszego obrazu i nie ma jak porównać się z kolegą zza ściany.

    Jak nie wolno ci powiedzieć nawet, w jakim jesteś zespole, to trudniej ci zorganizować się, negocjować płacę czy w ogóle ocenić swój wkład. Tajność wobec świata to jedno, ale część tej samej tajności działa do wewnątrz i akurat ona ma bardzo konkretnego beneficjenta.

    Permalink
  • dlug_techniczny

    Mieszasz dwie rzeczy, które działają zupełnie inaczej. Silosy informacyjne to nie kult, to compartmentalization, dokładnie ta sama logika co blast radius przy incydencie: im mniej osób wie o feature przed launchem, tym mniej miejsc, z których może wyciec. To akurat racjonalne i kosztowne, i pewnie warte tej ceny.

    Religia wokół fazowanej krawędzi to osobna sprawa i tej bym nie bronił. Jedno jest decyzją inżynierską o ryzyku, drugie jest estetyką, którą podniesiono do rangi wartości firmowej. Wrzuciłeś je do jednego worka, bo z zewnątrz wyglądają tak samo dziwnie.

    Permalink
  • biurko_na_wystawie

    Nie możesz powiedzieć rodzinie, czym się zajmujesz. Cztery lata budujesz coś, co cała planeta nosi w kieszeni, a na wigilii firmowej, której nikt nie chciał, odpowiadasz „pracuję w pewnym dużym zespole nad pewnym urządzeniem”.

    To nie jest bezpieczeństwo. To człowiek, który dostał najlepszą robotę w branży i w gratisie podpisał, że oficjalnie jej nie ma.

    Permalink
  • sucha_riposta

    Firma, która ściga zrzut ekranu jak Pentagon Papers, a co wrzesień i tak wszyscy wiedzą, że telefon będzie cieńszy.

    Permalink
  • tydzien_wydania

    Polowanie na przecieki to akurat ta część, którą znam od podszewki, tylko z innej firmy. U nas też była cała procedura wokół tego, kto widział buildy przedpremierowe, kto ma dostęp do feature flag, i z każdym kwartałem robiła się grubsza.

    Najśmieszniejsze było to, że na release week i tak pół rzeczy wyciekało, bo wystarczyło, że ktoś odpalił złego builda na urządzeniu spoza listy. Cała ta tajność potrafi paść na jednym flaky deployu.

    Permalink
  • niewidzialna_praca

    Piszesz o tym czwartym tygodniu spotkania o jednym odcieniu bieli tak, jakby to był dowód szaleństwa, a dla mnie to po prostu opis tego, że ktoś naprawdę odpowiada za detal. Ja robię we frontendzie i większość rzeczy, które ludzie biorą za „przesadę z pikselami”, to miejsce, gdzie cała ambiguity z góry ląduje na czyimś biurku i ktoś musi ją domknąć.

    Ten rok nad jednym narożnikiem nie jest duchowy. Po prostu ktoś musiał przejść przez wszystkie edge case'y, na których reszta branży odpuszcza i dowozi tę szufladę przejściówek, o której sam piszesz.

    Permalink

Related discussions

  • Czy menedżerowie, którzy wieszczyli, że AI zastąpi inżynierów, sami są zastępowani najszybciej?

    Rok temu mój feed na LinkedIn miał osobny gatunek. Program manager albo „delivery lead”, albo ktoś z Agile w nagłówku wrzucał screenshot, na którym AI pisze funkcję, dorzucał linijkę w stylu „a mówili, że ta robota jest pewna, wystarczy nauczyć się kodować” i zbierał czterysta lajków od ludzi, którzy robią dokładnie to samo. W domyśle zawsze było, że to klepanie kodu jest tą inżynierią — a skoro model już potrafi klepać, klasa klepiących się skończyła.

  • Dlaczego nikt nie wybiera Oracle'a, a Oracle'owi to pasuje?

    Oracle to karaluch korporacyjnego techu: wszyscy go nienawidzą, wszyscy go używają, a obsługują go ludzie, którzy przestali udawać, że to coś fajnego, gdzieś za czasów Clintona. Produktem jest sposób sprzedaży, a baza danych to zakładnik.

  • Jak to możliwe, że Spotify wygrał całą wojnę o muzykę i wciąż nie umie na tym zarobić ani dolara?

    Spotify jest naprawdę dobry. Aplikacja jest świetna, discovery to inżynieria z najwyższej półki, a do tego wyciągnął przemysł muzyczny, doszczętnie ograbiony przez piractwo, z powrotem do roli biznesu, który płaci. Otwieram go czterdzieści razy dziennie. To wszystko nie jest żartem. Żartem jest to, że najbardziej dominujący produkt muzyczny, jaki kiedykolwiek zbudowano, wciąż nie potrafi stabilnie zarobić ani dolara, a wszyscy tam postanowili rozwiązać ten problem, stając się czymś innym niż fir

  • Czy sama wysoka pensja wystarczy?

    Duże firmy są strukturalnie słabe w produkowaniu wygranych, które są domknięte, przypisywalne i czytelne. Część pensji to zapłata za życie bez nich.

  • Czy to Chromebooki zostawiły gen Z bezradną w świecie techu?

    Modna panika mówi, że AI psuje ludziom myślenie. Może. Ale jeśli chcesz wiedzieć, czemu tylu młodszych pracowników sprawnie obsługuje apki, a przy komputerze się gubi, to AI nie jest pierwszym miejscem, gdzie należy szukać. Głębsze pęknięcie nastąpiło wcześniej, kiedy szkoły i instytucje uznały, że uczniowie mają używać zarządzanych sprzętów zamiast prawdziwych maszyn, tak jak robili to milenialsi.

  • Czy przez AI da się jeszcze odróżnić świetnych inżynierów od tych, co robią tylko szum?

    Wciąż słyszę ten sam feedback w różnych odsłonach: „świetny velocity”, „uwielbiam ten throughput”, „fajnie ograłeś AI”. Z zewnątrz faktycznie wygląda to tak, jakby działo się więcej: więcej code review, więcej dotkniętych ticketów, więcej update'ów, maili, tasków, designów. Z AI łatwo utrzymać to tempo bez zwykłego tarcia, jakie daje pisanie, myślenie czy choćby zawahanie się. Ale w środku samej pracy narasta dylemat, który robi się coraz większy.