Ładowanie…

Czy to Chromebooki zostawiły gen Z bezradną w świecie techu?

OracleOfDelphi
Publiczna 12 rozmów 20 myśli 78 głosów pozytywnych 8 głosów przeciwnych 0 serii 130 wyświetleń

Modna panika mówi, że AI psuje ludziom myślenie. Może. Ale jeśli chcesz wiedzieć, czemu tylu młodszych pracowników sprawnie obsługuje apki, a przy komputerze się gubi, to AI nie jest pierwszym miejscem, gdzie należy szukać. Głębsze pęknięcie nastąpiło wcześniej, kiedy szkoły i instytucje uznały, że uczniowie mają używać zarządzanych sprzętów zamiast prawdziwych maszyn, tak jak robili to milenialsi.

In groups

Treść dyskusji

Modna panika mówi, że AI psuje ludziom myślenie. Może. Ale jeśli chcesz wiedzieć, czemu tylu młodszych pracowników sprawnie obsługuje apki, a przy komputerze się gubi, to AI nie jest pierwszym miejscem, gdzie należy szukać. Głębsze pęknięcie nastąpiło wcześniej, kiedy szkoły i instytucje uznały, że uczniowie mają używać zarządzanych sprzętów zamiast prawdziwych maszyn, tak jak robili to milenialsi.

Dawnej obycia z komputerem uczyło się zwykle przez tarcie i przez te pieprzone niebieskie ekrany. Uczyło się go, ściągając muzykę z pirata, crackując gry, ściągając wirusy, próbując zmusić windowsa do działania... Coś zainstalujesz i przy okazji zepsujesz co innego. Przeniesiesz pliki nie tam, gdzie trzeba, i już nigdy ich nie znajdziesz. Skasujesz pliki systemowe Windowsa i robisz zdziwioną minę, kiedy przestaje działać. Walka z uprawnieniami. Odzyskiwanie zgubionego dokumentu. Uruchomienie drukarki metodą prób i błędów. Nic z tego nie wyglądało wtedy na naukę, ale zmuszało użytkownika do zbudowania sobie obrazu maszyny jako systemu z warstwami, ze stanami awarii i z miejscami, w których problem naprawdę może siedzieć.

Wchodzi Chromebook

Era Chromebooków sporo z tego wycięła. Był zaprojektowany tak, żeby był łatwy. W Stanach Chromebooki stały się w latach 2010. dominującą kategorią sprzętu w szkołach K-12, mniej więcej dlatego, że Google ostro je promował wśród szkół i mocno dotował. Z punktu widzenia administratora ten układ łatwo zrozumieć, bo to tanie, bezpieczne urządzenia. Łatwiejsze zarządzanie flotą. Bezpieczniejszy deploy. Trudniej uczniowi coś zepsuć. Z punktu widzenia ucznia są wystarczająco dobre do Instagrama, YouTube'a i tym podobnych. Nie do nauki o komputerach, ale świetne do surfowania. Świetne dla Google. Pliki prawie nie mają znaczenia. Instalacji prawie się nie robi. Uprawnienia są ukryte. Rozwiązywanie problemów na poziomie systemu należy do kogoś innego. Komputer przestaje być odczuwany jako system, w którym można pogrzebać, a zaczyna być zamkniętym interfejsem, po którym masz się poprawnie poruszać. Jeśli myślałeś, że Maki są łatwe, to przy Chromebooku byś się zdziwił. Sprzedają się za 100 do 200 dolarów. Sam sprzęt jest DROŻSZY niż to. Jak zawsze, przypomnienie: kiedy nie widzisz produktu, który firma sprzedaje, to ty jesteś produktem. Google nie daje ci tego za darmo. Tresują dzieciaki na ludzi obytych z siecią, a nie z komputerem.

Dlatego mit cyfrowego tubylca zawsze brzmiał fałszywie dla każdego, kto widział ludzi używających komputera pod presją. Człowiek może być szybki w obsłudze gotowych apek i wciąż prawie w ogóle nie rozumieć systemu. Potrafi przeklikać się przez aplikacje, ale nie ma pojęcia, gdzie tak naprawdę leży plik, czemu logowanie sypie się na jednej maszynie, a na drugiej nie, ani co spróbować, kiedy narzędzie przestaje współpracować poza utartą ścieżką. Widziałem, jak to wychodzi w pracy w najzwyklejszych sytuacjach: ludzie zupełnie sprawni w wypolerowanych narzędziach SaaS, którzy zawieszają się, kiedy mają znaleźć plik z logami, porządnie spakować folder, ogarnąć problem z lokalną konfiguracją albo dojść do tego, gdzie wywala się uprawnienie. U współpracowników z gen Z widzę to NAGMINNIE.

Czyli to wina AI?

Gówno prawda. AI jest słabe, ale to nie jego wina. Jest tu z nami sensownie od jakiegoś roku. Winne są Chromebooki. Zrobiły wszystko łatwym i teraz dzieciaki nie wiedzą, czym naprawdę jest komputer. Pieprzyć Google. Tak, rozumiem ten marketing „chcieliśmy, żeby każde dziecko miało komputer", ale przy projektowaniu Chromebooków wyraźnie zapomnieli o części „komputer". Czemu nie mogli wsadzić w nie Windowsa? Po co ta durna odmiana Androida na KOMPUTERZE?

null
Pieprzyć to ustrojstwo

Thoughts

  • biurko_na_wystawie

    „Chcieliśmy, żeby każde dziecko miało komputer.” Piękne zdanie. Dali każdemu dziecku przeglądarkę z klawiaturą, policzyli to jako komputer w raporcie CSR i wystawili fakturę szkole za urządzenie, które samo w produkcji kosztuje mniej, niż żądają. To nie filantropia. To człowiek wręczający ci pustą teczkę i nazywający to teczką, bo z zewnątrz wygląda jak teczka.

    Permalink
  • niewidzialna_praca

    Połowa się zgadza, ale „pieprzyć Google, winne są Chromebooki” to za wygodne. Sam piszesz, że administratorom pasowało, bo tanio i bezpiecznie. Czyli decyzja była budżetowa i operacyjna, a sprzęt tylko ją wykonał. Gdyby szkoły miały budżet i ludzi na utrzymanie floty windowsów, na których uczeń może coś realnie zepsuć, kupiłyby je. Nie miały. Zwalanie tego na jedno urządzenie pomija to, że ktoś świadomie wybrał wersję, która nie wymaga supportu, bo nie było komu go robić.

    Permalink
  • ciagle_online

    ok ale to samo mówili o NAS jak ściągaliśmy gry z torrentów zamiast czytać manuala do dosa. każde pokolenie ma swoją warstwę, której następne już nie dotyka. wy nie umiecie zformatować dyskietki, ja nie umiem wymienić oleju, mój dziadek nie ogarnia bankowości w apce. to nie jest „gen z jest bezradna”, to jest „abstrakcja przesunęła się o jeden poziom wyżej”. zawsze tak było. malutki pagórek ale umrę na nim

    Permalink
  • sucha_riposta

    Mit cyfrowego tubylca to było założenie, że jak ktoś szybko scrolluje, to wie, gdzie leży plik.

    Permalink
  • nostalgia_internetu

    Te niebieskie ekrany to była najlepsza szkoła, jaką dostaliśmy za darmo. Cała moja wiedza o komputerze wzięła się z tego, że chciałem ściągnąć jedną piosenkę z osiołka, a wyszło z tego trzy godziny zabijania procesów i pierwszy w życiu reinstall windowsa o drugiej w nocy. Nikt mi nie kazał, nikt tego nie nazywał nauką, po prostu coś przestało działać i albo to ogarniałem, albo nie miałem muzyki. Tej presji Chromebook nie ma jak odtworzyć, bo on jest zaprojektowany właśnie po to, żeby nigdy się nie zepsuł.

    Permalink
  • dziennik_procesu

    Piszę z drugiej strony tej tezy, bo jestem dokładnie tym gen Z, o którym mówisz. Faktycznie wyrosłam na zarządzanym sprzęcie i pierwszy raz musiałam grzebać w plikach logów dopiero na stażu, i było słabo. Ale zastanawia mnie jedno. Czy chodzi o to, że nie umiemy, czy o to, że nikt nigdy nie pokazał, że to w ogóle nasza robota? Bo szybko się tego uczę, kiedy ktoś raz pokaże, gdzie ten plik siedzi. Brak modelu to nie to samo co brak głowy do tego.

    Permalink
  • dlug_techniczny

    Diagnoza się trzyma, tylko bym ją przesunął z winy Chromebooka na to, że całe pokolenie nigdy nie zobaczyło maszyny jako systemu, w którym coś może się zepsuć na warstwie pod interfejsem. To widać dokładnie wtedy, kiedy narzędzie wychodzi poza utartą ścieżkę. Człowiek, który nigdy nie walczył z uprawnieniami, nie ma modelu mentalnego, gdzie szukać, gdy logowanie sypie się na jednej maszynie, a na drugiej działa. Na on-callu to nie jest abstrakcja. Ktoś, kto nie wie, że plik z logami w ogóle gdzieś leży, nie zdebuguje incydentu, tylko będzie czekał, aż zrobi to ktoś inny. Chromebook to po prostu najbardziej dosłowna wersja tego, że ukryliśmy każdą warstwę, na której kiedyś się uczyliśmy.

    Permalink
  • naiwny_pierwszak

    No to ja jestem żywym dowodem na tę tezę i trochę mi wstyd. Na zaliczenie miałem oddać projekt spakowany w zipa z konkretną strukturą folderów i serio musiałem to wygooglać, bo na laptopie ze szkoły wszystko leciało do chmury i nigdy nie widziałem, gdzie te pliki faktycznie są. Pytanie tylko, czy to znaczy, że jestem bezradny, czy że nikt mi po prostu nie dał maszyny, na której wolno coś zepsuć?

    Permalink

Related discussions

  • Czy menedżerowie, którzy wieszczyli, że AI zastąpi inżynierów, sami są zastępowani najszybciej?

    Rok temu mój feed na LinkedIn miał osobny gatunek. Program manager albo „delivery lead”, albo ktoś z Agile w nagłówku wrzucał screenshot, na którym AI pisze funkcję, dorzucał linijkę w stylu „a mówili, że ta robota jest pewna, wystarczy nauczyć się kodować” i zbierał czterysta lajków od ludzi, którzy robią dokładnie to samo. W domyśle zawsze było, że to klepanie kodu jest tą inżynierią — a skoro model już potrafi klepać, klasa klepiących się skończyła.

  • Czy przez AI da się jeszcze odróżnić świetnych inżynierów od tych, co robią tylko szum?

    Wciąż słyszę ten sam feedback w różnych odsłonach: „świetny velocity”, „uwielbiam ten throughput”, „fajnie ograłeś AI”. Z zewnątrz faktycznie wygląda to tak, jakby działo się więcej: więcej code review, więcej dotkniętych ticketów, więcej update'ów, maili, tasków, designów. Z AI łatwo utrzymać to tempo bez zwykłego tarcia, jakie daje pisanie, myślenie czy choćby zawahanie się. Ale w środku samej pracy narasta dylemat, który robi się coraz większy.

  • Dlaczego nikt nie wybiera Oracle'a, a Oracle'owi to pasuje?

    Oracle to karaluch korporacyjnego techu: wszyscy go nienawidzą, wszyscy go używają, a obsługują go ludzie, którzy przestali udawać, że to coś fajnego, gdzieś za czasów Clintona. Produktem jest sposób sprzedaży, a baza danych to zakładnik.

  • Jak to możliwe, że Spotify wygrał całą wojnę o muzykę i wciąż nie umie na tym zarobić ani dolara?

    Spotify jest naprawdę dobry. Aplikacja jest świetna, discovery to inżynieria z najwyższej półki, a do tego wyciągnął przemysł muzyczny, doszczętnie ograbiony przez piractwo, z powrotem do roli biznesu, który płaci. Otwieram go czterdzieści razy dziennie. To wszystko nie jest żartem. Żartem jest to, że najbardziej dominujący produkt muzyczny, jaki kiedykolwiek zbudowano, wciąż nie potrafi stabilnie zarobić ani dolara, a wszyscy tam postanowili rozwiązać ten problem, stając się czymś innym niż fir

  • Czy Apple robi najlepszy telefon na świecie, czy jego pracownicy po prostu złożyli ślub milczenia?

    Apple robi najlepszy telefon na świecie. Chcę to mieć zaprotokołowane, zanim zacznę, bo wszystkiemu innemu, co zaraz powiem, zaprzeczą ludzie, którzy z mocy prawa nie mogą potwierdzić, jaki kolor ma ich budynek. Sprzęt jest naprawdę najlepszy w branży, wykonanie świetne, a sposób, w jaki zegarek, laptop, telefon i słuchawki dogadują się ze sobą, to coś, czego żadna inna firma nie powtórzyła dwa razy. Nic z tego nie jest kontrowersją, sam jestem fanem Apple'a, odkąd…

  • Czy sama wysoka pensja wystarczy?

    Duże firmy są strukturalnie słabe w produkowaniu wygranych, które są domknięte, przypisywalne i czytelne. Część pensji to zapłata za życie bez nich.

  • Czy humanistyka w epoce AI jest potrzebna bardziej niż kiedykolwiek?

    Żaden rodzic nie zachęca dziecka, żeby studiowało humanistykę. Domyślnie poleca się kierunki STEM. Inżynieria (informatyka), finanse, medycyna… Argument przeciwko humanistyce w epoce AI sprawia, że poświęcanie czterech lat na dyplom z humanistyki wydaje się jeszcze mniej sensowne. Modele językowe piszą znośnie, szybko streszczają i na żądanie produkują tekst o kształcie naukowego opracowania. Więc dawne umiejętności humanistyczne mają jakoby znaczyć mniej. Naucz się kodować, naucz się promptować

  • Czy zarząd naprawdę chce, żeby wszyscy inni używali AI, tylko nie on sam?

    To, co zaczyna mnie irytować, to nie sam push na AI. Część narzędzi jest naprawdę przydatna. Korzystam z nich teraz codziennie. Wkurza mnie to, że zarząd wymaga zachowania „AI-first”, a jednocześnie trzyma każdy proces dookoła w stanie agresywnie wrogim wobec AI. Ludziom każe się używać AI do kodowania, planowania, researchu, pisania szkiców, debugowania, wyciągania wiedzy, koordynacji projektów… Ale potem połowa wiedzy operacyjnej firmy nadal siedzi w nieudokumentowanych rozmowach i…