Ładowanie…

Czy zarząd naprawdę chce, żeby wszyscy inni używali AI, tylko nie on sam?

senior_slacker
Publiczna 13 rozmów 19 myśli 86 głosów pozytywnych 7 głosów przeciwnych 0 serii 160 wyświetleń

To, co zaczyna mnie irytować, to nie sam push na AI. Część narzędzi jest naprawdę przydatna. Korzystam z nich teraz codziennie. Wkurza mnie to, że zarząd wymaga zachowania „AI-first”, a jednocześnie trzyma każdy proces dookoła w stanie agresywnie wrogim wobec AI. Ludziom każe się używać AI do kodowania, planowania, researchu, pisania szkiców, debugowania, wyciągania wiedzy, koordynacji projektów… Ale potem połowa wiedzy operacyjnej firmy nadal siedzi w nieudokumentowanych rozmowach i…

In groups

Treść dyskusji

To, co zaczyna mnie irytować, to nie sam push na AI. Część narzędzi jest naprawdę przydatna. Korzystam z nich teraz codziennie. Wkurza mnie to, że zarząd wymaga zachowania „AI-first”, a jednocześnie trzyma każdy proces dookoła w stanie agresywnie wrogim wobec AI.

Ludziom każe się używać AI do kodowania, planowania, researchu, pisania szkiców, debugowania, wyciągania wiedzy, koordynacji projektów… Ale potem połowa wiedzy operacyjnej firmy nadal siedzi w nieudokumentowanych rozmowach i rozdętej kulturze meetingów. Gdyby zarząd naprawdę chciał pchać AI i uczynić je centralnym elementem produktywności, pierwszą rzeczą, jaką by zrobił, byłoby przeprojektowanie obiegu informacji wokół systemów czytelnych dla maszyn. Zamiast tego głównie każe inżynierom szybciej pisać na klawiaturze.

Weźmy 1:1.

Gdyby firmom naprawdę zależało na pracy wspieranej przez AI, każde 1:1 generowałoby automatycznie ustrukturyzowane notatki. Action itemy, blockery, kwestie obsadowe, cele zawodowe, follow-upy. Nie dlatego, że inwigilacja jest dobra, ale dlatego, że pamięć instytucjonalna w większości firm jest fatalna. Połowa zarządu co kwartał odkrywa na nowo ten sam kontekst, bo nic nie przeżywa samego spotkania.

Zamiast tego dalej udajemy, że ważną częścią zarządzania jest rozmowa na żywo, a nie trwały artefakt, który z niej powstaje.

Albo standupy.

Dalej palimy godziny inżynierskie na zbieranie ludzi w cykliczne ceremonie, gdzie każdy odgrywa postęp w czasie rzeczywistym. A przecież AI doskonale radzi sobie z parsowaniem pisanych aktualizacji, wyłapywaniem blockerów, grupowaniem powiązanych problemów, generowaniem podsumowań, eskalowaniem ryzyk i śledzeniem dryfu w czasie. Tyle że to wymagałoby od managerów konsumowania informacji asynchronicznie, zamiast traktowania spotkań jako teatrzyku, który ma dawać poczucie pewności.

null
Oby moda na „AI zastępujące inżynierów” odbiła się czkawką i skończyło się na zastępowaniu managerów.

I jeszcze dokumentacja.

Ta akurat doprowadza mnie do szału. Firmy mówią, że chcą workflowów opartych na AI, a kluczowe dokumenty planistyczne tkwią w opasłych plikach Worda, zrzutach ekranu wklejanych do arkuszy, aktualizacjach roadmapy zaszytych w slajdach i pakietach awansowych formatowanych pod wizualny szlif zamiast pod ustrukturyzowane wyszukiwanie. Jeśli naprawdę chcesz dźwigni z AI, czysty tekst powinien stać się domyślnym podłożem organizacji.

  • Roadmapy: czysty tekst.

  • Dokumenty planistyczne: czysty tekst.

  • Dowody do awansu: czysty tekst.

  • Logi decyzji: czysty tekst.

  • Postmortemy: czysty tekst.

Nie dlatego, że markdown jest lepszy. Dlatego, że maszyny potrafią na nim czysto pracować. Możesz mieć workspace'y z dokumentami administracyjnymi, dokładnie tak jak pracujesz z kodem, i puścić na nie agenty CLI! Ale nie, wszystko trzeba wrzucić na docsy Worda -_-

W tej chwili większość organizacji robi odpowiednik kupienia przemysłowej maszyny, a potem podawania jej przez szczelinę laminowanego papieru.

null
Na pewno nie chodzi o instynkt samozachowawczy

Ludzie, którzy najmocniej pchają integrację z AI, to często ci sami, którzy utknęli przy kopiowaniu notatek ze spotkań z Google Docs, ręcznym przepisywaniu aktualizacji w Jirze, przerabianiu zrzutów ekranu z powrotem na tekst i siedzeniu na status meetingach, które istnieją głównie dlatego, że nikt nie ufa systemom asynchronicznym na tyle, żeby na nich polegać.

Zarząd chce chyba przyspieszenia dzięki AI na poziomie pracownika bez przyjęcia organizacyjnych konsekwencji projektowania pracy pod maszyny. Chce, żeby zespoły zaadaptowały AI, ale sam nie musiał się zmieniać.

Thoughts

  • niewidzialna_praca

    Dorzucę część, która w tym tekście jest tylko zasugerowana. Ktoś tę pamięć instytucjonalną już dziś sklejał ręcznie, zanim padło słowo AI, i bardzo często to były te same osoby co zawsze. Przepisywanie aktualizacji do Jiry, robienie z bałaganu po spotkaniu czytelnych notatek, dopytywanie ludzi o blockery, których sami nie zgłosili. To jest dokładnie ta niewidzialna robota, której nie widać w pakiecie awansowym. Więc kiedy zarząd mówi „AI ogarnie dokumentację”, ja słyszę, że właśnie zauważyli pracę, którą przez lata uznawali za darmowe wygładzanie. Czysty tekst by pomógł, tylko najpierw trzeba przyznać, że ta robota w ogóle była.

    Permalink
  • sucha_riposta

    Kupili przemysłową maszynę i podają jej dokumenty przez szczelinę laminowanego papieru. Reszta to już tylko podpis pod fakturą za licencje.

    Permalink
  • mapa_drogowa

    Zgadzam się z diagnozą, ale rozjeżdżamy się przy przyczynie. To nie jest problem tooli ani formatu, tylko odwagi. Standup i status meeting nie istnieją, bo nikt nie słyszał o asynchronie. Istnieją, bo to jedyne miejsce, gdzie manager może spojrzeć ludziom w twarz i poczuć, że ma kontrolę, zanim sam pójdzie zameldować się wyżej. Przeniesienie roadmapy na czysty tekst nie usuwa pytania, kto bierze na klatę, że projekt się ślizga. Połowa stakeholder managementu to decyzja, które rozczarowanie powie się na głos, a tego żaden parser ci nie załatwi. Zautomatyzujesz notatki z 1:1 i dalej zostaje ta sama rozmowa, której wszyscy unikają.

    Permalink
  • dlug_techniczny

    Najmocniejszy fragment to ten o czystym tekście, bo on jest najmniej hasłowy, a najbardziej operacyjny. Ja to widzę po blast radiusie: jak log decyzji siedzi w slajdach albo w pliku Worda, to przy następnym incydencie nikt nie odtworzy, czemu rok temu ktoś wyłączył retry na tym serwisie. Wracasz do tego o drugiej w nocy i jedyny artefakt to screenshot wklejony do arkusza. AI-first nie zaczyna się od tego, że inżynier szybciej klepie, tylko od tego, że decyzje przeżywają spotkanie w formie, którą da się zaindeksować. Zarząd kupuje tooling, ale nie chce zapłacić podatku za to, żeby firma była czytelna dla maszyn, bo ten podatek płaci się ich własnym czasem na spotkaniach.

    Permalink
  • tydzien_wydania

    Punkt o standupach jako teatrze, który ma dawać poczucie pewności, to najprawdziwsze zdanie w całym poście. U mnie przy tygodniu wydania mieliśmy dzienny status, na którym każdy odgrywał postęp na żywo, a realne blockery i tak lądowały w wątku, którego manager nie czytał, bo wolał usłyszeć je rano przy ludziach. Pipeline pamiętał, co się sypie, lepiej niż cały ten meeting. Robota, która chroniła launch przed wpadką, nigdy nie trafiała do narracji, bo nie odbywała się przy świadkach. Asynchron przegrywał nie dlatego, że nie działał, tylko dlatego, że nie dawał nikomu sceny.

    Permalink
  • biurko_na_wystawie

    Pakiet awansowy formatowany pod wizualny szlif zamiast pod wyszukiwanie. Spędziłeś weekend nad sześciostronicowym dokumentem z fałszywym FAQ i trzema załącznikami, żeby maszyna, którą rzekomo wdrażacie, nie mogła z niego wyciągnąć ani jednego zdania. To nie dowód impaktu, to album ze zdjęciami.

    Permalink

Related discussions

  • Czy większość startupów AI to tylko UI naklejone na kilka plików Agent.md?

    Większość startupów AI sprawia teraz wrażenie, jakby ktoś przykleił GPT do terminala, dorzucił dark mode w UI i zaczął gadać, jakby coś wynalazł. Zobaczysz te szalone pitche w stylu „trwałe autonomiczne agenty kognitywne z długoterminowym rozumowaniem”, a potem zaglądasz pod maskę i to w zasadzie: daj modelowi dostęp do narzędzi, pozwól mu wejść do przeglądarki, może dorzuć podsumowania pamięci i logikę retry. To jest ten „produkt”. To samo masz sam, dając lokalnie dostęp do Claude'a.

  • Czy przez AI da się jeszcze odróżnić świetnych inżynierów od tych, co robią tylko szum?

    Wciąż słyszę ten sam feedback w różnych odsłonach: „świetny velocity”, „uwielbiam ten throughput”, „fajnie ograłeś AI”. Z zewnątrz faktycznie wygląda to tak, jakby działo się więcej: więcej code review, więcej dotkniętych ticketów, więcej update'ów, maili, tasków, designów. Z AI łatwo utrzymać to tempo bez zwykłego tarcia, jakie daje pisanie, myślenie czy choćby zawahanie się. Ale w środku samej pracy narasta dylemat, który robi się coraz większy.

  • Czy menedżerowie, którzy wieszczyli, że AI zastąpi inżynierów, sami są zastępowani najszybciej?

    Rok temu mój feed na LinkedIn miał osobny gatunek. Program manager albo „delivery lead”, albo ktoś z Agile w nagłówku wrzucał screenshot, na którym AI pisze funkcję, dorzucał linijkę w stylu „a mówili, że ta robota jest pewna, wystarczy nauczyć się kodować” i zbierał czterysta lajków od ludzi, którzy robią dokładnie to samo. W domyśle zawsze było, że to klepanie kodu jest tą inżynierią — a skoro model już potrafi klepać, klasa klepiących się skończyła.

  • Czy to Chromebooki zostawiły gen Z bezradną w świecie techu?

    Modna panika mówi, że AI psuje ludziom myślenie. Może. Ale jeśli chcesz wiedzieć, czemu tylu młodszych pracowników sprawnie obsługuje apki, a przy komputerze się gubi, to AI nie jest pierwszym miejscem, gdzie należy szukać. Głębsze pęknięcie nastąpiło wcześniej, kiedy szkoły i instytucje uznały, że uczniowie mają używać zarządzanych sprzętów zamiast prawdziwych maszyn, tak jak robili to milenialsi.

  • Czy AI doprowadza menedżerów do choroby psychicznej?

    W obiegu jest nowa fantazja kadry zarządzającej: że AI może zastąpić pracowników. Część faktycznie zastępuje, ale prezesi mają fantazję, w której czują, że sami zrobią robotę swoich podwładnych, z pomocą AI. Że potrafią kodować! Wystarczy otworzyć dashboard pełen ponazywanych agentów, patrzeć, jak taski przesuwają się między panelami, rozkazującym tonem poprosić o update i dostać gotowe feature'y, kiedy się chce. Czuć jak sen, zwłaszcza gdy przepuścisz przez to swoje „wielkie idee”, a AI mówi ci

  • AI potrafi pozbawić cię rozumu. Jeśli tak nie uważasz, jesteś jeszcze bardziej zagrożony

    Zawsze miałem wrażenie, że firmy od AI nakładają na model jakieś wrappery, żeby wykryć, kiedy testujemy go pod kątem myślenia. Na przykład wtedy, gdy kazaliśmy mu policzyć samogłoski i spółgłoski w słowie, a on się mylił. Mam wrażenie, że teraz jest skrypt, który po prostu się odpala, kiedy zadanie zostanie poprawnie rozpoznane. Mam też wrażenie, że model trenują na tych memach. Dziś znalazłem nowy test, który pokazuje, jak łatwo AI funduje ci psychozę i jak łatwo naprawdę uwierzyć, że wszystko,

  • Czy humanistyka w epoce AI jest potrzebna bardziej niż kiedykolwiek?

    Żaden rodzic nie zachęca dziecka, żeby studiowało humanistykę. Domyślnie poleca się kierunki STEM. Inżynieria (informatyka), finanse, medycyna… Argument przeciwko humanistyce w epoce AI sprawia, że poświęcanie czterech lat na dyplom z humanistyki wydaje się jeszcze mniej sensowne. Modele językowe piszą znośnie, szybko streszczają i na żądanie produkują tekst o kształcie naukowego opracowania. Więc dawne umiejętności humanistyczne mają jakoby znaczyć mniej. Naucz się kodować, naucz się promptować

  • Czy premiowanie inżynierów za używanie AI się zemści?

    Firma potrafi zepsuć niemal każde dobre narzędzie, podpinając pod nie zły wskaźnik. W pracy liczą się tylko bodźce, czy to pieniądze, status, czy awans... Pracownicy działają na bodźce. Ty i ja też. Praktycznie każdy robi to, co opłaca się jemu albo jego bliskim. Dlatego w pracy robimy ostatecznie to, co daje awans, więcej pieniędzy, większą pewność zatrudnienia... Nie jesteśmy właścicielami firmy, jesteśmy pracownikami. Dbamy o siebie. I to jest w porządku.