Meta działa, i działa w skali, która powinna przerażać resztę branży. Trzy miliardy ludzi, codziennie, na infrastrukturze, która się nie wywraca. PyTorch wyszedł stamtąd. React wyszedł stamtąd. Comp to nie plotka, jest najwyższy w branży i ciągle rośnie. Nie przyszedłem mówić, że to miejsce nie dowozi. Przyszedłem zrobić roast jedynej osobie, jaką to miejsce mogło wyprodukować: genialnego inżyniera, który dał się kupić, wie, że się dał kupić, i uznał, że godny ruch to udawać, że to się nigdy nie wydarzyło.
Poznasz go po tym, że nie powie, gdzie pracuje. Spytaj na imprezie i patrz, jak facet milknie, zerka na boki i mamrocze „Meta" na głośności spowiedzi. Jak sala jest większa, robi upgrade do „FAANG", co jest korporacyjnym odpowiednikiem mówienia randce, że jesteś „w finansach". Za to arkusz total compu wyrecytuje co do grosza, z harmonogramem vestingu i refresherem włącznie, bo to jedyny dokument w tym budynku, w który ktokolwiek naprawdę wierzy.
Cała reszta to dekoracja. Mówią na siebie Metamates, słowo wymyślone w sali konferencyjnej, którego żaden człowiek nigdy nie wypowiedział z poważną miną, ściągnięte z marynarskiego okrzyku przez gościa, który przemianował zdrową firmę na cześć wirtualnego pokoju bez nóg. Reality Labs spaliło już ponad czterdzieści miliardów dolarów, żeby zbudować spotkanie, na które przychodzisz jako unoszący się tors, a narracja dalej brzmi, że to przyszłość i że jesteś wcześnie. Pivot na wideo stał się pivotem na metaverse, który z dnia na dzień stał się tym, że wszyscy ściskają laptopy i ogłaszają, że zawsze byli firmą od AI. Misja obraca się co kwartał. Arkusz nie.
To, co utrzymuje cynizm na poziomie, to sezon PSC, dwa razy do roku robiony stack-rank, gdzie peerzy cię oceniają, a sala kalibracyjna decyduje o twoim kawałku tortu. Szybko się uczysz, że lojalność to liczba, więc stajesz się liczbą, która dobrze performuje. Potem „Metamates forever" spotkało Rok Wydajności, jedenaście tysięcy z tej rodziny-na-zawsze wyprowadzonych mailem, a ci, co zostali, zrozumieli układ z pełną jasnością.
I układ jest w porządku. To jest ta naprawdę imponująca część. Meta nigdy nie kłamała, że jest wypłatą. Po prostu płaciła tyle, że wykupiła pokolenie najlepszych żyjących inżynierów i dostała w zamian perfekcyjną, kompetentną, opłaconą z góry obojętność. Misja zawsze była cienko zamalowana na compie. Każdy w tym budynku widzi pociągnięcia pędzla. Tylko najpierw zrealizowali czek, zanim o tym wspomnieli. Wszyscy odpokutowują za robienie zła… ale dopiero po tym, jak zrobią cash out.