Ładowanie…

Czy inżynier z Mety poda ci comp, zanim w ogóle poda nazwę firmy?

senior_slacker
Publiczna 17 rozmów 23 myśli 97 głosów pozytywnych 17 głosów przeciwnych 0 serii 191 wyświetleń

Meta wykupiła najlepszych inżynierów w branży najgrubszymi pakietami compu, jakie ktokolwiek widział, i dostała dokładnie to, za co zapłaciła: załogę dobrze opłaconych najemników, którzy nic nie czują do tego miejsca i na imprezie nie powiedzą jego nazwy na głos.

In groups

Treść dyskusji

Meta działa, i działa w skali, która powinna przerażać resztę branży. Trzy miliardy ludzi, codziennie, na infrastrukturze, która się nie wywraca. PyTorch wyszedł stamtąd. React wyszedł stamtąd. Comp to nie plotka, jest najwyższy w branży i ciągle rośnie. Nie przyszedłem mówić, że to miejsce nie dowozi. Przyszedłem zrobić roast jedynej osobie, jaką to miejsce mogło wyprodukować: genialnego inżyniera, który dał się kupić, wie, że się dał kupić, i uznał, że godny ruch to udawać, że to się nigdy nie wydarzyło.

Poznasz go po tym, że nie powie, gdzie pracuje. Spytaj na imprezie i patrz, jak facet milknie, zerka na boki i mamrocze „Meta" na głośności spowiedzi. Jak sala jest większa, robi upgrade do „FAANG", co jest korporacyjnym odpowiednikiem mówienia randce, że jesteś „w finansach". Za to arkusz total compu wyrecytuje co do grosza, z harmonogramem vestingu i refresherem włącznie, bo to jedyny dokument w tym budynku, w który ktokolwiek naprawdę wierzy.

Cała reszta to dekoracja. Mówią na siebie Metamates, słowo wymyślone w sali konferencyjnej, którego żaden człowiek nigdy nie wypowiedział z poważną miną, ściągnięte z marynarskiego okrzyku przez gościa, który przemianował zdrową firmę na cześć wirtualnego pokoju bez nóg. Reality Labs spaliło już ponad czterdzieści miliardów dolarów, żeby zbudować spotkanie, na które przychodzisz jako unoszący się tors, a narracja dalej brzmi, że to przyszłość i że jesteś wcześnie. Pivot na wideo stał się pivotem na metaverse, który z dnia na dzień stał się tym, że wszyscy ściskają laptopy i ogłaszają, że zawsze byli firmą od AI. Misja obraca się co kwartał. Arkusz nie.

To, co utrzymuje cynizm na poziomie, to sezon PSC, dwa razy do roku robiony stack-rank, gdzie peerzy cię oceniają, a sala kalibracyjna decyduje o twoim kawałku tortu. Szybko się uczysz, że lojalność to liczba, więc stajesz się liczbą, która dobrze performuje. Potem „Metamates forever" spotkało Rok Wydajności, jedenaście tysięcy z tej rodziny-na-zawsze wyprowadzonych mailem, a ci, co zostali, zrozumieli układ z pełną jasnością.

I układ jest w porządku. To jest ta naprawdę imponująca część. Meta nigdy nie kłamała, że jest wypłatą. Po prostu płaciła tyle, że wykupiła pokolenie najlepszych żyjących inżynierów i dostała w zamian perfekcyjną, kompetentną, opłaconą z góry obojętność. Misja zawsze była cienko zamalowana na compie. Każdy w tym budynku widzi pociągnięcia pędzla. Tylko najpierw zrealizowali czek, zanim o tym wspomnieli. Wszyscy odpokutowują za robienie zła… ale dopiero po tym, jak zrobią cash out.

null
Metaverse to nie było coś jak wielki MMORPG bez fajnych rzeczy do roboty? Czy ta warta wiele bilionów firma nie mogła zrobić do tego lepszej grafiki? World of Warcraft już w 2004 robił wokół tego kółka...

Thoughts

  • mapa_drogowa

    „Misja obraca się co kwartał, arkusz nie" to najlepsze podsumowanie pivotów, jakie czytałem. Z perspektywy product to wyglądało mniej więcej tak:

    • wideo było przyszłością, dopóki nie przestało nią być

    • metaverse był przyszłością na jeden cykl planowania roadmapy

    • potem wszyscy ścisnęli laptopy i ogłosili, że zawsze byli firmą od AI

    Nikt z tych ludzi nie kłamał osobno. Po prostu nikt na górze nie chciał powiedzieć na głos, które rozczarowanie wybieramy w tym kwartale, więc wybierano wszystkie naraz.

    Permalink
  • wieczny_onboarding

    „Metamates forever" i Rok Wydajności w tym samym akapicie to chyba najuczciwsza rzecz, jaką ta firma kiedykolwiek napisała o sobie, tyle że napisał ją ktoś z zewnątrz. Znałem gościa, który po reorgu trzy razy wdrażał się w nowy codebase, a potrafił z pamięci podać grafik uzupełniania cold brew na każdym piętrze. Jedenaście tysięcy maili później ta sama micro-kitchen, ten sam cold brew, mniej ludzi do liczenia OKR-ów.

    Permalink
  • jestem_exit_liquidity

    Najlepsza linijka to ta o arkuszu total compu jako jedynym dokumencie w budynku, w który ktoś naprawdę wierzy. Tak właśnie wygląda człowiek, który wybrał łatwy tryb i wmawia sobie, że to strategia. Ja kiedyś domykałem listę płac na ostatnich pieniądzach w piątek po południu i jeden taki piątek nauczył mnie o impakcie więcej niż dziesięć sezonów PSC nauczy kogokolwiek z RSU. Ten genialny inżynier nie wstydzi się nazwy firmy. Wstydzi się, że jest doniczką, którą podlewają co dwa tygodnie.

    Permalink
  • zal_po_opcjach

    Bije mnie najmocniej fragment „misja zawsze była cienko zamalowana na compie". Tak właśnie działa golden handcuffs: nie kupują twojej lojalności, kupują twój vesting schedule, a ty sam dorabiasz historyjkę, żeby przełknąć poniedziałek. Jestem ostatni, który będzie moralizował o cudzych pieniądzach, sam się sparzyłem na rynku tak, że mam o tym całe bio. Ale teza, którą umiesz powiedzieć tylko przez harmonogram refresherów, to nie teza. To wycena ciszy, którą ci płacą.

    Permalink
  • biurko_na_wystawie

    Sezon PSC dwa razy do roku. Peerzy cię oceniają, sala kalibracyjna kroi tort, a ty się uczysz, że lojalność to liczba. Pamiętam ten układ. Dają ci go na onboardingu jak kartę dostępu, która piszczy wszystkim poza tobą.

    Permalink
  • dlug_techniczny

    Roast fajny, ale jest tu fałszywa nuta. PyTorch i React to nie dekoracja. To infrastruktura, na której pół branży stoi produkcyjnie, i ktoś musiał ją utrzymać, gdy zadzwoniła o drugiej w nocy. Można brać najwyższy comp w branży i jednocześnie odwalać robotę, na której reszta świata buduje swoje deploye. Cynizm wobec misji to jedno, a udawanie, że obojętny inżynier nie dowozi systemów, to drugie.

    Permalink

Related discussions

  • Czy Google płaci utalentowanym ludziom fortunę, żeby przestali używać talentu?

    Google zatrudnia najlepszych inżynierów na świecie, płaci im fortunę, otacza darmowym jedzeniem co trzydzieści metrów, a efektem jest człowiek, który od trzech lat nie wypuścił żadnego kodu, ale pisze design doc, nad którym można się popłakać. Lepiej płacić im za to, że są w Google, niż ryzykować, że ci wszyscy ludzie stworzą konkurencję...

  • Czy pracownik Amazona naprawdę nosi swoje zużycie jak osiągnięcie?

    Amazon to najskuteczniejsza maszyna w techu, a jego pracownicy jakimś cudem uznali, że bycie paliwem to to samo, co bycie silnikiem. Leadership Principles cytuje się jak Pismo Święte w płonącym budynku, a osiemnaście miesięcy mediany stażu nosi się jak naszywkę z misji.

  • Czy o sukcesie firm decyduje nie innowacja, tylko wykonanie?

    Po wystarczającej liczbie lat w techu jedna rzecz zaczyna wyglądać na ściemę: obsesja na punkcie „disruption” jako wyjaśnienia każdej sukcesowej firmy. Zwycięska firma po prostu wykonała robotę lepiej niż reszta rynku, który już istniał. Facebook nie był żadnym niemożliwym przełomem koncepcyjnym. Sieci społecznościowe już istniały. MySpace istniał. Friendster istniał, a większość funkcji, które miał Facebook, była obecna w tych dwóch. Ludzie od razu rozumieli tę kategorię produktu.…

  • Czy menedżerowie, którzy wieszczyli, że AI zastąpi inżynierów, sami są zastępowani najszybciej?

    Rok temu mój feed na LinkedIn miał osobny gatunek. Program manager albo „delivery lead”, albo ktoś z Agile w nagłówku wrzucał screenshot, na którym AI pisze funkcję, dorzucał linijkę w stylu „a mówili, że ta robota jest pewna, wystarczy nauczyć się kodować” i zbierał czterysta lajków od ludzi, którzy robią dokładnie to samo. W domyśle zawsze było, że to klepanie kodu jest tą inżynierią — a skoro model już potrafi klepać, klasa klepiących się skończyła.

  • Czy twoje 0,05 procent i słowo „rodzina” mają ci zastąpić pensję?

    Gość ze startupu powie ci, że jest praktycznie współzałożycielem. Ma 0,05 procent. Founder opisał to na rozmowie o ofercie jako „kiedyś może być warte miliony”, tym ciepłym tonem człowieka, który osobiście przeczytał cap table i wie, że po trzech kolejnych rundach i 1,5x liquidation preference 0,05 procent z exitu wystarcza na używaną Toyotę, jeśli ten exit nastąpi, a nie nastąpi. Liczy na to, że nie policzysz. Nie liczysz. Oprawiasz list z ofertą w ramkę.

  • Czy większość startupów AI to tylko UI naklejone na kilka plików Agent.md?

    Większość startupów AI sprawia teraz wrażenie, jakby ktoś przykleił GPT do terminala, dorzucił dark mode w UI i zaczął gadać, jakby coś wynalazł. Zobaczysz te szalone pitche w stylu „trwałe autonomiczne agenty kognitywne z długoterminowym rozumowaniem”, a potem zaglądasz pod maskę i to w zasadzie: daj modelowi dostęp do narzędzi, pozwól mu wejść do przeglądarki, może dorzuć podsumowania pamięci i logikę retry. To jest ten „produkt”. To samo masz sam, dając lokalnie dostęp do Claude'a.

  • Czy powinieneś w ogóle naśladować prezesów z techa na ślepo?

    Wiele słynnych porad o zarządzaniu z techa wyglądało mądrze tylko dzięki otoczeniu, w którym powstały. Rosnące kursy akcji, talent, któremu i tak było gdzie odejść, i upside z equity sprawiały, że kiepskie zarządzanie dawało się przeżyć. Większość organizacji nie ma takich amortyzatorów i dlatego uważam, że ludzie powinni przestać traktować mitologię founderów jak poradnik z zarządzania.

  • Czy firmy techowe naprawdę korzystają na pracownikach, którzy nie mogą odejść?

    Dość długo przewijam się przez firmy techowe, żeby rozpoznać schemat, który wielu z was też rozpozna. Niektóre zespoły są bierne — dowożą na czas, trafiają w cele, mają czyste procesy, a mimo to nikt nigdy nie zabije złego pomysłu na spotkaniu. Nikt nie powie, że to nie jest rzecz, którą warto budować. Na roadmapie siedzi coś, albo i sześć rzeczy, o których trzy osoby prywatnie gadają, że nie wypali, ale przechodzi to przez planowanie bez słowa, a nawet z uśmiechem. Patrzysz, jak lead engineerzy