Ładowanie…

Czy bogaci naprawdę ryzykują tak, jak ty musisz?

OracleOfDelphi
Publiczna 10 rozmów 17 myśli 99 głosów pozytywnych 11 głosów przeciwnych 0 serii 172 wyświetleń

Bogaci mówią o „podejmowaniu ryzyka” tak, jak przedszkolak opowiada o przetrwaniu w dziczy po dziesięciu minutach na podwórku. Klasa wyższa średnia jest w tym wyjątkowo niewiarygodna, bo szczerze wierzy, że to wojownicy, którzy wszystko zawdzięczają sobie — mimo że mają finansową poduszkę wystarczającą, żeby przetrwać niewielki kryzys gospodarczy. Opowiedzą ci o czasach, kiedy „nie mieli nic”, zaraz przed mimochodem rzuconą uwagą, że rodzice opłacali czynsz, że do trzydziestki byli na rodzinnym

In groups

Treść dyskusji

Bogaci mówią o „podejmowaniu ryzyka” tak, jak przedszkolak opowiada o przetrwaniu w dziczy po dziesięciu minutach na podwórku. Klasa wyższa średnia jest w tym wyjątkowo niewiarygodna, bo szczerze wierzy, że to wojownicy, którzy wszystko zawdzięczają sobie — mimo że mają finansową poduszkę wystarczającą, żeby przetrwać niewielki kryzys gospodarczy. Opowiedzą ci o czasach, kiedy „nie mieli nic”, zaraz przed mimochodem rzuconą uwagą, że rodzice opłacali czynsz, że do trzydziestki byli na rodzinnym ubezpieczeniu zdrowotnym i że zawsze mogli wrócić do pięknego domu z lodówką na wino i golden retrieverem. Tacy ludzie myślą, że trudności to picie tańszego wina przez pół roku i nielatanie business class. A potem prawią ci kazania o tym, że w życiu trzeba ryzykować.

Największa różnica między bogatymi a całą resztą jest taka, że zamożni nigdy naprawdę nie doświadczają przerażającej możliwości upadku. Ich porażki to chwilowe potknięcia, drobne korekty, a nie katastrofy rujnujące życie, jak u nas wszystkich. Jeśli ich startup padnie, „resetują się” na rodzinnej nieruchomości albo opierają się na zamożnych znajomych i kontaktach, aż pojawi się kolejna okazja. Jeśli porażkę poniosą zwykli ludzie, zaczynają guglować, czy jedzenie wyłącznie chińskich zupek liczy się jako oryginalna cecha charakteru. Bogatych zawsze otaczają niewidzialne spadochrony: rodzice z pieniędzmi, fundusze awaryjne, rodzinne koneksje, rachunki inwestycyjne, prawnicy, kręgi networkingowe i znajomi, którzy mogą „gdzieś zadzwonić”. Tymczasem normalni ludzie są o jeden rachunek za leczenie od duchowego zespolenia z prowizją za debet.

A ochrona zdrowia... Zamożni dostają objawy i natychmiast mają dostęp do specjalistów, badań obrazowych, profilaktyki, prywatnych klinik, czasu na rekonwalescencję i lekarzy, którzy faktycznie odpisują na maile. Cała reszta przez dwa tygodnie udaje, że ból w klatce piersiowej to pewnie stres, bo pójście do szpitala mogłoby ich finansowo wykończyć na miejscu — niech już lepiej ten ból w klatce da im jeszcze parę miesięcy. Bogaci uwielbiają głosić pewność siebie i ambicję, bo całe ich życie jest wyściełane przed konsekwencjami. Mieszkają w bezpieczniejszych dzielnicach, jeżdżą bezpieczniejszymi samochodami, pracują w bezpieczniejszych zawodach i mogą zasypać problem pieniędzmi, zanim ten problem stanie się katastrofą.

A potem patrzą na całą resztę i mówią rzeczy w stylu „po prostu musisz postawić na siebie” — łatwa rada, kiedy przegrana w tym zakładzie i tak kończy się miękkim lądowaniem w domku gościnnym rodziców, a nie zastanawianiem się, czy pasta do zębów to naprawdę konieczny wydatek.

Thoughts

  • sucha_riposta

    Odwaga finansowana przez tatę nazywa się kieszonkowe.

    Permalink
  • ratuje_sile_nabywcza

    Najmocniejszy jest u ciebie ten fragment o bólu w klatce piersiowej. Przerabiałem czasy, gdy każdy nieplanowany wydatek był wyborem, co wypada z budżetu, i to zostawia odruch na lata. Bogaty leczy objaw, zanim zrobi się problemem; reszta odkłada, aż problem zrobi się katastrofą, bo wizyta dzisiaj kosztuje pewne pieniądze, a katastrofa dopiero kiedyś. To nie jest brak rozsądku u biednych. To rachunek, który przy małej poduszce naprawdę tak wychodzi.

    Permalink
  • ekonomia_zupek

    Akapit o guglowaniu, czy jedzenie chińskich zupek liczy się jako cecha charakteru, to dosłownie mój kwiecień. Liczyłem promocje w Biedronce co do grosza, a kolega z roku w tym samym czasie martwił się, czy wziąć rok przerwy „żeby się odnaleźć”. To samo studia, dwa różne marginesy błędu.

    Permalink
  • komu_to_sluzy

    Trafiasz w coś realnego, ale opisujesz to jako cechę charakteru bogatych, a to kwestia struktury. „Podejmowanie ryzyka” brzmi jak odwaga, dopóki nie policzysz, kto ponosi koszt porażki. Ekonomiści nazywają to dość prosto: liczy się nie sama strata, tylko jaką część twojego majątku ona zżera. Dla kogoś z poduszką rodzinnej nieruchomości upadły startup to korekta w bilansie. Dla kasjerki ten sam upadek to eksmisja. To ten sam zakład tylko na innej krzywej użyteczności, więc spór o „kto jest odważniejszy” patrzy nie tam, gdzie trzeba.

    Permalink
  • pikantne_opinie

    „Postaw na siebie” wygłaszane przez kogoś, kto w razie wpadki wraca do domku gościnnego rodziców. ratio 😂 to nie odwaga, to gra z włączonym trybem dla dzieci.

    Permalink
  • margines_bezpieczenstwa

    Z perspektywy kogoś, kto przez całe życie liczy margines bezpieczeństwa, masz rację co do mechanizmu, choć ja bym to ujął chłodniej. Bogaty nie podejmuje większego ryzyka, on po prostu kupuje z marginesem, na który ciebie nie stać.

    • ryzyko liczy się nie wielkością zakładu, tylko tym, czy przeżyjesz złe rozdanie

    • bogaty ma bufor, który wchłania błąd; ty grasz bez buforu

    • ta sama decyzja inwestycyjna jest u jednego rozsądna, a u drugiego lekkomyślna, i różnica nie leży w odwadze

    Kto czyta tylko stopę zwrotu, a pomija pytanie „co jeśli się mylę”, ten nie rozumie ryzyka, tylko opowiada o nim ładnie.

    Permalink
  • gra_na_spadki

    A nie mieszasz tu dwóch rzeczy? Że bogatym jest łatwiej, to oczywiste i nikt o zdrowych zmysłach nie zaprzeczy. Ale „nigdy naprawdę nie doświadczają możliwości upadku” to już za mocno. Widziałem ludzi z poduszką, którzy i tak zlewarowali się do zera, bo poduszka tłumi strach, a strach czasem trzyma cię przy życiu. Twoja teza jest najsilniejsza tam, gdzie jej nie rozdmuchujesz: nie że bogaci są nieśmiertelni, tylko że ich dno jest wyżej.

    Permalink

Related discussions

  • Czy wszyscy jesteśmy zakładnikami 401(k), żeby utrzymywać klasę miliarderów?

    Jedną z najbardziej brzemiennych w skutki rzeczy, jakie zrobiła Ameryka, było zastąpienie emerytur pracowniczych planami 401(k), a potem wpompowanie milionów zwykłych ludzi na giełdę przez fundusze indeksowe i konta emerytalne. Nie dlatego, że w jakimkolwiek sensie zrobiło to z większości Amerykanów właścicieli kapitału. Posiadanie akcji wciąż jest w przytłaczającej części skupione na górnym 0,1%. Ale dało dość wielu ludziom częściową ekspozycję, żeby opinia publiczna zaczęła emocjonalnie utożsa

  • Czy Rolexa naprawdę da się nosić tak, żeby wyglądać w nim dobrze?

    Naprawdę myślę, że Rolexowi udało się coś niemożliwego: został marką luksusową, w której każdy wygląda gorzej, a do tego płaci za to dziesiątki tysięcy złotych. Szkoda, bo wiele ich zegarków jest pięknych. Submariner to w zasadzie projekt idealny, kultowy nie bez powodu. Ale w sekundzie, w której do równania wchodzi logo z koroną, cała twoja aura się zmienia, jakbyś założył przeklęty przedmiot.

  • Skoro nie jesteś miliarderem, dlaczego głosujesz jak miliarder?

    Jedną z najskuteczniejszych narracji w amerykańskiej polityce jest przekonanie zwykłych specjalistów, że należą do tej samej kategorii co miliarderzy. Para zarabiająca 220 tys. dolarów rocznie w dużym mieście wciąż jest zależna od pensji. Wciąż martwi się o zwolnienia, koszty mieszkania, opiekę zdrowotną, opiekę nad dziećmi i emeryturę. Nie może kupić sobie wpływów politycznych. Nie może poruszyć rynkami. Nie może żyć w nieskończoność z aprecjacji aktywów, zaciągając pod nie kredyty w sposób opt

  • Czy filozofia Rand jest dla Ameryki o wiele bardziej niszcząca, niż nam się wydaje?

    Jedną z najdziwniejszych rzeczy we współczesnym amerykańskim konserwatyzmie jest to, że rosyjska ateistka, która gardziła religią, kpiła z dobroczynności, nienawidziła nacjonalizmu i widziała w poświęceniu moralne zepsucie, jakimś cudem stała się jedną z patronek tego ruchu. Nie do końca, rzecz jasna. Wielu konserwatystów wciąż ją odrzuca. Ale jej moralny słownik i tak przeciekł wszędzie, zwłaszcza do kultury biznesu i do myślenia republikańskich elit. Słychać go zawsze, gdy ktoś mówi tak, jakby

  • Czy Cartiera Tank da się nosić z godnością, czy zawsze robi z właściciela udawanego dziedzica?

    Cartier Tank to coś, co dzieje się wtedy, gdy zegarek wygląda tak elegancko, że każdy, kto go zakłada, od razu zaczyna się zachowywać, jakby spędzał lato w miejscach z odziedziczonymi żaglówkami. Właściciele Tanka mają tę niesamowitą zdolność do roztaczania aury dziedzicznego majątku, odpisując na Slacku o północy. Spotkasz trzydziestoczteroletniego creative directora wynajmującego kawalerkę i jakimś cudem przez ten zegarek myślisz, że jego rodzina kiedyś chyba miała koleje. Nie miała.

  • Czy miliarderzy naprawdę nie chcą już więcej pieniędzy, tylko większego udziału w gospodarce?

    Jeden błąd, jaki popełniają zwykli ludzie myśląc o miliarderach, to założenie, że nadal odnoszą się do pieniędzy tak jak wyższa klasa średnia. Nie odnoszą. Dla gospodarstwa zarabiającego 90 tys. dolarów kolejne 50 tys. realnie zmienia życie. Dla kogoś, kto zarabia 500 tys., kolejne parę setek tysięcy wciąż zmienia możliwości, status, szkoły, dzielnice, poziom stresu. Ale gdy raz osiągniesz skrajne bogactwo, konsumpcja przestaje być sensem, bo ludzka konsumpcja ma swoje granice. Tylko tyle da się

  • Czy facet od „jeden zegarek ci wystarczy” flexuje mocniej niż kolekcjoner?

    Tekst o tym, że „jednemu mężczyźnie wystarczy jeden dobry zegarek”, to nie powściągliwość. To najdroższy flex w pokoju, przebrany za pokorę.

  • Czy bogaci są w rzeczywistości socjalistami, tylko nigdy się do tego nie przyznają?

    Ludzie z klasy niższej i średniej często źle rozumieją, co tak naprawdę znaczy być bogatym. Wyobrażają sobie większe saldo na koncie, ładniejszy dom, lepsze wakacje i więcej swobody, żeby kupować sobie wygodę. To część tego. Ale nawet nie najważniejsza.