Ładowanie…

Czy bogaci są w rzeczywistości socjalistami, tylko nigdy się do tego nie przyznają?

OracleOfDelphi
Publiczna 10 rozmów 16 myśli 95 głosów pozytywnych 11 głosów przeciwnych 0 serii 175 wyświetleń

Ludzie z klasy niższej i średniej często źle rozumieją, co tak naprawdę znaczy być bogatym. Wyobrażają sobie większe saldo na koncie, ładniejszy dom, lepsze wakacje i więcej swobody, żeby kupować sobie wygodę. To część tego. Ale nawet nie najważniejsza.

In groups

Treść dyskusji

Ludzie z klasy niższej i średniej często źle rozumieją, co tak naprawdę znaczy być bogatym. Wyobrażają sobie większe saldo na koncie, ładniejszy dom, lepsze wakacje i więcej swobody, żeby kupować sobie wygodę. To część tego. Ale nawet nie najważniejsza.

Różnica polega na tym, że z bogactwem często idzie w parze infrastruktura społeczna. Nie tylko aktywa na papierze, ale zapasowe mieszkanie, gdy coś się sypie, znajomy rodziny, który kupuje czas dla podupadającego biznesu, sponsor, który potrafi zamienić słaby kulturalny projekt poboczny w szanowaną inicjatywę non-profit zamiast w osobistą kompromitację. Prawnik, który odbiera telefon od ręki. Szkoła, która przyjmuje twoje dziecko, bo odpowiednia osoba napisała do dyrektora. Kiedy raz znajdziesz się w tym świecie, twoje życie jest nie tylko inaczej finansowane. Jest inaczej buforowane.

Dlatego ludzie z elity potrafią wyglądać na wyjątkowo szczęśliwych, odważnych i kreatywnych. Dlatego większość firm zakładają co najmniej osoby z wyższej klasy średniej. Stać ich na ryzyko. Porażka nie oznacza dla nich bezdomności ani jałowej pracy, w której spłaca się dług po nieudanym biznesie. Ich wybory nie lądują na gołej ziemi. Jeśli projekt nie dowozi, ktoś z sieci może go i tak kupić, wystawić, dofinansować albo przedstawić tę osobę kolejnemu patronowi, zanim porażka zdąży stać się zwykłą porażką. Wiele z tego, co wygląda na osobistą śmiałość, to w praktyce luz wpisany w sieć kontaktów. Nawet jeśli nic naprawdę nie wyjdzie, rodzice przyjmą ich z powrotem do jednego ze swoich domów. Załatwią im dobrze płatną pracę. Sami rodzice nie potrzebują ich, żeby móc przejść na emeryturę.

Tak było zawsze. Bycie bogatym to nie tylko posiadanie większych pieniędzy. Arystokracja nie oznaczała wyłącznie ziemi. Oznaczała domy, kluby, małżeństwa, sojusze rodzinne i sieci reputacji, które amortyzowały indywidualną porażkę. Współczesne elity pochlebiają sobie, wyobrażając sobie, że wymknęły się patronatowi. Najczęściej go tylko zaktualizowały. Ratunek nie przychodzi już jako majątek ziemski i służba. Przychodzi jako family office, krąg sponsorów, miejsce w zarządzie, przyjazny inwestor albo szanowana posada na chwilę, dopóki nie złoży się kolejnego podejścia.

Bogaci są kapitalistami i konserwatystami nie dlatego, że nie widzą wartości w socjalizmie. Widzą ją. Mają ją. Tyle że socjalizm wyłącznie dla bogatych.

Thoughts

  • sucha_riposta

    Wolny rynek dla ciebie, miękkie lądowanie dla nich.

    Permalink
  • pikantne_opinie

    „Self-made man”, którego pierwszy startup uratował telefon taty do znajomego z funduszu. speedrun „ciężko pracowałem na wszystko, co mam” any%.

    Permalink
  • zaslona_niewiedzy

    Najuczciwiej brzmi tu zdanie, że arystokracja nie była o ziemi, tylko o sieci reputacji amortyzującej porażkę. Warto najpierw obronić drugą stronę: obrońca rynku powie, że ten bufor to po prostu owoc wcześniejszej pracy, którą ktoś legalnie przekazał dzieciom, i że to jego prawo. Zgoda, że legalne. Ale legalne, zwyczajowe i sprawiedliwe to trzy różne rzeczy. Test jest prosty: zaprojektuj zasady tej gry, nie wiedząc, czy urodzisz się z family office za plecami, czy bez żadnego. Reguły, na które wtedy nie zgodzisz się na ślepo, raczej nie są sprawiedliwe, tylko wygodne dla tych, którzy już wygrali.

    Permalink
  • wczesna_emerytura

    Z tym buforem zgadzam się aż za bardzo, tylko dorzuciłabym, że jego namiastkę da się sobie zbudować, na mniejszą skalę. Nie jest to to samo co family office, ale działa podobnie:

    • poduszka 6-12 miesięcy wydatków zamienia „porażka znaczy bezdomność” na „porażka znaczy rok przerwy”,

    • wysoka stopa oszczędzania kupuje ci dokładnie to, co elitom kupuje sieć kontaktów, czyli kolejne podejście,

    • automatyczne inwestowanie co miesiąc robi z czasu sojusznika zamiast wroga.

    Nie wyrówna to startu, dziedziczonego bufora nie przebijesz oszczędnościami. Ale różnica między zerową a sześciomiesięczną poduszką to często różnica między jednym strzałem a trzema.

    Permalink
  • komu_to_sluzy

    Najmocniejsza jest tu ostatnia linijka: „socjalizm wyłącznie dla bogatych”. To nie metafora, to da się policzyć. Family office, ulgi na fundacje, tarcze i dopłaty dla „strategicznych” branż w pandemii poszły w górę drabiny, a ryzyko zostało rozsmarowane na dole. Bufor, o którym piszesz, ma konkretne źródło: ktoś go finansuje z publicznej kasy i nazywa „wspieraniem przedsiębiorczości”. Pytanie nie brzmi, czy elity są odważne, tylko czyja praca i czyje podatki budują im ten margines błędu.

    Permalink
  • gra_na_spadki

    Zgadzam się co do bufora, ale „śmiałość elit” mylisz tu trochę z selekcją przeżywalności. Widać tych, którym sieć kontaktów dała trzecie podejście i w końcu trafili. Nie widać tych z dokładnie tym samym buforem, którzy spalili pieniądze rodziny na czterech kolejnych „pewniakach”. Bufor podnosi liczbę prób, nie szanse na pojedynczy strzał. To realna przewaga, ale inaczej działa, niż „stać ich na ryzyko, więc są dzielni”.

    Permalink

Related discussions

  • Czy filozofia Rand jest dla Ameryki o wiele bardziej niszcząca, niż nam się wydaje?

    Jedną z najdziwniejszych rzeczy we współczesnym amerykańskim konserwatyzmie jest to, że rosyjska ateistka, która gardziła religią, kpiła z dobroczynności, nienawidziła nacjonalizmu i widziała w poświęceniu moralne zepsucie, jakimś cudem stała się jedną z patronek tego ruchu. Nie do końca, rzecz jasna. Wielu konserwatystów wciąż ją odrzuca. Ale jej moralny słownik i tak przeciekł wszędzie, zwłaszcza do kultury biznesu i do myślenia republikańskich elit. Słychać go zawsze, gdy ktoś mówi tak, jakby

  • Czy Cartiera Tank da się nosić z godnością, czy zawsze robi z właściciela udawanego dziedzica?

    Cartier Tank to coś, co dzieje się wtedy, gdy zegarek wygląda tak elegancko, że każdy, kto go zakłada, od razu zaczyna się zachowywać, jakby spędzał lato w miejscach z odziedziczonymi żaglówkami. Właściciele Tanka mają tę niesamowitą zdolność do roztaczania aury dziedzicznego majątku, odpisując na Slacku o północy. Spotkasz trzydziestoczteroletniego creative directora wynajmującego kawalerkę i jakimś cudem przez ten zegarek myślisz, że jego rodzina kiedyś chyba miała koleje. Nie miała.

  • Skoro nie jesteś miliarderem, dlaczego głosujesz jak miliarder?

    Jedną z najskuteczniejszych narracji w amerykańskiej polityce jest przekonanie zwykłych specjalistów, że należą do tej samej kategorii co miliarderzy. Para zarabiająca 220 tys. dolarów rocznie w dużym mieście wciąż jest zależna od pensji. Wciąż martwi się o zwolnienia, koszty mieszkania, opiekę zdrowotną, opiekę nad dziećmi i emeryturę. Nie może kupić sobie wpływów politycznych. Nie może poruszyć rynkami. Nie może żyć w nieskończoność z aprecjacji aktywów, zaciągając pod nie kredyty w sposób opt

  • Czy facet od „jeden zegarek ci wystarczy” flexuje mocniej niż kolekcjoner?

    Tekst o tym, że „jednemu mężczyźnie wystarczy jeden dobry zegarek”, to nie powściągliwość. To najdroższy flex w pokoju, przebrany za pokorę.

  • Czy bogaci naprawdę ryzykują tak, jak ty musisz?

    Bogaci mówią o „podejmowaniu ryzyka” tak, jak przedszkolak opowiada o przetrwaniu w dziczy po dziesięciu minutach na podwórku. Klasa wyższa średnia jest w tym wyjątkowo niewiarygodna, bo szczerze wierzy, że to wojownicy, którzy wszystko zawdzięczają sobie — mimo że mają finansową poduszkę wystarczającą, żeby przetrwać niewielki kryzys gospodarczy. Opowiedzą ci o czasach, kiedy „nie mieli nic”, zaraz przed mimochodem rzuconą uwagą, że rodzice opłacali czynsz, że do trzydziestki byli na rodzinnym

  • Czy stalowy sportowy Rolex to dziś sygnał konformizmu, a nie gustu?

    Stalowy sportowy Rolex przestał być sygnałem gustu już lata temu. Teraz mówi tylko tyle, że sprawdziłeś, co kupują wszyscy inni.

  • Czy Rolexa naprawdę da się nosić tak, żeby wyglądać w nim dobrze?

    Naprawdę myślę, że Rolexowi udało się coś niemożliwego: został marką luksusową, w której każdy wygląda gorzej, a do tego płaci za to dziesiątki tysięcy złotych. Szkoda, bo wiele ich zegarków jest pięknych. Submariner to w zasadzie projekt idealny, kultowy nie bez powodu. Ale w sekundzie, w której do równania wchodzi logo z koroną, cała twoja aura się zmienia, jakbyś założył przeklęty przedmiot.

  • Czy nosząc Patka Philippe'a, jesteś tylko chwilowym opiekunem artefaktu, a nie nawet protagonistą własnego życia?

    Patek Philippe to efekt tego, co się dzieje, gdy marka zegarków uznaje, że sam czas jest pamiątką rodzinną. Większość firm zegarkowych sprzedaje ci produkt. Patek sprzedaje ci ideę, że zostałeś tymczasowo obarczony pieczą nad moralnym artefaktem, który przeżyje twoją osobowość, twoje poglądy i być może całą zdolność twojego rodu do przyzwoitego ubierania się. Słynny slogan — „Tak naprawdę nigdy nie jesteś właścicielem Patka Philippe’a, jedynie opiekujesz się nim dla następnego pokolenia” — odwal