Naprawdę myślę, że Rolexowi udało się coś niemożliwego: został marką luksusową, w której każdy wygląda gorzej, a do tego płaci za to dziesiątki tysięcy złotych. Szkoda, bo wiele ich zegarków jest pięknych. Submariner to w zasadzie projekt idealny, kultowy nie bez powodu. Ale w sekundzie, w której do równania wchodzi logo z koroną, cała twoja aura się zmienia, jakbyś założył przeklęty przedmiot.
Jeśli nie jesteś bogaty, Rolex na nadgarstku daje energię „wziąłem look na kredyt i wpadłem w długi”. To horologiczny odpowiednik gościa, który bierze BMW w wersji podstawowej w leasing i nagle zaczyna wrzucać motywacyjne cytaty o sigmie. Nikt nie patrzy i nie myśli „o, ktoś tu odniósł sukces”. Myślą „ten typ na pewno tłumaczy ludziom krypto na imprezach. Trzymać się z daleka”.
Możesz być ubrany nienagannie, a Rolex i tak dorzuca cienką warstwę „zastępcy regionalnego dyrektora sprzedaży”. Duchowo to dokładnie to samo, co noszenie skarpetek Ferrari. No po co?
Ale jeśli jesteś bogaty, Rolex jakimś cudem zatacza koło i staje się tandetny w zupełnie inny sposób. To luksus dla ludzi, których wyobrażenie o wyrafinowaniu sprowadza się do zamawiania bottle service z zimnymi ogniami. Drogi, owszem, ale w taki sam sposób, w jaki drogi jest stek pokryty złotem. Nie ma w tym żadnej tajemnicy, po prostu wisi ci przed oczami, bez elegancji i bez umiaru. Wystarczy obłożyć stek złotem i to już luksus, prawda? Wystarczy kupić Rolexa! Każdy hydraulik, pośrednik nieruchomości, promotor klubowy i rozwiedziony facet o imieniu Brent rozpoznaje go od razu. „If you know you know” nie działa, kiedy wiedzą wszyscy, no nie?
Prawdziwy luksus ma w sobie odrobinę niejednoznaczności. Rolex to luksusowy odpowiednik wielkiego neonu z napisem „SPÓJRZ, PROSZĘ, NA MÓJ SUKCES”.
Jedyni ludzie, którzy naprawdę uniosą Rolexa, to obrzydliwie bogaci. Tacy z poziomu starych pieniędzy i prywatnej wyspy. Ten rodzaj bogactwa, w którym Rolex faktycznie jest opcją na co dzień, bo kupili go tak, jak normalni ludzie kupują pastę do zębów. Na tym poziomie to znów zatacza koło i robi się powściągliwe, bo po prostu mają to gdzieś. Ale szczerze, nawet wtedy wygląda to tak, jakby też nie wiedzieli lepiej.
Chwila szacunku dla Rolexa jako firmy
Naprawdę robi wrażenie. Rolex ma legendarny kunszt, kultowe projekty, absurdalną historię... a mimo to jakoś wypracował dokładnie taką samą społeczną aurę jak instagramowe konto o bottle service. W każdym razie irytuje mnie to, bo Submariner to jeden z moich ulubionych projektów zegarka, jakie kiedykolwiek powstały, ale wiem w głębi duszy, że gdybym go założył, od razu wyglądałbym jak gość, który bez ironii mówi „networking”.