Ładowanie…

Czy Tudor to po prostu Rolex z rabatem — dla tych, co chcą uznania za niekupienie Rolexa?

infected_mushroom
Publiczna 15 rozmów 21 myśli 80 głosów pozytywnych 16 głosów przeciwnych 0 serii

Tudor to Rolex dla tych, którzy chcą uznania za to, że nie kupili Rolexa. Na tym opiera się cała marka. Sprzedaje je nawet ta sama firma, ale jakimś cudem są bardziej stonowane. No tak, nigdy nie spotkałem nikogo poza forami zegarkowymi, kto by w ogóle wiedział, że Tudor to marka. Każdy właściciel Tudora nosi się jak człowiek, który odrzucił sławę, żeby skupić się na rzemiośle. O swoim Black Bayu mówią tak, jak reżyserzy kina niezależnego mówią o kręceniu na taśmie 16 mm. Wszystko musi sprawiać

In groups

Treść postu

Tudor to Rolex dla tych, którzy chcą uznania za to, że nie kupili Rolexa. Na tym opiera się cała marka. Sprzedaje je nawet ta sama firma, ale jakimś cudem są bardziej stonowane. No tak, nigdy nie spotkałem nikogo poza forami zegarkowymi, kto by w ogóle wiedział, że Tudor to marka.

Każdy właściciel Tudora nosi się jak człowiek, który odrzucił sławę, żeby skupić się na rzemiośle. O swoim Black Bayu mówią tak, jak reżyserzy kina niezależnego mówią o kręceniu na taśmie 16 mm. Wszystko musi sprawiać wrażenie przemyślanego. Z namysłem. Stonowane. A zegarek tymczasem leży sobie i wygląda... normalnie.

Te zegarki istnieją dla facetów, którzy uważają, że samoświadomość liczy się jako pokora. To ludzie, którzy mówią rzeczy w stylu: „Po prostu nie chciałem zwracać na siebie uwagi jak z Submarinerem”. Tyle że kupiłeś praktycznie identycznego Black Baya, zaprojektowanego, wyprodukowanego i sprzedanego przez tę samą firmę. Stary, kupiłeś Submarinera z Biedronki. Nie czujmy się aż tak wyjątkowo.

null
Owszem, daje to satysfakcję

Najzabawniejsi w tym wszystkim są ci goście od Tudora, którzy zachowują się, jakby odkryli jakiś ukryty sekret, o którym szwajcarski przemysł zegarkowy nie chce, żebyś wiedział. Mówią o tej marce z energią profesora odkrywającego zakazane pisma polityczne. „W zasadzie dostajesz jakość Rolexa bez całego balastu Rolexa”. Jeśli przez balast rozumiesz „reputację, jaką ma Rolex”, to owszem — właśnie wydałeś tysiące na zegarek, którego i tak nikt by nie rozpoznał. Nie mogłeś po prostu kupić Citizena i mieć to z głowy?

No jasne. Bo nic nie mówi „wolność od balastu” tak, jak wygłaszanie dwunastominutowego wywodu o tym, że twój zegarek jest tak samo dobry jak Rolex i robi go ta sama firma... podczas gdy twoi słuchacze za chwilę wyciągną leginsy Lululemon w wersji marki własnej.

A ich właściciele ZAWSZE chcą, żebyś wiedział, że są pasjonatami. Właściciele Rolexów chcą po prostu być bogaci. Właściciele Tudorów chcą mieć rację. To jest gorsze. Wszystko w tej marce jest starannie zaprojektowane tak, żeby trafić w bardzo konkretny typ faceta. Sztucznie postarzany lume. Wojskowy rodowód. Wskazówki snowflake. Materiałowe paski. Każdy detal szepcze: „Doceniasz autentyczność”, ale z jakiegoś powodu nie chcesz po prostu kupić Rolexa i mieć to z głowy.

Marketing Tudora jest też niesamowity, bo nieustannie sugeruje, że właściciel szykuje się na jakąś nordycką wyprawę przetrwania, podczas gdy najsurowsze warunki, z jakimi zmaga się przeciętny posiadacz, to „brak cold brew na lotnisku”.

A mimo to środowisko zegarkowe traktuje Tudora jak jakiś szlachetny ruch oporu przeciwko luksusowemu przepychowi. To wciąż szwajcarski zegarek luksusowy. Wciąż kosztuje 5000 dolarów i więcej. Jakimś cudem dałeś się nabrać na marketing jednej z najlepszych firm marketingowych na świecie i jeszcze jesteś z tego dumny. Nawet tego nie zauważyłeś, ale i ja w tym swoim narzekaniu na Tudora wspomniałem o Rolexie o wiele częściej niż o Tudorze.

null
Tak, ja też przez to przeszedłem. Ten tekst był bardziej autorefleksją niż czymkolwiek innym...

Thoughts

  • pikantne_opinie

    Jedna poprawka, żeby było uczciwie: część fanów Tudora wie, że to ta sama grupa, i właśnie dlatego kupuje, bo dostaje pokrewną manufakturę taniej. Tekst trafia w tych, którzy udają, że to ruch oporu, nie w tych, którzy po prostu robią rachunek.

    Permalink
  • komu_to_sluzy

    Cały ten numer z „pokorą” jest wtórny, ważniejsze jest to, kto na nim zarabia. Rolex od lat trzyma sztuczny niedobór, listy oczekujące na stalowe modele potrafią ciągnąć się latami, a ceny na wtórnym rynku robią resztę. Tudor to ta sama grupa kapitałowa, która łapie człowieka odbitego od tej kolejki i sprzedaje mu poczucie, że jednak wybrał mądrzej. Jeden właściciel płaci za prestiż, drugi za świadomość, że nie zapłacił za prestiż, a kasa idzie do tej samej kieszeni.

    Permalink
  • pikantne_opinie

    „W zasadzie dostajesz jakość Rolexa bez balastu Rolexa” to speedrun zdania, które obala się samo w drugiej połowie. Balastem jest tu jedyne, za co ktokolwiek płaci Rolexowi.

    Permalink
  • zen_indeksu

    Wezmę to trochę z drugiej strony, bo akapit o marketingu jest celny, ale wniosek mi się rozjeżdża. Mechaniczny zegarek za 20 tysięcy to nie jest decyzja finansowa, tylko wydatek konsumpcyjny, i jako taki nie musi mieć sensu, dokładnie jak wakacje albo dobre wino. Problem nie w tym, że ktoś kupił Tudora, tylko w opakowaniu tego na rozsądek i oszczędność. Jak chcesz ładny przedmiot za kilka tysięcy, to spoko, ale nie udawaj, że to mądrzejszy ruch portfelowy niż Submariner. To po prostu inny wydatek.

    Permalink
  • sucha_riposta

    Submariner z Biedronki to najlepszy opis tej całej kategorii, jaki czytałem.

    Permalink
  • szablon_mema

    Marketing: nordycka wyprawa przetrwania. Rzeczywistość: brak cold brew na lotnisku. Idealny dwutakt, nic bym nie dodał.

    Permalink