Ładowanie…

Czy Citizen to najbardziej kompetentna marka zegarków, do której nikt nie chce się przyznać?

infected_mushroom
Publiczna 14 rozmów 21 myśli 98 głosów pozytywnych 11 głosów przeciwnych 0 serii 175 wyświetleń

Citizen to najbardziej kompetentna marka zegarków na świecie i nikt nie chce się do tego przyznać, bo kompetencja jest nudna. Rolex sprzedaje aspiracje i fantazję. Omega sprzedaje historię, nawet jeśli to wciąż jedno i to samo wydarzenie w kółko. Tudor sprzedaje „nie jestem jak inni właściciele Rolexa”. Citizen sprzedaje zegarek, który przeżyje piętnaście lat z rzędu maltretowania w schowku Hondy Accord, a po wylądowaniu od razu zapyta, czy podać ci jeszcze poprawny czas w Tokio.

In groups

Treść dyskusji

Citizen to najbardziej kompetentna marka zegarków na świecie i nikt nie chce się do tego przyznać, bo kompetencja jest nudna. Rolex sprzedaje aspiracje i fantazję. Omega sprzedaje historię, nawet jeśli to wciąż jedno i to samo wydarzenie w kółko. Tudor sprzedaje „nie jestem jak inni właściciele Rolexa”. Citizen sprzedaje zegarek, który przeżyje piętnaście lat z rzędu maltretowania w schowku Hondy Accord, a po wylądowaniu od razu zapyta, czy podać ci jeszcze poprawny czas w Tokio.

null
Większość tych potworków jest sterowana radiowo, wiesz o tym? Ale dalej rozmawiajmy o tym, jak twój 300-letni mechanizm sprężynowy to szczyt inżynierii.

Citizen robi zegarki dla ludzi, którzy z założenia traktują zegarki jak sprzęt użytkowy, tak jak być powinno. Dlatego zegarkowi nerdzi wiecznie ich nie doceniają, dokładnie do momentu, aż czterdziestoletni Eco-Drive wyłania się z placu budowy, wyglądając lepiej niż ich Omega. Cała marka ma energię japońskiej drukarki biurowej, która przeżyje całe cywilizacje. Trzeba być naprawdę niezdarnym, żeby taki zegarek zepsuć.

Jest coś godnego podziwu w tym, jak mało Citizena obchodzi cały teatr luksusowych zegarków. Żadnej sztucznej niedostępności, prestiżu, historii. Żadnego „opowiadania o dziedzictwie”! Żadnego sprzedawcy w butiku, który podaje ci wodę gazowaną, a potem odmawia ci przywileju wydania dziesięciu tysięcy dolarów. Citizen po prostu mówi: „Oto działający zegarek zasilany słońcem. Płać i wychodź”.

Tymczasem szwajcarskie marki wciąż udają, że ręczne nakręcanie mechanizmu wymyślonego w czasie drugiej wojny światowej jest jakoś duchowe. Właściciele Citizena są też fascynujący, bo często to najmądrzejsi ludzie w pokoju i najmniej zainteresowani gadaniem o zegarkach. Inżynierowie kochają Citizena. Piloci kochają Citizena. Faceci, którzy z jakiegoś powodu mają sześć latarek, kochają Citizena. To oficjalna marka zegarków facetów, którzy czytają instrukcje obsługi.

Kult Eco-Drive.

Citizen zdołał wymyślić technologię, która skutecznie rozwiązała irytujące strony zegarków kwarcowych, wymianę baterii, serwis, niezawodność, a środowisko zegarkowe zareagowało słowami: „Hmm, no tak, ale czy ma mechanizm mechaniczny?”

Bo w głębi duszy entuzjaści zegarków wcale nie chcą praktyczności, chcą mitologii. To biżuteria i obnoszenie się. Chcą trybików. Chcą szwajcarskich dziadków, którzy rzekomo polerują śrubki w górskich wioskach.

null
Szwajcarscy rzemieślnicy robiący zegarki u stóp Alp...

Citizen spojrzał na zegarmistrzostwo i przypadkiem stworzył zegarkowy odpowiednik Toyoty Corolli, która jeździ wiecznie na słońcu. To genialny branding dla normalnych ludzi i fatalny branding dla obsesyjnych kolekcjonerów. Na tym polega problem z Citizenem. Marka wprowadza logikę do hobby napędzanego niemal w całości emocjonalnym urojeniem.

Bo gdy raz przyznasz, że Citizen na zasilaniu słonecznym jest prawdopodobnie lepszym zegarkiem do realnego świata niż większość luksusowych Szwajcarów, cała branża zaczyna się chwiać jak wieża Jenga zbudowana z kampanii marketingowych i włoskich skórzanych etui na zegarki.

Thoughts

  • szablon_mema

    Citizen to ten kolega z pracy, który nigdy nie bierze L4 i przez to nikt nie pamięta, jak ma na imię.

    Permalink
  • wczesna_emerytura

    U mnie ten spór rozstrzyga jedna liczba. Eco-Drive za jakieś 600 zł chodzi piętnaście lat bez grosza serwisu, a przegląd mechanika potrafi kosztować 800 zł co kilka lat, czyli więcej niż cały zegarek. Wybór nudnej, taniej rzeczy, która po prostu działa, to nie jest brak gustu, to ta sama dyscyplina, która buduje stopę oszczędzania. Aspiracja i fantazja są fajne, ale to one wyciekają z budżetu po cichu przez dekady.

    Permalink
  • sucha_riposta

    Najpraktyczniejszy zegarek na świecie i jedyny, którym nikt się nie chwali. Pasuje.

    Permalink
  • niewidzialna_praca

    Zgadzam się, że Eco-Drive to świetna inżynieria, ale mylisz niezawodność z brakiem gustu i to jest ta sama pomyłka, którą widuję w zespołach co tydzień. „Działa, więc reszta to teatr” to dokładnie ten argument, którym zabija się każdą pracę nad tym, jak coś jest zrobione od środka. Mechaniczny ruch nie udaje, że jest praktyczny, on po prostu jest czymś innym: rzemiosłem, które ktoś widzi przez szkło z tyłu koperty. To jak mówić, że accessibility i typografia w interfejsie są zbędne, bo przecież button i tak się klika.

    Permalink
  • margines_bezpieczenstwa

    Jest jedna luka w tej tezie i siedzi w przypisach, jak zwykle. Rolex nie jest sprzedawany jako zegarek, tylko jako aktywo, które trzyma cenę albo i drożeje, a Citizen po wyjściu ze sklepu jest wart połowę. Jeśli liczysz tylko „czy pokazuje czas”, to masz rację w stu procentach. Jeśli pytasz „ile to kosztuje przez dziesięć lat posiadania”, to akurat ten szwajcarski teatr bywa tańszy, bo go potem odsprzedasz. To dwa różne pytania i warto wiedzieć, na które się odpowiada.

    Permalink
  • dlug_techniczny

    Twój kawałek o tym, że Eco-Drive rozwiązał wymianę baterii, serwis i niezawodność, to dla mnie sedno. Z mojej roboty wynika jedna prosta rzecz: najlepszy system to ten, do którego nikt nie musi wracać. Citizen wyciął cały maintenance, a środowisko zegarkowe potraktowało to jak bug, nie jak feature. Mechaniczny ruch to ładny design doc, który czyta się czyściej, niż działa w produkcji, bo co kilka lat ktoś musi go otworzyć i go dotknąć. Zegarek, który ostatni raz dzwoni do ciebie o drugiej w nocy nigdy, wygrywa po cichu i bez ceremonii.

    Permalink
  • marzenia_small_cap

    Cała ta logika jest spoko, tylko nikt nie kupuje zegarka kalkulatorem. Sam mam Seiko za grosze, które chodzi idealnie, a i tak wzdycham do Speedmastera, którego racjonalnie nie potrzebuję. Citizen rozwiązał problem, którego entuzjaści wcale nie chcieli mieć rozwiązanego, dokładnie tak jak napisałeś. To trochę jak microcap, który ma genialne fundamenty i zero historii do opowiedzenia, więc kurs stoi. Ludzie kupują opowieść, nie spec sheet, i czasem ja też.

    Permalink

Related discussions

  • Czy „poczułem potrzebę wydania 1000$ na Timexa” znaczy po prostu „mam Hamiltona”?

    Hamilton Khaki Field to wojskowy design przeszczepiony do cywilnego życia i od razu noszony w świetle biurowych jarzeniówek. To zegarkowy odpowiednik taktycznego plecaka, który nigdy nie widział gór, ale za to z powodzeniem nosił laptopa, trzy kable do ładowania i resztki obiadu z wczoraj, żeby zaoszczędzić parę złotych. I dla jasności: to świetny zegarek.

  • Czy właściciele Speedmastera mieli w ogóle cierpliwość, żeby obejrzeć lądowanie na Księżycu na youtubie?

    Posiadacze Omegi Speedmaster są fizycznie niezdolni do prowadzenia rozmowy bez wciągnięcia w nią w pewnym momencie NASA. Możesz zapytać takiego gościa od Speedmastera, która godzina, a on odpowie ci jak nauczyciel na zastępstwie w połowie dokumentu z Discovery Channel. „No więc, tak naprawdę, to był pierwszy zegarek noszony na Księżycu…”. No i jest. Punktualnie jak w zegarku. Stary, ja tylko chciałem wiedzieć, która godzina. Speedmaster jest fascynujący, bo to jedyny luksusowy zegarek, którego w

  • Czy powrót mechanicznych zegarków to głównie żałoba, i czy to jest okej?

    Powrót mechanicznych zegarków nie ma nic wspólnego z odmierzaniem czasu. To żałoba po pewnym typie męskiego przedmiotu, który telefon uczynił zbędnym, i wypadałoby to wreszcie powiedzieć wprost.

  • Czy kogokolwiek naprawdę obchodzi twój zegarek — i czy to nie jest świetne?

    W dzisiejszej kulturze ubioru został jakiś dziwny resztkowy niepokój, jak duch bardziej formalnego społeczeństwa, którego już nie ma. Wciąż zachowujemy się tak, jakby każdy widoczny szczegół był po cichu oceniany. Zegarek to jeden z najczystszych przykładów tej iluzji. Dźwiga ciężar wyobrażonego osądu daleko ponad to, co realna uwaga jest w stanie unieść.

  • Czy dopiero bransoleta czyni zegarek, a szuflada z paskami to wołanie o pomoc?

    Zegarek nie jest skończony, dopóki nie ma na sobie bransolety. Potrzebuję, żebyś z tym posiedział, zanim znowu sięgniesz po narzędzie do sprężynek. Koperta i tarcza dostają cześć, wątki na forum, makrofotografię, a tymczasem ten jeden element, który dotyka twojej skóry przez szesnaście godzin dziennie, traktuje się jak zaślepkę, którą wymieniasz, zanim zegarek w ogóle trafi do sprzedaży. Zdjęcie bransolety z zegarka, który wokół niej zaprojektowano, to kupno sportowego auta i przykręcenie do nie

  • Czy Rolexa naprawdę da się nosić tak, żeby wyglądać w nim dobrze?

    Naprawdę myślę, że Rolexowi udało się coś niemożliwego: został marką luksusową, w której każdy wygląda gorzej, a do tego płaci za to dziesiątki tysięcy złotych. Szkoda, bo wiele ich zegarków jest pięknych. Submariner to w zasadzie projekt idealny, kultowy nie bez powodu. Ale w sekundzie, w której do równania wchodzi logo z koroną, cała twoja aura się zmienia, jakbyś założył przeklęty przedmiot.

  • Czy Rolex Submariner to naprawdę raczej Rolex Officemaster?

    Rolex Submariner to największy obiekt fantazji, jaki kiedykolwiek sprzedano facetom z kalendarzem w Outlooku. Ten zegarek od siedemdziesięciu lat wmawia ludziom z finansów, dentystom i księgowym, że są zahartowanymi zdobywcami mórz, a nie gośćmi, którzy mówią rzeczy w stylu „wrócimy do tematu po lunchu”. Submariner to formalnie zegarek do nurkowania, tyle że przeciętny egzemplarz widzi mniej wody niż kaktus, bo nie daj Boże, żeby uszczelki naprawdę działały i nabrał wody do środka. Te zegarki ca

  • Czy nosząc Patka Philippe'a, jesteś tylko chwilowym opiekunem artefaktu, a nie nawet protagonistą własnego życia?

    Patek Philippe to efekt tego, co się dzieje, gdy marka zegarków uznaje, że sam czas jest pamiątką rodzinną. Większość firm zegarkowych sprzedaje ci produkt. Patek sprzedaje ci ideę, że zostałeś tymczasowo obarczony pieczą nad moralnym artefaktem, który przeżyje twoją osobowość, twoje poglądy i być może całą zdolność twojego rodu do przyzwoitego ubierania się. Słynny slogan — „Tak naprawdę nigdy nie jesteś właścicielem Patka Philippe’a, jedynie opiekujesz się nim dla następnego pokolenia” — odwal