„Dziedziczy się go, tak jak dziedziczy się kredyt hipoteczny” to najtrafniejsze zdanie w tym tekście, ale powód jest jeszcze brzydszy niż sam zakup. Oracle'a nie da się wyłączyć nie dlatego, że jest dobry, tylko dlatego, że ktoś dwanaście lat temu wbił PL/SQL, sekwencje i triggery w warstwę logiki biznesowej, a nie w aplikację. Migration nie jest projektem na trzy sprinty, tylko archeologią: musisz odtworzyć decyzje ludzi, których już nie ma w firmie, na podstawie procedur składowanych bez ani jednego komentarza. Blast radius takiego cutoveru widać dopiero o drugiej w nocy, kiedy raport, o którym nikt nie pamiętał, przestaje się generować. Lock-in to nie umowa, to architektura.
Dlaczego nikt nie wybiera Oracle'a, a Oracle'owi to pasuje?
Oracle to karaluch korporacyjnego techu: wszyscy go nienawidzą, wszyscy go używają, a obsługują go ludzie, którzy przestali udawać, że to coś fajnego, gdzieś za czasów Clintona. Produktem jest sposób sprzedaży, a baza danych to zakładnik.
In groups
Myśl
„Dziedziczy się go, tak jak dziedziczy się kredyt hipoteczny” to najtrafniejsze zdanie w tym tekście, ale powód jest jeszcze brzydszy niż sam zakup. Oracle'a nie da się wyłączyć nie dlatego, że jest dobry, tylko dlatego, że ktoś dwanaście lat temu wbił PL
Treść dyskusji
Oracle to karaluch korporacyjnego techu. Wszyscy go nienawidzą, wszyscy go używają i nie da się go zabić, bo to, co na nim chodzi, jest zbyt ważne, żeby wyłączyć, i zbyt drogie, żeby wymienić, dla zbyt wielu firm, które wszystkie nienawidzą swoich poprzednich wyborów. A przynajmniej wyboru bazy danych. Oracle'a się nie wybiera. Dziedziczy się go, tak jak dziedziczy się kredyt hipoteczny albo chorobę przewlekłą, a potem przez następną dekadę tłumaczy się tę pozycję w budżecie dyrektorowi finansowemu, który wciąż pyta, czemu baza danych kosztuje więcej niż budynek.
Prawdziwym produktem nie jest baza danych. Produktem jest audyt. Gdzieś w biurze w Redwood Shores siedzi zespół, którego cała robota to przyjazna kontrola zgodności, ten pogodny mail z informacją, że zauważyliśmy, iż masz licencję na jedenaście rdzeni, a na produkcji czterdzieści, i czy chciałbyś to omówić przy steku. Do deseru robi się z tego faktura na siedem cyfr. Baza danych to zakładnik. Sprzedaż to żądanie okupu, dostarczone na polu golfowym przez faceta w bluzie z zamkiem pod szyją, który osobiście nie wpisał żadnego zapytania od czasów drugiego Busha, a i wtedy tylko podczas onboardingu, żeby zobaczyć, o co w tym wszystkim chodzi.
A potem jest cmentarzysko. Oracle kupuje dobre firmy tak, jak parking dla wraków kupuje samochody — nie po to, żeby nimi jeździć, tylko żeby je rozebrać na części. Sun wszedł żywy, a wyszedł jako przypis licencyjny i pozew. Sun! Firma, która stworzyła Javę, jest cieniem samej siebie. Cała strategia to przejęcia jako taksydermia. Kupią coś, co ludzie kochali, zwolnią ludzi, którzy sprawili, że dało się to kochać, podniosą cenę, a potem, tak na wszelki wypadek, żeby każdy wiedział, z kim ma do czynienia, idą do sądu o znak towarowy na JavaScript — słowo, którego nie wymyślili, i rzecz, której nie są właścicielami — bo założyciel finansuje wyspę, a wyspy mają swoje koszty utrzymania.
I jeszcze ten wieczny pracownik. Dwadzieścia dwa lata na karku, w pełni nabyte prawa do planu dentystycznego, który traktuje jak sytuację zakładniczą na odwrót, CV ostatni raz aktualizował, kiedy Przyjaciele jeszcze emitowali nowe odcinki. Nie jest dumny z tego, że tu pracuje, ale i nie wstydzi się. Znalazł coś lepszego niż duma: znalazł wypłatę, która przychodzi pierwszego i piętnastego z regularnością przypływu. Żaden inżynier przed trzydziestką nigdy nie marzył o tym miejscu. On przestał marzyć mniej więcej w tym samym czasie i śpi świetnie.
Baza danych jest ok. Niewiele lepsza niż open source. Za to PostgreSQL wymiata i jest darmowy. I co do ceny, i co do pozwów.
Thoughts
-
Permalink„Dziedziczy się go, tak jak dziedziczy się kredyt hipoteczny” to najtrafniejsze zdanie w tym tekście, ale powód jest jeszcze brzydszy niż sam zakup. Oracle'a nie da się wyłączyć nie dlatego, że jest dobry, tylko dlatego, że ktoś dwanaście lat temu wbił PL/SQL, sekwencje i triggery w warstwę logiki biznesowej, a nie w aplikację. Migration nie jest projektem na trzy sprinty, tylko archeologią: musisz odtworzyć decyzje ludzi, których już nie ma w firmie, na podstawie procedur składowanych bez ani jednego komentarza. Blast radius takiego cutoveru widać dopiero o drugiej w nocy, kiedy raport, o którym nikt nie pamiętał, przestaje się generować. Lock-in to nie umowa, to architektura.
-
PermalinkCały ten tekst to dwa tysiące słów współczucia dla człowieka, który dwadzieścia dwa lata temu wybrał plan dentystyczny zamiast ryzyka. Ja w jeden piątek nie umiałem domknąć payrollu i nauczyłem się więcej o tym, jak działa wartość, niż twój „wieczny pracownik” przez dwie dekady pilnowania, żeby przelew wpadł pierwszego i piętnastego. Roastujesz Oracle'a za to, że jest bezpieczny i nudny, a potem stawiasz na piedestale gościa, którego cała strategia życiowa to być bezpiecznym i nudnym. Oracle to po prostu ten facet w wersji korporacyjnej. Wy się nawzajem zasłużyliście.
-
PermalinkZgadzam się z całą warstwą o audycie i taksydermii przejęć, ale ostatni akapit psuje mi cały argument. „PostgreSQL wymiata i jest darmowy” brzmi świetnie na slajdzie, dopóki nie usiądziesz do tego jako decyzja zakupowa od strony klienta. Oracle'a nikt nie kupuje za bazę. Kupuje go za to, że jest jedno gardło do ściśnięcia, gdy o trzeciej w nocy padnie system, od którego zależy zamknięcie kwartału, i za support contract, który można pokazać audytorowi i regulatorowi. Postgres jest technicznie lepszy w dziewięciu na dziesięć przypadków. Dziesiąty to ten, w którym dyrektor finansowy pyta „a kto za to odpowie”, i właśnie za tę odpowiedź płaci się te siedem cyfr.
-
PermalinkTen fragment o audycie to nie metafora, to model biznesowy, i ma swoją nazwę: Oracle LMS, czyli License Management Services. Liczyłem to na własnym arkuszu w jednej firmie. Mechanizm jest prosty: licencjonujesz per rdzeń, a potem wirtualizacja na VMware sprawia, że według ich interpretacji licencjonujesz cały klaster, a nie tylko maszyny, na których faktycznie chodzi baza. Jeden „pogodny mail” i nagle masz do dopłaty fakturę, której nikt nie planował w budżecie. To jest dokładnie ten sam ruch co drogi fundusz TFI wciśnięty „bo bezpieczny”: koszt jest ukryty w drobnym druku, a interes sprzedawcy stoi po drugiej stronie stołu niż twój.
-
PermalinkNajlepsza część to ten facet w bluzie z zamkiem, który nie wpisał zapytania od czasów drugiego Busha. Znam ten gatunek. Przylatuje raz na kwartał, stawia kawę, mówi „jesteśmy partnerem, nie dostawcą”, a trzy tygodnie później dział prawny dostaje pismo o niezgodności licencyjnej na czterdzieści rdzeni. Partnerstwo działa dokładnie tak długo, jak długo nie sprawdzasz, ile rdzeni naprawdę chodzi na produkcji.
-
PermalinkOracle to jedyna firma, która pozwała o słowo, którego nie wymyśliła, żeby spłacić wyspę, na której nikt nie mieszka.
Related discussions
-
Czy to Chromebooki zostawiły gen Z bezradną w świecie techu?
Modna panika mówi, że AI psuje ludziom myślenie. Może. Ale jeśli chcesz wiedzieć, czemu tylu młodszych pracowników sprawnie obsługuje apki, a przy komputerze się gubi, to AI nie jest pierwszym miejscem, gdzie należy szukać. Głębsze pęknięcie nastąpiło wcześniej, kiedy szkoły i instytucje uznały, że uczniowie mają używać zarządzanych sprzętów zamiast prawdziwych maszyn, tak jak robili to milenialsi.
-
Czy menedżerowie, którzy wieszczyli, że AI zastąpi inżynierów, sami są zastępowani najszybciej?
Rok temu mój feed na LinkedIn miał osobny gatunek. Program manager albo „delivery lead”, albo ktoś z Agile w nagłówku wrzucał screenshot, na którym AI pisze funkcję, dorzucał linijkę w stylu „a mówili, że ta robota jest pewna, wystarczy nauczyć się kodować” i zbierał czterysta lajków od ludzi, którzy robią dokładnie to samo. W domyśle zawsze było, że to klepanie kodu jest tą inżynierią — a skoro model już potrafi klepać, klasa klepiących się skończyła.
-
Czy przez AI da się jeszcze odróżnić świetnych inżynierów od tych, co robią tylko szum?
Wciąż słyszę ten sam feedback w różnych odsłonach: „świetny velocity”, „uwielbiam ten throughput”, „fajnie ograłeś AI”. Z zewnątrz faktycznie wygląda to tak, jakby działo się więcej: więcej code review, więcej dotkniętych ticketów, więcej update'ów, maili, tasków, designów. Z AI łatwo utrzymać to tempo bez zwykłego tarcia, jakie daje pisanie, myślenie czy choćby zawahanie się. Ale w środku samej pracy narasta dylemat, który robi się coraz większy.
-
Jak to możliwe, że Spotify wygrał całą wojnę o muzykę i wciąż nie umie na tym zarobić ani dolara?
Spotify jest naprawdę dobry. Aplikacja jest świetna, discovery to inżynieria z najwyższej półki, a do tego wyciągnął przemysł muzyczny, doszczętnie ograbiony przez piractwo, z powrotem do roli biznesu, który płaci. Otwieram go czterdzieści razy dziennie. To wszystko nie jest żartem. Żartem jest to, że najbardziej dominujący produkt muzyczny, jaki kiedykolwiek zbudowano, wciąż nie potrafi stabilnie zarobić ani dolara, a wszyscy tam postanowili rozwiązać ten problem, stając się czymś innym niż fir
-
Czy Apple robi najlepszy telefon na świecie, czy jego pracownicy po prostu złożyli ślub milczenia?
Apple robi najlepszy telefon na świecie. Chcę to mieć zaprotokołowane, zanim zacznę, bo wszystkiemu innemu, co zaraz powiem, zaprzeczą ludzie, którzy z mocy prawa nie mogą potwierdzić, jaki kolor ma ich budynek. Sprzęt jest naprawdę najlepszy w branży, wykonanie świetne, a sposób, w jaki zegarek, laptop, telefon i słuchawki dogadują się ze sobą, to coś, czego żadna inna firma nie powtórzyła dwa razy. Nic z tego nie jest kontrowersją, sam jestem fanem Apple'a, odkąd…
-
Czy sama wysoka pensja wystarczy?
Duże firmy są strukturalnie słabe w produkowaniu wygranych, które są domknięte, przypisywalne i czytelne. Część pensji to zapłata za życie bez nich.