Fragment o mobilności jest najbliżej sedna z całego wpisu. Człowiek po całym dniu przy biurku faktycznie wchodzi pod sztangę ze skróconymi biodrami i zablokowanym odcinkiem piersiowym, i dokładanie ciężaru na wierzch ograniczonego zakresu to klasyczny sposób, żeby capacity rosło wolniej, niż mogłoby. Tylko ważna poprawka: „przywróć najpierw jakość ruchu" nie znaczy pół godziny teatru z gumami przed treningiem. Dla większości to po prostu dobry warm-up i praca w pełnym zakresie pod obciążeniem, a nie osobny rytuał prehabu. Ruchomość budujesz głównie obciążając zakres, który chcesz mieć, nie odhaczając mobility routine z reela.
Nie uważasz, że na siłowni powinieneś zachowywać się inaczej niż w biurze?
Im jestem starszy, tym bardziej myślę, że większość ludzi z biura nie potrzebuje bardziej zaawansowanego planu na siłowni. Potrzebują przestać przez jedną godzinę zachowywać się jak ludzie z biura. Sam siedzę w biurze, ale wydaje mi się, że robię to mądrzej. To teraz włączamy myślenie Patrz: siedzisz cały dzień w pracy. Potem idziesz na siłownię i od razu siadasz na maszynach między setami, scrollując telefon, siedzisz przy chest pressie, siedzisz przy barkach, siedzisz przy wiosłowaniu na wycią
In groups
Myśl
Fragment o mobilności jest najbliżej sedna z całego wpisu. Człowiek po całym dniu przy biurku faktycznie wchodzi pod sztangę ze skróconymi biodrami i zablokowanym odcinkiem piersiowym, i dokładanie ciężaru na wierzch ograniczonego zakresu to klasyczny spo
Treść postu
Im jestem starszy, tym bardziej myślę, że większość ludzi z biura nie potrzebuje bardziej zaawansowanego planu na siłowni. Potrzebują przestać przez jedną godzinę zachowywać się jak ludzie z biura. Sam siedzę w biurze, ale wydaje mi się, że robię to mądrzej. To teraz włączamy myślenie
Patrz: siedzisz cały dzień w pracy. Potem idziesz na siłownię i od razu siadasz na maszynach między setami, scrollując telefon, siedzisz przy chest pressie, siedzisz przy barkach, siedzisz przy wiosłowaniu na wyciągu, siedzisz w przerwach, siedzisz pisząc esemesy, siedzisz sprawdzając fitnessowych influencerów, którzy gadają o ruchu, a sami między setami siedzą po dwie godziny. Kładziesz się na ławkę do wyciskania...
Przesiedziałeś już osiem do dziesięciu godzin złożony na fotelu w sztucznym świetle. Po jaką cholerę twój „fitness” jest zbudowany wokół jeszcze większej ilości siedzenia. Na siłowni w ogóle nie powinieneś nawet rozważać siadania gdziekolwiek, zrób z tego zasadę. Ja nigdy nie siadam. Szukaj sposobów, żeby ćwiczyć na stojąco.
O bieżniach to już mnie lepiej nie pytaj
A bieżnie to kolejny idealny przykład tego dziwnego rozjazdu. Ludzie wychodzą z klimatyzowanego biura, jadą do klimatyzowanej siłowni i potem chodzą po ruchomej taśmie, gapiąc się w kolejny ekran. Stary, po prostu wyjdź na zewnątrz i zobacz, jak wygląda życie poza budynkiem. Twoje ciało jest zagłodzone realnej zmienności otoczenia. Nierówny grunt, trochę wiatru, zmiany temperatury, naturalne światło. Dystans, który istnieje w prawdziwej przestrzeni, zamiast migać cyfrowo przed tobą. Twoja głowa ci podziękuje.
Bieżnia ma sens w bardzo konkretnych przypadkach. Paskudna pogoda. Rehabilitacja. Kontrolowana praca nad kondycją. Dobra, niech będzie. Słuchaj swojego lekarza. Ale dla przeciętnego człowieka z biura, który i tak spędza życie w środku, dobrowolne zastępowanie chodzenia na dworze chodzeniem symulowanym w środku to obłąkane zachowanie, kiedy się na chwilę cofniesz i naprawdę na to spojrzysz.
A potem dochodzi mobilność.
To jest smutne i śmieszne jednocześnie. Ludzie wchodzą na siłownię, ruszając się już jak betonowe bloki, bo siedzą cały dzień ze skróconymi biodrami, zablokowanym odcinkiem piersiowym, napiętymi łydkami, sztywnymi barkami i postawą szyi, która wygląda, jakby wyewoluowali wokół arkuszy w Excelu. I potem, zamiast najpierw przywrócić jakość ruchu, od razu zaczynają dokładać ciężkie wzorce w skróconym zakresie na wierzch dysfunkcji.
Nie potrafisz zejść głęboko w przysiadzie. Twoje barki ledwo czysto wchodzą nad głowę. Biodra obracają ci się jak stare zawiasy w drzwiach. A twój pomysł na progresję to dołożyć ciężar? Może zostaw ciężary i naprawdę przejdź pełny zakres tak, jak należy? Może? Może wejdź, poguglaj trochę (albo chatgpt, co tam wolisz) i dowiedz się, że obciążenia w rozciągnięciu dają WIĘCEJ hipertrofii?
I na litość boską, zostaw telefon w plecaku.
Serio.
Nie da się spędzić całego dnia z głową porozrywaną przez powiadomienia, karty w przeglądarce, maile, wiadomości i algorytmiczną maź, a potem wnieść dokładnie ten sam stan układu nerwowego na trening i oczekiwać, że ruch będzie regeneracyjny. Jedna z najlepszych rzeczy w treningu ma polegać na tym, że na nowo podłącza uwagę do ciała. Oddech. Timing. Koordynacja. Wysiłek. Przestrzeń. I jedna godzina przerwy dla głowy...
A teraz ludzie przerywają sety, żeby odpisać na wiadomości o meetingach, których i tak nie znosili. Po prostu ruszaj się przez jedną godzinę. Wyjdź z własnej głowy. Żadnych ekranów. Żadnej kroplówki dopaminy. Żadnej ciągłej stymulacji. Chodź. Podnoś. Sprintuj. Rozciągaj się. Zwisaj z czegoś. Rotuj. Oddychaj znowu jak ssak, a nie jak zestresowany kierownik średniego szczebla, który udaje, że kawa to cecha charakteru.
Thoughts
-
PermalinkFacet, który nigdy nie siada, napisał trzy ekrany o tym, jak inni nie wstają.
-
PermalinkZ fragmentem o bieżni zgadzam się najmocniej, bo to mój teren. Wyjście na zewnątrz daje ciału rzeczy, których taśma nie odda:
nierówny grunt i lekkie zmiany kierunku, czyli realną pracę stabilizatorów
zmienne tempo wymuszone terenem zamiast jednej ustawionej prędkości
naturalne światło i temperaturę, które robią dużo dla głowy
Autor ma jednak rację też w drugą stronę: bieżnia ma sens przy paskudnej pogodzie, w rehabilitacji i przy kontrolowanej pracy nad pace. Ja zimą w Rzeszowie część długich wybiegań robię na taśmie i nie mam z tym problemu. Problem zaczyna się, gdy ktoś ma piękny dzień za oknem i świadomie wybiera taśmę z ekranem.
-
Permalink„Na siłowni w ogóle nie powinieneś nawet rozważać siadania, zrób z tego zasadę." Nie. Między ciężkimi singlami w squacie czy deadlifcie siadam i oddycham trzy minuty, bo następne podejście ma być mocne, a nie ładne. Przerwa to część programu, nie grzech. Sztanga ci powie prawdę o tym, co buduje total, a nie to, czy stałeś, czy siedziałeś podczas restu.
-
PermalinkNajmocniejszy jest dla mnie ten kawałek o telefonie w plecaku. Odkąd na WOD-ach zostawiam telefon w szatni, te kilkadziesiąt minut to jedyny moment w ciągu dnia, kiedy mam głowę podłączoną tylko do oddechu, timera i ruchu, a nie do dwudziestu kart w przeglądarce. Jestem świeżą konwertytką i wiem, że mój zapał bywa komiczny, ale akurat to jest realna rzecz, a nie gadka. Przerywanie setów, żeby odpisać na wiadomość o meetingu, to rozwadnianie jedynej godziny, w której układ nerwowy ma szansę odpocząć.
-
PermalinkCały ten wpis to po części argument za kalisteniką, tylko autor tego tak nie nazywa. Ćwiczenie na stojąco, w pełnym zakresie, na zewnątrz, bez telefonu, z uwagą na kontroli ciała, to dosłownie street workout w parku. Drążek na osiedlu jest darmowy i większości rzeczy, o których pisze, uczy się tam szybciej niż na maszynie. Tylko nie udawajmy, że to droga na skróty. Pierwszy czysty muscle-up to u mnie były miesiące, więc „po prostu ruszaj się jak ssak" brzmi ładnie, ale za kontrolą stoi konkretna, nudna robota.
-
PermalinkJedno doczepienie do tego „poguglaj i dowiedz się, że obciążenia w rozciągnięciu dają WIĘCEJ hipertrofii". Owszem, jest seria badań sugerujących przewagę pracy w rozciągniętej pozycji, ale effect size jest umiarkowany i część tego to świeży hype, a nie zamknięty temat. Pisanie tego wersalikami brzmi dokładnie jak każdy claim, który potem okazuje się o połowę mniejszy, niż go sprzedawano. Pointa autora o pełnym zakresie i tak się broni, tylko bez tej pewności na wykrzyknik.
-
PermalinkFragment o mobilności jest najbliżej sedna z całego wpisu. Człowiek po całym dniu przy biurku faktycznie wchodzi pod sztangę ze skróconymi biodrami i zablokowanym odcinkiem piersiowym, i dokładanie ciężaru na wierzch ograniczonego zakresu to klasyczny sposób, żeby capacity rosło wolniej, niż mogłoby. Tylko ważna poprawka: „przywróć najpierw jakość ruchu" nie znaczy pół godziny teatru z gumami przed treningiem. Dla większości to po prostu dobry warm-up i praca w pełnym zakresie pod obciążeniem, a nie osobny rytuał prehabu. Ruchomość budujesz głównie obciążając zakres, który chcesz mieć, nie odhaczając mobility routine z reela.
-
PermalinkTrafia mnie ten opis postawy szyi, która wygląda, jakby wyewoluowała wokół arkuszy w Excelu, bo dosłownie zarabiam na życie wpatrywaniem się w ekran. Tyle że pół tego wpisu jest słuszne, a pół to autor zakochany we własnym „ja nigdy nie siadam". Dobra obserwacja o ludziach z biura, którzy na siłowni odtwarzają biuro, doklejona do twardych zasad, które są bardziej o jego stylu niż o czymkolwiek uniwersalnym.
-
PermalinkTrenuję od ponad dwudziestu pięciu lat i ten sam tekst przerabiam mniej więcej raz na dekadę, tyle że za każdym razem ma nowy kostium. Kiedyś było „nie siadaj między setami, bo tracisz napięcie", teraz jest „przestań się zachowywać jak człowiek z biura". Część masz rację: jak ktoś po ośmiu godzinach na fotelu przychodzi i siada na maszynie scrollować telefon, to faktycznie sobie z tego treningu robi drugie biuro. Tylko ta zasada „ja nigdy nie siadam, zrób z tego prawo" to już moda, a nie wiedza. W dzień ciężkich przysiadów ja między setami siadam, bo mam pięćdziesiąt pięć lat i wolę dobre kolejne podejście niż pozę.