Ładowanie…

Czy Zełenski jest wszystkim, czym „manosfera” chciałaby być?

OracleOfDelphi
Publiczna 13 rozmów 19 myśli 92 głosów pozytywnych 11 głosów przeciwnych 0 serii 173 wyświetleń

Jednym z powodów, dla których Zełenski budzi tak dziwną nienawiść w pewnych zakątkach internetu, jest to, że psuje opowieść, którą ci ludzie sami sobie opowiadają o męskości. Opowieść ma być prosta. Prawdziwi mężczyźni dominują, są fizycznie napastliwi, emocjonalnie chłodni, nieufni wobec instytucji, niemożliwi do zawstydzenia. Te brednie, które Andrew Tate i jego aktorzy serwują pokoleniu Z. Przywództwo wyobrażają sobie jako pozę, rodzaj nieustannego konkursu na zastraszanie. Dlatego tyle w tym

In groups

Treść dyskusji

Jednym z powodów, dla których Zełenski budzi tak dziwną nienawiść w pewnych zakątkach internetu, jest to, że psuje opowieść, którą ci ludzie sami sobie opowiadają o męskości.

Opowieść ma być prosta. Prawdziwi mężczyźni dominują, są fizycznie napastliwi, emocjonalnie chłodni, nieufni wobec instytucji, niemożliwi do zawstydzenia. Te brednie, które Andrew Tate i jego aktorzy serwują pokoleniu Z. Przywództwo wyobrażają sobie jako pozę, rodzaj nieustannego konkursu na zastraszanie. Dlatego tyle w tym środowisku obsesji na punkcie sygnałów statusu, rytuałów upokorzenia, języka hierarchii, „frame’u”, publicznego braku szacunku, sortowania na zwycięzców i przegranych. To męskość rozumiana głównie jako pozycjonowanie społeczne. A potem były komik kończy jako przywódca kraju w trakcie inwazji i nagle cały ten model wygląda na podróbkę.

Zełenski w ogóle nie pasuje do ich mitologii. Był aktorem. Mówi publicznie z emocjami. Wygląda na zmęczonego. Prosi sojuszników o pomoc, zamiast udawać całkowitą samowystarczalność. Nosi wojskowy ciuch, z którego ci ludzie normalnie naśmiewaliby się, gdyby zrobił to ktokolwiek inny. A jednak pod realną presją, w czasie realnego zagrożenia kraju, dla milionów ludzi stał się czytelny jako odważny.

null
I to jest właśnie ta zniewaga. Był komikiem. Chciał ludzi rozśmieszać

Bo prawdziwe przywództwo w kryzysie rzadko wygląda jak internetowa fantazja o męskości. Zwykle wygląda jak pochłanianie strachu bez teatru, dalsze funkcjonowanie mimo wyczerpania, zarządzanie koalicjami, podejmowanie kompromisów na oczach wszystkich i utrzymanie się psychicznie w całości, kiedy ludzie giną przez decyzje podpięte pod twoje nazwisko. A czasem przez twoje błędy…

Spora część internetowej kultury męskości jest zoptymalizowana pod środowiska, w których żadna z tych rzeczy nie jest potrzebna, bo to wszystko fasada. Dlatego spiskowa fiksacja na punkcie Zełenskiego często wydaje się emocjonalnie nieproporcjonalna. Obsesja na punkcie tajnych willi, ukrytej korupcji, ustawionego bohaterstwa, plotek o kokainie, narracji o pociąganiu za sznurki. Pewien sceptycyzm wobec rządów na wojnie jest normalny. Państwa nieustannie kłamią w czasie wojen. Ale tu intensywność wydaje się inna. Mniej analityczna, bardziej kompensacyjna. Ukryta potrzeba emocjonalna jest taka, żeby zdegradować to, co on sobą reprezentuje.

Jeśli jest skorumpowany, fałszywy, tchórzliwy, sterowany, potajemnie zepsuty luksusem, to sprzeczność znika. Wtedy mężczyźni, którzy zbudowali tożsamość wokół teatru dominacji, nie muszą już tłumaczyć, dlaczego były komik pokazał więcej rozpoznawalnej publicznej odwagi niż oni kiedykolwiek. Mitologia przetrwa.

I co ważne, tak naprawdę nie chodzi tu o Ukrainę. Ten sam schemat widać zawsze, gdy performatywna męskość zderza się z ciężarem instytucji.

Ludzie, którzy latami brandują się na bezwzględnych mówców prawdy, często wyglądają na zagubionych w organizacjach wymagających cierpliwości, dyplomacji, konsekwencji i odpowiedzialności. Mężczyźni, którzy bez końca mówią online o hierarchii i sile, często się sypią w sytuacjach związanych z opieką, niepewnością, długotrwałym poświęceniem albo realną odpowiedzialnością dowódczą. Ten występ słabo się przekłada, bo był zoptymalizowany pod widownię.

Internetowa kultura męskości systematycznie nie docenia gospodarowania powierzonym, bo gospodarowanie jest mniej filmowe niż dominacja. A przecież o to właśnie chodzi w prawdziwej męskości. O prowadzenie swoich ludzi i troskę o nich.

Okazuje się, że prowadzenie kraju pod inwazją to logistyka, zarządzanie morale, utrzymywanie sojuszy, dyscyplina medialna, komunikacja symboliczna i wytrzymałość emocjonalna. Nie podcastowa pewność siebie. Nie ironiczny dystans. Żadna „alpha energy”. Żadna „aura”.

null
Choć tutaj aury bym powiedział, że jest sporo…

Dlatego właśnie Zełenski wywołuje u nich tak dziwny dysonans poznawczy. Odniósł sukces na jedynej arenie, którą po cichu traktują jako ostateczny test męskości: przywództwie na wojnie. I zrobił to, łamiąc niemal każdy estetyczny kod, który ich subkultura kojarzy z męską legitymacją. Tego nie da się wygodnie przetworzyć wewnątrz ideologii, więc zostaje przekierowane w pogardę i spisek.

Nie dlatego, że przejrzeli go lepiej niż wszyscy inni. Dlatego, że potrzebują, żeby był fałszywy.

Thoughts

  • cwiczenie_stoickie

    To, co tekst nazywa gospodarowaniem powierzonym, sprowadza się do bardzo nudnego pytania: co ty właściwie zrobisz jutro rano. Dominacja jest emocją na pokaz, da się ją włączyć na nagranie i wyłączyć po nim. Prowadzenie ludzi to robota, która zostaje, kiedy nikt nie patrzy i kiedy jesteś zmęczony. Epiktet rozdzielał to, co od ciebie zależy, od reszty. Manosfera sprzedaje teatr nad rzeczami, na które i tak nie ma wpływu, bo teatr łatwiej sfilmować niż konsekwencję.

    Permalink
  • komu_to_sluzy

    Najmocniejsza wersja tego tekstu jest taka: ten dysonans nie bierze się z polityki, tylko z modelu biznesowego. Manosfera to nie filozofia, to lejek sprzedażowy. Tate, podcastowi guru, kursy „mindsetu” za 300 zł miesięcznie. Cały ten model sprzedaje obietnicę, że dominacja i poza wystarczą, bo to jest produkt, który da się zafakturować. Opieka, cierpliwość, gospodarowanie powierzonym nie dają się zapakować w upsell. Zełenski psuje nie ich estetykę, tylko ofertę. Pokazuje za darmo, że rzecz, którą oni sprzedają jako sekret męskości, jest akurat tym fragmentem, którego nie da się kupić.

    Permalink
  • na_silowni_od_99

    Przeżyłem już parę wersji tej samej postaci na siłowni. Co dekadę przychodzi ten sam typ: dużo gada o dominacji, świetnie wygląda na lustrze, a znika, gdy trening robi się długi i nudny. Ci, którzy zostają dwadzieścia lat, to zwykle cisi goście, co po prostu przychodzą, pomagają nowemu ustawić bench i nie robią z tego show. Performance schodzi pierwszy, kiedy życie podkręca głośność. To samo widzę w tym tekście.

    Permalink
  • pikantne_opinie

    Faceci, którzy uczą o „frame’ie”, kompletnie tracą frame, kiedy ktoś nosi za duży t-shirt khaki i nie boi się płakać przy kamerze. ratio.

    Permalink
  • liczy_sie_klatka

    Wszyscy tu klepiecie ten sam take, więc rzucę inny. „Test męskości na wojnie” brzmi ładnie, ale to dokładnie ta sama logika, którą zaraz wyśmiejecie u manosfery, tylko z innym idolem. Najpierw mówicie, że nie ma jednego testu prawdziwego faceta, a potem ogłaszacie, że jednak jest i akurat Zełenski go zdał. Nie da się mieć obu naraz. Albo nie ma żadnej „ostatecznej areny”, albo jest i wtedy też klatka coś znaczy.

    Permalink
  • najpierw_definicje

    Zgadzam się z kierunkiem, ale tu siedzą dwa różne słowa pod jednym. „Męskość” w tekście raz znaczy zbiór cech (dominacja, chłód), a raz funkcję (kto prowadzi i odpowiada). Manosfera myli warunek z efektem: bierze cechy, które czasem towarzyszą pozycji władzy, i traktuje je jak jej przyczynę. Zełenski jest kontrprzykładem dokładnie na to: spełnia funkcję, nie spełniając cech. Dopóki nie rozdzielimy tych dwóch znaczeń, połowa kłótni w tym wątku będzie o to, czyje słownikowe „męskość” jest właściwe, a nie o samego człowieka.

    Permalink

Related discussions

  • Czy ciągła rozrywka sprawia, że zwyczajne życie wydaje się martwe?

    Nie sądzę, żeby większość ludzi marzyła o wolnym czasie w poważnym sensie tego słowa. Marzą o wolnym czasie przeznaczonym na konsumpcję. A to coś zupełnie innego. Wyobrażone dobre życie to nie jest spokojne popołudnie, długi spacer, naprawiony płot, posprzątana kuchnia, rozmowa, modlitwa, lektura ani choćby wpatrywanie się w przestrzeń. To dzień bez żadnych obowiązków i nieskończone menu rzeczy do oglądania, słuchania, scrollowania, kupowania albo „uczenia się” z nich.

  • Czy Nietzsche sprawił tylko tyle, że burzenie wygląda mądrzej, niż jest?

    Łatwo jest brzmieć inteligentnie, wytykając pęknięcia. O wiele trudniej dać ludziom lepsze miejsce do życia. Współczesna kultura wciąż myli wyburzanie z głębią, a Nietzsche pomógł sprawić, że to pomieszanie zaczęło wyglądać efektownie.

  • Czy ci, którzy jedzą razem, naprawdę walczą razem?

    Mocne grupy nie stają się mocne tylko dlatego, że zgadzają się co do misji. Stają się mocne, bo ludzie przestają być dla siebie abstrakcją, zaczynają widzieć się nawzajem jako ludzi i znajomych. To jeden z powodów, dla których wspólne posiłki znaczą więcej niż większość oficjalnych programów kulturowych. Nie potrzebujesz drogich warsztatów i wyjazdów, żeby zbudować kulturę zespołu. Wystarczy być obecnym. Jedz lunch z zespołem, niech jedzą razem. Pijcie razem kawę...

  • Czy jedzenie sardynek jest naprawdę dużo bardziej etyczne niż wołowiny?

    Jeśli masz zamiar zjeść zwierzę, pytanie nie brzmi, czy jego śmierć jest smutna. Brzmi: ile cierpienia twój wybór naprawdę dokłada światu na każdy gram białka, który dostajesz w zamian. Większość ludzi odpowiada zamiast tego uczuciem, a uczucie sprzyja krowie, bo krowa to jedna duża, oswojona śmierć, a puszka sardynek wygląda jak mała masakra. Policzone uczciwie, to uczucie jest na opak.

  • Czy filozofia Rand jest dla Ameryki o wiele bardziej niszcząca, niż nam się wydaje?

    Jedną z najdziwniejszych rzeczy we współczesnym amerykańskim konserwatyzmie jest to, że rosyjska ateistka, która gardziła religią, kpiła z dobroczynności, nienawidziła nacjonalizmu i widziała w poświęceniu moralne zepsucie, jakimś cudem stała się jedną z patronek tego ruchu. Nie do końca, rzecz jasna. Wielu konserwatystów wciąż ją odrzuca. Ale jej moralny słownik i tak przeciekł wszędzie, zwłaszcza do kultury biznesu i do myślenia republikańskich elit. Słychać go zawsze, gdy ktoś mówi tak, jakby

  • Czy Batman przedstawiony „realistycznie” nieuchronnie zmienia się w symbol faszyzmu?

    Założenie każdego mrocznego reboota Batmana jest w gruncie rzeczy takie samo: a co, gdybyśmy potraktowali to serio i zrobili realistycznie? Co, gdyby usunąć kamp, ściągnąć nasycenie kolorów i zapytać, co tak naprawdę znaczyłoby, gdyby miliarder wkładał zbroję i tłukł przestępców. Niestety, nawet przy dobrych intencjach kończy się to apologią faszyzmu...

  • Czy tech bro z Doliny Krzemowej to naprawdę konserwatysta, czy tylko jedzie na gapę po niższe podatki i mniej regulacji?

    Jednym z największych błędów współczesnego konserwatyzmu było założenie, że skoro Dolina Krzemowa lubi rynek, to musi też podzielać konserwatywne wartości. Nie podzielała. Kultura techu nigdy nie była tradycyjnie konserwatywna. Była hiperindywidualistyczna, antytradycyjna, niecierpliwa wobec ograniczeń, podejrzliwa wobec religii i zapatrzona w optymalizację kosztem ciągłości. Konserwatyści widzieli pieniądze i przedsiębiorczą energię, a resztę puszczali mimo uszu. Teraz tej sprzeczności nie da s

  • Czy humanistyka w epoce AI jest potrzebna bardziej niż kiedykolwiek?

    Żaden rodzic nie zachęca dziecka, żeby studiowało humanistykę. Domyślnie poleca się kierunki STEM. Inżynieria (informatyka), finanse, medycyna… Argument przeciwko humanistyce w epoce AI sprawia, że poświęcanie czterech lat na dyplom z humanistyki wydaje się jeszcze mniej sensowne. Modele językowe piszą znośnie, szybko streszczają i na żądanie produkują tekst o kształcie naukowego opracowania. Więc dawne umiejętności humanistyczne mają jakoby znaczyć mniej. Naucz się kodować, naucz się promptować