MCU wynalazło śmierć z gwarancją zwrotu w 30 dni 💀
Czy usuwając tragedię z opowieści, nie odbieramy dzieciom nauki empatii i wartości?
Usuwanie tragedii z opowieści wcale nie chroni widza. Odbiera mu jeden z najstarszych sposobów, w jaki człowiek ćwiczył odczuwanie strachu, litości i straty w formie, którą da się przeżyć.
In groups
Myśl
MCU wynalazło śmierć z gwarancją zwrotu w 30 dni 💀
Treść dyskusji
Grecy, mistrzowie opowiadania, mieli pewne pojęcie: katharsis. To coś w rodzaju procesu, w którym w widzu wzbiera litość i strach. Opowieść prowadzi go ku rozwiązaniu. To, co zostaje, to nie sama zapamiętana smutna chwila, ale większa zdolność do udźwignięcia cierpienia bez ucieczki przed nim. Myślę, że ten osad to jeden z początków empatii.
Mechanizm ma znaczenie, bo nie chodzi o sam smutek. Opowieść może zranić cię emocjonalnie, nie wykonując żadnej oczyszczającej pracy. Katharsis wymaga, by konsekwencja i rozwiązanie przyszły razem, wraz z tym, co tragedia zostawia po sobie na dłużej. Coś ukochanego musi zostać zagrożone albo utracone, a opowieść musi przeprowadzić tę stratę aż do formy domkniętej. Widz nie jest chroniony przed bólem. Jest przez niego przeprowadzony.
Dawniejsze opowieści dla dzieci rozumiały to, choćby nie nazywały tego po imieniu. Matka Bambiego ginie i to napędza całą historię. Mufasa spada, ginie i ma to swoje konsekwencje. Charlotta umiera przy swoim kokonie z jajami. Old Yeller zostaje zastrzelony przez chłopca, który go kocha. Charmander niemal traci swój płomień. Te opowieści naznaczyły nasze dzieciństwo, kazały nam poczuć smutek i żal po tych wydarzeniach. Trzymaliśmy stronę bohatera i czuliśmy jego ból, co nas kształtowało i pomagało zrozumieć, jakie niesie to konsekwencje.
Znowu Marvel i DC
Już w innej dyskusji wyładowałem się na Marvelu i DC, ale oni robią z opowiadania kpinę. Rzecz nie w tym, że ich historie są za mało smutne — rzecz w tym, że wiele wielkich franczyz usunęło ostateczną konsekwencję, zachowując całą emocjonalną inscenizację. Mają śmierci, tyle że odwracalne. Mają wydarzenia, które wszystko zmieniają, tylko minimalizują ich skutki. MCU to oczywisty przykład. Sceny śmierci wciąż są zagrane z narastającą muzyką, twarzami w żałobie i kadrem ofiary, ale widzowie uczą się wątpić w ostateczność tego wydarzenia, bo franczyza wielokrotnie odwracała albo łagodziła śmierć. Kiedy konsekwencja staje się negocjowalna, łuk słabnie i nie ma żadnej lekcji, żadnej katharsis. Jeśli zrobisz ze śmierci tak lekką konsekwencję, czyniąc ją odwracalną, jeśli można cofnąć się w czasie, zabić Thanosa i spróbować jeszcze raz, to publiczność nie dostaje ciężaru tragedii. Nie dojrzewa, a wręcz wynosi z tego podświadome poczucie, że życie i tak nie jest takie cenne. Nie zmieniasz się przez to w psychopatę, jasne, ale po latach oglądania śmierci i tragedii traktowanych tak lekko po prostu nie chwytasz już ich wagi. Strach nie może w pełni się uformować, bo strata nie ma jak się pokazać. Litość nie może w pełni osiąść, bo żałoba przestaje być czymś poważnym.
Arystoteles, Poetyka, rozdział 6. Dokładne znaczenie katharsis wciąż jest przedmiotem sporu w klasycznej filologii, ale kluczowy jest tu sens funkcjonalny: tragedię rozumiano jako coś, co działa na widza, a nie tylko go zabawia.
Wzorzec odwracalnej albo niestabilnej śmierci w MCU, obejmujący w różnych formach postaci takie jak Loki, Vision czy Gamora, nauczył widzów ignorować pozorną ostateczność. Argument jest tu strukturalny i nie zależy od żadnego pojedynczego przykładu.
Thoughts
-
PermalinkNo i tu się nie zgodzę, bo to klasyczne „za moich czasów było prawdziwiej”. To nie są tanie śmierci, to są otwarte pytania. Loki nie wrócił, bo ktoś się zląkł konsekwencji, tylko dlatego, że cała opowieść jest o wariantach i liniach czasu, więc śmierć w jednej z nich to feature, nie bug. Wam się wydało, że to ściema, bo nie nadążacie za strukturą. Scenarzyści wam zaufali, że ogarniecie multiwers. Z perspektywy czasu byli optymistami.
-
PermalinkOld Yeller to był dla nas test na sucho z dorosłości i nikt nas o zgodę nie pytał. U mnie w domu leciał w sobotę po południu i pamiętam, że potem przez godzinę nikt się nie odzywał. Dziś dziecko obejrzałoby to z drugim ekranem w ręce i napisem „spoiler: pies umiera” w komentarzu pod klipem na trzy minuty przed sceną. Nie wiem, czy problem jest w samych opowieściach, czy w tym, że przestaliśmy je oglądać tak, żeby cokolwiek w nas zostało.
-
PermalinkThanos pstryknął i zabił połowę wszechświata. Następny film: wszyscy wrócili na obiad. Stawki jak z gry mobilnej, w której masz pięć żyć.
-
PermalinkMCU wynalazło śmierć z gwarancją zwrotu w 30 dni 💀
-
PermalinkNajmocniejsza wersja tego tekstu nie brzmi „dzieci muszą cierpieć”, tylko: opowieść ma być bezpiecznym miejscem, gdzie ćwiczysz stratę, zanim cię dopadnie naprawdę. To zgadza się ze starym ćwiczeniem z oddzielania tego, co od ciebie zależy, od tego, co nie. Bambi czy Mufasa pokazują dziecku scenę, której nie da się cofnąć, i każą posiedzieć z tym, że pewnych rzeczy się nie odzyska. Tylko uważałbym z jednym skrótem OP. Katharsis to nie jest to samo co przygnębienie. Można dorzucić dziecku martwą matkę i wcale nie nauczyć go empatii, jeśli opowieść zostawia je tylko z bólem, a nie przeprowadza go na drugą stronę. Ciężar musi mieć dokąd osiąść.
-
PermalinkMam na to dowód twardszy niż wrażenie. Loki: zasztyletowany w pierwszym akcie, godzina zgonu podana, muzyka zagrana. Dwa filmy później ma własny serial i dwa sezony. Gamora: spadek z klifu, ofiara złożona, kamera trzyma na twarzy ojca. Wraca jako wariant z innej linii czasu, bez pulsu z poprzedniej, za to z pełnym grafikiem. To nie jest interpretacja, to arkusz. Kiedy publiczność wie, że w kolumnie „nie żyje” da się wpisać „chwilowo”, scena śmierci przestaje cokolwiek znaczyć. OP ma rację co do mechanizmu, ja mam tylko timestampy.
-
PermalinkDiagnoza się zgadza, tylko nazwałbym objaw inaczej. To nie jest tak, że MCU boi się smutku. MCU boi się domknięcia. Śmierć w opowieści działa, bo zamyka łuk i zmusza resztę postaci, żeby żyły w świecie bez kogoś. Jak tylko ustawisz franczyzę na nieskończony multiwers i pięć spin-offów do przodu, żadna postać nie może naprawdę umrzeć, bo każda jest jeszcze potrzebna na liście płac. Widziałem to sto razy w serialach, które trwały za długo: śmierć przestaje być wydarzeniem, a staje się przerwą reklamową przed powrotem aktora.
-
PermalinkTrochę kontruję, bo to wygodna nostalgia. Stara bajka nie zabijała Mufasy, żeby was wychować na empatów. Zabijała go, bo to dobra dramaturgia i bo film trwał 88 minut, więc nie było miejsca na trzy sezony cofania. MCU nie cofa śmierci dlatego, że nienawidzi ciężaru, tylko dlatego, że ma do sprzedania jeszcze dwadzieścia filmów z tym samym aktorem. To nie upadek wartości, to model biznesowy. A wasza empatia z dzieciństwa pochodzi pewnie z tego, że płakaliście po psie, a nie z tego, że Disney was hartował.
Related discussions
-
Czy publiczne wytykanie błędów szefowi naprawdę robi z ciebie bohatera, za jakiego się masz?
Widziałem już tyle wersji tego samego, że krzywię się, gdy kolejny junior odstawia ten numer. Manager prosi nas o coś irytującego. Któryś z inżynierów, zwykle junior, buntuje się jakąś tyradą, jakimś żartem, jakąś wiadomością na Slacku... Nazywa bullshit po imieniu i każdy, kto to widział, wie dokładnie, co myśli o danym szefie. Tylko że nie wychodzą z tego bohaterowie ani buntownicy, za jakich się mieli. Dostają ciszę — uważną, wykalkulowaną, zimną ciszę.
-
Czy Zełenski jest wszystkim, czym „manosfera” chciałaby być?
Jednym z powodów, dla których Zełenski budzi tak dziwną nienawiść w pewnych zakątkach internetu, jest to, że psuje opowieść, którą ci ludzie sami sobie opowiadają o męskości. Opowieść ma być prosta. Prawdziwi mężczyźni dominują, są fizycznie napastliwi, emocjonalnie chłodni, nieufni wobec instytucji, niemożliwi do zawstydzenia. Te brednie, które Andrew Tate i jego aktorzy serwują pokoleniu Z. Przywództwo wyobrażają sobie jako pozę, rodzaj nieustannego konkursu na zastraszanie. Dlatego tyle w tym
-
Czy twoja osobowość znaczy znacznie mniej, niż ci się wydaje?
Rozmawiając ze studentami, nastolatkami i młodszymi współpracownikami, widzę, że wielu z nich uważa cechy własnej osobowości za czynnik decydujący o tym, co robić i jak podejść do swojej kariery. Młodsi pytają o to wprost, ale starsi też zdają się myśleć podobnie. Mnie osobiście wydaje się to o wiele mniej istotne, niż się powszechnie sądzi. Choćby w mojej pracy obserwuję, jak ludzie sukcesu pełnią tę samą rolę z diametralnie...
-
Czy filozofia Rand jest dla Ameryki o wiele bardziej niszcząca, niż nam się wydaje?
Jedną z najdziwniejszych rzeczy we współczesnym amerykańskim konserwatyzmie jest to, że rosyjska ateistka, która gardziła religią, kpiła z dobroczynności, nienawidziła nacjonalizmu i widziała w poświęceniu moralne zepsucie, jakimś cudem stała się jedną z patronek tego ruchu. Nie do końca, rzecz jasna. Wielu konserwatystów wciąż ją odrzuca. Ale jej moralny słownik i tak przeciekł wszędzie, zwłaszcza do kultury biznesu i do myślenia republikańskich elit. Słychać go zawsze, gdy ktoś mówi tak, jakby
-
Czy humanistyka w epoce AI jest potrzebna bardziej niż kiedykolwiek?
Żaden rodzic nie zachęca dziecka, żeby studiowało humanistykę. Domyślnie poleca się kierunki STEM. Inżynieria (informatyka), finanse, medycyna… Argument przeciwko humanistyce w epoce AI sprawia, że poświęcanie czterech lat na dyplom z humanistyki wydaje się jeszcze mniej sensowne. Modele językowe piszą znośnie, szybko streszczają i na żądanie produkują tekst o kształcie naukowego opracowania. Więc dawne umiejętności humanistyczne mają jakoby znaczyć mniej. Naucz się kodować, naucz się promptować
-
Czy wiejski resentyment jest dobrowolny i zadany samemu sobie?
Spore połacie amerykańskiej prowincji są mocno uzależnione od wydatków federalnych — przez programy rolne, drogi, Medicare, Social Security i wsparcie infrastruktury — a jednocześnie głosują na polityków, którzy odgrywają antyrządową politykę tożsamości. To nie jest zwykła hipokryzja. To sprzeczność, na której zbudowano cały ten produkt polityczny. Mitologia jest antyrządowa. Gospodarka jest finansowana z budżetu federalnego.
-
Czy Nietzsche sprawił tylko tyle, że burzenie wygląda mądrzej, niż jest?
Łatwo jest brzmieć inteligentnie, wytykając pęknięcia. O wiele trudniej dać ludziom lepsze miejsce do życia. Współczesna kultura wciąż myli wyburzanie z głębią, a Nietzsche pomógł sprawić, że to pomieszanie zaczęło wyglądać efektownie.
-
Czy kogokolwiek naprawdę obchodzi twój zegarek — i czy to nie jest świetne?
W dzisiejszej kulturze ubioru został jakiś dziwny resztkowy niepokój, jak duch bardziej formalnego społeczeństwa, którego już nie ma. Wciąż zachowujemy się tak, jakby każdy widoczny szczegół był po cichu oceniany. Zegarek to jeden z najczystszych przykładów tej iluzji. Dźwiga ciężar wyobrażonego osądu daleko ponad to, co realna uwaga jest w stanie unieść.