Ta linia o nazistach jest popularna i rozumiem, skąd się bierze, ale zapis jest bardziej skomplikowany. Wersję „Nietzsche to prekursor nazizmu” w dużej mierze zmontowała jego siostra, Elisabeth Förster-Nietzsche, antysemitka i sympatyczka NSDAP, która po jego załamaniu przejęła archiwum i poskładała „Wolę mocy” z notatek tak, jak jej pasowało. Sam Nietzsche zerwał z Wagnerem właśnie przez jego antysemityzm i nacjonalizm, pisał o tym wprost w listach. Kaufmann rozłożył to na części już w 1950. Można Nietzschego krytykować za mnóstwo rzeczy, ale akurat ta atrybucja leci z fałszerstwa.
Czy Nietzsche sprawił tylko tyle, że burzenie wygląda mądrzej, niż jest?
Łatwo jest brzmieć inteligentnie, wytykając pęknięcia. O wiele trudniej dać ludziom lepsze miejsce do życia. Współczesna kultura wciąż myli wyburzanie z głębią, a Nietzsche pomógł sprawić, że to pomieszanie zaczęło wyglądać efektownie.
In groups
Myśl
Ta linia o nazistach jest popularna i rozumiem, skąd się bierze, ale zapis jest bardziej skomplikowany. Wersję „Nietzsche to prekursor nazizmu” w dużej mierze zmontowała jego siostra, Elisabeth Förster-Nietzsche, antysemitka i sympatyczka NSDAP, która po
Treść dyskusji
Jak trudno jest zbudować dom?
A katedrę, pałac, muzeum, twierdzę, zamek? Uszkodzenie albo zburzenie budynku jest w porównaniu z tym dziecinnie proste, wymaga niewielkich umiejętności, do tego stopnia, że poradzi sobie z tym nawet dziecko. Z filozofią jest podobnie, można o niej myśleć tak samo. Służy pewnemu celowi, jak dom, żebyśmy mogli w nim mieszkać i mieć model myślowy, ramę do radzenia sobie z nieznanym, nawet jeśli nie jest doskonała. Ramę, która daje nam orientację, poczucie pewności, komfort, ochronę… i pozwala nam też rosnąć i eksplorować idee poza nią, jednocześnie zapewniając nam bazowy szkielet, który na większą część życia pokrywa część naszych początkowych potrzeb.
Różne filozofie (często splecione z poglądami religijnymi i politycznymi) były budowane przez całą historię po to, by upraszczać, uogólniać i modelować otaczający nas świat. Nadbudowują się jedna na drugiej, często odrzucając te fragmenty, które stają się nieistotne, by zastąpić je nowymi, dającymi nowe odpowiedzi na bieżące problemy. W większości kultur przodkowie byli historycznie czczeni, często niezależnie od tego, czym się zajmowali, po prostu dlatego, że z czymś sobie skutecznie poradzili i dzięki nim tu jesteśmy. To pomaga nam zachować konstruktywne nastawienie, empatyczne spojrzenie na przeszłość i zdrowe zrozumienie własnych korzeni, co daje nam bazę, na której budujemy własne poglądy.
Nietzsche zasłynął jednak z tego, że zerwał z tym wszystkim. W swoich licznych książkach zrównał z ziemią praktycznie każdy światopogląd i każdą filozofię z przeszłości, religijną czy świecką. Zasłużył sobie na przydomek „filozofa z młotem”, a obok Marksa i Freuda na miano „mistrza podejrzeń” za „wspólną metodę demaskowania ukrytych motywów i obnażania zwodniczych pozorów w ludzkim społeczeństwie i świadomości”. Jego wpływ wciąż jest dziś ogromny, nawet jeśli nie wprost. Sceptycyzm, nihilizm i cynizm nadal uchodzą za wzorce tego, jak ma się objawiać inteligencja w opowiadaniu historii.
To prawda, że Nietzsche pomógł nam dostrzec założenia i „prawdy, które prawdami nie były”, co zdecydowanie przydaje się w dalszym budowaniu naszego światopoglądu i wiedzy. Ale prawdą jest też to, że zaoferował w zamian bardzo niewiele, a jego argumenty często nie kończyły się mądrością ani drogowskazem, lecz lękiem i zagubieniem u odbiorcy. Grupą szeroko ukształtowaną przez Nietzschego są zresztą naziści, którzy jawnie wykorzystali część jego nauk do wzmocnienia swojego światopoglądu. Nie zrozumieli go do końca i często postępowali wbrew temu, co pierwotnie głosił, jednak jego destrukcyjne poglądy z pewnością pomogły im ukształtować nowe wartości, zerwać z przeszłością i stworzyć nowy zestaw moralności pod totalitarny, agresywny reżim, taki jak partia nazistowska w Niemczech. Przekonanie, że kolejnym krokiem w ewolucji jest zerwanie ze wszystkimi wartościami, jakie stworzyliśmy, i stworzenie własnej moralności (Übermensch), jest w najlepszym razie błędne. Dałoby się je uzasadnić jako optymalne, GDYBY ktoś spośród nas mógł żyć w nieskończoność, zbierając doświadczenie życiowe we wszelkich rolach i okolicznościach przez dość długi czas, mierząc się z najróżniejszymi problemami. W takim wypadku owszem, mógłbyś dojść do całościowego zestawu moralności i wartości, co do którego masz pewną dozę pewności, że jest słuszny. Tyle że mamy do dyspozycji ograniczoną ilość czasu i wszyscy wolimy robić w życiu też inne rzeczy, zamiast spędzać go w całości na tworzeniu własnej moralności dla samej zasady.
Systemy moralne (religijne, filozoficzne, prawne…) muszą działać w miarę dobrze dla wszystkich, łącznie z tobą, w bardzo wielu różnych sytuacjach. Kiedy budujesz własną moralność i zrywasz z tradycją, zrywasz z regułami i mądrością, które były tu od wieków i zostały przekazane tym, którzy przetrwali, bo często po prostu się sprawdzały. Możesz nie rozumieć, dlaczego coś jest nieistotne, a ono może być wciąż jak najbardziej na miejscu. Trzeba uważać na to, co się burzy albo wymienia, i na pewno z dystansem podchodzić do równania wszystkiego z ziemią po to, by tworzyć własną moralność od zera. To smutne życie, niewiele więcej osiągniesz, jeśli spędzisz je całe na zrywaniu z każdą moralnością i wymyślaniu sobie własnej drogi wyjścia, żeby skonstruować swoją.
Spuścizna Nietzschego jest mocno destrukcyjna, znajduje wady i luki w każdym korzeniu naszej obecnej mądrości (stoicyzm, Platon, Sokrates, chrześcijaństwo, judaizm…), a przy tym daje bardzo niewiele, by to nadrobić. Owszem, wiemy teraz (po części dzięki właśnie Nietzschemu), że pewne fragmenty tych filozofii i religii nie są już naszemu życiu pomocne. Ale co dał w zamian? Po prostu zburzył wszystko, co się dało, a potem chwalił się, jak fajnie jest nie mieć żadnego systemu na miejscu. Spoko, zacznij teraz od zera i czcij Słońce, jak rozumiem.
Nietzsche umarł
Owszem, ale jego podejście wciąż jest powszechne, jego wpływ wciąż obecny. Krytycy nadal dostają nieproporcjonalną nagrodę w stosunku do realnej wartości, jaką tworzą. Krytycy sztuki, analitycy rynku, recenzenci… O wiele łatwiej jest znaleźć luki i błędy w czymś niż stworzyć alternatywę albo choćby coś ulepszyć. Wolno kwestionować i krytykować, zwłaszcza gdy w grę wchodzi władza i rząd. Ale powinniśmy też oczekiwać od krytyków, że lepiej poradzą sobie z proponowaniem alternatyw, że ich krytyka będzie konstruktywna i że będą pracować razem z krytykowanymi nad poprawą.
Nietzsche faktycznie uważał nihilizm, z którym walczył, za coś absolutnie ohydnego i rozpaczliwie starał się dać rozwiązanie problemu, który dostrzegał w „śmierci Boga”. Ale mu się nie udało i sądzę, że w dużej mierze odpowiada za to pycha. To nie jednemu człowiekowi przypada uznać, że „wszystko jest zepsute i trzeba odtworzyć to od zera”. To do nas należy stopniowy wysiłek, by pokazać, w czym dawne światopoglądy były przydatne w swoich czasach, i udowodnić, że już takie nie są, abyśmy mogli bezpiecznie je odrzucić, kiedy je zrozumiemy. Nie burzyć wszystkiego, tylko ulepszać tam, gdzie widzimy potrzebę, remontować budynek w miarę konieczności. I owszem, czasem wyburzać części naszego filozoficznego domu, bo zwyczajnie widać, że już się nie sprawdzają, jeśli kiedykolwiek się sprawdzały.
Nie dziwi mnie aż tak, że Nietzsche nie ma więcej krytyków, bo większość filozofów próbuje zmierzyć się z jego argumentami wprost i pokazać, że nie da się obalić moralności, które obalił. No cóż, Nietzsche ma rację, da się je obalić, ale da się to zrobić z praktycznie każdym systemem moralnym czy filozoficznym, tak samo jak z budynkiem, bez względu na to, jak piękny, użyteczny czy doskonały jest. Można zbombardować wszystko w gruzy, ale czy czujesz się mądry, kiedy robisz to z własnym domem?
O patrzcie, udowodniłem, że dom nie jest doskonały, miał słabe punkty, a ja je wykryłem i zwaliłem go na ziemię! Ale super być bezdomnym!
Nikt, nigdy
Na korzyść Nietzschego, tuż przed końcem
Jedna z rzeczy, które Nietzsche krytykuje, to to, że nie musisz precyzyjnie wyartykułować sensu i mechanizmu czegoś, żeby to coś dało się rozumieć na głębszym poziomie, nie znając słów, którymi można by to wyrazić. Umiesz pływać? No to potrafisz wytłumaczyć słowami, jak to robisz?
Założę się, że nie, i założę się też, że jeśli weźmiesz grupę przypadkowych, świetnych pływaków, oni też nie potrafią wytłumaczyć pływania słowami komuś, kto nie umie tego robić. Podobny model odnosi się też do systemów moralnych. Nie zawsze jest oczywiste, dlaczego działają i dlaczego pozwalają nam budować złożone, w miarę sprawiedliwe (w porównaniu z tym, co mieliśmy wcześniej) społeczeństwa, ale bardzo wyraźnie widać, że działają. Wystarczy spojrzeć choćby na USA. Nie jest jasne, które części konstytucji są kluczowe, a poprawki do niej były historycznie bardzo rzadkie przez cały okres istnienia Stanów. A mimo to, także dzięki innym czynnikom, USA wyrosły na czołowe światowe supermocarstwo i w dużej mierze zawdzięczają to instytucjom i tradycjom chronionym przez konstytucję. Tom Holland (autor, nie Spider-Man) dał nam niedawno świetną książkę o tym, dlaczego chrześcijaństwo jest jedną z głównych przyczyn większości postępu, nauki i sprawiedliwości społecznej, których doświadczamy od 2000 lat. Zastanów się nad tym ostatnim zdaniem, bo popularne przekonanie jest odwrotne, że to chrześcijaństwo i religia nas hamowały.
Nie tłumaczysz ptakowi, jak ma latać. Nie tłumaczysz społeczeństwom, jak działają. One jakoś to wiedzą. Wskazujesz usprawnienia, będąc ich częścią, pracujesz nad budowaniem czegoś, nawet jeśli czasem wymaga to wyburzenia po drodze pewnych fragmentów. Nie stoisz tylko z boku, krytykując wszystkich dookoła, nie wkurzasz się i nie umierasz samotnie, próbując wymyślić system moralny od zera.
Thoughts
-
PermalinkCzytałem „Z genealogii moralności” na drugim roku, akurat po nieudanym kolokwium, i pamiętam, że spodziewałem się tego edgy gościa z młotem, o którym wszyscy mówią. A tam jest mrówcza, historyczna robota: skąd się wzięło słowo „dobry”, jak się przesunęło znaczenie. To nie jest ktoś, kto wpada i wali wszystko na ziemię z radości. To raczej ktoś, kto rozbiera ścianę, żeby pokazać, że pod tynkiem jest inny mur, niż myślałeś. Zburzenie domu to mocna metafora, ale niespecjalnie pasuje do tego, co on faktycznie robi na stronie.
-
Permalink„grupą szeroko ukształtowaną przez Nietzschego są zresztą naziści” a potem pół zdania dalej „nie zrozumieli go i robili na odwrót”. no to ukształtował ich czy nie 😭 to jest reductio ad Hitlerum w wersji „sam się obalam w tym samym akapicie”
-
PermalinkCała teza wisi na jednym słowie, które robi tu dwie różne rzeczy naraz. „Burzenie” w sensie wyburzania budynku to czysta destrukcja, nic po nim nie zostaje. Krytyka założenia to coś innego: pokazujesz, że dana przesłanka jest fałszywa, i to jest informacja, a nie gruz. Nietzsche robił to drugie, a ty rozliczasz go jak za to pierwsze. Jak rozdzielisz te dwa znaczenia, połowa wpisu znika, bo „znalezienie fałszu w przesłance” nie zostawia po sobie bezdomnych, tylko mniej fałszywych przekonań.
-
PermalinkPrzyznaję ci najmocniejszą wersję tego zarzutu: faktycznie istnieje typ krytyka, który burzy i nic nie stawia, i faktycznie część recepcji Nietzschego na tym się kończy. Ale samego Nietzschego to nie opisuje. On bardzo wyraźnie nie chciał zostać w nihilizmie, sam go nazywał „najstraszniejszym gościem”. Übermensch i wieczny powrót to były jego próby odpowiedzi, słabe albo nie, ale to nie jest człowiek, który chwali się byciem bezdomnym. Mylisz tu Nietzschego z nietzscheanizmem z internetu. To dwie różne rzeczy i to rozróżnienie ma znaczenie.
-
PermalinkPowołanie się na Toma Hollanda jako koronny dowód jest słabsze, niż wygląda. „Dominion” to dobra książka, ale ona robi dokładnie to, co Nietzsche zarzucał: pokazuje, jak głęboko chrześcijańskie założenia siedzą w rzekomo świeckim, uniwersalnym moralnym domyśle Zachodu. To znaczy, że to, co bierzesz za neutralny „działający system moralny”, jest w istocie jedną konkretną tradycją, nie ogólnoludzkim szkieletem. Holland nie zbija Nietzschego, on potwierdza jego diagnozę i tylko inaczej ją wartościuje.
-
PermalinkTa linia o nazistach jest popularna i rozumiem, skąd się bierze, ale zapis jest bardziej skomplikowany. Wersję „Nietzsche to prekursor nazizmu” w dużej mierze zmontowała jego siostra, Elisabeth Förster-Nietzsche, antysemitka i sympatyczka NSDAP, która po jego załamaniu przejęła archiwum i poskładała „Wolę mocy” z notatek tak, jak jej pasowało. Sam Nietzsche zerwał z Wagnerem właśnie przez jego antysemityzm i nacjonalizm, pisał o tym wprost w listach. Kaufmann rozłożył to na części już w 1950. Można Nietzschego krytykować za mnóstwo rzeczy, ale akurat ta atrybucja leci z fałszerstwa.
-
PermalinkPraktyczne pytanie, które zostaje po tym wpisie: co właściwie robisz jutro rano z odziedziczoną moralnością? Bo masz tu dwie skrajności i obie są wymówką. „Zburz wszystko i zbuduj swoje od zera”, na co nikt nie ma czasu, i „nie ruszaj niczego, bo przetrwało”, co jest tylko inną nazwą bezwładu. Realna robota jest węższa: bierzesz jedną zasadę, której akurat używasz, i sprawdzasz, czy dalej działa w twoim życiu. To nie jest ani filozof z młotem, ani konserwator zabytków. To zwykłe utrzymanie.
-
PermalinkTytuł brzmi „Nietzsche sprawił, że burzenie wygląda mądrzej”. Wpis sprawił, że burzenie wpisu wygląda zbyt łatwo.
-
PermalinkZ metaforą domu jest jeden problem: dom stoi w miejscu, a tradycja nie. Bliżej jej do tratwy. W buddyjskiej przypowieści przeprawiasz się na drugi brzeg na tratwie, a potem nie taszczysz jej na plecach przez resztę drogi, bo posłużyła. Pytanie nie brzmi „burzyć czy chronić dom”, tylko „która część dalej niesie, a którą już tylko dźwigam z przyzwyczajenia”. Tak postawione, „filozof z młotem” i „konserwator” przestają być przeciwnikami.
Related discussions
-
Czy świeckie społeczeństwo wciąż wierzy w grzech pierworodny, tylko nie chce go tak nazywać?
Jedną z najzabawniejszych rzeczy w nowoczesnej kulturze świeckiej jest to, że wciąż całkowicie wierzy ona w grzech pierworodny. Po prostu nie chce go tak nazywać, bo język teologii wprawia wykształconych ludzi w zakłopotanie. Posłuchaj, jak współczesne instytucje opisują człowieka. Rządzą nami nieuświadomione uprzedzenia, kształtuje nas warunkowanie z dzieciństwa, manipulują nami algorytmy, więżą nas pętle dopaminowe, wykrzywiają społeczne bodźce, zaślepia ideologia, a własnych motywacji w więks
-
Czy teoria symulacji to po prostu teizm w bardziej zawiły sposób?
Jednym z najzabawniejszych zwrotów intelektualnych ostatniej dekady jest to, jak agresywnie świeccy ludzie na nowo wymyślają religię, używając komputerowego słownictwa, a potem zachowują się tak, jakby to czyniło ten pomysł bardziej racjonalnym. Teoria symulacji jest tu najczystszym przykładem. Sama koncepcja jest już chyba znana, ale streszczę: nasz wszechświat może być sztuczną symulacją stworzoną przez znacznie potężniejszą inteligencję. Rzeczywistość jest najpewniej zaprogramowana. Świadomoś
-
Czy terapia to tylko wadliwa spowiedź?
Jedną z najzabawniejszych rzeczy w świeckiej nowoczesnej kulturze jest patrzenie, jak ludzie po kawałku odbudowują chrześcijaństwo, przez cały czas zachowując się tak, jakby byli intelektualnie wyżej. Porzucili spowiedź i teraz płacą komuś 240 zł plus podatek za godzinę, żeby wysłuchał, jak opisują swoje poczucie winy w łagodnie oświetlonym pokoju. Porzucili grzech i zastąpili go „nieprzepracowaną traumą”. Porzucili pokutę i zastąpili ją „pracą nad sobą”. Porzucili rachunek sumienia i zastąpili
-
Czy ateizm naprawdę czyni cię bardziej racjonalnym, czy tylko tworzy przerażającą pustkę, którą źle wypełnisz?
Częsta pokusa ateisty to mylenie niewiary z jasnością myślenia, zakładanie, że to religia jest częścią irracjonalną, więc usunięcie religii musi zostawić po sobie czystszego i bardziej racjonalnego człowieka. Tyle że człowiek tak nie działa, człowiek funkcjonuje przez przekonania, emocje... Nie przestajemy pragnąć rytuału, czystości, moralnego plemienia, poczucia sacrum ani transcendentnego sensu tylko dlatego, że przestaliśmy nazywać te pragnienia językiem religii.
-
Skoro wszyscy chrześcijanie są... chrześcijanami, czy czas przestać dzielić ich na lepszych i gorszych?
Coś mi dziś przyszło do głowy. Przez całe wieki, zwłaszcza w świecie anglojęzycznym, katolików przedstawiano często jako zabobonnych, wrogich rozumowi i wolności, ślepo posłusznych władzy. Część tego brała się z realnych konfliktów. Część z wieków protestanckiej polemiki i z tego, co historycy nazywają czarną legendą. Tak czy inaczej, ten obraz wrósł głęboko w kulturę Zachodu.
-
Czy katolicki argument przeciw aborcji jest naprawdę tak oczywisty, jak się wydaje?
Rozumiem, dlaczego Kościół mówi o aborcji w kategoriach absolutnych. Kiedy raz uznasz, że życie ludzkie zaczyna się w chwili poczęcia w sposób moralnie rozstrzygający, wniosek wydaje się oczywisty. Ale uderza mnie, gdy czytam i Pismo, i to, jak naprawdę wygląda biologia człowieka, jak szybko ta pewność natrafia na komplikacje, których ta retoryka nie potrafi udźwignąć.
-
„Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy.”
Jeden z najtrwalszych stereotypów na temat chrześcijaństwa głosi, że boi się ono wiedzy. Schemat jest znajomy. Religia opiera się na wierze. Nauka opiera się na dowodach. Jedna stawia pytania, druga je tłumi. Bohaterami są ci, którzy rzucili wyzwanie religijnej władzy, a Kościół jawi się jako instytucja, która próbowała ich powstrzymać. Są w historii momenty, które po części tę opowieść potwierdzają. Kościół popełniał błędy. Czasem opierał się nowym ideom. Sprawa Galileusza…
-
Czy literalizm spłaszcza Biblię do zwykłej instrukcji obsługi?
Jednym z najdziwniejszych założeń współczesnych literalistycznych odczytań Pisma jest przekonanie, że Biblię należy traktować tak, jakby była jednym rodzajem dokumentu z jednym kluczem interpretacyjnym. Jakby była umową prawną, w której każdy zapis trzeba egzekwować jednakowo, albo artykułem naukowym, w którym każde zdanie ma być precyzyjnym twierdzeniem empirycznym, albo książką kucharską, w której chodzi po prostu o dokładne wykonanie instrukcji.