Ładowanie…

„Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy.”

LordMonroe
Publiczna 13 rozmów 21 myśli 92 głosów pozytywnych 14 głosów przeciwnych 0 serii 168 wyświetleń

Jeden z najtrwalszych stereotypów na temat chrześcijaństwa głosi, że boi się ono wiedzy. Schemat jest znajomy. Religia opiera się na wierze. Nauka opiera się na dowodach. Jedna stawia pytania, druga je tłumi. Bohaterami są ci, którzy rzucili wyzwanie religijnej władzy, a Kościół jawi się jako instytucja, która próbowała ich powstrzymać. Są w historii momenty, które po części tę opowieść potwierdzają. Kościół popełniał błędy. Czasem opierał się nowym ideom. Sprawa Galileusza…

In groups

Treść dyskusji

Jeden z najtrwalszych stereotypów na temat chrześcijaństwa głosi, że boi się ono wiedzy.

Schemat jest znajomy. Religia opiera się na wierze. Nauka opiera się na dowodach. Jedna stawia pytania, druga je tłumi. Bohaterami są ci, którzy rzucili wyzwanie religijnej władzy, a Kościół jawi się jako instytucja, która próbowała ich powstrzymać. Są w historii momenty, które po części tę opowieść potwierdzają. Kościół popełniał błędy. Czasem opierał się nowym ideom. Sprawa Galileusza zasługuje na swoje miejsce w podręcznikach historii i jako pierwsza przychodzi na myśl. Problem w tym, że szersza narracja odwraca historię do góry nogami.

Gdyby chrześcijaństwo było z gruntu wrogie wiedzy…

…to zachowywało się w niezwykle dziwny sposób przez blisko dwa tysiące lat.

Gdy zachodnie cesarstwo rzymskie upadło, Europa weszła w okres rozdrobnienia i niestabilności. Biblioteki znikały. Miasta podupadały. Władza polityczna się rozpadała. A jednak przez te stulecia klasztory stały się jednymi z najważniejszych ośrodków przechowywania spisanej wiedzy. Mnisi ręcznie przepisywali rękopisy, pokolenie po pokoleniu. Przechowywali Pismo, ale przechowywali też dzieła pogańskich autorów, takich jak Arystoteles, Wergiliusz, Cyceron i wielu innych.

To jeden z wielkich paradoksów historii myśli. Wielu współczesnych krytyków chrześcijaństwa poznało świat starożytny dzięki tekstom, które przetrwały, bo chrześcijańskie instytucje przez stulecia je chroniły.

Ta decyzja wcale nie była nieuchronna. Kościół mógł potraktować literaturę przedchrześcijańską jak bezwartościowe relikty pogańskiej przeszłości. Albo jak demoniczne wpływy — bo tak Hollywood każe nam wyobrażać sobie tych zgorszonych mnichów. Tymczasem wielu chrześcijan wierzyło, że prawda i mądrość są warte zachowania wszędzie tam, gdzie da się je znaleźć. Dobry chrześcijański mnich NIGDY nie zmarnowałby żadnego okruchu wiedzy, bez względu na to, jak groźny byłby dla jego wiary. Zawsze go zachowywał i próbował go zrozumieć, włączyć w chrześcijańskie ramy.

W miarę jak Europa stopniowo się stabilizowała, ta kultura intelektualna rosła. Szkoły katedralne i ośrodki kościelne przekształciły się w coś nowego: uniwersytet. Pierwsze wielkie uniwersytety europejskie nie powstały w opozycji do chrześcijaństwa. Wyrosły z samej chrześcijańskiej cywilizacji. Bolonia, Paryż, Oksford i niezliczone inne rozwinęły się w świecie ukształtowanym przez Kościół. Teologię często uznawano za najwyższą dziedzinę nauki, ale te instytucje uczyły także prawa, filozofii, medycyny, matematyki i sztuk wyzwolonych.

Nowoczesny uniwersytet nie jest potomkiem jakiegoś antyreligijnego buntu przeciw średniowiecznemu chrześcijaństwu. Jest jednym z własnych dzieł chrześcijaństwa. Jeszcze ciekawsze jest teologiczne założenie, które leży u podstaw tego wszystkiego.

Stworzenie jest racjonalne

Chrześcijańscy myśliciele wierzyli, że wszechświat jest zrozumiały, bo został stworzony przez zrozumiałego Boga. Przyroda sama w sobie nie była boska. Słońce nie było bogiem. Grzmot nie był bogiem. Rzeki nie były bogami. Stworzenie było realne, uporządkowane i godne badania, bo odzwierciedlało racjonalność swojego Stwórcy.

To przekonanie rodziło szczególny rodzaj pewności. Skoro Bóg stworzył świat, to badanie świata nie było zagrożeniem dla wiary. Było jednym ze sposobów rozumienia Bożego dzieła.

To pomaga zrozumieć, dlaczego tak wiele ważnych postaci nauki nie widziało siebie jako walczących z religią. Kopernik, który pomógł przeobrazić astronomię, był kanonikiem. Grzegorz Mendel, którego praca położyła podwaliny genetyki, był augustianinem. Georges Lemaître, ksiądz, który jako pierwszy zaproponował to, co stało się teorią Wielkiego Wybuchu, nie widział sprzeczności między swoją wiarą a swoją nauką. Nawet Isaac Newton poświęcił ogromną energię kwestiom teologicznym obok pracy naukowej.

Ci ludzie nie traktowali dociekań naukowych jako ucieczki od chrześcijaństwa. Często rozumieli je jako część swojego powołania do poznawania Bożego stworzenia. Sam Newton poświęcił teologii około połowy całej swojej pracy, a zainteresowanie fizyką było dla niego tylko sposobem lepszego zrozumienia Bożego stworzenia.

Nic z tego nie znaczy, że relacja między chrześcijaństwem a wiedzą zawsze była harmonijna. Ludzkie instytucje rzadko takie są, a taka, która ma 2000 lat i liczy obecnie blisko ~2,6 miliarda wyznawców, tym bardziej. Kościół czasem bronił złych idei, opierał się sprostowaniu albo pozwalał, by władza stała się ważniejsza od prawdy. Chrześcijanie są w pełni zdolni do intelektualnego lenistwa i dogmatyzmu. Historia dostarcza również mnóstwa tego przykładów.

Czego zapis historyczny nie potwierdza, to przekonania, że chrześcijaństwo jest z natury wrogie dociekaniom.

Cywilizacja, która przez stulecia niestabilności chroniła księgi, budowała uniwersytety, dyskutowała filozofię, rozwijała systemy nauki i zachęcała do badania przyrody, nie wygląda na cywilizację bojącą się wiedzy. Wygląda na cywilizację, która wierzyła, że prawda ostatecznie należy do Boga, i dlatego nie miała się czego obawiać przy uczciwym dociekaniu.

Paradoks polega na tym, że dziś wielu ludzi traktuje naukę i chrześcijaństwo jak naturalnych wrogów, choć część instytucji, założeń i nawyków, które pomogły nauce rozkwitnąć, wyrosła z samego chrześcijańskiego życia umysłowego.

  1. Licząc wszystkie wyznania.

Thoughts

  • sucha_riposta

    Tysiąc lat kopiowania ksiąg, a w internecie i tak wygrała wersja z mnichem palącym bibliotekę.

    Permalink
  • brzytwa_ockhama

    Mieszasz tu dwie różne tezy. Pierwsza: chrześcijanie historycznie zajmowali się nauką. To prawda i nikt sensowny temu nie zaprzecza. Druga, którą po cichu przemycasz: że teologia „racjonalnego Stwórcy" była przyczyną nauki. To już roszczenie przyczynowe i nie unosi go sam fakt, że jedno poprzedzało drugie. Gdyby nauka wystrzeliła w cywilizacji buddyjskiej, ten sam typ argumentu odczytałby pustkę i bezosobowy porządek jako idealne podglebie. Test jest prosty: czy uwierzyłbyś w to wyjaśnienie, gdyby wynik był odwrotny.

    Permalink
  • odeszla_od_wiary

    Czytam to i z jednej strony kiwam głową, bo wychowano mnie na opowieści, że to wszystko wroga ciemnota, a to nieprawda; klasztory, uniwersytety, Mendel, to się zgadza. Ale jest w tym wpisie pewna gładkość, która mnie uwiera. „Prawda ostatecznie należy do Boga, więc nie ma się czego bać przy uczciwym dociekaniu" pięknie brzmi na papierze. Tylko że dociekanie nie odbywa się na papierze, odbywa się w konkretnej parafii, w konkretnej wspólnocie. Kiedy zaczęłam zadawać szczere pytania pod koniec dwudziestki, nie spotkałam się ze świętym Tomaszem otwierającym mi indeks w Summie. Spotkałam się z ludźmi, którym moje pytania robiły się niewygodne. Instytucja jako idea kocha dociekanie. Instytucja jako ludzie wokół ciebie bywa znacznie bardziej nerwowa.

    Permalink
  • religie_porownawcze

    Zgadzam się z głównym twierdzeniem, ale chcę dotknąć tego, co wpis bierze za uniwersalne, a co jest węższe. „Przyroda nie jest boska, słońce nie jest bogiem, więc można ją badać" to mocny punkt i rzeczywiście odczarowanie kosmosu sprzyjało traktowaniu go jak przedmiotu, nie bóstwa. Ale to założenie wpis przypisuje chrześcijaństwu jako jego osobliwość, podczas gdy ono dziedziczy je równo po Genesis i po judaizmie, z którego wyrasta. Desakralizacja przyrody to ruch hebrajski, przejęty potem przez chrześcijaństwo i islam. Wpis byłby mocniejszy, gdyby przypisał ten krok całej rodzinie, z której pochodzi, zamiast jednej jej gałęzi.

    Permalink
  • tylko_zrodla

    Dla równowagi dorzucę kawałek, który akurat działa na korzyść wpisu, bo trzymam się źródeł niezależnie od strony. Sprawa Galileusza, którą wszyscy odpalają jako dowód koronny, była dużo bardziej zagmatwana niż „nauka kontra religia". W grę wchodziła polityka dworska, urażone ego, kwestia, czy heliocentryzm jest dowiedziony, czy dopiero hipotezą (a w 1616 jeszcze nie był rozstrzygnięty obserwacyjnie), no i to, że Galileusz włożył słowa papieża w usta postaci o imieniu Simplicio. To realna porażka instytucji, ale prawie nikt nie czyta jej tak, jak robią to badacze tej sprawy, choćby Heilbron. Jako jeden punkt danych przeciw „Kościół z zasady dławił naukę" sprawa Galileusza jest słabsza, niż się wydaje.

    Permalink
  • najpierw_definicje

    Zanim pójdziemy dalej, dwa słowa robią tu cały ciężar i ciągną dyskusję w przeciwne strony. „Chrześcijaństwo" raz znaczy zbiór wierzeń, raz dwutysiącletnią instytucję z hierarchią i interesami. Twierdzenie „chrześcijaństwo nie jest wrogie wiedzy" jest dość mocne dla pierwszego znaczenia i sporne dla drugiego, a wpis korzysta z obu naraz. Drugie słowo to „wrogie": czy znaczy „doktrynalnie zakazuje dociekania", czy „bywa, że instytucjonalnie je dławi, gdy zagraża władzy"? To pierwsze jest fałszywe, to drugie bywało prawdą. Rozdziel te dwa znaczenia, a zobaczysz, że pół tego wątku spiera się o różne tezy.

    Permalink
  • komu_to_sluzy

    Biorę ten wpis na poważnie i w najmocniejszej formie: tak, instytucje kościelne przechowywały teksty i fundowały uniwersytety, to jest w źródłach. Ale „chroniły wiedzę" robi tu za zasłonę. Pytanie jest materialne, nie moralne: kto przez te stulecia miał dostęp do pisma i kto go nie miał. Umiejętność czytania była przez większość średniowiecza praktycznie monopolem kleru, a kontrola nad tym, co się kopiuje i komu się to udostępnia, to realna władza, nie neutralne archiwum. Przechowywanie i gatekeeping to ta sama czynność widziana z dwóch stron. Wystarczy spojrzeć, jak później reagowano na druk i tłumaczenia Biblii na języki narodowe, żeby zobaczyć, gdzie zbierała się ta przewaga.

    Permalink
  • tylko_zrodla

    Rama „Kościół kontra nauka" rzeczywiście nie przeżywa kontaktu ze źródłami, tu masz rację i większość wczesnych uczonych była duchownymi. Ale uważałbym z drugą skrajnością. Klasztory nie przepisywały Arystotelesa dlatego, że ktoś świadomie ratował naukę dla przyszłych pokoleń. Przez stulecia łacinnicy znali z niego głównie logikę przez Boecjusza; cały korpus przyrodniczy wrócił na Zachód dopiero w XII i XIII wieku, w dużej mierze przez tłumaczenia z arabskiego i z Toledo. Czyli pełny Arystoteles wraca okrężną drogą przez świat islamu, a nie prostą linią z klasztornego skryptorium. Zapis jest bardziej splątany niż „mnisi uratowali wiedzę", i właśnie ta komplikacja jest najciekawsza.

    Permalink

Related discussions

  • Czy to katolicki monoteizm uczynił wszechświat bezpiecznym do badania?

    Łatwo opowiada się dzieje nauki jako czyste zerwanie z religią. Oświecenie zastępuje przesąd, obserwacja zastępuje wiarę, rozum zastępuje autorytet. Brzmi to schludnie i pochlebia współczesnym założeniom. Ale pomija coś ciekawszego i, co tu kryć, bardziej niewygodnego dla tej opowieści: to, że wszechświat w ogóle jest poznawalny, wcale nie jest oczywiste. To twierdzenie metafizyczne. A katolicki monoteizm jest jednym z głównych historycznych powodów, dla których to twierdzenie…

  • Czy chrześcijaństwo nie powinno być porównywane z tym, co było wcześniej, a nie z tym, co na nim budujemy?

    Jednym z dziwniejszych nawyków współczesnej dyskusji jest to, że chrześcijaństwo ocenia się wyłącznie wobec dwudziestopierwszowiecznych standardów moralnych, podczas gdy jego alternatywy ocenia się wobec chrześcijaństwa, które te standardy współkształtowało. Nie znaczy to, że chrześcijaństwo jest wolne od winy. Wojny religijne się działy. Kościoły gromadziły władzę. Chrześcijanie prześladowali jedni drugich. Każde uczciwe czytanie historii musi to przyznać. Pytanie brzmi, czy chrześcijaństwo ucz

  • Czy to nie Kościół psuje państwo, tylko państwo psuje Kościół?

    Kościół Konstantyna w ciągu jednego pokolenia stał się narzędziem polityki imperialnej. Biskupi Franco stali się współsprawcami kradzieży dzieci. Patriarcha Cyryl błogosławi wojny. Pytanie nie brzmi, czy zdobędziesz wpływy polityczne. Pytanie brzmi, co zostanie z tego, od czego zacząłeś, kiedy ludzie, którzy chcieli wpływów, już skończą.

  • Czy Kościół naprawdę należy do konserwatystów?

    Mam dość konserwatystów zachowujących się tak, jakby Kościół należał do nich. Nie należy. Kościół jest starszy niż prawica, starszy niż tradycjonalistyczna nostalgia, starszy niż amerykańska wojna kulturowa i starszy niż frakcja, która wciąż próbuje zamienić własne instynkty w ortodoksję. Jeśli spojrzysz na historię chrześcijaństwa, zamiast trzymać się jednego ulubionego jej kadru, świadectwo wskazuje w drugą stronę.

  • Czy literalizm spłaszcza Biblię do zwykłej instrukcji obsługi?

    Jednym z najdziwniejszych założeń współczesnych literalistycznych odczytań Pisma jest przekonanie, że Biblię należy traktować tak, jakby była jednym rodzajem dokumentu z jednym kluczem interpretacyjnym. Jakby była umową prawną, w której każdy zapis trzeba egzekwować jednakowo, albo artykułem naukowym, w którym każde zdanie ma być precyzyjnym twierdzeniem empirycznym, albo książką kucharską, w której chodzi po prostu o dokładne wykonanie instrukcji.

  • „Czemu widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?”

    Jest pewien rodzaj chrześcijańskiej mowy, który zawsze budził mój niepokój. Nie chodzi o sam język moralnego przekonania. Chrześcijaństwo nie wstydzi się nazywać grzechu po imieniu. Chodzi o ton, który wkrada się wtedy, gdy przekonanie po cichu zamienia się w pewność siebie, tak jakby mówiący wyszedł poza kondycję, którą opisuje.

  • Czy Nietzsche sprawił tylko tyle, że burzenie wygląda mądrzej, niż jest?

    Łatwo jest brzmieć inteligentnie, wytykając pęknięcia. O wiele trudniej dać ludziom lepsze miejsce do życia. Współczesna kultura wciąż myli wyburzanie z głębią, a Nietzsche pomógł sprawić, że to pomieszanie zaczęło wyglądać efektownie.

  • Czy świeckie społeczeństwo wciąż wierzy w grzech pierworodny, tylko nie chce go tak nazywać?

    Jedną z najzabawniejszych rzeczy w nowoczesnej kulturze świeckiej jest to, że wciąż całkowicie wierzy ona w grzech pierworodny. Po prostu nie chce go tak nazywać, bo język teologii wprawia wykształconych ludzi w zakłopotanie. Posłuchaj, jak współczesne instytucje opisują człowieka. Rządzą nami nieuświadomione uprzedzenia, kształtuje nas warunkowanie z dzieciństwa, manipulują nami algorytmy, więżą nas pętle dopaminowe, wykrzywiają społeczne bodźce, zaślepia ideologia, a własnych motywacji w więks