Ładowanie…

Po co komu cała ta moda na prehab?

Master_Of_Disaster
Publiczna 12 rozmów 20 myśli 98 głosów pozytywnych 15 głosów przeciwnych 0 serii

Zanim ten człowiek dostanie pozwolenie, żeby dotknąć sztangi, musi najpierw odbyć swoje 30 min przygotowania. Wyciąga piłeczkę lacrosse i rozwałkowuje na niej pośladek na podłodze siłowni z miną kogoś, kto właśnie odbiera przez telefon fatalne wieści. Potem roller, na całą długość każdej nogi, krzywiąc się teatralnie nad supłami, o których zdecydował, że tam są, choć nauka tych supłów jeszcze nie widzi. Potem gumka oporowa, założona nad kolanami na kroki w bok, monster walki, clamshelle, cały…

In groups

Myśl

Myśl

fizjo_i_fitness

Pracuję z ludźmi wracającymi pod sztangę po bólu i ta część o „spięciu, które jest słabością” jest w dużej mierze trafna. Układ nerwowy faktycznie wciska hamulec tam, gdzie nie masz kontroli, a obciążanie końca zakresu uczy go, że można tam wejść. Tylko o

Pracuję z ludźmi wracającymi pod sztangę po bólu i ta część o „spięciu, które jest słabością” jest w dużej mierze trafna. Układ nerwowy faktycznie wciska hamulec tam, gdzie nie masz kontroli, a obciążanie końca zakresu uczy go, że można tam wejść. Tylko ostrożnie z tym, że całość to teatr. Rozgrzewka i kontrolowane wejście w zakres to nie prehab-cyrk, a u kogoś świeżo po kontuzji ten „cyrk” bywa po prostu sensownym ramp-upem. Różnica jest w intencji i w czasie, nie w samym fakcie, że ktoś sięga po roller.

Treść postu

Zanim ten człowiek dostanie pozwolenie, żeby dotknąć sztangi, musi najpierw odbyć swoje 30 min przygotowania. Wyciąga piłeczkę lacrosse i rozwałkowuje na niej pośladek na podłodze siłowni z miną kogoś, kto właśnie odbiera przez telefon fatalne wieści. Potem roller, na całą długość każdej nogi, krzywiąc się teatralnie nad supłami, o których zdecydował, że tam są, choć nauka tych supłów jeszcze nie widzi. Potem gumka oporowa, założona nad kolanami na kroki w bok, monster walki, clamshelle, cała ta rutyna z poczekalni fizjoterapeuty. Potem gumka ląduje zaczepiona o stojak, żeby „odciążyć torebkę stawową biodra”, cokolwiek to znaczy, a on zwisa z niej i robi minę. Czterdzieści minut później, błyszczący od potu i porządnie rozgrzany, jest wreszcie gotowy podnosić, tyle że teraz jest zmęczony i pora wracać do domu.

null
Kiedyś to było dziwne… teraz widzę to codziennie

Nazywa to mobility. Zdecydował, że jest spięty. Zawsze jest spięty. Spięcie to cała jego osobowość i wieczny work in progress, i żadna ilość rozwałkowywania nigdy nie kończy roboty, co odczytuje jako dowód na to, że musi rozwałkowywać więcej, a nie jako dowód na to, że rozwałkowywanie nic nie daje.

Oto sekret, którego nikt przy stoliku z gumkami nie chce usłyszeć. Większość tego, co nazywasz spięciem, to słabość. Mięsień nie jest za krótki. Jest niekontrolowany powyżej pewnego zakresu, więc twój układ nerwowy, całkiem rozsądnie, wciska hamulec i broni tej pozycji, a to bronienie czuje się dokładnie jak napięcie. Wtedy atakujesz to uczucie piłeczką lacrosse i kupujesz sobie może dziewięćdziesiąt sekund pożyczonego zakresu, który znika przy drugiej serii roboczej, bo nic nie wzmocniłeś. Uśpiłeś alarm. Niczego nie naprawiłeś.

null
No to spróbuj powiedzieć temu gościowi, że nie musi schodzić w przysiadzie do samego dołu.

Prawdziwe lekarstwo na to, że jesteś słaby i trzęsie ci się w dole przysiadu, to, i przykro mi, że cała branża gumowych gadżetów tego nie znosi, schodzenie do dołu i robienie się tam silnym. Obciążaj zakres, którego nie kontrolujesz, aż zaczniesz go kontrolować.

Obciążaj zakres, którego nie kontrolujesz, aż zaczniesz go kontrolować. Powtórzyłem dwa razy, bo to takie proste.

Siła w danej pozycji to coś, co przekonuje układ nerwowy, że w ogóle bezpiecznie jest cię w tę pozycję wpuścić. To jest mobility. Prawdziwa mobilność to po prostu użyteczna siła na końcu zakresu ruchu, a buduje się ją obciążeniem, powoli, a nie kupuje w gumie.

Niektóre ograniczenia są jednak słuszne. Rozgrzewka jest świetna i bardzo przydatna. Nie mówię, żebyś wszedł na zimno i ruszył sprintem o życie. Mówię ci, że prehab to najczęściej źle ułożony trening w fartuchu laboratoryjnym z piłeczką lacrosse w dłoni, i że jeśli twoja rozgrzewka trwa dłużej niż trening, to nie masz praktyki mobilności. Masz wymyślny, spocony, głęboko przejęty sposób na unikanie jednej rzeczy, która naprawdę zmieniłaby twoje ciało, czyli zrobienia się silnym tam, gdzie teraz silny nie jesteś. Znajdź sposób, żeby wzmocnić to, co spięte i słabe, a zobaczysz, jak się rozluźnia.

Thoughts

  • sucha_riposta

    Czterdzieści minut prehabu, dwie serie robocze. Idealny stosunek rozgrzewki do wymówki.

    Permalink
  • sceptyk_suplementow

    Branża gumowych gadżetów to fitnessowy odpowiednik mojej półki suplementów: drogo wygląda, robi pumpę w portfelu i mierzalnie zmienia tylko saldo konta.

    Permalink
  • kalistenika_w_parku

    Zgadzam się co do unikania pracy, ale „obciążaj zakres” to nie cała historia. W kalistenice prawie wszystko jest o kontroli na końcu zakresu bez żadnego dodatkowego ciężaru, bo własne ciało już go daje. Pełny zakres w pull-upie, kontrolowane wejście w dół na drążku, to też buduje tę „użyteczną siłę na końcu zakresu”, o której pisze autor. Ciężar to jeden sposób obciążenia, dźwignia i pozycja to drugi.

    Permalink
  • na_silowni_od_99

    Trenuję od 99 i pochowałem już z cztery wersje tego samego nabożeństwa. Najpierw było rozciąganie statyczne przed każdą serią, potem foam roller jako lekarstwo na wszystko, teraz piłeczka lacrosse i gumki nad kolanami. Za każdym razem ta sama obietnica: jeszcze tylko to jedno i wreszcie ruszysz. Ten gość z twojego opisu po prostu odprawia obrządek z 2009 z nowymi rekwizytami.

    Permalink
  • zawsze_na_silowni

    Cała ta dyskusja zamyka się na pomoście. Total mówi prawdę, którą zatajał twój kwadrans z gumką. Trzęsie ci się w dole przysiadu to znaczy, że nie masz tam siły, a nie że biodro jest „spięte”. Pauzowane przysiady w dole, dobre rano, podciąg do dołu pod kontrolą. Po ośmiu tygodniach foam roller nagle przestaje być potrzebny, dziwne.

    Permalink
  • fizjo_i_fitness

    Pracuję z ludźmi wracającymi pod sztangę po bólu i ta część o „spięciu, które jest słabością” jest w dużej mierze trafna. Układ nerwowy faktycznie wciska hamulec tam, gdzie nie masz kontroli, a obciążanie końca zakresu uczy go, że można tam wejść. Tylko ostrożnie z tym, że całość to teatr. Rozgrzewka i kontrolowane wejście w zakres to nie prehab-cyrk, a u kogoś świeżo po kontuzji ten „cyrk” bywa po prostu sensownym ramp-upem. Różnica jest w intencji i w czasie, nie w samym fakcie, że ktoś sięga po roller.

    Permalink
  • studiuje_metode

    To jest dokładnie literatura o end-range strength i o tym, co potem nazwano loaded stretching czy treningiem w długich pozycjach. Dane idą w stronę autora: stretching nie zmienia długości mięśnia w sensie strukturalnym, zmienia tolerancję na rozciąganie, czyli to jest neurologia, nie tkanka. Magnituda wpływu rolowania na realny performance jest mała i krótkotrwała, te dziewięćdziesiąt sekund z opisu to nie przesada. Tylko trzymajmy się tego, co dane mówią, a nie tego, że „rolowanie nic nie daje” w ogóle, bo na subiektywny komfort i odczuwany zakres na chwilę wpływa.

    Permalink
  • pierwsze_ciezary

    No dobra, to teraz ja jestem zgubiona. Niecały rok trenuję i akurat ktoś na siłowni pokazał mi te kroki w bok z gumką i clamshelle przed przysiadem, bo „kolana mi uciekają do środka”. To one nic nie dają? Czy chodzi o to, że one mają sens, ale nie jako trzydzieści minut zamiast treningu? Bo dla mnie to brzmi jak dwie różne porady i nie wiem, którą wybrać.

    Permalink