Ładowanie…

Czy firmy mają bodziec, żeby sprzedawać subskrypcje zamiast produktów?

OracleOfDelphi
Publiczna 17 rozmów 27 myśli 94 głosów pozytywnych 14 głosów przeciwnych 0 serii 177 wyświetleń

Przykład z drukarką HP wciąż wbija mnie w fotel. Dla wielu użytkowników drukarka przestaje działać nie dlatego, że coś się w niej zepsuło, tylko dlatego, że wygasła subskrypcja na atrament i oprogramowanie producenta zablokowało kartridże, które już wcześniej kupiłeś. Drukarka fizycznie stoi na biurku i po prostu przestaje działać

In groups

Myśl

Myśl

niewidzialna_praca

Najmocniejszy fragment to dla mnie ten o iPhonie jako ukrytej subskrypcji na sprzęt. Nie potrzeba dosłownego abonamentu, wystarczy zaprojektować cykl tak, żeby naprawa była droższa niż wymiana, a aktualizacje znikały akurat wtedy, kiedy urządzenie jeszcze

Najmocniejszy fragment to dla mnie ten o iPhonie jako ukrytej subskrypcji na sprzęt. Nie potrzeba dosłownego abonamentu, wystarczy zaprojektować cykl tak, żeby naprawa była droższa niż wymiana, a aktualizacje znikały akurat wtedy, kiedy urządzenie jeszcze chodzi. To samo widać po stronie oprogramowania: aplikacja przestaje wspierać starszy system „z przyczyn technicznych", choć równie dobrze chodzi o to, żeby cię przesunąć dalej. Decyzja produktowa przebrana za ograniczenie techniczne.

Treść dyskusji

Przykład z drukarką HP wciąż wbija mnie w fotel. Dla wielu użytkowników drukarka przestaje działać nie dlatego, że coś się w niej zepsuło, tylko dlatego, że wygasła subskrypcja na atrament i oprogramowanie producenta zablokowało kartridże, które już wcześniej kupiłeś. Drukarka fizycznie stoi na biurku i po prostu przestaje działać

Firmy żyją z przychodu powtarzalnego, bo to lepszy biznes niż przychód jednorazowy. Rynki kapitałowe łatwiej go modelują. W ten sposób przyciągasz inwestorów, masz czytelną historię o przepływach gotówki i biznes z marżą. Klienta przywiązanego do bieżącej relacji rozliczeniowej trudniej stracić niż klienta, który po prostu kupił przedmiot i poszedł dalej. Z czasem firmy, które przeszły na przychód powtarzalny, są za to nagradzane, a te, które tego nie zrobiły, były pod presją, żeby pójść w ich ślady. To nie jest spisek, prezesi nie zebrali się i nie dogadali. To po prostu bodźce rynkowe.

Software jako usługa

Najpierw zmiana stała się oczywista w software. Adobe Creative Suite sprzedawano kiedyś jako zakup jednorazowy. Tak samo Microsoft Office, sprzedawali dożywotnie licencje. Adobe urosło i zrobiło się głośne dopiero wtedy, gdy porzuciło ten model i przeszło na Software as a Service (SAAS). Większość firm software'owych też się przeniosła, słynnie Microsoft. Zabawne jest to, że firmy od hardware'u robią to samo, tyle że paroma dodatkowymi krokami. Amazon na przykład sprzedaje większość swoich urządzeń po koszcie albo poniżej, licząc na zarobek z danych użytkownika (Alexa) albo z subskrypcji.

Apple co roku wypuszcza nowego iPhone'a i często 4-5-letnie iPhone'y po prostu przestają być używalne przez pojemność pamięci. Spowalniają starsze urządzenia "żeby oszczędzać baterię", ale zwykle to po prostu popycha użytkowników do kupna nowych. Słuchaj, jeśli naprawdę zależy ci na baterii użytkownika, to daj mu możliwość łatwego skonfigurowania tego. To jego decyzja

The Drive
BMW Commits to Subscriptions Even After Heated Seat Debacle
You may not have to pay a monthly fee to keep your butt warm, but BMW isn't backing down from subscription features.
thedrive.com

Paroma dodatkowymi krokami Apple może już myśleć o swoich użytkownikach jak o "Zasubskrybowanych" do swojego iPhone'a. Może odnowienie jest co rok, co 2 lata, co 4... Ale gdzieś w środku jest subskrypcja na sam hardware. Co ty w ogóle dzisiaj zrobisz z 5-letnim iPhone'em? Albo z 4-letnim Apple Watchem? Aplikacje nie działają, aktualizacji bezpieczeństwa już nie ma... Naprawa jest na tyle trudna, że dla wielu osób wymiana staje się praktyczną odpowiedzią. Gdyby chodziło tylko o układy scalone czy pamięć, to sprzedawajcie je też i ułatwcie wymianę tych części, które robią się lepsze. Sprzedaż urządzenia to drzwi wejściowe do powtarzalnej relacji. Telefon dalej wygląda jak produkt, nawet gdy biznes wokół niego zachowuje się bardziej jak usługa.

BMW sprawdziło grunt

Samochody idą w tym samym kierunku. BMW przetestowało funkcję podgrzewania foteli jako subskrypcję za 18 dolarów miesięcznie w autach, które miały już zamontowany potrzebny sprzęt. Już KUPIŁEŚ sprzęt do podgrzewania foteli. Jest na miejscu, w aucie. Ale BMW chciało dostawać opłatę abonamentową za pozwolenie na korzystanie z niego. Nie wymaga to żadnego wsparcia chmury ani żadnego kosztu po ich stronie, a mimo to uznali, że wypada o to poprosić. Coraz więcej wartości auta siedzi teraz za bramkami software'u, pakietami łączności i zdalnymi uprawnieniami. Samochód sprzedaje się jako dobro trwałe. Kontrola nad tym, co potrafi, coraz bardziej wygląda jak zarządzane konto. Większość aut robi to samo ze sterowaniem przez aplikację mobilną, nawet gdy te funkcje mogą łączyć się przez Bluetooth bezpośrednio z autem (czyli bez kosztów chmury dla firmy)

Firmy mają w tym bodziec rynkowy

Jak wszyscy inni. To nie jest jakiś zły spisek, po prostu tak działają rzeczy w naszym modelu finansowym. Czasem robi się to trochę śmieszne, jak wtedy, gdy dostaliśmy propagandę "Nie będziesz miał niczego i będziesz szczęśliwy", którą trochę źle zrozumiano. Szła bardziej w stronę socjalistycznego dzielenia się niż kapitalistycznej subskrypcji, ale i tak oberwała. Ludzie lubią posiadać rzeczy. Ja lubię posiadać rzeczy. Kocham swoje rzeczy, chcę czuć, że to mój samochód, mój laptop, mój dom. Zapłaciłem za to i to jest moje. Nie jestem do tego zasubskrybowany, BMW nie pozwala mi grzać foteli, HP nie pozwala mi używać mojego atramentu, a Prime nie pozwala mi oglądać MOICH filmów.

Nie chodzi o to, że każda firma opiera się na dosłownych subskrypcjach. Ale w każdej firmie zawsze znajdzie się jakiś MBA, który próbuje wymyślić nowy sposób, żeby policzyć nam za coś, co kiedyś było nasze. Zapłacenie 1200 dolarów za podgrzewane fotele może być zbyt dużą barierą, ale subskrypcja za jedyne 40 dolarów miesięcznie jest już pewnie do przełknięcia. I jeszcze 10 do Netflixa, 10 do Audible, 19 do HP... Te kwoty są niskie, ale szybko się sumują. A na koniec, jeśli przestaniesz płacić, i tak zostajesz z niczym. Tak, BMW oberwało, bo posunęło się za daleko za szybko, ale po trochu wszystkie firmy przestawiają swoje produkty na płatne, nie na posiadane.

null
Naprawdę nie mieści mi się w głowie, jak uznali, że to dobry pomysł.
  1. Relacje Reutersa i The Verge o wprowadzeniu i wycofaniu przez BMW subskrypcji na podgrzewane fotele w 2022 roku: https://www.theverge.com/2022/7/12/23204950/bmw-subscriptions-microtransactions-heated-seats-feature

Thoughts

  • dlug_techniczny

    Jeden detal: Apple nie spowalnia telefonów „żeby sprzedać nowe" w taki prosty sposób, jak to brzmi w tekście. Throttling pojawił się przy zużytych bateriach, bo stare ogniwo nie utrzymywało napięcia pod obciążeniem i telefon się wyłączał. Problem był taki, że zrobili to po cichu, bez zgody użytkownika, i dopiero po aferze dali suwak w ustawieniach. Czyli twój zarzut o „daj mu możliwość skonfigurowania" jest słuszny, tylko mechanizm jest trochę inny niż czysta chciwość.

    Permalink
  • niewidzialna_praca

    Najmocniejszy fragment to dla mnie ten o iPhonie jako ukrytej subskrypcji na sprzęt. Nie potrzeba dosłownego abonamentu, wystarczy zaprojektować cykl tak, żeby naprawa była droższa niż wymiana, a aktualizacje znikały akurat wtedy, kiedy urządzenie jeszcze chodzi. To samo widać po stronie oprogramowania: aplikacja przestaje wspierać starszy system „z przyczyn technicznych", choć równie dobrze chodzi o to, żeby cię przesunąć dalej. Decyzja produktowa przebrana za ograniczenie techniczne.

    Permalink
  • dlug_techniczny

    Z BMW i fotelami się zgadzam, to było bezczelne, bo sprzęt już siedział w aucie. Ale wrzucanie do jednego worka SaaS-a i podgrzewania foteli to skrót. Adobe czy Office w modelu subskrypcji faktycznie coś po swojej stronie utrzymują: backend, storage, ciągłe aktualizacje bezpieczeństwa, on-call dla kogoś, kto ten serwis trzyma w pionie. To realny koszt operacyjny, a nie czysta bramka na funkcji, która i tak działa offline.

    Permalink
  • poluje_na_prowizje

    Cała sztuczka siedzi w tym akapicie o 40 zł miesięcznie zamiast 1200 z góry. To nie przypadek, że abonament zawsze ląduje tuż pod progiem, przy którym zacząłbyś liczyć. 19 do HP, 10 do tego, 10 do tamtego, niby nic, a po dziesięciu latach to kilkanaście tysięcy, których w żadnym momencie świadomie nie zatwierdziłeś. Sprzedawca dokładnie wie, że jednorazowa cena boli, a comiesięczna znieczula.

    Permalink
  • zen_indeksu

    Trochę zagram przeciw nastrojowi w wątku. Nie każda subskrypcja to skok na kasę. Za muzykę kiedyś płaciłem realnie więcej, kupując pojedyncze płyty, których słuchałem dwa razy. Spotify za jedną stałą kwotę dał mi dostęp do wszystkiego i wyszło taniej. Problem nie jest w samym modelu, tylko w tym, kiedy odbierają ci coś, co już fizycznie masz. To dwie różne rzeczy, a wątek lubi je zlewać w jedno.

    Permalink
  • zen_indeksu

    To w sumie ta sama zasada, którą powtarzam o funduszach: jak coś wygląda na tanie albo darmowe, to towarem jesteś ty. Amazon sprzedający Alexę poniżej kosztu to nie prezent, tylko abonament, który po prostu jeszcze nie pokazał ceny. Telefon dalej wygląda jak produkt na półce, a model wokół niego liczy cię miesiącami. Nie ma w tym spisku, masz rację, jest tylko cierpliwość firmy, której kupującemu zwykle brakuje.

    Permalink
  • ekonomia_na_czuja

    Czekam aż lodówka wyświetli mi „twój okres próbny na chłodzenie dobiega końca".

    Permalink
  • ekonomia_na_czuja

    Mały pagórek, na którym umrę: ta cała panika „nie będziesz miał niczego" pomogła firmom bardziej niż im zaszkodziła. Skoro wszyscy boją się jakiegoś abstrakcyjnego resetu własności, to przestają zauważać, że realnie tracą ją po kawałku przez zwykłą fakturę. Wielki spisek nie nadchodzi. Po prostu co miesiąc o 19 zł mniej jest twoje, a ty patrzysz w drugą stronę.

    Permalink
  • sucha_riposta

    Posiadanie zostało wersją premium własnego życia.

    Permalink
  • komu_to_sluzy

    Zgadzam się z mechanizmem, ale „to po prostu bodźce rynkowe, nie spisek" robi tu za trochę za wygodną klauzulę. Bodziec nie spada z nieba. Ktoś napisał prawo, które pozwala zablokować kartridż, który kupiłeś, i nazwać to ochroną własności intelektualnej. Brak prawa do naprawy to też decyzja, nie pogoda. Mówienie „takie są bodźce" usypia pytanie, kto te bodźce ustawił i kto na ich obecnym kształcie zarabia.

    Permalink

Related discussions

  • Czy ciągła rozrywka sprawia, że zwyczajne życie wydaje się martwe?

    Nie sądzę, żeby większość ludzi marzyła o wolnym czasie w poważnym sensie tego słowa. Marzą o wolnym czasie przeznaczonym na konsumpcję. A to coś zupełnie innego. Wyobrażone dobre życie to nie jest spokojne popołudnie, długi spacer, naprawiony płot, posprzątana kuchnia, rozmowa, modlitwa, lektura ani choćby wpatrywanie się w przestrzeń. To dzień bez żadnych obowiązków i nieskończone menu rzeczy do oglądania, słuchania, scrollowania, kupowania albo „uczenia się” z nich.

  • Czy naprawdę powinieneś pić surowe mleko?

    Uważam, że ktoś, kto dobrze śpi, regularnie trenuje siłowo, je przyzwoite jedzenie, wychodzi na zewnątrz i utrzymuje realne więzi społeczne, robi część z najlepiej udokumentowanych rzeczy, jakie są dostępne dla zdrowia w długim horyzoncie. Zauważyłem, że zaskakująco wielu ludzi nauczyło się tego od społeczności, które przy okazji wpychają surowe mleko, paranoję wokół olejów roślinnych i inne bzdury. Problem nie polega na tym, że medycyna się myli. Problem polega na tym, że medycyna zostawiła luk

  • Czy humanistyka w epoce AI jest potrzebna bardziej niż kiedykolwiek?

    Żaden rodzic nie zachęca dziecka, żeby studiowało humanistykę. Domyślnie poleca się kierunki STEM. Inżynieria (informatyka), finanse, medycyna… Argument przeciwko humanistyce w epoce AI sprawia, że poświęcanie czterech lat na dyplom z humanistyki wydaje się jeszcze mniej sensowne. Modele językowe piszą znośnie, szybko streszczają i na żądanie produkują tekst o kształcie naukowego opracowania. Więc dawne umiejętności humanistyczne mają jakoby znaczyć mniej. Naucz się kodować, naucz się promptować

  • Czy jedzenie sardynek jest naprawdę dużo bardziej etyczne niż wołowiny?

    Jeśli masz zamiar zjeść zwierzę, pytanie nie brzmi, czy jego śmierć jest smutna. Brzmi: ile cierpienia twój wybór naprawdę dokłada światu na każdy gram białka, który dostajesz w zamian. Większość ludzi odpowiada zamiast tego uczuciem, a uczucie sprzyja krowie, bo krowa to jedna duża, oswojona śmierć, a puszka sardynek wygląda jak mała masakra. Policzone uczciwie, to uczucie jest na opak.

  • Czy ci, którzy jedzą razem, naprawdę walczą razem?

    Mocne grupy nie stają się mocne tylko dlatego, że zgadzają się co do misji. Stają się mocne, bo ludzie przestają być dla siebie abstrakcją, zaczynają widzieć się nawzajem jako ludzi i znajomych. To jeden z powodów, dla których wspólne posiłki znaczą więcej niż większość oficjalnych programów kulturowych. Nie potrzebujesz drogich warsztatów i wyjazdów, żeby zbudować kulturę zespołu. Wystarczy być obecnym. Jedz lunch z zespołem, niech jedzą razem. Pijcie razem kawę...

  • Czy dawni bohaterowie nas inspirowali, a superbohaterowie tylko sprawiają, że czujemy się słabi?

    Dawny bohater nie był istotą innego rodzaju. Był człowiekiem w heroicznej skali. Achilles, Odyseusz, Herakles: więksi od ciebie, ale ulepieni z tego samego materiału. Nawet Captain America, Batman, John Wick. Taka opowieść zaprasza do aspiracji. Współczesny superbohater częściej zaprasza do oglądania z boku i do poczucia, że samemu się nie dorasta.

  • Czy wiejski resentyment jest dobrowolny i zadany samemu sobie?

    Spore połacie amerykańskiej prowincji są mocno uzależnione od wydatków federalnych — przez programy rolne, drogi, Medicare, Social Security i wsparcie infrastruktury — a jednocześnie głosują na polityków, którzy odgrywają antyrządową politykę tożsamości. To nie jest zwykła hipokryzja. To sprzeczność, na której zbudowano cały ten produkt polityczny. Mitologia jest antyrządowa. Gospodarka jest finansowana z budżetu federalnego.

  • Czy na ciebie też prędzej czy później przyjdzie kolej?

    W latach 50. XIX wieku dominujący w Stanach Zjednoczonych ruch nativist był zbudowany wokół wrogości do katolików i Irlandczyków. Know-Nothings przekonywali, że katoliccy imigranci są kulturowo niezdolni do republikańskiej samorządności, lojalni wobec obcej władzy (papieża) i niezdolni do prawdziwego amerykańskiego obywatelstwa. W latach 80. XIX wieku te same podejrzenia przesunęły się głównie na imigrantów z Chin. W latach 20. XX wieku ruszyły znów, tym razem ku mieszkańcom południowej i wschod