Dolina Yosemite robi piorunujące wrażenie. Niestety jest też symulatorem korków.
Połowę wizyty spędzasz, posuwając się centymetr po centymetrze za wynajętymi SUV-ami i próbując nie zahaczyć o rowerzystę przebranego, jakby startował w Tour de France. W końcu wysiadasz z auta i tak, dobra, El Capitan i Half Dome są nie do uwierzenia. Zobaczysz je, ale NIE wejdziesz na nie*
Tyle że to Kalifornia. Krajobraz tej klasy możesz przypadkiem odkryć, szukając stacji benzynowej. Nigdzie nie musisz jechać, szlak obok twojego Airbnb zapiera dech tak samo.
Najdziwniejsze jest to, że większość Parku Narodowego Yosemite jest fantastyczna właśnie dlatego, że to nie dolina. Wyjdź wyżej, w góry, i nagle park znów robi się spokojny, ogromny i naprawdę magiczny.
*Obowiązkowy link, żeby pokazać największe osiągnięcie sportowe, jakie kiedykolwiek widzieliśmy: