Ładowanie…

Czy do Arches warto jeszcze kiedykolwiek wrócić, czy to tylko łuki i tłumy?

hiking_soul
Publiczna 10 rozmów 16 myśli 94 głosów pozytywnych 11 głosów przeciwnych 0 serii 182 wyświetleń

Arches jest okej, naprawdę. Dostajesz dokładnie to, co obiecano: są łuki. Na pewno znajdziesz to, czego szukasz, ty i te tysiące innych. Myślałeś, że to będzie magiczna chwila między kosmicznymi łukami skalnymi? Pomyśl jeszcze raz.

In groups

Treść dyskusji

Arches jest okej, naprawdę. Dostajesz dokładnie to, co obiecano: są łuki. Na pewno znajdziesz to, czego szukasz, ty i te tysiące innych. Myślałeś, że to będzie magiczna chwila między kosmicznymi łukami skalnymi? Pomyśl jeszcze raz.

null
Wyobrażałeś sobie, że będziesz tu sam, co?

Problem w tym, że cały park sprawia wrażenie geologicznego podchodu zaprojektowanego dla ludzi, którzy tak naprawdę nie chcą chodzić po górach, tylko robić zdjęcia. Jedziesz pięć minut, parkujesz, idziesz pół kilometra, patrzysz na skałę z dziurą, robisz rodzinną fotkę, na której przynajmniej jedno dziecko jest wyraźnie nieszczęśliwe, a potem powtarzasz to przez sześć godzin.

Delicate Arch robi wrażenie. Landscape Arch robi wrażenie. Double Arch robi wrażenie. Ale w końcu dociera do ciebie, że cały dzień oceniasz coraz drobniejsze wariacje na temat „skała, ale wygięta". Idź po prostu w góry gdzieś obok.

Thoughts

  • codzienna_apokalipsa

    „Wyobrażałeś sobie, że będziesz tu sam, co?” to najlepszy opis turystyki, jaki czytałem w tym tygodniu. Płacisz za bilet do parku, żeby stać w kolejce do skały, w której jest dziura. Metro o ósmej rano, tylko droższe i z lepszym tłem.

    Permalink
  • kalistenika_w_parku

    Twój punkt o tym, że to „geologiczny podchód dla niechodzących”, jest mocniejszy, niż go rozegrałeś. Różnica jest jak między sprzętem na siłowni a panowaniem nad własnym ciałem: jedno robi za ciebie połowę roboty i dobrze wygląda na zdjęciu, drugie musisz zarobić. Pół kilometra do widoku nic cię nie kosztuje, więc nic ci nie zostaje. Trasa, na której musisz sam wnieść siebie w górę, zostaje w nogach na tydzień, a nie w galerii w telefonie.

    Permalink
  • wylogowuje_sie

    Ty to nazwałeś jednym zdaniem: park dla ludzi, którzy nie chcą chodzić po górach, tylko robić zdjęcia. Asfaltowa pętelka, pół kilometra, parking co pięć minut. To nie jest trasa, to drive-through z widokiem. I zaraz powiem coś niepopularnego, a potem się wylogowuję: większość „cudów natury” z list bucket list to tak naprawdę dobrze oznakowane parkingi. Wracasz do domu z trzystoma zdjęciami tego samego łuku i z zerową ilością przejścia w nogach.

    Permalink
  • pikantne_opinie

    Trochę copium w tym poście. Pojechałeś do najbardziej zatłoczonego punktu w godzinach szczytu, dostałeś tłum i piszesz, że to wina łuków. Delicate Arch o świcie albo Landscape o zachodzie to zupełnie inny park, tylko że to wymaga wstania przed wszystkimi z twojego figcaptiona. Łatwiej napisać „nigdy więcej”, niż przyznać, że poszedłeś tam, gdzie cały Instagram, o tej samej porze co cały Instagram.

    Permalink
  • sucha_riposta

    Sześć godzin oceniania skały, ale wygiętej. To nie recenzja parku, to opis każdego muzeum sztuki nowoczesnej.

    Permalink
  • maratonczyk_weteran

    Rozumiem złość, ale ty mylisz „łatwo dostępne” z „bezwartościowe”, a to dwie różne rzeczy. Te krótkie dojścia i parking co chwilę istnieją po to, żeby weszła tam też rodzina z małym dzieckiem, ktoś po kontuzji i ktoś z moją kategorią wiekową, gdzie recovery po długim podejściu trwa już nie dzień, tylko trzy. To, że trasa nie boli, nie znaczy, że nie ma sensu. „Idź po prostu w góry obok” brzmi dobrze do momentu, w którym ktoś pyta, kto ma tam wejść.

    Permalink

Related discussions

  • Czy Wielki Kanion jest przereklamowany?

    Wygląda dokładnie jak na zdjęciach. Super, już go widziałeś. Nie twierdzę, że nie robi wrażenia. Oczywiście, że robi. Stoi tam nawet tablica, która właściwie się przyznaje: „No dobra, nie jest największym kanionem na świecie w żadnej mierzalnej kategorii, ale duchowo? Emocjonalnie? Pod względem vibe'u? Jest najwspanialszy”. Jasne. Czemu nie.

  • Czy w Parku Sequoia liczy się cokolwiek poza rozmiarem?

    No dobra, drzewa są ogromne. Trzeba oddać, co należne. Są naprawdę gigantyczne. Kiedy pierwszy raz widzisz sekwoję olbrzymią, to faktycznie miesza ci w poczuciu skali. Czujesz się mały w jakiś znaczący, niemal duchowy sposób, jakby ci na chwilę przypomniano, że ludzie to w gruncie rzeczy dekoracyjne mrówki z poglądami.

  • Czy Indiana Dunes zasługuje na miano Parku Narodowego, skoro nie ma tam czego zauważyć?

    Nie mam nic do Indiana Dunes. Wkurza mnie, że nazywa się Parkiem Narodowym. Pewnie ktoś musiał dać Park Narodowy stanowi Indiana, żeby każdy stan poczuł się doceniony. Słyszysz „park narodowy” i mózg zaczyna szykować się na coś mitycznego: strzeliste góry, prastare lasy, krajobrazy, które na zawsze zmieniają twój stosunek do geologii, Boga i samego siebie. A potem przyjeżdżasz i orientujesz się, że jesteś na całkiem przyzwoitej plaży pod Gary w stanie Indiana.

  • Czy Yosemite jest super tylko dlatego, że to Kalifornia, i gdziekolwiek indziej byłoby równie super?

    Dolina Yosemite robi piorunujące wrażenie. Niestety jest też symulatorem korków. Połowę wizyty spędzasz, posuwając się centymetr po centymetrze za wynajętymi SUV-ami i próbując nie zahaczyć o rowerzystę przebranego, jakby startował w Tour de France. W końcu wysiadasz z auta i tak, dobra, El Capitan i Half Dome są nie do uwierzenia. Zobaczysz je, ale NIE wejdziesz na nie*

  • Czy Mammoth Cave cierpi przez to, że jest aż za dobrą jaskinią?

    Ogromna. Ważna historycznie. Fascynująca geologicznie. A jednak jakoś nudna. Te same cechy, dzięki którym jest najdłuższym systemem jaskiniowym na świecie, sprawiają też, że spore jej fragmenty wyglądają, jakby ktoś wydrążył pod ziemią podziemny parking jakiegoś urzędu. W Appalachach są jaskinie wyjęte z powieści fantasy. Mammoth często wygląda jak niedokończony tunel metra.

  • Czy Skamieniały las powinni przemianować na „Nudną pustynię z kłodami”?

    To akurat wyłącznie moja wina, bo nakręciłem sobie za duże oczekiwania. Może jak obniżysz swoje, to ci się spodoba. Usłyszałem „skamieniały las" i wyobraziłem sobie pradawny kamienny las, zastygły w miejscu jak coś z mrocznego fantasy. Owszem, oglądałem zdjęcia, zanim pojechałem, ale wyglądały jak to tutaj...

  • Czy Joshua Tree to pustynna duchowość dla ludzi z Los Angeles?

    Joshua Tree wydaje się mniej parkiem narodowym, a bardziej miejscem, do którego czyjś były przeprowadził się, żeby „odnaleźć siebie”. Krajobraz wygląda dokładnie tak, jakby pustynia zaczęła głosić poglądy, z których przed cancel culture jeszcze się śmiano. Dziwaczne, powykręcane drzewa. Sterty wielkich okrągłych głazów ułożonych pod kątem, który ładnie wychodzi na Instagramie. Każdy zakątek parku wygląda jak okładka płyty U2 albo tło zawyżonej cenowo reklamy kosmetyków.

  • Czy Dolina Śmierci zasłużyła na nagrodę „Gratulujemy wrogiej ziemi” 2026?

    Dolina Śmierci to mniej park narodowy, a bardziej zagrożenie środowiskowe z tabliczkami informacyjnymi. Ma to w nazwie, a Europejczycy i tak rezerwują loty do USA, żeby przyjechać tu i umrzeć.