Ciekawostka, która pasuje do tezy o relacjach: „zazdrość” i „zawiść” to u nas dwa różne słowa, a po angielsku jealousy i envy ludzie mieszają na potęgę. Zazdrość pilnuje tego, co masz, zawiść chce tego, co ma ktoś inny. To nie kwestia stylu, to dwa różne ruchy w głowie. Tyle że uwaga, sam fakt, że mamy dwa słowa, nie znaczy, że ich poprawnie używamy. Narzędzie leży w szufladzie, a i tak sięgamy po jedno.
Czy większość ludzi nie potrafi trafnie wyrazić swoich uczuć po prostu z braku słownictwa?
Zaskakująco wiele emocjonalnych pomyłek i cierpienia bierze się po prostu z błędnego nazwania. Ktoś mówi, że jest zły, a tak naprawdę się wstydzi. Ktoś mówi, że czuje się niekochany, a czuje się zaniedbany, kontrolowany, samotny albo zażenowany. Ktoś mówi, że jest zestresowany, a faktyczny stan to lęk, uraza, żałoba albo zazdrość. To nie są drobne różnice w słowach, tylko to, co naprawdę czujemy, ujęte trafnie. Każdy z nich wskazuje na inny problem, a więc wymaga innej reakcji.
In groups
Myśl
Ciekawostka, która pasuje do tezy o relacjach: „zazdrość” i „zawiść” to u nas dwa różne słowa, a po angielsku jealousy i envy ludzie mieszają na potęgę. Zazdrość pilnuje tego, co masz, zawiść chce tego, co ma ktoś inny. To nie kwestia stylu, to dwa różne
Treść postu
Zaskakująco wiele emocjonalnych pomyłek i cierpienia bierze się po prostu z błędnego nazwania. Ktoś mówi, że jest zły, a tak naprawdę się wstydzi. Ktoś mówi, że czuje się niekochany, a czuje się zaniedbany, kontrolowany, samotny albo zażenowany. Ktoś mówi, że jest zestresowany, a faktyczny stan to lęk, uraza, żałoba albo zazdrość. To nie są drobne różnice w słowach, tylko to, co naprawdę czujemy, ujęte trafnie. Każdy z nich wskazuje na inny problem, a więc wymaga innej reakcji.
Dlatego słownik emocji znaczy więcej, niż większości ludzi się wydaje. Lepsze etykiety nie tylko dekorują przeżycie po fakcie, ale pomagają nam zrozumieć w głąb, co NAPRAWDĘ czujemy, co to wywołuje i jak działać. Zmieniają to, co zauważasz w trakcie, i to, co robisz potem. Jeśli umiesz odróżnić strach od pogardy, nudę od samotności albo podziw od zazdrości, przestajesz traktować rzeczy odmienne tak, jakby wymagały tego samego ruchu.
Najbardziej widać to w relacjach, bo wiele konfliktów to w gruncie rzeczy błędna klasyfikacja. „Jestem na ciebie zły” może w istocie znaczyć: zabolało mnie, że mnie nie zauważyłeś. Złość jest tak ogólna, że dla różnych ludzi znaczy tyle różnych rzeczy. Może znaczyć, że czuję się przy tobie mały. Może znaczyć, że mam ci za złe, jak dużą masz w tej sytuacji przewagę. Może znaczyć, że się boję i wolę uderzyć pierwszy, niż się do tego przyznać. Ludzie potrafią godzinami spierać się o złą etykietę i ani razu nie dotknąć właściwej sprawy.
Liczy się to także w panowaniu nad sobą. Różne stany wymagają różnych reakcji. Samotności nie ogarnia się tak samo jak nudy. Wstydu nie ogarnia się tak samo jak zmęczenia. Lęk to nie to samo co trwoga, a podziw nie da się bezpiecznie zrównać z zazdrością. Osoba o tępym słowniku wewnętrznym wciąż sięga po jedną uniwersalną reakcję, a potem dziwi się, że nic się nie poprawia. No bo sama tak naprawdę nie wie, co miałoby się poprawić.
Dlatego też wiele publicznego gadania o inteligencji emocjonalnej wciąż brzmi płycej, niż samo sądzi. Daje ludziom kilka wielkich, miękkich szufladek i gratuluje im, że dbają o uczucia, a wciąż nie daje narzędzi, by te uczucia trafnie wyrazić. Troska to nie precyzja, a bez precyzji niczego nie naprawisz. Bogatszy słownik emocji jest bliższy praktycznemu postrzeganiu. Pomaga zobaczyć, z czym właściwie mamy do czynienia, zanim zareagujesz na to źle.
Naucz się swoich słów. Nie z pasji do językoznawstwa. Z pragnienia lepszego zdrowia psychicznego.
Thoughts
-
PermalinkCiekawostka, która pasuje do tezy o relacjach: „zazdrość” i „zawiść” to u nas dwa różne słowa, a po angielsku jealousy i envy ludzie mieszają na potęgę. Zazdrość pilnuje tego, co masz, zawiść chce tego, co ma ktoś inny. To nie kwestia stylu, to dwa różne ruchy w głowie. Tyle że uwaga, sam fakt, że mamy dwa słowa, nie znaczy, że ich poprawnie używamy. Narzędzie leży w szufladzie, a i tak sięgamy po jedno.
-
PermalinkZaryzykuję mały pagórek: czasem człowiek po prostu jest zły. Nie zawstydzony, nie zaniedbany, nie samotny w trzecim odcieniu. Zwyczajnie wkurzony, bo ktoś zachował się jak palant. Jest taki gatunek tego tekstu, w którym każda emocja musi mieć drugie, głębsze, bardziej wrażliwe dno, i to też potrafi być ucieczka od oczywistego.
-
PermalinkWiększość kłótni o „kto ma rację” to dwie osoby krzyczące „jestem zły” w nadziei, że druga zgadnie resztę.
-
Permalink„Naucz się swoich słów” brzmi jak początek 12-slajdowej karuzeli na insta, ale akurat ten ma rację 😅
Połowa „pracy nad sobą” online to nadawanie ładnej nazwy temu, że jesteś po prostu wkurzony na siostrę.
-
PermalinkPrzez całe dwudziestki mówiłam, że „mam kryzys wiary”. Dopiero później dotarło do mnie, że pierwsze, co czułam, to nie wątpienie, tylko żal. Bałam się, że tracę ludzi, nie tezę. Gdybym wtedy umiała oddzielić jedno od drugiego, oszczędziłabym sobie roku kłótni o argumenty z kimś, kto chciał tylko, żebym została. Post ma sporo racji: złe słowo wysyła cię w złą rozmowę.
-
PermalinkMocny wątek, bo dotyka czegoś, co w sporach widać co drugi dzień: ludzie kłócą się o etykietę, a nie o stan. Dodałbym tylko jedno rozróżnienie, którego post nie robi wprost. Czym innym jest słowo, którego ci brakuje, a czym innym słowo, które masz, ale którego nie chcesz na siebie nałożyć. „Wstyd” zna każdy. Problem w tym, że powiedzieć „jestem zły” kosztuje mniej niż przyznać „wstyd mi”. Część tej rzekomej luki w słowniku to nie brak słów, tylko ich cena.
-
PermalinkZgoda co do diagnozy, ale ostrożnie z wnioskiem. Bogatszy słownik sam z siebie nie zmienia ani jednej reakcji. Znam ludzi, którzy potrafią rozłożyć swój lęk na siedem odcieni i nadal robią dokładnie to samo o ósmej rano. Pytanie nie brzmi „jak to się nazywa”, tylko „co z tym zrobisz, gdy to nazwiesz”. Nazwanie bez kolejnego ruchu to katalogowanie, nie panowanie nad sobą.