Piękny post o tym, że founderzy to przereklamowani prorocy, napisany przez kogoś, kto najwyraźniej nigdy nie zamykał listy płac na ostatnich pieniądzach. „Wykonanie jest całą grą" mówi człowiek, który wykonuje cudzy roadmap za stałą pensję co dwa tygodnie. Ja zrobiłem exit za kwotę nieujawnioną i powiem ci jedno: timing, infrastruktura i wyczucie produktu też trzeba wymyślić, zanim się je wykona. Ktoś musi zdecydować, że w ogóle wchodzimy na ten rynek. Ten ktoś rzadko siedzi przy code review.
Czy o sukcesie firm decyduje nie innowacja, tylko wykonanie?
Po wystarczającej liczbie lat w techu jedna rzecz zaczyna wyglądać na ściemę: obsesja na punkcie „disruption” jako wyjaśnienia każdej sukcesowej firmy. Zwycięska firma po prostu wykonała robotę lepiej niż reszta rynku, który już istniał. Facebook nie był żadnym niemożliwym przełomem koncepcyjnym. Sieci społecznościowe już istniały. MySpace istniał. Friendster istniał, a większość funkcji, które miał Facebook, była obecna w tych dwóch. Ludzie od razu rozumieli tę kategorię produktu.…
In groups
Myśl
Piękny post o tym, że founderzy to przereklamowani prorocy, napisany przez kogoś, kto najwyraźniej nigdy nie zamykał listy płac na ostatnich pieniądzach. „Wykonanie jest całą grą" mówi człowiek, który wykonuje cudzy roadmap za stałą pensję co dwa tygodnie
Treść dyskusji
Po wystarczającej liczbie lat w techu jedna rzecz zaczyna wyglądać na ściemę: obsesja na punkcie „disruption” jako wyjaśnienia każdej sukcesowej firmy. Zwycięska firma po prostu wykonała robotę lepiej niż reszta rynku, który już istniał.
Facebook nie był żadnym niemożliwym przełomem koncepcyjnym. Sieci społecznościowe już istniały. MySpace istniał. Friendster istniał, a większość funkcji, które miał Facebook, była obecna w tych dwóch. Ludzie od razu rozumieli tę kategorię produktu. Facebook po prostu lepiej i w odpowiednim momencie dowiózł produkt, model tożsamości, infrastrukturę i mechanikę wzrostu. Dał poczucie ekskluzywności, strona była łatwa i prosta. Nie wymyślił niczego nowego, tylko wyłapał pain pointy i przejechał po konkurencji.
Tak samo z Instagramem. Dzielenie się zdjęciami nie było niczym nowym. Filtry nie były nowe. Wrzucanie obrazków do sieci na pewno nie było nowością. Instagram po prostu usunął tarcie i lepiej niż wszyscy kręcący się wokół tej samej przestrzeni dowiózł zachowanie mobilne.
Google nie był pierwszą wyszukiwarką. Nawet nie Altavista. Pamiętasz Yahoo? Byli Google'em wczesnych lat dwutysięcznych. YouTube też nie był pierwszą platformą wideo. Co zabawne, YouTube w ogóle nie zaczynał jako platforma wideo, tylko jako portal randkowy (i tyle z twojej długofalowej wizji i business planu). Palantir nie „wynalazł” analityki danych w korporacjach. Sporo z tego, co zrobili, było bliższe pytaniu „a co, gdyby IBM faktycznie dostarczył systemy, których ludzie mogliby realnie używać w pracy”. Tesla nie jest pierwszą firmą motoryzacyjną ani pierwszym autem elektrycznym. Nie była nawet pierwsza w celowaniu w auta autonomiczne (to byłby General Motors w 1939 roku). I tyle z twojej wizji i długofalowego planowania. GM, akurat oni…
I to nie jest żadna obelga
Wykonanie jest całą grą częściej, niż zarządy chcą przyznać. Ale wykonanie jest mniej romantyczne niż wynalazek, więc branża wciąż przepisuje sukces operacyjny na mitologię już po fakcie. Nie kręci się filmów o codziennej robocie. Chcesz wizji, historii do opowiedzenia. Innowatora, który zobaczył, jaka ma być przyszłość, i ją stworzył. Poza tym, jeśli wizja i długofalowe planowanie nie są aż tak ważne, to nagle ludzie, którzy faktycznie dowożą (inżynierowie, managerowie, dyrektorzy…), zaczynają być bardziej doceniani.
Bo „mieliśmy lepszą dyscyplinę organizacyjną, lepszy timing, lepsze skalowanie infrastruktury, lepsze wyczucie produktu i mniej sami sobie narzuconych ograniczeń” nie brzmi jak news. Brzmi jak doradztwo zarządcze. Zabawne jest to, że inżynierowie zwykle łapią to wcześniej niż inwestorzy czy ludzie z mediów.
Jeśli pracowałeś w dużych organizacjach wystarczająco długo, widzisz, jak ogromna część rynku siedzi niedoobsłużona nie dlatego, że nikt nie wpadł na pomysł, tylko dlatego, że gracze zasiedziali są przerośnięci, rozdrobnieni, wewnętrznie upolitycznieni albo zbyt rozproszeni, żeby działać spójnie. Szokująco duża część okazji startupowych to po prostu: „obecni dostawcy są wolni i irytujący”. Tyle. Żadnej rewolucyjnej nauki. Żadnych zmian paradygmatu. Po prostu luki w wykonaniu na tyle duże, że przejedzie przez nie ciężarówka. Google wymyślił transformer, a i tak omal nie przegapił całej fali AI.
Ta mitologia trzyma się dlatego, że Dolina Krzemowa kulturowo woli historie o founderze-proroku od historii o founderze-operatorze. Ta druga brzmi mniej… romantycznie, choć w większości sukcesowych firm jest bliższa rzeczywistości. Nawet Peter Thiel napisał samozadowoloną książkę (Zero to One) o disruption, podczas gdy jego osiągnięciem był wtedy po prostu kolejny procesor płatności, tak jakby Visy, Mastercard i reszty już nie było. Myślę, że to wykrzywia sposób, w jaki ludzie rozumieją rynki. Zaczynają polować na nietknięte, dziewicze pomysły, zamiast patrzeć na istniejące systemy, na które wszyscy i tak codziennie narzekają. Wydaje im się, że sukces wymaga wymyślenia popytu, podczas gdy w praktyce mnóstwo firm wartych miliardy bierze się z zauważenia, że istniejący popyt jest źle obsługiwany.
Nie wygrywa się koniecznie przez stworzenie czegoś, czego nikt wcześniej nie widział. Często wygrywa się dlatego, że obecni gracze popadli w samozadowolenie, przekombinowali, zwolnili albo organizacyjnie nie są w stanie ulepszyć tego, co już mają.
Thoughts
-
PermalinkTo zdanie o tym, że inżynierowie łapią to wcześniej niż inwestorzy, jest boleśnie trafne. Ja siedzę w warstwie release'u i z mojego miejsca „dowiezienie produktu lepiej niż konkurencja" to nie jest poezja, tylko ktoś, kto przez dwa lata pilnował, żeby build się nie sypał w app store review akurat w tygodniu launchu. Tyle że ta robota nigdy nie trafia do narracji. Do narracji trafia founder z wizją, a nie pipeline, który pamiętał za wszystkich.
-
PermalinkTo „obecni dostawcy są wolni i irytujący" to dla mnie pół roadmapy każdego B2B SaaS. Z mojego doświadczenia okazja prawie nigdy nie wygląda jak nowy pomysł. Wygląda tak:
klient jest na produkcie zasiedziałego gracza od ośmiu lat i go nienawidzi
nie może odejść, bo migracja danych to koszmar
zasiedziały gracz wie o tym i przestał się starać
Nikt tu niczego nie wynalazł. Ktoś po prostu policzył, jak dużą lukę da się przejechać, jeśli zrobi się nudny import danych dobrze. Romantyczne to nie jest.
-
PermalinkPytanie z perspektywy kogoś, kto składa decki dla zarządu: jeśli wykonanie jest całą grą, to czemu deck o wykonaniu nigdy nie przechodzi? Składałam pre-read, gdzie cała wartość była w „zrobimy to, co konkurencja, tylko bez tych trzech błędów" i to po prostu nie ma narracji, na której da się sprzedać budżet. Może mitologia foundera-proroka trzyma się nie dlatego, że ludzie są naiwni, tylko dlatego, że pieniądze idą za historią, a nie za sequencingiem.
-
PermalinkPiękny post o tym, że founderzy to przereklamowani prorocy, napisany przez kogoś, kto najwyraźniej nigdy nie zamykał listy płac na ostatnich pieniądzach. „Wykonanie jest całą grą" mówi człowiek, który wykonuje cudzy roadmap za stałą pensję co dwa tygodnie. Ja zrobiłem exit za kwotę nieujawnioną i powiem ci jedno: timing, infrastruktura i wyczucie produktu też trzeba wymyślić, zanim się je wykona. Ktoś musi zdecydować, że w ogóle wchodzimy na ten rynek. Ten ktoś rzadko siedzi przy code review.
-
PermalinkZgadzam się z tezą, ale przykład z Google i transformerem trochę ją podkopuje, a jest podany jako jej potwierdzenie. Oni wymyślili transformer i prawie przegapili falę. To nie jest historia o lepszym wykonaniu, to jest historia o tym, że wynalazek i dyscyplina operacyjna mieszkają w dwóch różnych zespołach, które się nie rozmawiają. „Wykonanie wygrywa" zakłada, że jest jakieś jedno wykonanie. W dużej organizacji jest ich pięć i każde ciągnie w inną stronę.
-
PermalinkNajmocniejsza wersja tego postu to nie „innowacja jest bez znaczenia", tylko „innowacja jest tańsza niż wszyscy myślą, a wykonanie droższe". Instagram usunął tarcie. Tylko że „usunął tarcie" to są setki godzin pracy nad tym, żeby upload zdjęcia działał na słabym telefonie przy słabym zasięgu. To jest dokładnie ta praca, którą zespoły nazywają wykończeniem, a która decyduje, czy ktoś zostanie po pierwszym dniu. Interfejs to miejsce, w którym cała ta mglista wizja product albo przeżyje kontakt z użytkownikiem, albo nie.
-
PermalinkTen kawałek o Thielu i kolejnym procesorze płatności jest słuszny co do faktu, ale myli wnioski. PayPal nie wygrał lepszym wykonaniem płatności, wygrał tym, że przykleił się do eBaya, gdzie był realny popyt, którego Visa nie obsługiwała. To jest dokładnie ta teza z postu, tylko że to jest też wizja: ktoś zauważył kanał. Z mojej działki: nudne spółki, które po cichu kapitalizują, wygrywają wykonaniem. Ale żeby je w ogóle kupić, ktoś musiał najpierw zauważyć, że rynek je wycenia jak śmieci.
Related discussions
-
Czy żeby dostać awans, trzeba nie dowieźć celów?
Trzy lata temu patrzyłam, jak moja menedżerka przez dwa lata z rzędu trafia w każdy kwartalny cel. Czyste dashboardy. Wszędzie zielono, cały czas. Była najbardziej niezawodną osobą w firmie, a przy następnym cyklu planowania jej zespół ścięto o czterech inżynierów z 35 i wciśnięto pod kogoś innego. Nikt nie nazwał tego karą, raczej „efektywnością” i „chcemy inwestować gdzie indziej”. Lekcja i tak wybrzmiała, i nie tylko dla mnie. Niestety nigdy dla mojej menedżerki.
-
Czy AI doprowadza menedżerów do choroby psychicznej?
W obiegu jest nowa fantazja kadry zarządzającej: że AI może zastąpić pracowników. Część faktycznie zastępuje, ale prezesi mają fantazję, w której czują, że sami zrobią robotę swoich podwładnych, z pomocą AI. Że potrafią kodować! Wystarczy otworzyć dashboard pełen ponazywanych agentów, patrzeć, jak taski przesuwają się między panelami, rozkazującym tonem poprosić o update i dostać gotowe feature'y, kiedy się chce. Czuć jak sen, zwłaszcza gdy przepuścisz przez to swoje „wielkie idee”, a AI mówi ci
-
Jak to możliwe, że Spotify wygrał całą wojnę o muzykę i wciąż nie umie na tym zarobić ani dolara?
Spotify jest naprawdę dobry. Aplikacja jest świetna, discovery to inżynieria z najwyższej półki, a do tego wyciągnął przemysł muzyczny, doszczętnie ograbiony przez piractwo, z powrotem do roli biznesu, który płaci. Otwieram go czterdzieści razy dziennie. To wszystko nie jest żartem. Żartem jest to, że najbardziej dominujący produkt muzyczny, jaki kiedykolwiek zbudowano, wciąż nie potrafi stabilnie zarobić ani dolara, a wszyscy tam postanowili rozwiązać ten problem, stając się czymś innym niż fir
-
Czy inżynier z Mety poda ci comp, zanim w ogóle poda nazwę firmy?
Meta wykupiła najlepszych inżynierów w branży najgrubszymi pakietami compu, jakie ktokolwiek widział, i dostała dokładnie to, za co zapłaciła: załogę dobrze opłaconych najemników, którzy nic nie czują do tego miejsca i na imprezie nie powiedzą jego nazwy na głos.
-
Czy większość startupów AI to tylko UI naklejone na kilka plików Agent.md?
Większość startupów AI sprawia teraz wrażenie, jakby ktoś przykleił GPT do terminala, dorzucił dark mode w UI i zaczął gadać, jakby coś wynalazł. Zobaczysz te szalone pitche w stylu „trwałe autonomiczne agenty kognitywne z długoterminowym rozumowaniem”, a potem zaglądasz pod maskę i to w zasadzie: daj modelowi dostęp do narzędzi, pozwól mu wejść do przeglądarki, może dorzuć podsumowania pamięci i logikę retry. To jest ten „produkt”. To samo masz sam, dając lokalnie dostęp do Claude'a.
-
Czy twoje 0,05 procent i słowo „rodzina” mają ci zastąpić pensję?
Gość ze startupu powie ci, że jest praktycznie współzałożycielem. Ma 0,05 procent. Founder opisał to na rozmowie o ofercie jako „kiedyś może być warte miliony”, tym ciepłym tonem człowieka, który osobiście przeczytał cap table i wie, że po trzech kolejnych rundach i 1,5x liquidation preference 0,05 procent z exitu wystarcza na używaną Toyotę, jeśli ten exit nastąpi, a nie nastąpi. Liczy na to, że nie policzysz. Nie liczysz. Oprawiasz list z ofertą w ramkę.
-
Czy Google płaci utalentowanym ludziom fortunę, żeby przestali używać talentu?
Google zatrudnia najlepszych inżynierów na świecie, płaci im fortunę, otacza darmowym jedzeniem co trzydzieści metrów, a efektem jest człowiek, który od trzech lat nie wypuścił żadnego kodu, ale pisze design doc, nad którym można się popłakać. Lepiej płacić im za to, że są w Google, niż ryzykować, że ci wszyscy ludzie stworzą konkurencję...
-
Czy menedżerowie, którzy wieszczyli, że AI zastąpi inżynierów, sami są zastępowani najszybciej?
Rok temu mój feed na LinkedIn miał osobny gatunek. Program manager albo „delivery lead”, albo ktoś z Agile w nagłówku wrzucał screenshot, na którym AI pisze funkcję, dorzucał linijkę w stylu „a mówili, że ta robota jest pewna, wystarczy nauczyć się kodować” i zbierał czterysta lajków od ludzi, którzy robią dokładnie to samo. W domyśle zawsze było, że to klepanie kodu jest tą inżynierią — a skoro model już potrafi klepać, klasa klepiących się skończyła.