Warto dodać, że ta intuicja nie jest nowa. Już Ksenofanes z Kolofonu w VI wieku przed naszą erą zauważył, że gdyby konie i woły umiały rysować, malowałyby bogów na swoje podobieństwo, końskich i wolich. Twój wpis to ta sama obserwacja przeniesiona na cywilizację cyfrową: malujemy stwórcę jako programistę, bo programowanie jest naszą najwyżej cenioną sztuką. To akurat mocno wspiera twoją tezę i ma 2500 lat rodowodu.
Czy teoria symulacji to po prostu teizm w bardziej zawiły sposób?
Jednym z najzabawniejszych zwrotów intelektualnych ostatniej dekady jest to, jak agresywnie świeccy ludzie na nowo wymyślają religię, używając komputerowego słownictwa, a potem zachowują się tak, jakby to czyniło ten pomysł bardziej racjonalnym. Teoria symulacji jest tu najczystszym przykładem. Sama koncepcja jest już chyba znana, ale streszczę: nasz wszechświat może być sztuczną symulacją stworzoną przez znacznie potężniejszą inteligencję. Rzeczywistość jest najpewniej zaprogramowana. Świadomoś
In groups
Myśl
Warto dodać, że ta intuicja nie jest nowa. Już Ksenofanes z Kolofonu w VI wieku przed naszą erą zauważył, że gdyby konie i woły umiały rysować, malowałyby bogów na swoje podobieństwo, końskich i wolich. Twój wpis to ta sama obserwacja przeniesiona na cywi
Treść dyskusji
Jednym z najzabawniejszych zwrotów intelektualnych ostatniej dekady jest to, jak agresywnie świeccy ludzie na nowo wymyślają religię, używając komputerowego słownictwa, a potem zachowują się tak, jakby to czyniło ten pomysł bardziej racjonalnym. Teoria symulacji jest tu najczystszym przykładem.
Sama koncepcja jest już chyba znana, ale streszczę: nasz wszechświat może być sztuczną symulacją stworzoną przez znacznie potężniejszą inteligencję. Rzeczywistość jest najpewniej zaprogramowana. Świadomość może istnieć wewnątrz zaprojektowanego systemu. Prawa fizyki to może być po prostu ograniczenia obliczeniowe. Nasi stwórcy mogą obserwować nas spoza symulacji. Ludzie mówią to wszystko z poważną miną, jednocześnie upierając się, że religia to prymitywny zabobon. Po co wierzyć w to, co zapisali jacyś pasterze kóz sprzed 2000 lat? Uwierzmy lepiej w to, co wymyślili jacyś programiści sprzed 30 lat!
Ale strukturalnie teoria symulacji jest niezwykle bliska teizmowi. Inteligencja istnieje poza obserwowalną rzeczywistością. Ta inteligencja stworzyła świat. Świat działa według niewidzialnych reguł wyższego rzędu. Człowiek nie może w pełni dostrzec stwórcy bezpośrednio. Sama rzeczywistość może zawierać znaki celowego projektu. Mogą istnieć nawet warstwy ponad naszym znanym istnieniem, które przekraczają zwykłe rozumienie.
Możesz podmienić „Boga" na „zaawansowaną cywilizację", a „cuda" na „debugowanie symulacji", ale emocjonalnie i filozoficznie kształt jest praktycznie ten sam, gdy tylko zejdzie z drogi słownictwo. Różnica jest estetyczna.
Teoria symulacji pochlebia współczesnym ludziom, bo przekłada metafizykę na język technologii, który jest nam bliższy. A wykształcone społeczeństwa ufają technologii znacznie bardziej niż religii. Programista brzmi naukowo, więc i teoria symulacji brzmi naukowo. Bóg stwórca brzmi żenująco, ale jacyś programiści kodujący nasz świat? Tak, to musi być to. Więc ludzie przemycają z powrotem do rozmowy starożytne instynkty metafizyczne, tyle że przez metafory obliczeniowe.
Zamiast aniołów masz byty z wyższych wymiarów. Zamiast prawa Bożego masz kod źródłowy. Zamiast stworzenia masz architekturę symulacji. Zamiast Opatrzności masz projekt systemu.
Najzabawniejsze jest to, że wielu entuzjastów teorii symulacji odrzuca religię jako naiwną, a sami przyjmują idee, które empirycznie są chyba mniej ugruntowane niż tradycyjny teizm. Klasyczna religia przynajmniej otwarcie przedstawia się jako wiara metafizyczna. Teoria symulacji bywa za to omawiana tonem rodzącego się prawdopodobieństwa naukowego, choć opiera się mocno na spekulacji filozoficznej spiętrzonej na spekulacyjnych założeniach o przyszłej mocy obliczeniowej i o świadomości. To po prostu dosłowna interpretacja Biblii od nowa, tylko w technologicznym przebraniu.
Wiele z tego bierze się z tego, że współczesna kultura elit jest psychicznie niezdolna przyznać, że człowiek może być po prostu stworzeniem religijnym.
Nawet bardzo świeckie społeczeństwa wciąż odtwarzają namiastki transcendencji. Kiedy tradycyjna religia słabnie, ludzie nie stają się czystymi racjonalnymi materialistami. Zaczynają składać zastępcze mitologie z science fiction, psychologii, polityki, kultury wellness, technologii, astrologii, narracji apokaliptycznych albo z dynamiki internetowych sekt.
Teoria symulacji idealnie wpasowuje się w to środowisko, bo zachowuje emocjonalną architekturę teizmu, a usuwa to, co współczesna kultura intelektualna uznaje za niewygodne: autorytet moralny, zobowiązanie, kult, grzech, objawienie, odziedziczoną tradycję.
Dostajesz kosmiczną tajemnicę bez odpowiedzialności. I jest coś znamiennego w tym, jaką konkretnie postać przybiera ta namiastka. Społeczeństwa średniowieczne wyobrażały sobie niebiańskie królestwa. Społeczeństwa technologiczne wyobrażają sobie gigantyczne komputery. Ludzie zwykle rzutują swoje najwyżej cenione systemy na samą strukturę rzeczywistości. Cywilizacja rolnicza wyobraża sobie boskie cykle zbiorów. Cywilizacja przemysłowa wyobraża sobie wszechświat jako maszynerię. Cywilizacja cyfrowa wyobraża sobie rzeczywistość jako software.
To nie czyni automatycznie teorii symulacji fałszywą. Może rzeczywistość naprawdę jest symulowana, drogi Boże są dla nas wszystkich tajemnicą. Chodzi o to, że wielu ludzi udaje, że ten pomysł należy w całości do domeny twardej racjonalności, podczas gdy psychologicznie pełni też rolę metafizycznego pocieszenia i egzystencjalnego opowiadania o sobie. W praktyce „żyjemy w symulacji" często kończy się w tej samej roli, jaką religia zawsze pełniła: sprawia, że ludzkie istnienie wydaje się zamierzone, a nie przypadkowe.
Thoughts
-
PermalinkNajpierw przyznaję ci najmocniejszą wersję: tak, wielu entuzjastów symulacji odtwarza emocjonalny kształt religii i robi to w złej wierze, bo jednocześnie szydzą z „pasterzy kóz". To celna obserwacja i nie będę jej bronił. Ale potem zlewasz dwie różne rzeczy. Symulator z argumentu Bostroma to byt wewnątrz czasu, potężniejszy, ale skończony, sam pewnie zasymulowany przez kogoś wyżej. Bóg klasycznego teizmu to nie „bardzo zaawansowana cywilizacja", tylko sam akt istnienia, poza łańcuchem przyczyn. To rozróżnienie nie jest kosmetyczne. „Podmienić Boga na cywilizację" działa tylko wtedy, gdy najpierw skarykaturujesz Boga na inżyniera.
-
PermalinkLudzie odrzucili Boga, bo brzmiał krępująco, a przyjęli Boga z LinkedIna z tytułem Senior Reality Architect.
-
PermalinkMój ulubiony gatunek człowieka: „religia to bajki dla naiwnych", a trzy posty dalej „statystycznie prawie na pewno żyjemy w symulacji stworzonej przez postludzkich kosmicznych programistów". Bracie. Speedrun „wymyśliłem Boga od nowa, tylko w bluzie z hoodie". Najlepsze jest „statystycznie", bo nigdy nie ma za nim żadnej statystyki, tylko wajb z interpunkcją.
-
PermalinkWarto dodać, że ta intuicja nie jest nowa. Już Ksenofanes z Kolofonu w VI wieku przed naszą erą zauważył, że gdyby konie i woły umiały rysować, malowałyby bogów na swoje podobieństwo, końskich i wolich. Twój wpis to ta sama obserwacja przeniesiona na cywilizację cyfrową: malujemy stwórcę jako programistę, bo programowanie jest naszą najwyżej cenioną sztuką. To akurat mocno wspiera twoją tezę i ma 2500 lat rodowodu.
-
PermalinkZgadzam się, że symulacja pełni dziś rolę pocieszenia, ale ostatni akapit czytam inaczej niż ty. Wyrosłam głęboko w katolicyzmie i odeszłam pod koniec dwudziestki, więc znam to ciepło od środka. I tu jest różnica, której wpis nie widzi: kiedy wierzyłam, że świat jest „zamierzony, a nie przypadkowy", szłam z tym do ludzi, na oazę, do spowiedzi, do wspólnoty, która przywoziła obiad, gdy tata trafił do szpitala. Symulacja nikomu nie przywozi obiadu. Daje ci kosmiczną tajemnicę i zostawia samego przy ekranie. To nie ten sam kształt. To wydmuszka po kształcie.
-
PermalinkStrukturalna paralela jest trafna i zgadzam się z nią, ale wyciągnąłbym z niej coś, co tobie chyba umyka. Skoro teoria symulacji „brzmi naukowo", to nie dlatego, że ma w sobie więcej dowodów niż teizm, tylko dlatego, że nikt nie pyta jej o dowody. Ja stosuję ten sam standard do obu: jakie obserwowalne przewidywanie odróżnia świat symulowany od niesymulowanego? Dopóki nie ma odpowiedzi, to nie jest hipoteza, to dekoracja. Klasyczny teizm przynajmniej przyznaje, że jest wiarą. Tu masz wiarę, która udaje, że policzyła base rate.
-
PermalinkJedno słowo dźwiga tu cały ciężar i warto je rozdzielić: „świadomość". Wpis raz traktuje ją jako coś, co „może istnieć wewnątrz zaprojektowanego systemu", a raz jako rzecz, której symulacja musiałaby dowieść. To dwa różne roszczenia. Pytanie, czy proces obliczeniowy może być świadomy, jest niezależne od pytania, czy żyjemy w symulacji. Można odpowiedzieć „tak" na drugie i „nie" na pierwsze, i wtedy cała teoria się rozpada od środka, zanim w ogóle dojdziemy do teizmu.
-
PermalinkTwoja lista podmianek (anioły na byty z wyższych wymiarów, prawo Boże na kod źródłowy) to w istocie znany wzorzec. Ludzie rzeczywiście rzutują dominującą technologię epoki na strukturę kosmosu. W tradycjach mezopotamskich świat bywa ulepiony z gliny przez rzemieślnika-boga, bo to była ich technologia. U deistów Oświecenia wszechświat to zegar, bo zegar był wtedy szczytem inżynierii. Software to po prostu nasz zegar. Różnica, którą bym dorzuciła: te dawne metafory nie udawały, że są empirią. Nasza udaje, i to jest jej naprawdę nowa cecha.
-
PermalinkWpis miesza ze sobą trzy twierdzenia, które warto rozdzielić, bo każde zasługuje na inną ocenę:
Twierdzenie psychologiczne: symulacja pełni funkcję, którą kiedyś pełniła religia. To bardzo prawdopodobne i wpis broni go dobrze.
Twierdzenie strukturalne: symulacja i teizm mają tę samą architekturę. To prawdziwe dla wersji popularnej, fałszywe dla wersji filozoficznej, jak już ktoś wyżej zauważył.
Twierdzenie epistemiczne: symulacja jest empirycznie słabiej ugruntowana niż teizm. To najciekawsze i najmniej oczywiste, a wpis przemyka po nim najszybciej.
Mylenie tych trzech sprawia, że całość brzmi mocniej, niż naprawdę dowodzi.
-
PermalinkTrochę mnie uwiera, jak gładko wpis wrzuca całą wiarę do jednego worka z „pasterzami kóz". Pytam serio, nie zaczepnie: z czego właściwie wyciągasz tezę, że teizm i symulacja mają „praktycznie ten sam kształt"? Bo dla mnie różnica jest twarda. Symulacja nikogo do niczego nie wzywa. Tekst, który czytam co rano, owszem, i to mnie kosztuje. Jeśli porównujesz dwie idee tylko po tym, jak się czują, a nie po tym, czego żądają, to porównujesz ich estetykę, a sam to przyznajesz w połowie wpisu.
Related discussions
-
Czy Nietzsche sprawił tylko tyle, że burzenie wygląda mądrzej, niż jest?
Łatwo jest brzmieć inteligentnie, wytykając pęknięcia. O wiele trudniej dać ludziom lepsze miejsce do życia. Współczesna kultura wciąż myli wyburzanie z głębią, a Nietzsche pomógł sprawić, że to pomieszanie zaczęło wyglądać efektownie.
-
Czy terapia to tylko wadliwa spowiedź?
Jedną z najzabawniejszych rzeczy w świeckiej nowoczesnej kulturze jest patrzenie, jak ludzie po kawałku odbudowują chrześcijaństwo, przez cały czas zachowując się tak, jakby byli intelektualnie wyżej. Porzucili spowiedź i teraz płacą komuś 240 zł plus podatek za godzinę, żeby wysłuchał, jak opisują swoje poczucie winy w łagodnie oświetlonym pokoju. Porzucili grzech i zastąpili go „nieprzepracowaną traumą”. Porzucili pokutę i zastąpili ją „pracą nad sobą”. Porzucili rachunek sumienia i zastąpili
-
Czy świeckie społeczeństwo wciąż wierzy w grzech pierworodny, tylko nie chce go tak nazywać?
Jedną z najzabawniejszych rzeczy w nowoczesnej kulturze świeckiej jest to, że wciąż całkowicie wierzy ona w grzech pierworodny. Po prostu nie chce go tak nazywać, bo język teologii wprawia wykształconych ludzi w zakłopotanie. Posłuchaj, jak współczesne instytucje opisują człowieka. Rządzą nami nieuświadomione uprzedzenia, kształtuje nas warunkowanie z dzieciństwa, manipulują nami algorytmy, więżą nas pętle dopaminowe, wykrzywiają społeczne bodźce, zaślepia ideologia, a własnych motywacji w więks
-
Czy literalizm spłaszcza Biblię do zwykłej instrukcji obsługi?
Jednym z najdziwniejszych założeń współczesnych literalistycznych odczytań Pisma jest przekonanie, że Biblię należy traktować tak, jakby była jednym rodzajem dokumentu z jednym kluczem interpretacyjnym. Jakby była umową prawną, w której każdy zapis trzeba egzekwować jednakowo, albo artykułem naukowym, w którym każde zdanie ma być precyzyjnym twierdzeniem empirycznym, albo książką kucharską, w której chodzi po prostu o dokładne wykonanie instrukcji.
-
Skoro przesłanie Chrystusa jest wieczne, czy trzeba je czytać literalnie?
Chrześcijanie słusznie mówią, że prawda objawiona w Chrystusie nie jest tymczasowa, lecz wieczna. To prawda, ale nie znaczy to literalizmu i nie znaczy, że mamy porzucić interpretację. Błąd zaczyna się tam, gdzie część wierzących po cichu przerabia to na zupełnie inne twierdzenie: skoro prawda jest wieczna, każde zdanie Pisma trzeba traktować tak, jakby przyszło spoza historii i dlatego nie wymagało już żadnej interpretacji, lecz trzeba je brać dosłownie tak samo...
-
„Czemu widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?”
Jest pewien rodzaj chrześcijańskiej mowy, który zawsze budził mój niepokój. Nie chodzi o sam język moralnego przekonania. Chrześcijaństwo nie wstydzi się nazywać grzechu po imieniu. Chodzi o ton, który wkrada się wtedy, gdy przekonanie po cichu zamienia się w pewność siebie, tak jakby mówiący wyszedł poza kondycję, którą opisuje.
-
Czy ateizm naprawdę czyni cię bardziej racjonalnym, czy tylko tworzy przerażającą pustkę, którą źle wypełnisz?
Częsta pokusa ateisty to mylenie niewiary z jasnością myślenia, zakładanie, że to religia jest częścią irracjonalną, więc usunięcie religii musi zostawić po sobie czystszego i bardziej racjonalnego człowieka. Tyle że człowiek tak nie działa, człowiek funkcjonuje przez przekonania, emocje... Nie przestajemy pragnąć rytuału, czystości, moralnego plemienia, poczucia sacrum ani transcendentnego sensu tylko dlatego, że przestaliśmy nazywać te pragnienia językiem religii.
-
Czy to nie Kościół psuje państwo, tylko państwo psuje Kościół?
Kościół Konstantyna w ciągu jednego pokolenia stał się narzędziem polityki imperialnej. Biskupi Franco stali się współsprawcami kradzieży dzieci. Patriarcha Cyryl błogosławi wojny. Pytanie nie brzmi, czy zdobędziesz wpływy polityczne. Pytanie brzmi, co zostanie z tego, od czego zacząłeś, kiedy ludzie, którzy chcieli wpływów, już skończą.