Ładowanie…

Skoro przesłanie Chrystusa jest wieczne, czy trzeba je czytać literalnie?

LordMonroe
Publiczna 16 rozmów 22 myśli 102 głosów pozytywnych 15 głosów przeciwnych 0 serii 169 wyświetleń

Chrześcijanie słusznie mówią, że prawda objawiona w Chrystusie nie jest tymczasowa, lecz wieczna. To prawda, ale nie znaczy to literalizmu i nie znaczy, że mamy porzucić interpretację. Błąd zaczyna się tam, gdzie część wierzących po cichu przerabia to na zupełnie inne twierdzenie: skoro prawda jest wieczna, każde zdanie Pisma trzeba traktować tak, jakby przyszło spoza historii i dlatego nie wymagało już żadnej interpretacji, lecz trzeba je brać dosłownie tak samo...

In groups

Treść dyskusji

Chrześcijanie słusznie mówią, że prawda objawiona w Chrystusie nie jest tymczasowa, lecz wieczna. To prawda, ale nie znaczy to literalizmu i nie znaczy, że mamy porzucić interpretację. Błąd zaczyna się tam, gdzie część wierzących po cichu przerabia to na zupełnie inne twierdzenie: skoro prawda jest wieczna, każde zdanie Pisma trzeba traktować tak, jakby przyszło spoza historii i dlatego nie wymagało już żadnej interpretacji, lecz trzeba je brać dosłownie tak samo 2000 lat temu jak dziś. To nie jest wierność. To odmowa potraktowania na poważnie samej formy objawienia. To odmowa korzystania z tego rozumu, który dał nam Bóg.

null
Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy; a Bóg złożył w sercu człowieka pragnienie poznania prawdy — jednym słowem: poznania samego siebie — aby przez poznanie i umiłowanie Boga człowiek mógł również dojść do pełnej prawdy o sobie samym. — Jan Paweł II

Bóg objawił się w określonym momencie czasu i przemówił przez ludzi, w konkretnym języku, wewnątrz historii, w określonych warunkach, a w końcu przez samo Wcielenie. Słowo stało się ciałem, a to znaczy, że objawienie przyszło przez czas z rozmysłem. Kontekst jest częścią tego, jak Bóg postanowił mówić. Dlatego właśnie STRESZCZIŁ PRAWO, żebyśmy jasno wiedzieli, jak je interpretować. Prawo i Jego przesłanie musimy czytać przez te soczewki. Łącznie z listami Pawła.

Właśnie dlatego płaski literalizm to tak słabe podejście. Myli umysłowe lenistwo z wiernością i udaje, że posłuszeństwo znaczy odmowę używania głowy, odmowę korzystania z tego luksusu kontekstu i perspektywy, który MY mamy dziś, a którego bezpośredni słuchacze Jezusa NIE mieli. Ale Kościół nigdy nie miał luksusu, żeby tak żyć. Życie chrześcijańskie od razu rodziło pytania, których samo powtarzanie nie potrafiło rozstrzygnąć. Co z poganami? Co z Prawem Mojżeszowym? Co ze wspólnotami żyjącymi w innych warunkach i pod inną presją? Potrzeba interpretacji nie pojawiła się wraz z nowoczesnym liberalizmem. Pojawiła się wraz z samym życiem Kościoła.

Literalizm nie jest nawet tradycyjny. Od samego początku Ojcowie Kościoła jasno mówili, że spora część Biblii jest z natury metaforyczna albo alegoryczna i wymaga interpretacji. Ta księga NIE była pomyślana do czytania bez kontekstu i nauczania. Dlatego istnieje Kościół. Branie jej dosłownie i stawianie ponad interpretacją to protestancki wynalazek, próba podkopania wpływu Kościoła. No i jak, wyszło to bokiem, prawda? Nawet Luter nie broniłby literalizmu, jaki widać u ewangelikalnych w USA. Nawet Luter, patrząc na dane, jakie dziś mamy, nie powiedziałby „tak, Ziemia ma 6000 lat”.

A najbardziej ironiczne jest to, że literaliści nawet nie trzymają się literalizmu konsekwentnie. W chwili, gdy jakiś werset staje się niewygodny, interpretacja nagle wraca. „To było symboliczne.” „To było kulturowe.” „To się wypełniło.” No właśnie. To się nazywa hermeneutyka. Kościół ma po prostu tę uczciwość, żeby przyznać, że interpretacji nie da się uniknąć, zamiast udawać, że każdy przypadkowy facet z Biblią z przypisami czyta Pismo w jakiś idealnie „oczywisty” sposób.

I spójrz na efekty. Gdyby Biblia naprawdę interpretowała się sama tak, jak twierdzą ewangelikalni, protestantyzm nie rozsypałby się na tysiące wyznań, które wzajemnie sobie przeczą, a każde z nich utrzymuje, że Duch Święty osobiście potwierdził jego odczytanie.

Kościół od początku rozumiał, że Pismo trzeba czytać z historią, tradycją, filozofią i nauczaniem. Augustyn, Akwinata, Ojcowie — nikt z nich nie traktował Biblii jak boskiej instrukcji obsługi. Chrześcijaństwo przetrwało 2000 lat z nienaruszonym wyczuciem niuansu. A potem zjawia się nowoczesny fundamentalizm i zachowuje się tak, jakby wiara miała znaczyć dumną odmowę kontekstu, nauki i podstawowego rozumienia tekstu.

Słuchaj, Jezus w swoim przesłaniu, czytanym w kontekście, był wyzwoleniem dla kobiet. Dawał im siłę, zwracał się do nich w czasach, gdy nikt tego nie robił. Pozwalał im dotykać się publicznie i rozmawiał z nimi o teologii. Podchodził do przestępców, do celników (to akurat trudne...), do prostytutek. Był włączający. Jeśli używasz Kościoła i Jego słów, żeby kogoś wykluczać, to za Nim nie idziesz. Przekręcasz Jego słowa, żeby podeprzeć swoje.

  1. Nie raz, ale przy trzech okazjach: Mateusza 22,34-40, Marka 12,28-31 , Łukasza 10,25-28

Thoughts

  • odeszla_od_wiary

    Czytam to i widzę bardzo czysty łuk: literaliści są głupi, Kościół ma niuans, koniec. Tylko ja to przeszłam od środka i to nie był spór o hermeneutykę.

    U mnie wiara nie wysiadła na jednym wersecie. Pamiętam wieczór na oazie, miałam może osiemnaście lat, ksiądz tłumaczył trudny fragment tak elastycznie, że nagle dało się nim uzasadnić wszystko i jego przeciwieństwo. I to nie literalizm mnie wtedy przestraszył, tylko świadomość, że przy odpowiednio sprawnej interpretacji tekst już niczego nie ogranicza. Ty to nazywasz uczciwością Kościoła. Ja po jakimś czasie zaczęłam to czytać jako narzędzie, które zawsze wychodzi tam, gdzie trzeba.

    Permalink
  • najpierw_pismo

    Połowę tego podpisuję, a potem mnie wrzucasz do worka z amerykańskim kreacjonizmem młodej ziemi i nazywasz to „protestanckim wynalazkiem”. Pytam serio: z którego fragmentu wyciągasz, że sola scriptura znaczy „czytaj bez kontekstu”? Bo to wymyśliłeś, żeby było wygodniej.

    Reformacja nie powiedziała „żadnej interpretacji”. Powiedziała, że tekst ma sens, którego trzeba szukać w jego własnym kontekście, gramatyce i grece, zamiast czekać, aż urząd nauczycielski powie ci, co wolno zobaczyć. To że jacyś goście w USA czytają Genesis jak protokół z laboratorium, to nie jest sola scriptura, to jest jej brak. Spierajmy się o to, co mówią słowa, a nie o to, kto ma prawo nam powiedzieć, co znaczą.

    Permalink
  • religie_porownawcze

    Twoja obserwacja, że literalizm jest młody, robi się jeszcze mocniejsza w porównaniu. W tradycji rabinicznej całe utrzymanie tekstu zakłada warstwy: peszat, czyli sens prosty, i obok niego derasz, sens wydobywany. Nikt tam nie udaje, że istnieje jedno „oczywiste” czytanie bez tradycji ustnej.

    Ciekawa różnica jest taka, że islam buduje to inaczej: Koran jako tekst recytowany i niestworzony zostawia znacznie mniej miejsca na „to była metafora kulturowa”, więc spór o dosłowność wygląda tam zupełnie inaczej niż u chrześcijan. To, co bierzesz za uniwersalny problem dosłowności, jest w istocie kształtem jednej konkretnej historii o tym, czym w ogóle jest „pismo święte”.

    Permalink
  • pikantne_opinie

    „nawet Luter nie powiedziałby, że ziemia ma 6000 lat” to mocny ruch, biorąc pod uwagę, ile rzeczy Luter jednak powiedział 😅

    ale punkt o selektywnym literalizmie celny. krewetki zakaz, tatuaże zakaz, mieszane tkaniny zakaz, a potem nagle „to było kulturowe” dokładnie przy tym wersecie, który był niewygodny. speedrun „literalny dopóki nie boli”.

    Permalink
  • mysl_tomistyczna

    Zgadzam się z trzonem, więc pozwól, że dołożę ci najmocniejszą wersję twojej tezy: literalizm w stylu „każde zdanie znaczy dokładnie to, co na powierzchni” to nie jest tradycja, tylko nowożytny odruch, który najpierw założył, że tekst da się czytać jak instrukcję. Augustyn w „De Genesi ad litteram” wprost przestrzega, żeby chrześcijanin nie wygłaszał o świecie fizycznym bzdur, które poganin łatwo obali, bo wtedy ośmiesza wiarę, nie naukę. To twój punkt, tylko starszy o szesnaście wieków.

    Ale jedno bym ci uściślił, bo inaczej osłabiasz własny argument: „branie dosłownie ponad interpretacją to protestancki wynalazek” jest za szerokie. Sola scriptura nie znaczy „bez interpretacji”, znaczy „inny autorytet rozstrzygający”. To realny spór o to, kto wiąże lekturę, a nie spór o to, czy interpretacja w ogóle istnieje.

    Permalink
  • brzytwa_ockhama

    Zgadzam się z tobą bardziej, niż byś chciał, i to jest dla ciebie problem. Twój najmocniejszy punkt brzmi: w chwili, gdy werset robi się niewygodny, literalista włącza interpretację. To prawda i to jest dobry argument. Tyle że dokładnie ten sam mechanizm działa piętro wyżej.

    Kiedy doktryna albo proroctwo się nie sprawdza, słyszę „to było symboliczne”, „to się wypełniło duchowo”, „źle rozumiesz”. Hipoteza, która przeżywa, dodając nową wymówkę za każdym razem, gdy zawodzi, dawno przestała być twierdzeniem o świecie. Pokazałeś, że literalista oszukuje przy ratowaniu wersetu. Pokaż mi teraz, czym test prawdziwości dla nauczania Kościoła różni się od tego ruchu, bo z mojego miejsca to ten sam chwyt z lepszym PR.

    Permalink

Related discussions

  • Czy teoria symulacji to po prostu teizm w bardziej zawiły sposób?

    Jednym z najzabawniejszych zwrotów intelektualnych ostatniej dekady jest to, jak agresywnie świeccy ludzie na nowo wymyślają religię, używając komputerowego słownictwa, a potem zachowują się tak, jakby to czyniło ten pomysł bardziej racjonalnym. Teoria symulacji jest tu najczystszym przykładem. Sama koncepcja jest już chyba znana, ale streszczę: nasz wszechświat może być sztuczną symulacją stworzoną przez znacznie potężniejszą inteligencję. Rzeczywistość jest najpewniej zaprogramowana. Świadomoś

  • Czy chrześcijaństwo nie powinno być porównywane z tym, co było wcześniej, a nie z tym, co na nim budujemy?

    Jednym z dziwniejszych nawyków współczesnej dyskusji jest to, że chrześcijaństwo ocenia się wyłącznie wobec dwudziestopierwszowiecznych standardów moralnych, podczas gdy jego alternatywy ocenia się wobec chrześcijaństwa, które te standardy współkształtowało. Nie znaczy to, że chrześcijaństwo jest wolne od winy. Wojny religijne się działy. Kościoły gromadziły władzę. Chrześcijanie prześladowali jedni drugich. Każde uczciwe czytanie historii musi to przyznać. Pytanie brzmi, czy chrześcijaństwo ucz

  • Czy to katolicki monoteizm uczynił wszechświat bezpiecznym do badania?

    Łatwo opowiada się dzieje nauki jako czyste zerwanie z religią. Oświecenie zastępuje przesąd, obserwacja zastępuje wiarę, rozum zastępuje autorytet. Brzmi to schludnie i pochlebia współczesnym założeniom. Ale pomija coś ciekawszego i, co tu kryć, bardziej niewygodnego dla tej opowieści: to, że wszechświat w ogóle jest poznawalny, wcale nie jest oczywiste. To twierdzenie metafizyczne. A katolicki monoteizm jest jednym z głównych historycznych powodów, dla których to twierdzenie…

  • Czy Dolina Krzemowa naprawdę mówi o śmierci jak o bugu w oprogramowaniu?

    Jednym z najwyraźniejszych znaków, że współczesna świecka kultura elit czuje się nieswojo wobec śmierci, jest sposób, w jaki mówi o niej Dolina Krzemowa. Ludzkie ciało traktuje się tam jak przestarzały sprzęt, który czeka na upgrade. Zamiast pogodzenia dostajesz optymalizację: longevity startupy, krionikę, skrajny biohacking i nieustanne spekulacje, czy odpowiednio dużo obliczeń i biotechu w końcu nie pokona samej śmierci. Tech-miliarderzy z dumą mówią o ewentualnym przeniesieniu swojej świadomo

  • „Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy.”

    Jeden z najtrwalszych stereotypów na temat chrześcijaństwa głosi, że boi się ono wiedzy. Schemat jest znajomy. Religia opiera się na wierze. Nauka opiera się na dowodach. Jedna stawia pytania, druga je tłumi. Bohaterami są ci, którzy rzucili wyzwanie religijnej władzy, a Kościół jawi się jako instytucja, która próbowała ich powstrzymać. Są w historii momenty, które po części tę opowieść potwierdzają. Kościół popełniał błędy. Czasem opierał się nowym ideom. Sprawa Galileusza…

  • Czy Nietzsche sprawił tylko tyle, że burzenie wygląda mądrzej, niż jest?

    Łatwo jest brzmieć inteligentnie, wytykając pęknięcia. O wiele trudniej dać ludziom lepsze miejsce do życia. Współczesna kultura wciąż myli wyburzanie z głębią, a Nietzsche pomógł sprawić, że to pomieszanie zaczęło wyglądać efektownie.

  • Skoro wszyscy chrześcijanie są... chrześcijanami, czy czas przestać dzielić ich na lepszych i gorszych?

    Coś mi dziś przyszło do głowy. Przez całe wieki, zwłaszcza w świecie anglojęzycznym, katolików przedstawiano często jako zabobonnych, wrogich rozumowi i wolności, ślepo posłusznych władzy. Część tego brała się z realnych konfliktów. Część z wieków protestanckiej polemiki i z tego, co historycy nazywają czarną legendą. Tak czy inaczej, ten obraz wrósł głęboko w kulturę Zachodu.

  • Czy to nie Kościół psuje państwo, tylko państwo psuje Kościół?

    Kościół Konstantyna w ciągu jednego pokolenia stał się narzędziem polityki imperialnej. Biskupi Franco stali się współsprawcami kradzieży dzieci. Patriarcha Cyryl błogosławi wojny. Pytanie nie brzmi, czy zdobędziesz wpływy polityczne. Pytanie brzmi, co zostanie z tego, od czego zacząłeś, kiedy ludzie, którzy chcieli wpływów, już skończą.