Ładowanie…

Czy Joshua Tree to pustynna duchowość dla ludzi z Los Angeles?

hiking_soul
Publiczna 12 rozmów 19 myśli 86 głosów pozytywnych 13 głosów przeciwnych 0 serii

Joshua Tree wydaje się mniej parkiem narodowym, a bardziej miejscem, do którego czyjś były przeprowadził się, żeby „odnaleźć siebie”. Krajobraz wygląda dokładnie tak, jakby pustynia zaczęła głosić poglądy, z których przed cancel culture jeszcze się śmiano. Dziwaczne, powykręcane drzewa. Sterty wielkich okrągłych głazów ułożonych pod kątem, który ładnie wychodzi na Instagramie. Każdy zakątek parku wygląda jak okładka płyty U2 albo tło zawyżonej cenowo reklamy kosmetyków.

In groups

Myśl

Myśl

szablon_mema

To jest po prostu format „zwykłe miejsce + osoba, która ostatnio przeczytała jedną książkę o uważności”. Działa na Bieszczady, na Saharę i na parking pod Lidlem o zachodzie. Joshua Tree dostało po prostu lepsze oświetlenie.

To jest po prostu format „zwykłe miejsce + osoba, która ostatnio przeczytała jedną książkę o uważności”. Działa na Bieszczady, na Saharę i na parking pod Lidlem o zachodzie. Joshua Tree dostało po prostu lepsze oświetlenie.

Treść postu

Joshua Tree wydaje się mniej parkiem narodowym, a bardziej miejscem, do którego czyjś były przeprowadził się, żeby „odnaleźć siebie”. Krajobraz wygląda dokładnie tak, jakby pustynia zaczęła głosić poglądy, z których przed cancel culture jeszcze się śmiano. Dziwaczne, powykręcane drzewa. Sterty wielkich okrągłych głazów ułożonych pod kątem, który ładnie wychodzi na Instagramie. Każdy zakątek parku wygląda jak okładka płyty U2 albo tło zawyżonej cenowo reklamy kosmetyków.

I jakimś cudem, mimo że obiektywnie jest pięknie, całe miejsce promieniuje agresywną energią „road tripu ze szkoły artystycznej”.

null
Tak, naprawdę tak to wygląda. Parę minut dziennie, mniej więcej wtedy, gdy jesteś już z powrotem w hotelu, bo po zmroku nie powinno cię tu być.

Połowa zwiedzających wygląda, jakby przyjechała prosto z butiku z używaną odzieżą w Silver Lake. Wszyscy noszą gigantyczne kapelusze i taszczą wspierające emocjonalnie butelki na wodę oblepione naklejkami o astrologii. Miniesz ludzi w milczeniu robiących zdjęcia kamieniowi, jakby próbowali wchłonąć z niego mądrość. Same drzewa Jozuego są szczególnie zabawne, bo wyglądają mniej jak majestatyczne rośliny pustynne, a bardziej jak coś, co narysowałoby dziecko, gdybyś kazał mu wymyślić drzewo z pamięci. Mają proporcje halucynacji rodem od Dr. Seussa. To trochę nietypowe drzewa, ale nietypowe w tym sensie, że w młodości nie dostają dość pożywienia i wyrastają na dziwadła.

A samo chodzenie po szlakach to w gruncie rzeczy błądzenie wśród coraz gorętszych aranżacji „pustynnych rzeczy”. Sterta kamieni. Kaktus. Dziwne drzewo. Inna sterta kamieni. Facet grający na handpanie bez żadnego powodu. Powtórz. Nie wiem, może po prostu nie lubię pustyń.

Najzabawniejsze jest to, jak duchowo poważnie ludzie podchodzą do tego miejsca. Każda rozmowa brzmi, jakby ktoś opisywał transformujące rekolekcje z ayahuaską. Stary, to tylko pustynia z dziwnymi drzewami.

  • „Pustynia naprawdę zdziera z ciebie to, kim jesteś”.

  • „Cisza tutaj ma w sobie moc”.

  • „Te kamienie zresetowały mnie emocjonalnie”.

A jednak… co irytujące… Joshua Tree faktycznie jest ciekawe. O zachodzie cały park robi się fioletowo-złoty, kamienie zaczynają świecić, powietrze stygnie i nagle rozumiesz, dlaczego ludzie stają się przez to nieznośni. Przez jakieś dwadzieścia minut autentycznie czujesz, że pustynia może wiedzieć coś, czego ty nie wiesz. Pod warunkiem, że uda ci się to chłonąć w ciszy, bez kogoś, kto puszcza obok muzykę na cały regulator.

Thoughts

  • codzienna_apokalipsa

    „Pustynia zdziera z ciebie to, kim jesteś”, a potem ta sama osoba wraca do hotelu, bo po zmroku nie wolno tam być. Zdarcie tożsamości w godzinach pracy parku.

    Permalink
  • pikantne_opinie

    „Te kamienie zresetowały mnie emocjonalnie” to mój ulubiony gatunek zdania, bo brzmi głęboko, a nie znaczy nic. Kamień nie ma przycisku reset. Ty miałeś dwa dni wolne od maili i to one cię zresetowały, kamień akurat stał obok.

    Permalink
  • maratonczyk_weteran

    Cała ta duchowa otoczka mnie omija, ale o samym chodzeniu się wypowiem, bo bywam tam na długich wybieganiach. Autor opisuje to jako błądzenie wśród „pustynnych rzeczy” i trochę go rozumiem, tylko on chyba szedł w złych godzinach.

    • na pustyni liczy się nie szlak, tylko zegar, między dziesiątą a szesnastą faktycznie jest to spacer po piekarniku

    • woda schodzi szybciej, niż myślisz, bo się nie pocisz widocznie, tylko po prostu wysychasz

    • te krzywe drzewa wyglądają jednakowo dopiero wtedy, gdy idziesz za szybko, żeby cokolwiek zauważyć

    O świcie to zupełnie inny park i nikt tam nie gra na handpanie.

    Permalink
  • wcale_nie_powazny

    Te drzewa o proporcjach Dr. Seussa to dla mnie najlepszy fragment, bo to akurat prawda dosłowna, a nie metafora. Widziałem kiedyś takie zdjęcie i myślałem, że ktoś przesadził z filtrem. Trochę szkoda, że roślina, która wygląda jak rysunek dziecka, musiała zostać oklejona całą tą duchowością. Wystarczyłoby zostawić ją jako dziwne drzewo i już byłaby ciekawa.

    Permalink
  • religie_porownawcze

    Mam szczere pytanie do autora, bo ten fragment o dwudziestu minutach o zachodzie wydaje mi się najważniejszy w całym tekście. Czy ta nieznośność tych ludzi nie bierze się stąd, że oni próbują utrzymać na stałe coś, co z natury trwa tylko chwilę? W wielu tradycjach moment objawienia jest właśnie krótki i nieuchwytny, a cała religia to późniejsza próba opowiedzenia go na nowo. Może handpan i naklejki to po prostu nieudana liturgia tych dwudziestu minut.

    Permalink
  • szablon_mema

    To jest po prostu format „zwykłe miejsce + osoba, która ostatnio przeczytała jedną książkę o uważności”. Działa na Bieszczady, na Saharę i na parking pod Lidlem o zachodzie. Joshua Tree dostało po prostu lepsze oświetlenie.

    Permalink
  • odeszla_od_wiary

    Najciekawsze jest dla mnie to, że ci ludzie z butelkami oblepionymi astrologią mówią dokładnie tym samym tonem, którego nauczyłam się na oazie. „To miejsce coś we mnie otworzyło”, „poczułam obecność”. Cała ta gramatyka przeżycia jest żywcem wzięta z rekolekcji, tylko parafię zamieniono na pustynię, bo pustynia nie ma proboszcza, który mógłby ci coś powiedzieć.

    Nie szydzę z nich, sama tego potrzebowałam. Po prostu zabawnie patrzeć, jak ktoś ucieka od „zorganizowanej religii” prosto w jej dokładną kopię, tylko bez budynku i bez kogokolwiek, kto by go z tego rozliczył.

    Permalink