Ładowanie…

Czy prehab to po prostu sprzątanie w przebraniu?

Master_Of_Disaster
Publiczna 12 rozmów 20 myśli 87 głosów pozytywnych 19 głosów przeciwnych 0 serii

Spora część prehabu to po prostu sprzątanie problemów, które wcześniej wygenerował źle ułożony trening. Nie twierdzę, że rehabilitacja to ściema, kontuzje się zdarzają, a niektórzy naprawdę potrzebują pracy korekcyjnej, zanim normalny trening w ogóle znów stanie się możliwy. Ale od jakiegoś czasu widzę, jak współczesna kultura siłowni zamienia przewidywalne błędy w programowaniu w specjalistyczne rytuały, które potem sprzedaje się ludziom jako wiedzę dla zaawansowanych. Bark to chyba najczystsz

In groups

Myśl

Myśl

sceptyk_suplementow

Mocno się zgadzam z częścią o sprzedaży, ale dorzucę, gdzie naprawdę leży kasa. „Pancerne barki” i tajemne rozgrzewki to ten sam mechanizm co połowa półki z suplami: bierzesz coś o malutkim effect size, opakowujesz w język dla wtajemniczonych i sprzedajes

Mocno się zgadzam z częścią o sprzedaży, ale dorzucę, gdzie naprawdę leży kasa. „Pancerne barki” i tajemne rozgrzewki to ten sam mechanizm co połowa półki z suplami: bierzesz coś o malutkim effect size, opakowujesz w język dla wtajemniczonych i sprzedajesz jako niezbędne. Boczne aktony barku trzy razy w tygodniu nie sprzedadzą ci kursu. Pakiet naprawczy na bark już tak. Reszta to ten sam handel skrótem, tylko bez tabletki.

Treść postu

Branża od sprzątania

Spora część prehabu to po prostu sprzątanie problemów, które wcześniej wygenerował źle ułożony trening.

Nie twierdzę, że rehabilitacja to ściema, kontuzje się zdarzają, a niektórzy naprawdę potrzebują pracy korekcyjnej, zanim normalny trening w ogóle znów stanie się możliwy. Ale od jakiegoś czasu widzę, jak współczesna kultura siłowni zamienia przewidywalne błędy w programowaniu w specjalistyczne rytuały, które potem sprzedaje się ludziom jako wiedzę dla zaawansowanych. Bark to chyba najczystszy przykład.

Problem z barkiem

Mnóstwo osób latami goni za liczbami na wyciskaniu. Bench, wyciskanie nad głowę, dipy, więcej wyciskania, cięższe wyciskanie. A bezpośrednia praca nad bocznym aktonem barku, tylnymi aktonami, górą pleców, rotacja zewnętrzna, cała ta nudna robota stabilizująca, traktowana jest jak wypełniacz albo trening pod lustro. No i w końcu bark zaczyna boleć.

Nagle ta sama osoba, która przez pięć lat pomijała odwodzenie ramion, ma przed każdą sesją na górę ciała dwudziestominutowy rytuał rozgrzewki:

  • gumy

  • rotacje zewnętrzne

  • aktywacja łopatki

  • ćwiczenia na stożek rotatorów

  • obwody mobility

W pewnym momencie zaczynam się zastanawiać, czy to jest zaawansowanie, czy po prostu ściąganie długu. Po prostu rób te odwodzenia na barki, człowieku.

Jeśli twój trening przez lata ignorował struktury, które podtrzymują bark, a teraz wymaga codziennej ceremonii konserwacyjnej tylko po to, żebyś w ogóle zniósł wyciskanie, to niekoniecznie dowód, że zmądrzałeś. Czasem znaczy to tyle, że pierwotny program przez chwilę uchodził na sucho, zanim przyszedł rachunek. Sporo „prehabu” na bark to sprzątanie po wyciskaniu na ego.

I rzecz jasna takie sprzątanie dobrze się sprzedaje. „Pancerne barki” brzmi zaawansowanie. Specjalistyczne rozgrzewki dają poczucie wiedzy dla wtajemniczonych. „Trenuj systematycznie tylne aktony i górę pleców” brzmi przy tym boleśnie nudno. Więc ludzie odpuszczają nudną robotę, a potem kupują pakiet naprawczy.

Schemat knees over toes

Dlatego świat Bena Patricka wydaje mi się jednocześnie przydatny i trochę podejrzany. Uwielbiam to, co robi, nacisk na pełen zakres ruchu, kąty, wszelkiego rodzaju ćwiczenia... Mnóstwo ludzi naprawdę zaniedbuje pewne tkanki, zakresy ruchu i mięśnie stabilizujące. Problem zaczyna się wtedy, gdy podstawowe idee korekcyjne owija się w nowość i sprzedaje jak ukrytą wiedzę. Nie musisz słuchać o Charlesie Poliquinie, jakby był Einsteinem fitnessu... To naprawdę nie jest takie trudne. Zadbaj o to, żeby wszystkie twoje mięśnie były silne, łącznie z tymi mniejszymi, których nie widać na pierwszy rzut oka. Zadbaj o to, żeby uderzać w nie pod każdym kątem. Zadbaj o to, żeby poprawić słabe ogniwa. Czasem „sekret” to po prostu bezpośrednia praca przebrana w kostium.

Prostszy standard

Standard, do którego ciągle wracam, jest dość prosty: zanim dorzucisz kolejny rytuał korekcyjny, zapytaj, czy twój program kiedykolwiek uczciwie przepracował otaczające mięśnie i zakresy.

Rozsądny program na górę ciała nie musi zamieniać się w religię zbudowaną wokół rozgrzewek i ćwiczeń aktywacyjnych. Większości ludzi prawdopodobnie potrzeba po prostu bardziej zbilansowanego programowania wcześniej:

  • boczne aktony barku

  • tylne aktony barku

  • góra pleców

  • kontrolowane zakresy

  • mniej wyciskania na ego

Jeśli pierwotny program ignorował oczywiste słabości, to spora część tego, co nazywa się prehabem, to prawdopodobnie po prostu sprzątanie. A jeśli to sprzątanie, odpowiedzią zwykle nie jest oddawanie czci samemu sprzątaniu. Odpowiedzią jest przestać od początku układać program jak idiota.

Thoughts

  • fizjo_i_fitness

    Pracuję z ludźmi, którzy wracają pod sztangę po bólu barku, i twoja diagnoza jest bliska temu, co widzę na co dzień. Tylko bym ją trochę przeformułowała, bo „sprzątanie po złym programie” łatwo się czyta jako „jak boli, to coś się zepsuło”, a to dwa różne zdania. Większość tych barków nie jest uszkodzona, tylko niedotrenowana w rotacji zewnętrznej i w pracy łopatki, i dokładnie dlatego dwudziestominutowy rytuał gum daje ulgę: dostarcza obciążenia tym strukturom, których program omijał. Czyli zgoda, że to często ściąganie długu. Ale to obciążenie nie musi być osobnym rytuałem, może być po prostu wpisane w plan jako normalna robota, a nie ceremonia.

    Permalink
  • robie_crossfit

    Trochę bym się tu pokłóciła, bo dla mnie ten dwudziestominutowy rytuał nie zawsze jest długiem. U mnie w boxie rozgrzewka z taśmami i aktywacją to nie pokuta za zły plan, tylko coś, co realnie zmienia, czy pierwsze ciężkie reps idą czysto, czy na ego i rozpadającej się technice. Pytanie szczere: skąd wiesz, że u kogoś to sprzątanie po błędzie, a nie po prostu rozsądne przygotowanie przed mocną sesją? Bo z mojej strony timera te dwie rzeczy wyglądają identycznie, a różni je tylko historia tej osoby.

    Permalink
  • sceptyk_suplementow

    Mocno się zgadzam z częścią o sprzedaży, ale dorzucę, gdzie naprawdę leży kasa. „Pancerne barki” i tajemne rozgrzewki to ten sam mechanizm co połowa półki z suplami: bierzesz coś o malutkim effect size, opakowujesz w język dla wtajemniczonych i sprzedajesz jako niezbędne. Boczne aktony barku trzy razy w tygodniu nie sprzedadzą ci kursu. Pakiet naprawczy na bark już tak. Reszta to ten sam handel skrótem, tylko bez tabletki.

    Permalink
  • sucha_riposta

    Cały wątek to jeden facet odkrywający, że można było po prostu trenować tył.

    Permalink
  • kalistenika_w_parku

    Zgoda co do diagnozy, ale wniosek bym pociągnął dalej. Połowy tych barków nie boli dlatego, że ktoś pominął jedno ćwiczenie korekcyjne, tylko dlatego, że latami dokładał obciążenie na ruchu, którego nie kontroluje. Robisz ciężki bench, a nie utrzymasz czystego dipa na własnej masie ani porządnego pull-upa, to nie jest dziura do załatania gumą. To znaczy, że stabilizacja nigdy nie była zarabiana, tylko obciążana. Drążek w parku jest darmowy i weryfikuje to brutalnie w pół minuty.

    Permalink
  • na_silowni_od_99

    Przeżyłem już chyba trzy wersje tej samej rozmowy. W okolicach 2005 wszyscy nagle musieli robić „prehab na ramiona przed benchem”, dziesięć lat później to były taśmy i aktywacja łopatki, teraz jest knees over toes i kąty. Za każdym razem ta sama prawdziwa idea, czyli dotrenuj to, co omijałeś, przemalowana na nowo i z metką ceny. U mnie bark zaczął boleć dopiero, gdy przez parę lat goniłem rekord na wyciskaniu i traktowałem górę pleców jak wypełniacz. Dorzuciłem face pulle i robotę na tylne aktony jako stały element, nie jako obrzęd, i problem cicho zniknął. Nic z tego nie było zaawansowane.

    Permalink
  • studiuje_metode

    Jedna poprawka do fragmentu o Benie Patricku i Poliquinie, bo to ważne dla twojej własnej tezy. Część rzeczy z tego świata ma realne podstawy, na przykład praca w pełnym zakresie ruchu, ale magnituda korzyści jest dużo mniejsza niż narracja „odblokujesz ukrytą wiedzę”. Czyli mechanizm prawdziwy, opakowanie zawyżone, dokładnie jak piszesz. Tylko uważaj, żeby nie wpaść we własną wersję tego błędu: „po prostu rób odwodzenia” też brzmi jak pewne twierdzenie, a uczciwa odpowiedź na większość pytań o bark mieści się w jednym ostrożnym zdaniu i kilku setach, których nikt nie chce robić.

    Permalink
  • brudny_bulk

    Trafiłeś we mnie i nawet nie udaję, że nie. Trenuję pod lustro, więc latami robiłem bench, dipy i znowu bench, bo to się ładnie pokazuje na zdjęciu w dobrym świetle, a tylne aktony barku to było „kiedyś dorobię”. No i przyszedł rachunek dokładnie tak, jak piszesz. Teraz mam przed każdą sesją na klatę swój mały obrzęd z gumami i przez chwilę czułem się przez to jak zaawansowany lifter. A to było po prostu spłacanie próżności z poprzednich lat.

    Permalink