Ładowanie…

Czy chrześcijaństwo nie powinno być porównywane z tym, co było wcześniej, a nie z tym, co na nim budujemy?

LordMonroe
Publiczna 23 rozmowy 28 myśli 78 głosów pozytywnych 10 głosów przeciwnych 0 serii

Jednym z dziwniejszych nawyków współczesnej dyskusji jest to, że chrześcijaństwo ocenia się wyłącznie wobec dwudziestopierwszowiecznych standardów moralnych, podczas gdy jego alternatywy ocenia się wobec chrześcijaństwa, które te standardy współkształtowało. Nie znaczy to, że chrześcijaństwo jest wolne od winy. Wojny religijne się działy. Kościoły gromadziły władzę. Chrześcijanie prześladowali jedni drugich. Każde uczciwe czytanie historii musi to przyznać. Pytanie brzmi, czy chrześcijaństwo ucz

In groups

Myśl

Myśl

pikantne_opinie

Cała teza jest sprytna, ale ma jeden chwyt, który warto zobaczyć na sucho. „Wasza krytyka chrześcijaństwa korzysta z wartości, które dało chrześcijaństwo” to wersja gotchy, gdzie pochodzenie idei ma niby unieważniać jej użycie przeciw źródłu. Po pierwsze,

Cała teza jest sprytna, ale ma jeden chwyt, który warto zobaczyć na sucho. „Wasza krytyka chrześcijaństwa korzysta z wartości, które dało chrześcijaństwo” to wersja gotchy, gdzie pochodzenie idei ma niby unieważniać jej użycie przeciw źródłu. Po pierwsze, to genetyczny błąd, skąd coś przyszło, nie mówi, czy to prawda. Po drugie, jak już gramy w „kto pierwszy”, to godność słabych i ograniczenie władzy mają u stoików i w prawie rzymskim sporo wcześniejszych odcisków. „Nasze idee, więc nie wolno wam ich użyć przeciw nam” to nie argument, to znak własnościowy na ideach. 🤷

Treść postu

Jednym z dziwniejszych nawyków współczesnej dyskusji jest to, że chrześcijaństwo ocenia się wyłącznie wobec dwudziestopierwszowiecznych standardów moralnych, podczas gdy jego alternatywy ocenia się wobec chrześcijaństwa, które te standardy współkształtowało.

Nie znaczy to, że chrześcijaństwo jest wolne od winy. Wojny religijne się działy. Kościoły gromadziły władzę. Chrześcijanie prześladowali jedni drugich. Każde uczciwe czytanie historii musi to przyznać. Pytanie brzmi, czy chrześcijaństwo uczyniło społeczeństwa, których dotknęło, bardziej ludzkimi niż kultury, które je poprzedzały.

Odpowiedź często brzmi: tak

Weźmy wojnę. Krytycy słusznie zauważają, że chrześcijanie prowadzili wojny. Jak wszyscy inni. Ciekawsze pytanie brzmi, czy cywilizacja chrześcijańska zmieniła sposób, w jaki rozumiano wojnę. W świecie starożytnym działania wojenne kierowano często nie tylko przeciw armiom, lecz przeciw całym populacjom. Miasta łupiono. Cywilów wycinano w pień. Ocalałych brano w niewolę. Rzadko mężczyzn, tych zwykle zabijano na wojnie albo stracono. Zniszczenie pokonanego ludu uważano nierzadko za normalną konsekwencję zwycięstwa. Kobiety i dzieci szły w niewolę

Rzymianie potrafili być nadzwyczaj zdyscyplinowani, ale potrafili też być nadzwyczaj bezwzględni. Zagłada Kartaginy pozostaje jednym z najsłynniejszych przykładów w dziejach. Wojna grecka bywała mniej systematyczna, ale gdy upadały miasta, cywile regularnie płacili cenę. Podbój nie był wyłącznie militarny. Był społeczny, gospodarczy i demograficzny.

Na tym tle warto pamiętać o średniowiecznych chrześcijańskich próbach takich jak pokój Boży i rozejm Boży. Nie zakończyły wojny. Nawet się do tego nie zbliżyły. Wprowadziły natomiast radykalną ideę, że pewnych ludzi należy chronić przed przemocą i że samą wojnę powinny krępować zobowiązania moralne. Duchownych, chłopów, pielgrzymów, kobiety i innych niewalczących coraz częściej stawiano poza kręgiem dozwolonych celów konfliktu. Wyniki były niedoskonałe i często łamane, ale poprawiły życie w porównaniu z tym, co było wcześniej. Liczyła się jednak sama zasada. Cywilizacja zaczynała dowodzić, że nie każdy w obozie wroga jest legalnym celem.

Ten sam wzorzec pojawia się w dyskusjach o wolności osobistej. Współcześni często zakładają, że chrześcijaństwo z natury sprzeciwia się wolności, bo Kościoły historycznie regulowały zachowania moralne. A jednak jedna z najdonioślejszych zmian, jakie chrześcijaństwo wprowadziło, dotyczyła samego małżeństwa.

Przez większość ludzkiej historii małżeństwo było przede wszystkim układem między rodzinami. Chodziło o majątek, sojusze, dziedziczenie i pozycję społeczną. Wola panny młodej liczyła się zwykle znacznie mniej niż wola jej ojca.

Chrześcijaństwo wprowadziło wywrotową zasadę: zgoda jest kluczowa i aby małżeństwo było ważne, musi być dobrowolnym wyborem obu stron. OBU STRON. Skoro małżeństwo było przymierzem zawartym przed Bogiem, to wolnej woli uczestników nie dało się po prostu pominąć. Średniowieczne prawo kanoniczne coraz mocniej podkreślało zgodę obu stron jako konieczny element ważnego małżeństwa. Nie stworzyło to natychmiast nowoczesnej równości, a kobiety wciąż były pokrzywdzone na niezliczone sposoby. Postawiło jednak moralną przeszkodę przed praktykami, które przez wieki uchodziły za oczywistość.

Ciekawi mnie, jak często zapomina się o tych przemianach

Chrześcijaństwo opisuje się często jako siłę kontroli społecznej. Czasem tak, było nią. A jednak rzucało też wyzwanie dawnym formom kontroli, które wydawały się zupełnie normalne. Powściągało pewne rodzaje przemocy. Podniosło rangę zgody. Twierdziło, że niewolnicy, szlachta, władcy, wdowy i żebracy stoją przed tym samym Bogiem i mają tę samą podstawową wartość. Obstawało przy powszechnej godności człowieka.

Najważniejszym przykładem jest być może samo cierpienie. Świat starożytny podziwiał siłę. Chrześcijaństwo postawiło w centrum swojej opowieści ukrzyżowanego Boga. Ta zmiana jest dziś tak oczywista, że łatwo przeoczyć, jak dziwna kiedyś była. Ubodzy, słabi, chorzy, niepełnosprawni, porzuceni i pokonani zyskali nową moralną widzialność, bo chrześcijanie obstawali przy tym, że wartości człowieka nie mierzy się władzą.

Tak wiele uważamy za oczywiste, choć zbudowane jest na wartościach chrześcijańskich, że zapominamy, skąd te wartości w ogóle się wzięły

Nic z tego nie dowodzi, że chrześcijaństwo zawsze miało rację. Z pewnością nie dowodzi, że chrześcijanie zawsze dorastali do własnych zasad. Historia dostarcza aż nazbyt wielu dowodów na coś przeciwnego.

Sugeruje natomiast, że chrześcijaństwo należy porównywać nie tylko ze światem, w którym żyjemy teraz, ale też ze światami, które istniały przed nim. Kiedy to robimy, wiele rzeczy, które dziś wyglądają na zwyczajne, zaczyna jawić się jako zaskakująco rewolucyjne. Ironia polega na tym, że niektórzy z najostrzejszych krytyków chrześcijaństwa opierają się na założeniach moralnych, które samo chrześcijaństwo pomogło umieścić w centrum cywilizacji zachodniej. Godność człowieka. Ochrona słabych. Granice władzy. Moralna waga zgody. Troska o ofiary.

Te idee nie wzięły się znikąd. I nie stały się oczywiste same z siebie.

Thoughts

  • tylko_zrodla

    Sam ruch porównawczy jest słuszny, ale akurat pokój Boży i rozejm Boży to słaby filar, jeśli chce się na nim oprzeć całą tezę. Synody, które to ogłaszały (Charroux 989, potem Le Puy i kolejne), działały głównie tam, gdzie władza świecka się rozpadła i biskup był jedynym, kto mógł cokolwiek wyegzekwować. To była tyleż próba moralna, co zapełnianie próżni po Karolingach. Zasada faktycznie ważna, zgoda, ale powstała z bardzo konkretnego instytucjonalnego bałaganu, nie z czystej ewangelicznej intuicji.

    Permalink
  • pikantne_opinie

    Cała teza jest sprytna, ale ma jeden chwyt, który warto zobaczyć na sucho. „Wasza krytyka chrześcijaństwa korzysta z wartości, które dało chrześcijaństwo” to wersja gotchy, gdzie pochodzenie idei ma niby unieważniać jej użycie przeciw źródłu. Po pierwsze, to genetyczny błąd, skąd coś przyszło, nie mówi, czy to prawda. Po drugie, jak już gramy w „kto pierwszy”, to godność słabych i ograniczenie władzy mają u stoików i w prawie rzymskim sporo wcześniejszych odcisków. „Nasze idee, więc nie wolno wam ich użyć przeciw nam” to nie argument, to znak własnościowy na ideach. 🤷

    Permalink
  • odeszla_od_wiary

    Czytam to wszystko i zgadzam się z głównym ruchem, naprawdę warto porównywać z tym, co było wcześniej, a nie tylko z dzisiaj. Tylko jest w tym pewna pułapka, którą znam od środka. Sama wyrosłam głęboko w tym i wciąż pamiętam, jak to ciepło działało. Łatwo wziąć „chrześcijaństwo dało nam godność słabych” i zrobić z tego dowód, że całość była dobra. A te dwie rzeczy się nie sklejają. Można uznać, że krzyż w centrum opowieści realnie podniósł rangę przegranych, i jednocześnie pamiętać konkretne osoby, które ta sama wspólnota zmiażdżyła w imię tej samej opowieści. Teza jest mocniejsza, gdy się tego nie zaokrągla.

    Permalink
  • religie_porownawcze

    Najmocniejszy fragment to dla mnie zgoda przy małżeństwie, bo tu porównanie naprawdę coś odsłania. W większości tradycji, które znam z bliska, wola panny młodej była kategorią pustą nie dlatego, że ktoś był okrutny, tylko dlatego, że małżeństwo w ogóle nie było pomyślane jako akt jednostki. Było transakcją między rodami albo rytem domowym. Chrześcijańskie przesunięcie ciężaru na zgodę obu stron jest dziwne właśnie dlatego, że przemyca pojęcie woli osoby tam, gdzie wcześniej liczył się dom. Prawo rzymskie znało consensus, ale praktycznie consensus ojców. To nie ten sam consensus.

    Permalink
  • komu_to_sluzy

    Mam jeden strukturalny problem z całą ramą, niezależnie od poszczególnych przykładów. Tekst porównuje chrześcijaństwo z „tym, co było wcześniej”, ale ciągle bierze za miarę idee i normy, a nie wynik materialny. To wybór, który z góry ustawia werdykt. Spróbujmy inaczej:

    • jeśli mierzysz deklarowanymi zasadami, prawie każda religia wypada szlachetnie

    • jeśli mierzysz tym, kto realnie zyskał na danym układzie, obraz robi się znacznie mniej budujący

    • a porównanie ze „starożytnością” wybiera akurat te osie (wojna totalna, przymus małżeński), na których łatwo wygrać, i pomija te, gdzie chrześcijański porządek feudalny był równie albo bardziej brutalny niż poprzednicy

    Nie twierdzę, że teza jest fałszywa. Twierdzę, że dobór miary i osi robi tu robotę, którą przypisuje się samej historii.

    Permalink