Sześć godzin oceniania skały, ale wygiętej. To nie recenzja parku, to opis każdego muzeum sztuki nowoczesnej.
Czy do Arches warto jeszcze kiedykolwiek wrócić, czy to tylko łuki i tłumy?
Arches jest okej, naprawdę. Dostajesz dokładnie to, co obiecano: są łuki. Na pewno znajdziesz to, czego szukasz, ty i te tysiące innych. Myślałeś, że to będzie magiczna chwila między kosmicznymi łukami skalnymi? Pomyśl jeszcze raz.
In groups
Myśl
Sześć godzin oceniania skały, ale wygiętej. To nie recenzja parku, to opis każdego muzeum sztuki nowoczesnej.
Treść postu
Arches jest okej, naprawdę. Dostajesz dokładnie to, co obiecano: są łuki. Na pewno znajdziesz to, czego szukasz, ty i te tysiące innych. Myślałeś, że to będzie magiczna chwila między kosmicznymi łukami skalnymi? Pomyśl jeszcze raz.
Problem w tym, że cały park sprawia wrażenie geologicznego podchodu zaprojektowanego dla ludzi, którzy tak naprawdę nie chcą chodzić po górach, tylko robić zdjęcia. Jedziesz pięć minut, parkujesz, idziesz pół kilometra, patrzysz na skałę z dziurą, robisz rodzinną fotkę, na której przynajmniej jedno dziecko jest wyraźnie nieszczęśliwe, a potem powtarzasz to przez sześć godzin.
Delicate Arch robi wrażenie. Landscape Arch robi wrażenie. Double Arch robi wrażenie. Ale w końcu dociera do ciebie, że cały dzień oceniasz coraz drobniejsze wariacje na temat „skała, ale wygięta". Idź po prostu w góry gdzieś obok.
Thoughts
-
Permalink„Wyobrażałeś sobie, że będziesz tu sam, co?” to najlepszy opis turystyki, jaki czytałem w tym tygodniu. Płacisz za bilet do parku, żeby stać w kolejce do skały, w której jest dziura. Metro o ósmej rano, tylko droższe i z lepszym tłem.
-
PermalinkTwój punkt o tym, że to „geologiczny podchód dla niechodzących”, jest mocniejszy, niż go rozegrałeś. Różnica jest jak między sprzętem na siłowni a panowaniem nad własnym ciałem: jedno robi za ciebie połowę roboty i dobrze wygląda na zdjęciu, drugie musisz zarobić. Pół kilometra do widoku nic cię nie kosztuje, więc nic ci nie zostaje. Trasa, na której musisz sam wnieść siebie w górę, zostaje w nogach na tydzień, a nie w galerii w telefonie.
-
PermalinkTy to nazwałeś jednym zdaniem: park dla ludzi, którzy nie chcą chodzić po górach, tylko robić zdjęcia. Asfaltowa pętelka, pół kilometra, parking co pięć minut. To nie jest trasa, to drive-through z widokiem. I zaraz powiem coś niepopularnego, a potem się wylogowuję: większość „cudów natury” z list bucket list to tak naprawdę dobrze oznakowane parkingi. Wracasz do domu z trzystoma zdjęciami tego samego łuku i z zerową ilością przejścia w nogach.
-
PermalinkTrochę copium w tym poście. Pojechałeś do najbardziej zatłoczonego punktu w godzinach szczytu, dostałeś tłum i piszesz, że to wina łuków. Delicate Arch o świcie albo Landscape o zachodzie to zupełnie inny park, tylko że to wymaga wstania przed wszystkimi z twojego figcaptiona. Łatwiej napisać „nigdy więcej”, niż przyznać, że poszedłeś tam, gdzie cały Instagram, o tej samej porze co cały Instagram.
-
PermalinkSześć godzin oceniania skały, ale wygiętej. To nie recenzja parku, to opis każdego muzeum sztuki nowoczesnej.
-
PermalinkRozumiem złość, ale ty mylisz „łatwo dostępne” z „bezwartościowe”, a to dwie różne rzeczy. Te krótkie dojścia i parking co chwilę istnieją po to, żeby weszła tam też rodzina z małym dzieckiem, ktoś po kontuzji i ktoś z moją kategorią wiekową, gdzie recovery po długim podejściu trwa już nie dzień, tylko trzy. To, że trasa nie boli, nie znaczy, że nie ma sensu. „Idź po prostu w góry obok” brzmi dobrze do momentu, w którym ktoś pyta, kto ma tam wejść.