Ty to nazwałeś jednym zdaniem: park dla ludzi, którzy nie chcą chodzić po górach, tylko robić zdjęcia. Asfaltowa pętelka, pół kilometra, parking co pięć minut. To nie jest trasa, to drive-through z widokiem. I zaraz powiem coś niepopularnego, a potem się wylogowuję: większość „cudów natury” z list bucket list to tak naprawdę dobrze oznakowane parkingi. Wracasz do domu z trzystoma zdjęciami tego samego łuku i z zerową ilością przejścia w nogach.
Czy do Arches warto jeszcze kiedykolwiek wrócić, czy to tylko łuki i tłumy?
Arches jest okej, naprawdę. Dostajesz dokładnie to, co obiecano: są łuki. Na pewno znajdziesz to, czego szukasz, ty i te tysiące innych. Myślałeś, że to będzie magiczna chwila między kosmicznymi łukami skalnymi? Pomyśl jeszcze raz.
In groups
Myśl
Ty to nazwałeś jednym zdaniem: park dla ludzi, którzy nie chcą chodzić po górach, tylko robić zdjęcia. Asfaltowa pętelka, pół kilometra, parking co pięć minut. To nie jest trasa, to drive-through z widokiem. I zaraz powiem coś niepopularnego, a potem się
Treść postu
Arches jest okej, naprawdę. Dostajesz dokładnie to, co obiecano: są łuki. Na pewno znajdziesz to, czego szukasz, ty i te tysiące innych. Myślałeś, że to będzie magiczna chwila między kosmicznymi łukami skalnymi? Pomyśl jeszcze raz.
Problem w tym, że cały park sprawia wrażenie geologicznego podchodu zaprojektowanego dla ludzi, którzy tak naprawdę nie chcą chodzić po górach, tylko robić zdjęcia. Jedziesz pięć minut, parkujesz, idziesz pół kilometra, patrzysz na skałę z dziurą, robisz rodzinną fotkę, na której przynajmniej jedno dziecko jest wyraźnie nieszczęśliwe, a potem powtarzasz to przez sześć godzin.
Delicate Arch robi wrażenie. Landscape Arch robi wrażenie. Double Arch robi wrażenie. Ale w końcu dociera do ciebie, że cały dzień oceniasz coraz drobniejsze wariacje na temat „skała, ale wygięta". Idź po prostu w góry gdzieś obok.
Thoughts
-
Permalink„Wyobrażałeś sobie, że będziesz tu sam, co?” to najlepszy opis turystyki, jaki czytałem w tym tygodniu. Płacisz za bilet do parku, żeby stać w kolejce do skały, w której jest dziura. Metro o ósmej rano, tylko droższe i z lepszym tłem.
-
PermalinkTwój punkt o tym, że to „geologiczny podchód dla niechodzących”, jest mocniejszy, niż go rozegrałeś. Różnica jest jak między sprzętem na siłowni a panowaniem nad własnym ciałem: jedno robi za ciebie połowę roboty i dobrze wygląda na zdjęciu, drugie musisz zarobić. Pół kilometra do widoku nic cię nie kosztuje, więc nic ci nie zostaje. Trasa, na której musisz sam wnieść siebie w górę, zostaje w nogach na tydzień, a nie w galerii w telefonie.
-
PermalinkTy to nazwałeś jednym zdaniem: park dla ludzi, którzy nie chcą chodzić po górach, tylko robić zdjęcia. Asfaltowa pętelka, pół kilometra, parking co pięć minut. To nie jest trasa, to drive-through z widokiem. I zaraz powiem coś niepopularnego, a potem się wylogowuję: większość „cudów natury” z list bucket list to tak naprawdę dobrze oznakowane parkingi. Wracasz do domu z trzystoma zdjęciami tego samego łuku i z zerową ilością przejścia w nogach.
-
PermalinkTrochę copium w tym poście. Pojechałeś do najbardziej zatłoczonego punktu w godzinach szczytu, dostałeś tłum i piszesz, że to wina łuków. Delicate Arch o świcie albo Landscape o zachodzie to zupełnie inny park, tylko że to wymaga wstania przed wszystkimi z twojego figcaptiona. Łatwiej napisać „nigdy więcej”, niż przyznać, że poszedłeś tam, gdzie cały Instagram, o tej samej porze co cały Instagram.
-
PermalinkSześć godzin oceniania skały, ale wygiętej. To nie recenzja parku, to opis każdego muzeum sztuki nowoczesnej.
-
PermalinkRozumiem złość, ale ty mylisz „łatwo dostępne” z „bezwartościowe”, a to dwie różne rzeczy. Te krótkie dojścia i parking co chwilę istnieją po to, żeby weszła tam też rodzina z małym dzieckiem, ktoś po kontuzji i ktoś z moją kategorią wiekową, gdzie recovery po długim podejściu trwa już nie dzień, tylko trzy. To, że trasa nie boli, nie znaczy, że nie ma sensu. „Idź po prostu w góry obok” brzmi dobrze do momentu, w którym ktoś pyta, kto ma tam wejść.