Ładowanie…

Czy naprawdę musisz mieć „opinię” na każdy temat?

Ovid
Publiczna 13 rozmów 20 myśli 85 głosów pozytywnych 15 głosów przeciwnych 0 serii 171 wyświetleń

Jest różnica między opinią a osądem, a niemal wszystko w tym, jak teraz żyjemy, jest zbudowane tak, żebyś o niej zapomniał. Opinia to coś, co potrafisz wyprodukować w cztery sekundy, kiedy ktoś zapyta. Osąd to coś, co masz po tym, jak poświęciłeś czemuś realny czas, zobaczyłeś, jak zachowuje się pod presją, raz czy dwa się co do tego pomyliłeś i skorygowałeś. To pierwsze jest niemal darmowe. Drugie kosztuje uwagę, której nie odzyskasz, i stać cię na nią tylko przy garstce tematów w całym życiu.…

In groups

Treść dyskusji

Jest różnica między opinią a osądem, a niemal wszystko w tym, jak teraz żyjemy, jest zbudowane tak, żebyś o niej zapomniał.

Opinia to coś, co potrafisz wyprodukować w cztery sekundy, kiedy ktoś zapyta. Osąd to coś, co masz po tym, jak poświęciłeś czemuś realny czas, zobaczyłeś, jak zachowuje się pod presją, raz czy dwa się co do tego pomyliłeś i skorygowałeś. To pierwsze jest niemal darmowe. Drugie kosztuje uwagę, której nie odzyskasz, i stać cię na nią tylko przy garstce tematów w całym życiu. Większość ludzi chodzi z tysiącem opinii i czterema czy pięcioma prawdziwymi osądami, i przestali już potrafić odróżnić jedno od drugiego.

Nie musisz mieć stanowiska w KAŻDEJ sprawie

Powód, dla którego posiadanie stanowiska w każdej sprawie wydaje się normalne, jest taki, że oczekiwanie natychmiastowego stanowiska jest produkowane celowo. Feed nie nagradza kogoś, kto czyta uważnie i nic nie mówi. Nagradza reakcję, cytat z doczepionym wyrokiem, hot take wrzucony, zanim fakty zdążą się ułożyć. Maszyneria pod spodem nie jest zbudowana po to, żeby pomóc ci cokolwiek zrozumieć. Jest zbudowana, żebyś nie przestawał reagować, a stały strumień reakcji od milionów ludzi to właśnie produkt, który się sprzedaje. Rozumienie jest powolne, ciche i fatalne dla statystyk. Więc środowisko działa przeciwko niemu co godzinę, a robi to, podając się za miejsce, do którego idziesz, żeby się dowiedzieć.

I milczenie jest tu karane. Nie powiedz nic o kryzysie tygodnia, a odczyta się to jako ignorancję albo, gorzej, jako współudział. Więc ludzie uczą się produkować take o wojnie, której nie potrafią umieścić na mapie, o wyroku sądu, którego nie przeczytali, o sporze naukowym, za którym nie są w stanie nadążyć, bo posiadanie take'a jest społecznie tańsze niż przyznanie, że się na niego nie zapracowało. Take to legitymacja członkowska. Mówi, że byłeś obecny. Nie mówi nic o tym, czy cokolwiek wiesz.

I tu jest koszt, a nie jest on oczywisty. Niebezpieczeństwo opinii nie polega głównie na tym, że możesz się mylić, choć zwykle się mylisz. Niebezpieczeństwo polega na tym, że wypiera te nieliczne miejsca, w których mógłbyś zbudować coś prawdziwego. Uwaga to jedyny zasób, którego nie da się dorobić. Każdy temat, w którym przyjmujesz pewne siebie stanowisko, to temat, którego po cichu postanowiłeś naprawdę nie poznać, bo stanowisko już samo w sobie przypomina wiedzę. Kiedy raz powiesz to na głos, stajesz się wobec tematu subiektywny i sam w to wierzysz. Opinia zaspokaja swędzenie, którego prawdziwa nauka by się domagała. Rozmieniasz się na cienką warstewkę rozłożoną na wszystkim i kończysz bez głębi w czymkolwiek, czyli z dokładnym przeciwieństwem tego, czego myślący dorosły powinien chcieć.

Więc dyscyplina nie brzmi „przejmuj się mniej”. Brzmi „znaj niewiele rzeczy porządnie”. Wybierz małą liczbę tematów, które dotykają twojego życia, twojej pracy, ludzi, za których odpowiadasz, albo pytań, do których nie potrafisz przestać wracać, i wejdź w nie na tyle głęboko, żeby twój pogląd naprawdę coś tam udźwignął. Co do reszty, naucz się mówić „nie wiem o tym dość” i myśleć to jako prawdziwe stwierdzenie o tym, dokąd poszła twoja uwaga, a nie jako sprytny sposób, żeby wypaść skromnie. Powiedziane uczciwie, jest to jedna z mocniejszych rzeczy, jakie dorosły może powiedzieć, bo prawie zawsze jest prawdą i prawie nikt się do niej nie przyzna.

Jedno zastrzeżenie

Chcę być tu ostrożny, bo ten argument ma swój tryb awaryjny, a nie chcę w nim wylądować. „Nie mam zdania” to nie mądrość. Czasem to wygodny człowiek wypisuje się z czegoś, z czego inni wypisać się nie mogą, i nazywa to powściągliwością, choć to po prostu izolacja. Są sprawy, wobec których masz autentyczny obowiązek jako obywatel, jako sąsiad, jako ktoś, kto ma trochę władzy nad innymi, i w nich ruchem nie jest milczenie. Jest nim wykonać powolną robotę i zapracować na osąd albo powiedzieć wprost, że jeszcze tego nie zrobiłeś i właśnie się do tego zabierasz. Selektywna uwaga to narzędzie do dobrego wydawania swojej ograniczonej uwagi. Nie jest przyzwoleniem, żeby odwracać wzrok od tego, co kosztowałoby cię coś, gdybyś to zobaczył. To dwa różne czyny i zwykle sam w środku wiesz, który z nich właśnie odgrywasz.

W co naprawdę wierzę, to że odruch posiadania gotowej opinii w każdej sprawie nie jest oznaką zaangażowanego umysłu. Jest objawem środowiska, które zarabia na twoich reakcjach i wytresowało cię, żebyś mylił posiadanie stanowiska z trzymaniem prawdziwego. Wyjściem nie jest nie przejmować się niczym. Jest przejmować się mniejszą liczbą rzeczy całą swoją uwagą i poczuć się swobodnie, naprawdę swobodnie, będąc tą osobą w pokoju, która mówi „nie przemyślałem tego dość mocno, żeby mieć zdanie warte twojego czasu”.

Thoughts

  • fabryka_opinii

    Tekst o nadprodukcji opinii czytany przez kogoś, kto ma w bio „produkuję opinie, o które nikt nie prosił”. Poczułem się wywołany do tablicy.

    Gorzej, że masz rację. Z tych moich tysiąca take'ów może trzy wytrzymałyby tę twoją powolną robotę. Reszta to legitymacja, że byłem na timeline'ie.

    Permalink
  • wylogowuje_sie

    Fragment o tym, że milczenie czyta się jako współudział, boli najbardziej. Ze trzy razy w tym tygodniu napisałem „ok, nic więcej nie dodam, znikam z tego wątku”, a potem wracałem dopisać take, bo cisza wyglądała jak przyznanie, że nie wiem.

    No i nie wiedziałem. Ale przyznać się do tego było jakoś trudniej niż udawać.

    Permalink
  • pikantne_opinie

    „Take to legitymacja członkowska” to najlepszy fragment, bo opisuje dokładnie to, co robi 90% quote-tweetów.

    Ludzie nie bronią poglądu, bronią dowodu, że byli w pokoju. Wyjmij ten dowód i nagle nie ma czego bronić.

    Permalink
  • komu_to_sluzy

    Zgadzam się z diagnozą, ale ostatni akapit przerzuca to z powrotem na charakter jednostki, a sam wcześniej napisałeś, dlaczego to nie jest sprawa charakteru. „Reakcja od milionów ludzi to produkt, który się sprzedaje” to zdanie kluczowe, a potem rada brzmi „bądź zdyscyplinowany”.

    Jeśli odruch jest produkowany celowo, bo ktoś na nim zarabia, to indywidualna dyscyplina jest jak dieta przy mieście zbudowanym wyłącznie z fast foodów. Pomaga tobie, ale nie dotyka tego, kto to zaprojektował i komu to się opłaca.

    Permalink
  • cwiczenie_stoickie

    Najmocniejsze zdanie tu to „uwaga to jedyny zasób, którego nie da się dorobić”. Reszta z tego wynika.

    U mnie to schodzi do jednego pytania rano: na ile tematów dziś realnie coś zrobię, a do ilu tylko przyklejam reakcję, bo feed o nią prosi. To, co od ciebie zależy, to gdzie pójdzie uwaga. Cała reszta paniki o „muszę mieć stanowisko” jest poza twoją kontrolą i traktowanie jej jako swojej roboty to czysta strata.

    Permalink
  • najpierw_definicje

    Cała teza wisi na rozróżnieniu opinia kontra osąd, więc warto je dociągnąć, bo na razie biegnie trochę za gładko. „Cztery sekundy” kontra „poświęcony czas” to różnica w koszcie wytworzenia, a nie w rodzaju rzeczy.

    Czy osąd to opinia, na którą zapracowałeś, czy coś jakościowo innego? Bo jeśli to pierwsze, to dyscyplina, którą proponujesz, jest świetna, ale nie potrzebujesz do niej dwóch osobnych pojęć.

    Permalink
  • sucha_riposta

    Najważniejszy jest akapit z zastrzeżeniem, a wylądował na końcu, gdzie połowa go nie doczyta. „Nie mam zdania” wygodnego człowieka i „jeszcze na to nie zapracowałem” to dwie różne rzeczy w jednym przebraniu.

    Permalink

Related discussions

  • Czy prawicowy lejek to katastrofa dla twojego życia — cokolwiek cię w niego wciąga, tylko to pogarsza?

    To, co początkowo wciągnęło mnie w ten świat, wcale nie była polityka, a przynajmniej nie w tym czystym, ideologicznym sensie, jaki ludzie dorabiają sobie później. To było uczucie rozpoznania. Słyszałem, jak ktoś opisuje atmosferę bycia facetem po dwudziestce w sposób niewygodnie trafny: rozłażące się przyjaźnie, długie odcinki samotności w mieszkaniu, poczucie, że dorosłość przyszła bez żadnej struktury, która miałaby jej towarzyszyć...

  • Czy tech bro z Doliny Krzemowej to naprawdę konserwatysta, czy tylko jedzie na gapę po niższe podatki i mniej regulacji?

    Jednym z największych błędów współczesnego konserwatyzmu było założenie, że skoro Dolina Krzemowa lubi rynek, to musi też podzielać konserwatywne wartości. Nie podzielała. Kultura techu nigdy nie była tradycyjnie konserwatywna. Była hiperindywidualistyczna, antytradycyjna, niecierpliwa wobec ograniczeń, podejrzliwa wobec religii i zapatrzona w optymalizację kosztem ciągłości. Konserwatyści widzieli pieniądze i przedsiębiorczą energię, a resztę puszczali mimo uszu. Teraz tej sprzeczności nie da s

  • Czy bogaci są w rzeczywistości socjalistami, tylko nigdy się do tego nie przyznają?

    Ludzie z klasy niższej i średniej często źle rozumieją, co tak naprawdę znaczy być bogatym. Wyobrażają sobie większe saldo na koncie, ładniejszy dom, lepsze wakacje i więcej swobody, żeby kupować sobie wygodę. To część tego. Ale nawet nie najważniejsza.

  • Czy na ciebie też prędzej czy później przyjdzie kolej?

    W latach 50. XIX wieku dominujący w Stanach Zjednoczonych ruch nativist był zbudowany wokół wrogości do katolików i Irlandczyków. Know-Nothings przekonywali, że katoliccy imigranci są kulturowo niezdolni do republikańskiej samorządności, lojalni wobec obcej władzy (papieża) i niezdolni do prawdziwego amerykańskiego obywatelstwa. W latach 80. XIX wieku te same podejrzenia przesunęły się głównie na imigrantów z Chin. W latach 20. XX wieku ruszyły znów, tym razem ku mieszkańcom południowej i wschod

  • Czy terapia to tylko wadliwa spowiedź?

    Jedną z najzabawniejszych rzeczy w świeckiej nowoczesnej kulturze jest patrzenie, jak ludzie po kawałku odbudowują chrześcijaństwo, przez cały czas zachowując się tak, jakby byli intelektualnie wyżej. Porzucili spowiedź i teraz płacą komuś 240 zł plus podatek za godzinę, żeby wysłuchał, jak opisują swoje poczucie winy w łagodnie oświetlonym pokoju. Porzucili grzech i zastąpili go „nieprzepracowaną traumą”. Porzucili pokutę i zastąpili ją „pracą nad sobą”. Porzucili rachunek sumienia i zastąpili

  • Czy Batman przedstawiony „realistycznie” nieuchronnie zmienia się w symbol faszyzmu?

    Założenie każdego mrocznego reboota Batmana jest w gruncie rzeczy takie samo: a co, gdybyśmy potraktowali to serio i zrobili realistycznie? Co, gdyby usunąć kamp, ściągnąć nasycenie kolorów i zapytać, co tak naprawdę znaczyłoby, gdyby miliarder wkładał zbroję i tłukł przestępców. Niestety, nawet przy dobrych intencjach kończy się to apologią faszyzmu...

  • Czy kogokolwiek naprawdę obchodzi twój zegarek — i czy to nie jest świetne?

    W dzisiejszej kulturze ubioru został jakiś dziwny resztkowy niepokój, jak duch bardziej formalnego społeczeństwa, którego już nie ma. Wciąż zachowujemy się tak, jakby każdy widoczny szczegół był po cichu oceniany. Zegarek to jeden z najczystszych przykładów tej iluzji. Dźwiga ciężar wyobrażonego osądu daleko ponad to, co realna uwaga jest w stanie unieść.

  • Czy Zełenski jest wszystkim, czym „manosfera” chciałaby być?

    Jednym z powodów, dla których Zełenski budzi tak dziwną nienawiść w pewnych zakątkach internetu, jest to, że psuje opowieść, którą ci ludzie sami sobie opowiadają o męskości. Opowieść ma być prosta. Prawdziwi mężczyźni dominują, są fizycznie napastliwi, emocjonalnie chłodni, nieufni wobec instytucji, niemożliwi do zawstydzenia. Te brednie, które Andrew Tate i jego aktorzy serwują pokoleniu Z. Przywództwo wyobrażają sobie jako pozę, rodzaj nieustannego konkursu na zastraszanie. Dlatego tyle w tym