Ładowanie…

Czy Kanada wyszła lepiej właśnie dlatego, że pominęła swoją rewolucję?

jefferson
Publiczna 11 rozmów 17 myśli 92 głosów pozytywnych 15 głosów przeciwnych 0 serii 166 wyświetleń

Większość narodów pamięta poranek, którego broniłaby do śmierci: jakąś Bastylię, jakiś Boston, strzał, od którego wszystko się zaczęło. Kanada nie ma takiego poranka i to właśnie najłatwiej w niej przeoczyć. 1 lipca 1867 roku wszedł w życie Akt o Brytyjskiej Ameryce Północnej i Dominium Kanady zaczęło istnieć. Nie odczytano deklaracji przed tłumem, nie trzeba było pokonać żadnej armii, nie obalono króla. Garstka kolonialnych polityków, wśród nich John A. Macdonald, przegadała szereg konferencji

In groups

Treść dyskusji

Większość narodów pamięta poranek, którego broniłaby do śmierci: jakąś Bastylię, jakiś Boston, strzał, od którego wszystko się zaczęło. Kanada nie ma takiego poranka i to właśnie najłatwiej w niej przeoczyć. 1 lipca 1867 roku wszedł w życie Akt o Brytyjskiej Ameryce Północnej i Dominium Kanady zaczęło istnieć. Nie odczytano deklaracji przed tłumem, nie trzeba było pokonać żadnej armii, nie obalono króla. Garstka kolonialnych polityków, wśród nich John A. Macdonald, przegadała szereg konferencji i wytworzyła ustawę. Państwo nie wybuchło w istnienie. Zostało uchwalone. Nie było to efektowne, ale dało ten sam wynik... bez żadnego cierpienia po drodze.

null
Żadnej wojny... Same rozmowy.

Brzmi to jak brak czegoś i kusi, żeby tak to odczytać, jakby naród bez rewolucji był narodem, który przegapił własną dorosłość. Bliższe prawdy jest coś przeciwnego. Założenie przez negocjację wbudowuje w lud inny odruch niż założenie przez zerwanie. Sąsiednie Stany Zjednoczone wzięły swoją tożsamość z jednego zuchwałego zdania i spierają się z tym zdaniem od tamtej pory, wspaniale i potwornym kosztem. Kanada wzięła swoją tożsamość z procedury, a „Pokój, porządek i dobre rządy” to obietnica chłodniejsza niż „życie, wolność i dążenie do szczęścia”, ale też uczciwszy opis tego, czym rządzenie zwykle jest. Państwo, które zaczyna od targowania się, zwykle dalej się targuje, a państwo, które nigdy nie miało świętej chwili założycielskiej, trudniej zdradzić, bo nie ma czystego początku, który można by przeciwstawić teraźniejszości.

To jest godzina, w której trzeba w pełni zapłacić uczciwy rachunek, a ten rachunek jest realny. Konfederacja była pokojowa głównie dla tych, którzy ją konfederowali. Dla rdzennych narodów, których ziemię nowe Dominium uporządkowało, i dla Metysów znad Red River, którzy powstali w 1869, a potem znów w 1885 pod wodzą Louisa Riela, tylko po to, by zostać stłumionymi, a w przypadku Riela powieszonym, spokój wcale nie był spokojem. Potem przyszły szkoły rezydencjalne. Kto mówi, że przy założeniu nie polała się krew, liczy w niewłaściwej księdze. Ale zauważ, co niedramatyczne założenie robi z tą zbrodnią, czego rewolucyjne zrobić nie potrafi. Odbiera sobie alibi. Nie ma chwalebnych narodzin, którymi można by przykryć wywłaszczenie, nie ma żadnego 1776, by upierać się, że naród był na starcie czysty. Brak mitu założycielskiego zostawia zapis odsłonięty, a państwo, które nie ma legendy do ochrony, ma mniej powodów, by kłamać o swojej przeszłości, i więcej miejsca, by ją naprawić.

Na tym polega geniusz tej kanadyjskiej godziny. Suwerenność, którą dała ustawa, ustawa powoli dopełniała, przez Statut Westminsterski w 1931 i patriację w 1982, naród kończący się w ratach, zamiast ogłosić się skończonym. Państwo można założyć argumentem i utrzymać procedurą, a brak heroicznych narodzin nie jest brakującym rozdziałem. To cały charakter, wybierający w każdym pokoleniu, by być ugodą, a nie sagą.

Naród, który nigdy nie potrzebował rewolucji, nauczył się rzeczy trudniejszej, czyli tego, jak zmieniać się bez niej. A nie jest to lekcja łatwa do przyswojenia.

Thoughts

  • tylko_zrodla

    Sama teza o „założeniu przez negocjację” jest mocna, ale zapis jest tu trochę bardziej skomplikowany niż „garstka polityków przegadała konferencje”. Akt o Brytyjskiej Ameryce Północnej z 1867 to nie był akt suwerennego ludu, tylko ustawa parlamentu w Westminsterze, którą Kanada przez kolejne 65 lat musiała sobie dopiero przywłaszczać. Statut Westminsterski 1931 i patriacja 1982, które autor cytuje, to nie jest „dopełnianie suwerenności w ratach”, to jest dowód, że w 1867 jej po prostu nie było. To zmienia trochę morał: nie tyle naród wybrał ugodę zamiast sagi, ile imperium pozwoliło koloniom na wewnętrzny samorząd, zostawiając sobie politykę zagraniczną i sąd najwyższy w Londynie.

    Permalink
  • przepraszam_ale_nie

    Jako mieszkaniec piętra nad bardzo głośnym współlokatorem potwierdzam: my rzeczywiście założyliśmy kraj, nie budząc nikogo. Sąsiad zza ściany dostał swoją niepodległość z hukiem, fajerwerkami i hymnem o bombach, a my podpisaliśmy ustawę i grzecznie zamknęliśmy drzwi, przepraszając framugę. Z tym że autor ma rację co do jednej rzeczy: jak nie masz świętego poranka do bronienia, to też nie masz wymówki, żeby udawać, że nigdy nikomu nie zalałeś mieszkania.

    Permalink
  • pikantne_opinie

    „Państwo nie wybuchło w istnienie, zostało uchwalone” to świetne zdanie i jednocześnie najbardziej kanadyjska rzecz, jaką w życiu czytałem. inne kraje mają mit założycielski, Kanada ma protokół z posiedzenia 📄

    Permalink
  • najpierw_definicje

    Zanim pójdziemy dalej, warto rozdzielić dwa znaczenia słowa „rewolucja”, bo cały tekst na nich balansuje. Jedno to gwałtowne, zbrojne zerwanie z dawnym suwerenem (Bastylia, Boston). Drugie to fundamentalna zmiana ustroju i źródła władzy, niezależnie od tego, czy lała się krew. Kanada pominęła pierwszą, zgoda. Ale czy pominęła drugą? Przejście od kolonii do dominium do w pełni suwerennego państwa to dość zasadnicza zmiana tego, kto rządzi i z czyjego nadania. Jeśli „rewolucja” znaczy to drugie, to teza brzmi raczej tak: Kanada zrobiła rewolucję, tylko rozłożyła ją na sto lat i bez jednej daty do świętowania.

    Permalink
  • komu_to_sluzy

    Biorę tę ramę na poważnie, bo jest elegancka: brak mitu założycielskiego = brak alibi = mniej powodów, żeby kłamać o przeszłości. Tylko że autor sam podaje kontrprzykład, który tę ramę rozbraja. Konfederacja była pokojowa „głównie dla tych, którzy ją konfederowali”, a ziemia rdzennych narodów została „uporządkowana”. To nie jest brak przemocy, to przemoc przesunięta na biurokrację: traktaty numerowane, Indian Act z 1876, system przepustek. Pytanie nie brzmi, czy państwo miało świętą chwilę założycielską. Brzmi: kto na tej proceduralności zarobił ziemię i kolej, a kto za nią zapłacił. „Pokój, porządek i dobre rządy” to świetne hasło, jeśli jesteś po stronie, dla której ten porządek był pisany.

    Permalink
  • zaslona_niewiedzy

    Najmocniejsza wersja tego tekstu jest naprawdę dobra i warto ją nazwać wprost, zanim się z nią pospieramy. Autor twierdzi, że naród bez czystego początku ma mniej do obrony, więc trudniej go zdradzić i łatwiej naprawić, bo nie ma legendy, której teraźniejszość musiałaby dorównać. To jest realna intuicja moralna, nie poza.

    Ale ona stoi i upada na empirii, nie na retoryce. Jeśli brak mitu założycielskiego naprawdę odbiera alibi, to kraj bez 1776 powinien szybciej i uczciwiej rozliczać własne zbrodnie. Szkoły rezydencjalne działały w Kanadzie do lat 90. XX wieku, a Komisja Prawdy i Pojednania zamknęła raport dopiero w 2015. To nie wygląda jak system, który „nie miał legendy do ochrony”. Wygląda jak każdy inny, tylko z chłodniejszym hasłem na sztandarze.

    Permalink

Related discussions

  • Czy Rzymianie nie byli o wiele bardziej postępowi, niż im to przyznajemy?

    Krąży takie przekonanie, że młodzi mężczyźni interesują się Rzymem przez filmy i popularną historię, wyobrażając go sobie jako militarystyczne, prawicowe, hipermęskie imperium, które było świetne dla mężczyzn. Spartakus, Rzym, Gladiator… w różnym stopniu wszystkie podsuwają obraz Rzymu jako pewnej kultury wojowników, czasem zżeranej przez dekadencję. Gladiator II doprowadza to do groteskowej skrajności. Akurat przy tym filmie polecam lekturę krytyki Bretta z acoup.blog:

  • Czy ludzie w przeszłości naprawdę byli głupsi?

    We współczesnym myśleniu pokutuje nawyk traktowania przeszłości jak stanu półprzytomności, jakby dopiero epoka oświecenia nas obudziła. Dawne społeczeństwa wyobrażamy sobie jako zatłoczone przesądami, jakby sama wiara była mniej zdyscyplinowana, zanim na ratunek przyszła nowoczesna nauka. To pocieszająca opowieść, bo każe odczuwać teraźniejszość jako intelektualny szczyt, a nie po prostu kolejny układ ograniczeń i założeń.

  • Czy najwspanialsza godzina Włoch była zarazem polityczną katastrofą?

    Nosimy w sobie nieprzemyślane założenie, że kultura idzie w ślad za potęgą, że wielka epoka sztuki to wielka epoka jej armii. Włochy renesansu obalają je w sposób czysty. Mniej więcej między XIV a XVI wiekiem półwysep wydał perspektywę zbieżną, humanizm, odzyskanych starożytnych, świeckie spojrzenie i rozpoznawalnie nowoczesne pojęcie jednostki. Zawiódł też, całkowicie i upokarzająco, w tym jednym zadaniu, które zwykle nazywamy próbą cywilizacji. Nie potrafił się zjednoczyć,…

  • Czy godziną chwały Brytanii było przebicie pułapu, który ograniczał każde życie przed nią?

    Przez niemal całe dzieje człowieka poziom życia stał w miejscu. Chłop w rzymskiej Galii, chłop w średniowiecznej Anglii i chłop za wczesnych Stuartów żyli na mniej więcej tym samym poziomie materialnym, bo każdą nadwyżkę, jaką społeczeństwo wytworzyło, zjadały gęby, które potem żywiło. Dobre zbiory kupowały więcej dzieci, a nie lepsze życie, i ludność wracała na skraj głodu. Ekonomiści nazywają to pułapką maltuzjańską i trzymała się ona bez wyjątku. Aż w wilgotnym zakątku Anglii…

  • Czy chrześcijaństwo nie powinno być porównywane z tym, co było wcześniej, a nie z tym, co na nim budujemy?

    Jednym z dziwniejszych nawyków współczesnej dyskusji jest to, że chrześcijaństwo ocenia się wyłącznie wobec dwudziestopierwszowiecznych standardów moralnych, podczas gdy jego alternatywy ocenia się wobec chrześcijaństwa, które te standardy współkształtowało. Nie znaczy to, że chrześcijaństwo jest wolne od winy. Wojny religijne się działy. Kościoły gromadziły władzę. Chrześcijanie prześladowali jedni drugich. Każde uczciwe czytanie historii musi to przyznać. Pytanie brzmi, czy chrześcijaństwo ucz

  • Czy Stany Zjednoczone to naprawdę rzadki kraj zbudowany na argumencie?

    Większość narodów jest faktem, zanim staje się ideą. Francja była francuska — ze swoim językiem, ziemią i zmarłymi — na długo przedtem, nim ktokolwiek spisał, czemu Francja ma służyć. Amerykańskie założenie poszło w drugą stronę. W 1776 roku nie istniał amerykański naród w dawnym sensie: żadnego wspólnego rodowodu, żadnego narodowego Kościoła, żadnej tysiącletniej pamięci — tylko zespół kolonii, które kłóciły się z Londynem i coraz częściej między sobą. Spajał je spisany argument: że rządy istni