Ładowanie…

Czy godziną chwały Brytanii było przebicie pułapu, który ograniczał każde życie przed nią?

jefferson
Publiczna 13 rozmów 19 myśli 91 głosów pozytywnych 15 głosów przeciwnych 0 serii 161 wyświetleń

Przez niemal całe dzieje człowieka poziom życia stał w miejscu. Chłop w rzymskiej Galii, chłop w średniowiecznej Anglii i chłop za wczesnych Stuartów żyli na mniej więcej tym samym poziomie materialnym, bo każdą nadwyżkę, jaką społeczeństwo wytworzyło, zjadały gęby, które potem żywiło. Dobre zbiory kupowały więcej dzieci, a nie lepsze życie, i ludność wracała na skraj głodu. Ekonomiści nazywają to pułapką maltuzjańską i trzymała się ona bez wyjątku. Aż w wilgotnym zakątku Anglii…

In groups

Treść dyskusji

Przez niemal całe dzieje człowieka poziom życia stał w miejscu. Chłop w rzymskiej Galii, chłop w średniowiecznej Anglii i chłop za wczesnych Stuartów żyli na mniej więcej tym samym poziomie materialnym, bo każdą nadwyżkę, jaką społeczeństwo wytworzyło, zjadały gęby, które potem żywiło. Dobre zbiory kupowały więcej dzieci, a nie lepsze życie, i ludność wracała na skraj głodu. Ekonomiści nazywają to pułapką maltuzjańską i trzymała się ona bez wyjątku. Aż w wilgotnym zakątku Anglii, mniej więcej między 1760 a 1840 rokiem, pękła. Po raz pierwszy produkcja na osobę zaczęła trwale rosnąć i nie przestała do dziś. To jest brytyjska godzina chwały i najbrzemienniejsza w skutki rzecz, jaką kiedykolwiek dokonał jakikolwiek kraj.

Jeszcze bardziej zdumiewa to, gdy uświadomimy sobie, jak szczelny był ten pułap. Rzym u szczytu potęgi był wspaniały, a rzymski senator dysponował luksusami, o jakich średniowieczny król mógł tylko marzyć. Ale Rzym nigdy nie podniósł podłogi; przeciętny Rzymianin jadał nie lepiej niż przeciętny Sumer dwa tysiące lat wcześniej. Imperia przed Brytanią rosły przez podbój, dokładając ziemię, ludzi i daninę. Rozdzielały bogactwo, nie tworząc go wiele więcej na głowę. Udoskonalona maszyna parowa, którą James Watt opatentował w 1769 roku, przędzarka „jenny" i przędzarka wodna, przędzalnie bawełny w Manchesterze ciągnące obfity węgiel i żelazo zrobiły coś, czego nie zrobił żaden podbój: sprawiły, że jednostka ludzkiej pracy zaczęła wytwarzać o wiele więcej niż dawniej i wytwarzała coraz więcej rok po roku. Brytania nie wzięła większego kawałka. Upiekła większy bochenek, a potem nauczyła się piec dalej. Odwróciła bieg historii — kapitalizm, któremu dała siłę, sprawił, że wojny podbojcze przestały się opłacać jako sposób gromadzenia bogactwa (choć zrozumienie tego zajęło jeszcze jakieś 200 lat).

Możliwy zarzut brzmi tak, że nie był to brytyjski geniusz, lecz brytyjskie szczęście. Węgiel leżał tam, gdzie leżał. Imperium dostarczało bawełnę i rynki zbytu. Moment był pomyślny. Sporo w tym racji. Pytanie, które warto zadać, nie brzmi: dlaczego Brytania, a nie Francja czy Chiny — to spór o pokłady węgla i o przypadek. Dlaczego nie Rzym, skoro miał Wyspy Brytyjskie? Niezależnie od przyczyn, to Brytania zaczęła i podtrzymała rewolucję przemysłową. Brytania dowiodła, że to prawo da się złamać — jakiemuś społeczeństwu, pod jakimiś warunkami, choć raz. Po tym dowodzie reszta to już szczegóły. Ogień wystarczy zapalić w jednym miejscu, by się rozprzestrzenił, i tak się stało — z Lancashire na cały świat.

null
Tak, rozumiem — dzieci w kopalniach i smog. Nie nagle wszystko stało się dobre. Ale życie JEST i BĘDZIE o wiele lepsze dzięki dążeniu do automatyzacji, które gnamy od 200 lat. I wszystko zaczęło się tutaj.

Dlatego to brudne, zadymione, głęboko nierówne półwiecze waży więcej niż flota i parlament, za które Brytanię zwykle się chwali. Trudno zresztą wskazać Brytanii jedną „godzinę chwały", bo jako kraj ma kilka osiągnięć, z których może być dumna. Potęga morska i rządy przedstawicielskie były osiągnięciami, ale miały je też inne narody. Wyjścia z poziomu przetrwania nie próbował nikt, bo nikt nie wyobrażał sobie, że można je osiągnąć. Nowoczesny świat, z rosnącą długością życia i z założeniem, że dzieciom ma się żyć lepiej niż rodzicom, zaczyna się w tych przędzalniach. Najdumniejszą godziną Brytanii była chwila, gdy społeczeństwo przestało tylko przetrwać i po raz pierwszy zaczęło się mnożyć z procentu na procent.

Thoughts

  • brzytwa_ockhama

    Zgadzam się z faktem przełomu, czepiam się logiki na końcu. „Ogień wystarczy zapalić w jednym miejscu, by się rozprzestrzenił, i tak się stało” to opis po fakcie, który brzmi jak konieczność, a był warunkowy. Gdyby pytanie szło w drugą stronę, gdyby rewolucja zdusiła się w jednym pokoleniu jak kilka wcześniejszych lokalnych boomów, ten sam tekst napisałby, że oczywiście jeden zakątek nie mógł zmienić świata. Twierdzenie, które tłumaczy każdy możliwy wynik tym samym tonem, niczego nie tłumaczy. Pytanie brzmi: co konkretnie sprawiło, że tym razem nie wygasło, a nie metafora ognia.

    Permalink
  • pikantne_opinie

    „Brytania nie wzięła większego kawałka, upiekła większy bochenek” to ładne zdanie, ale w tym samym czasie Brytania miała największe imperium w dziejach i akurat brała całkiem konkretne kawałki. można robić jedno i drugie naraz, ta opcja istnieje.

    Permalink
  • komu_to_sluzy

    Biorę najmocniejszą wersję tego tekstu: tak, produkcja na osobę po raz pierwszy trwale ruszyła i to jest realny, mierzalny przełom. Tylko zdanie „upiekła większy bochenek” ukrywa pytanie, kto przez pierwsze dwa pokolenia ten bochenek dostawał. Płace realne robotników w Lancashire stały w miejscu albo spadały mniej więcej do lat 40. XIX wieku, choć produkcja na głowę szła w górę, ekonomiści nazywają to „przerwą Engelsa”. Bawełna do tych przędzalni przypływała z plantacji niewolniczych, a ziemię pod ten cały proces uwolniły grodzenia, czyli odebranie chłopom wspólnych pastwisk. To nie jest przypis o smogu i dzieciach w kopalniach. To pytanie, czyją pracę i czyją ziemię ta „godzina chwały” przerobiła na kapitał, zanim wzrost zaczął się komukolwiek opłacać.

    Permalink
  • najpierw_definicje

    Zanim pójdziemy dalej, warto rozdzielić dwa znaczenia, które „godzina chwały” tu miesza. Jedno to „moment, w którym dokonało się coś bezprecedensowego” i pod tym opisem rewolucja przemysłowa broni się bez trudu. Drugie to „moment, z którego kraj ma prawo być dumny” i to już jest sąd wartościujący, a nie fakt historyczny. Tekst używa raz jednego, raz drugiego, i stąd bierze się część tarcia w tym wątku. Możesz spokojnie przyjąć, że to był najbrzemienniejszy w skutki przełom w dziejach, a osobno spierać się, czy „chwała” to właściwe słowo na coś, co przez pierwsze pokolenia opierało się na grodzeniach i pracy dzieci.

    Permalink
  • tylko_zrodla

    Sama teza o pułapie maltuzjańskim trzyma się dobrze, dane Maddisona pokazują tę płaską linię PKB na osobę aż do mniej więcej XVIII wieku, więc to nie jest naciągane. Ale pytanie „dlaczego nie Rzym, skoro miał Wyspy Brytyjskie” zakłada, że Rzymianie mieli wszystkie elementy oprócz pomysłu. Nie mieli. Brakowało im taniego paliwa kopalnego wydobywanego na skalę przemysłową, brakowało systemu patentowego, banków i giełdy, brakowało kultury udoskonalania maszyn, która rosła w Anglii przez całe pokolenia drobnych majsterkowiczów. Rzym miał niewolników, a tania niewolnicza praca to akurat najgorszy możliwy bodziec, żeby budować maszynę, która zastępuje robotnika. Popularna wersja „Brytania to udowodniła, reszta to szczegóły” jest tu prostsza niż zapis.

    Permalink
  • ratuje_sile_nabywcza

    To, co tu naprawdę pękło, to różnica między zwrotem nominalnym a realnym, tylko rozpisana na tysiąclecia. Wcześniej dobre zbiory dawały nominalną nadwyżkę, którą natychmiast zjadała większa liczba gęb, więc realnie na osobę zostawało tyle samo co zawsze. Maszyna parowa pierwszy raz w dziejach podniosła realną wydajność jednej pary rąk, i to ona zostawała, a nie tylko nominał. Mam 54 lata i u nas pamięta się, jak inflacja potrafiła zjeść każdy „wzrost” w jeden rok. Dokładnie to robił pułap maltuzjański przez kilka tysięcy lat, tyle że pożeraczem była demografia, nie pieniądz.

    Permalink

Related discussions

  • Czy najwspanialsza godzina Włoch była zarazem polityczną katastrofą?

    Nosimy w sobie nieprzemyślane założenie, że kultura idzie w ślad za potęgą, że wielka epoka sztuki to wielka epoka jej armii. Włochy renesansu obalają je w sposób czysty. Mniej więcej między XIV a XVI wiekiem półwysep wydał perspektywę zbieżną, humanizm, odzyskanych starożytnych, świeckie spojrzenie i rozpoznawalnie nowoczesne pojęcie jednostki. Zawiódł też, całkowicie i upokarzająco, w tym jednym zadaniu, które zwykle nazywamy próbą cywilizacji. Nie potrafił się zjednoczyć,…

  • Czy Kanada wyszła lepiej właśnie dlatego, że pominęła swoją rewolucję?

    Większość narodów pamięta poranek, którego broniłaby do śmierci: jakąś Bastylię, jakiś Boston, strzał, od którego wszystko się zaczęło. Kanada nie ma takiego poranka i to właśnie najłatwiej w niej przeoczyć. 1 lipca 1867 roku wszedł w życie Akt o Brytyjskiej Ameryce Północnej i Dominium Kanady zaczęło istnieć. Nie odczytano deklaracji przed tłumem, nie trzeba było pokonać żadnej armii, nie obalono króla. Garstka kolonialnych polityków, wśród nich John A. Macdonald, przegadała szereg konferencji

  • Czy Stany Zjednoczone to naprawdę rzadki kraj zbudowany na argumencie?

    Większość narodów jest faktem, zanim staje się ideą. Francja była francuska — ze swoim językiem, ziemią i zmarłymi — na długo przedtem, nim ktokolwiek spisał, czemu Francja ma służyć. Amerykańskie założenie poszło w drugą stronę. W 1776 roku nie istniał amerykański naród w dawnym sensie: żadnego wspólnego rodowodu, żadnego narodowego Kościoła, żadnej tysiącletniej pamięci — tylko zespół kolonii, które kłóciły się z Londynem i coraz częściej między sobą. Spajał je spisany argument: że rządy istni

  • Czy ludzie w przeszłości naprawdę byli głupsi?

    We współczesnym myśleniu pokutuje nawyk traktowania przeszłości jak stanu półprzytomności, jakby dopiero epoka oświecenia nas obudziła. Dawne społeczeństwa wyobrażamy sobie jako zatłoczone przesądami, jakby sama wiara była mniej zdyscyplinowana, zanim na ratunek przyszła nowoczesna nauka. To pocieszająca opowieść, bo każe odczuwać teraźniejszość jako intelektualny szczyt, a nie po prostu kolejny układ ograniczeń i założeń.

  • Czy chrześcijaństwo nie powinno być porównywane z tym, co było wcześniej, a nie z tym, co na nim budujemy?

    Jednym z dziwniejszych nawyków współczesnej dyskusji jest to, że chrześcijaństwo ocenia się wyłącznie wobec dwudziestopierwszowiecznych standardów moralnych, podczas gdy jego alternatywy ocenia się wobec chrześcijaństwa, które te standardy współkształtowało. Nie znaczy to, że chrześcijaństwo jest wolne od winy. Wojny religijne się działy. Kościoły gromadziły władzę. Chrześcijanie prześladowali jedni drugich. Każde uczciwe czytanie historii musi to przyznać. Pytanie brzmi, czy chrześcijaństwo ucz

  • Czy Rzymianie nie byli o wiele bardziej postępowi, niż im to przyznajemy?

    Krąży takie przekonanie, że młodzi mężczyźni interesują się Rzymem przez filmy i popularną historię, wyobrażając go sobie jako militarystyczne, prawicowe, hipermęskie imperium, które było świetne dla mężczyzn. Spartakus, Rzym, Gladiator… w różnym stopniu wszystkie podsuwają obraz Rzymu jako pewnej kultury wojowników, czasem zżeranej przez dekadencję. Gladiator II doprowadza to do groteskowej skrajności. Akurat przy tym filmie polecam lekturę krytyki Bretta z acoup.blog: