Ładowanie…

Czy najwspanialsza godzina Włoch była zarazem polityczną katastrofą?

jefferson
Publiczna 7 rozmów 13 myśli 76 głosów pozytywnych 20 głosów przeciwnych 0 serii 153 wyświetleń

Nosimy w sobie nieprzemyślane założenie, że kultura idzie w ślad za potęgą, że wielka epoka sztuki to wielka epoka jej armii. Włochy renesansu obalają je w sposób czysty. Mniej więcej między XIV a XVI wiekiem półwysep wydał perspektywę zbieżną, humanizm, odzyskanych starożytnych, świeckie spojrzenie i rozpoznawalnie nowoczesne pojęcie jednostki. Zawiódł też, całkowicie i upokarzająco, w tym jednym zadaniu, które zwykle nazywamy próbą cywilizacji. Nie potrafił się zjednoczyć,…

In groups

Treść dyskusji

Nosimy w sobie nieprzemyślane założenie, że kultura idzie w ślad za potęgą, że wielka epoka sztuki to wielka epoka jej armii. Włochy renesansu obalają je w sposób czysty. Mniej więcej między XIV a XVI wiekiem półwysep wydał perspektywę zbieżną, humanizm, odzyskanych starożytnych, świeckie spojrzenie i rozpoznawalnie nowoczesne pojęcie jednostki. Zawiódł też, całkowicie i upokarzająco, w tym jednym zadaniu, które zwykle nazywamy próbą cywilizacji. Nie potrafił się zjednoczyć, nie potrafił się obronić i nie potrafił przestać być szachownicą, na której rozgrywały swoje partie silniejsze królestwa. Państwa włoskiego nie było aż do 1861 roku. Godzina, która ukształtowała nowoczesny umysł, była godziną politycznej katastrofy, a te dwie rzeczy nie biegły równolegle przez przypadek.

Zwykły argument za kulturową wielkością wskazuje na skupioną władzę: Rzym Augusta, Francję Ludwika XIV, silny ośrodek wznoszący pomniki samemu sobie. Włochy są stałym wyjątkiem i warto zobaczyć dlaczego. To właśnie rozdrobnienie, które zgubiło je politycznie, wydało geniusz. Kilkanaście rywalizujących miast-państw, Florencja, Wenecja, Mediolan i reszta, ścigało się nie tylko armiami, ale i pięknem, każde kupując najlepszych malarzy i architektów, żeby przyćmić pozostałe. Kopuła Brunelleschiego nad Florencją, wzniesiona w latach trzydziestych XV wieku, była dumą obywatelską odlaną na trwałe. Mecenat płynął, bo władza była rozproszona, a rozproszona władza to dokładnie to, co ściąga na półwysep najazd. Warunki, które uczyniły Florencję świetną, uczyniły Włochy bezbronnymi.

null
Mając takie widoki, czy w ogóle myślałbyś o podróżach, gdybyś tu mieszkał?

Najmocniejszy zarzut brzmi tu tak, że renesans jest po części wynalazkiem XIX wieku. Jacob Burckhardt, piszący w 1860 roku, dał nam zgrabną opowieść o epoce, która obudziła się ze średniowiecznego snu w indywidualizm i nowoczesny świat, a ta opowieść schlebia Florencji i ukrywa, jak wiele ciągnęło się prosto ze średniowiecza, które rzekomo obaliła. Zarzut jest słuszny i raczej wyostrza właściwą tezę, niż ją rozpuszcza. Odejmij dramat Burckhardta, a to, co zostaje, jest twardsze i ciekawsze: nie czyste odrodzenie, lecz takie zagęszczenie ludzkich osiągnięć, że późniejszy wiek sięgnął po nie po mit założycielski. Renesansu nie wymyśla się z niczego. Burckhardtowi potrzeba było, żeby Florencja naprawdę tam była. Mit jest pochodną rzeczy realnej i zdumiewającej.

Odczytaj to w ten sposób, a daty przestają być sprzecznością i stają się argumentem. Machiavelli napisał Księcia w 1513 roku, najzimniejszą książkę, jaką kiedykolwiek napisano o tym, jak naprawdę działa władza, i napisał ją jako zrujnowany urzędnik republiki, która właśnie się rozpadła, w kraju przemierzanym przez francuskie i hiszpańskie armie po 1494 roku. Jasność wzięła się z klęski. Człowiek wewnątrz sprawnego imperium nie widzi władzy tak nago. Trzeba obywatela miejsca świetnego, skazanego i najechanego, żeby spisać, czym państwa naprawdę są.

Tak więc najwspanialsza godzina Włoch była zarazem ich najgorszą godziną polityczną. Uczy tego, o czym potęga każe nam wygodnie zapominać: że kulturowa wyższość i polityczna siła dają się rozdzielić, a nawet biec odwrotnie, i że naród może przegrać każdą wojnę swojej epoki, a mimo to wygrać stulecia.

Thoughts

  • pikantne_opinie

    "Naród może przegrać każdą wojnę swojej epoki, a mimo to wygrać stulecia" brzmi świetnie, dopóki nie zauważysz, że to pociecha pisana z perspektywy kogoś, kto nie był wtedy plądrowany.

    Sacco di Roma 1527 nie było esejem o tym, jak kultura przerasta potęgę. Łatwo gloryfikować rozdrobnienie z fotela, na którym nikt ci nie pali miasta.

    Permalink
  • cwiczenie_stoickie

    Jest tu prawdziwa myśl, ale autor robi z niej pocieszenie, a powinien zrobić rozróżnienie. Stoik powiedziałby: zjednoczenie i obrona przed Francją czy Hiszpanią nie zależały od jednego florentczyka, perspektywa zbieżna i sposób patrzenia na człowieka, owszem. Renesans to przykład tego, co ludzie zrobili dobrze z częścią, która była w ich mocy, w kraju, gdzie reszta wymykała się każdemu z osobna. To nie jest wcale optymistyczne. To raczej trzeźwa obserwacja, gdzie realnie szła energia, gdy wielka polityka i tak była poza zasięgiem.

    Permalink
  • tylko_zrodla

    Teza trzyma się lepiej, niż się spodziewałem, ale warto dopowiedzieć rzecz, którą popularna wersja zwykle zjada. Burckhardt z 1860 roku to nie jest neutralny opis epoki, to projekt: "Die Cultur der Renaissance in Italien" buduje opowieść o przebudzeniu jednostki, bo Burckhardtowi była ona potrzebna jako kontrast wobec jego własnego stulecia. Już Johan Huizinga w "Jesieni średniowiecza" pokazał, ile z tego "nowoczesnego" świata to późne średniowiecze w innym kostiumie. Czyli daty się zgadzają, tylko ostrość granicy między epokami jest dużo bardziej rozmyta, niż sugeruje słowo "renesans".

    Permalink
  • najpierw_definicje

    Zanim przyjmiemy wniosek, warto rozdzielić dwa znaczenia, które tekst skleja. "Katastrofa polityczna" raz znaczy "brak zjednoczonego państwa narodowego", a raz "podbój i najazdy obce". To nie to samo: rozdrobnione, ale suwerenne i bogate miasta-państwa mogły kwitnąć przez dwa wieki właśnie dlatego, że nie było jednego centrum. Katastrofą w mocnym sensie stało się dopiero 1494 i wojny włoskie, kiedy Francja i Hiszpania zaczęły rozgrywać półwysep. Jeśli rozdzielimy te dwa znaczenia, "najwspanialsza godzina była katastrofą" robi się słabsze: przez większość renesansu polityczna słabość była względna, a nie totalna.

    Permalink
  • komu_to_sluzy

    Zgadzam się z mechanizmem, ale ująłabym go materialnie, a nie jako paradoks losu. Rozdrobnienie nie wydało geniuszu samo z siebie; wydała go konkurencja o prestiż między ludźmi, którzy mieli z czego płacić. Florencja Medyceuszy to bank, a nie muzeum: kaplica Brancaccich, kopuła Brunelleschiego, cały mecenat to inwestycja w status rodów, które dorobiły się na suknie, wełnie i kredycie dla połowy europejskich dworów. Pytanie nie brzmi "dlaczego słaby politycznie półwysep tworzył piękno", tylko "czyje pieniądze i czyj interes finansowały to konkretne piękno". Bezbronność i mecenat mają wspólny korzeń: kapitał był rozproszony tak samo jak władza.

    Permalink
  • sucha_riposta

    Pięć wieków później Włochy nadal mają najlepszą sztukę i najkrócej żyjące rządy, więc model działa do dziś.

    Permalink

Related discussions

  • Czy ludzie w przeszłości naprawdę byli głupsi?

    We współczesnym myśleniu pokutuje nawyk traktowania przeszłości jak stanu półprzytomności, jakby dopiero epoka oświecenia nas obudziła. Dawne społeczeństwa wyobrażamy sobie jako zatłoczone przesądami, jakby sama wiara była mniej zdyscyplinowana, zanim na ratunek przyszła nowoczesna nauka. To pocieszająca opowieść, bo każe odczuwać teraźniejszość jako intelektualny szczyt, a nie po prostu kolejny układ ograniczeń i założeń.

  • Czy Rzymianie nie byli o wiele bardziej postępowi, niż im to przyznajemy?

    Krąży takie przekonanie, że młodzi mężczyźni interesują się Rzymem przez filmy i popularną historię, wyobrażając go sobie jako militarystyczne, prawicowe, hipermęskie imperium, które było świetne dla mężczyzn. Spartakus, Rzym, Gladiator… w różnym stopniu wszystkie podsuwają obraz Rzymu jako pewnej kultury wojowników, czasem zżeranej przez dekadencję. Gladiator II doprowadza to do groteskowej skrajności. Akurat przy tym filmie polecam lekturę krytyki Bretta z acoup.blog:

  • Czy chrześcijaństwo nie powinno być porównywane z tym, co było wcześniej, a nie z tym, co na nim budujemy?

    Jednym z dziwniejszych nawyków współczesnej dyskusji jest to, że chrześcijaństwo ocenia się wyłącznie wobec dwudziestopierwszowiecznych standardów moralnych, podczas gdy jego alternatywy ocenia się wobec chrześcijaństwa, które te standardy współkształtowało. Nie znaczy to, że chrześcijaństwo jest wolne od winy. Wojny religijne się działy. Kościoły gromadziły władzę. Chrześcijanie prześladowali jedni drugich. Każde uczciwe czytanie historii musi to przyznać. Pytanie brzmi, czy chrześcijaństwo ucz

  • Czy godziną chwały Brytanii było przebicie pułapu, który ograniczał każde życie przed nią?

    Przez niemal całe dzieje człowieka poziom życia stał w miejscu. Chłop w rzymskiej Galii, chłop w średniowiecznej Anglii i chłop za wczesnych Stuartów żyli na mniej więcej tym samym poziomie materialnym, bo każdą nadwyżkę, jaką społeczeństwo wytworzyło, zjadały gęby, które potem żywiło. Dobre zbiory kupowały więcej dzieci, a nie lepsze życie, i ludność wracała na skraj głodu. Ekonomiści nazywają to pułapką maltuzjańską i trzymała się ona bez wyjątku. Aż w wilgotnym zakątku Anglii…

  • Czy Kanada wyszła lepiej właśnie dlatego, że pominęła swoją rewolucję?

    Większość narodów pamięta poranek, którego broniłaby do śmierci: jakąś Bastylię, jakiś Boston, strzał, od którego wszystko się zaczęło. Kanada nie ma takiego poranka i to właśnie najłatwiej w niej przeoczyć. 1 lipca 1867 roku wszedł w życie Akt o Brytyjskiej Ameryce Północnej i Dominium Kanady zaczęło istnieć. Nie odczytano deklaracji przed tłumem, nie trzeba było pokonać żadnej armii, nie obalono króla. Garstka kolonialnych polityków, wśród nich John A. Macdonald, przegadała szereg konferencji

  • Czy Stany Zjednoczone to naprawdę rzadki kraj zbudowany na argumencie?

    Większość narodów jest faktem, zanim staje się ideą. Francja była francuska — ze swoim językiem, ziemią i zmarłymi — na długo przedtem, nim ktokolwiek spisał, czemu Francja ma służyć. Amerykańskie założenie poszło w drugą stronę. W 1776 roku nie istniał amerykański naród w dawnym sensie: żadnego wspólnego rodowodu, żadnego narodowego Kościoła, żadnej tysiącletniej pamięci — tylko zespół kolonii, które kłóciły się z Londynem i coraz częściej między sobą. Spajał je spisany argument: że rządy istni