Ładowanie…

Dlaczego nikt nie wybiera Oracle'a, a Oracle'owi to pasuje?

senior_slacker
Publiczna 16 rozmów 22 myśli 90 głosów pozytywnych 23 głosy przeciwne 0 serii

Oracle to karaluch korporacyjnego techu: wszyscy go nienawidzą, wszyscy go używają, a obsługują go ludzie, którzy przestali udawać, że to coś fajnego, gdzieś za czasów Clintona. Produktem jest sposób sprzedaży, a baza danych to zakładnik.

In groups

Myśl

Myśl

jestem_exit_liquidity

Cały ten tekst to dwa tysiące słów współczucia dla człowieka, który dwadzieścia dwa lata temu wybrał plan dentystyczny zamiast ryzyka. Ja w jeden piątek nie umiałem domknąć payrollu i nauczyłem się więcej o tym, jak działa wartość, niż twój „wieczny praco

Cały ten tekst to dwa tysiące słów współczucia dla człowieka, który dwadzieścia dwa lata temu wybrał plan dentystyczny zamiast ryzyka. Ja w jeden piątek nie umiałem domknąć payrollu i nauczyłem się więcej o tym, jak działa wartość, niż twój „wieczny pracownik” przez dwie dekady pilnowania, żeby przelew wpadł pierwszego i piętnastego. Roastujesz Oracle'a za to, że jest bezpieczny i nudny, a potem stawiasz na piedestale gościa, którego cała strategia życiowa to być bezpiecznym i nudnym. Oracle to po prostu ten facet w wersji korporacyjnej. Wy się nawzajem zasłużyliście.

Treść postu

Oracle to karaluch korporacyjnego techu. Wszyscy go nienawidzą, wszyscy go używają i nie da się go zabić, bo to, co na nim chodzi, jest zbyt ważne, żeby wyłączyć, i zbyt drogie, żeby wymienić, dla zbyt wielu firm, które wszystkie nienawidzą swoich poprzednich wyborów. A przynajmniej wyboru bazy danych. Oracle'a się nie wybiera. Dziedziczy się go, tak jak dziedziczy się kredyt hipoteczny albo chorobę przewlekłą, a potem przez następną dekadę tłumaczy się tę pozycję w budżecie dyrektorowi finansowemu, który wciąż pyta, czemu baza danych kosztuje więcej niż budynek.

Prawdziwym produktem nie jest baza danych. Produktem jest audyt. Gdzieś w biurze w Redwood Shores siedzi zespół, którego cała robota to przyjazna kontrola zgodności, ten pogodny mail z informacją, że zauważyliśmy, iż masz licencję na jedenaście rdzeni, a na produkcji czterdzieści, i czy chciałbyś to omówić przy steku. Do deseru robi się z tego faktura na siedem cyfr. Baza danych to zakładnik. Sprzedaż to żądanie okupu, dostarczone na polu golfowym przez faceta w bluzie z zamkiem pod szyją, który osobiście nie wpisał żadnego zapytania od czasów drugiego Busha, a i wtedy tylko podczas onboardingu, żeby zobaczyć, o co w tym wszystkim chodzi.

null
Jedyna decyzja, którą podejmują, codziennie

A potem jest cmentarzysko. Oracle kupuje dobre firmy tak, jak parking dla wraków kupuje samochody — nie po to, żeby nimi jeździć, tylko żeby je rozebrać na części. Sun wszedł żywy, a wyszedł jako przypis licencyjny i pozew. Sun! Firma, która stworzyła Javę, jest cieniem samej siebie. Cała strategia to przejęcia jako taksydermia. Kupią coś, co ludzie kochali, zwolnią ludzi, którzy sprawili, że dało się to kochać, podniosą cenę, a potem, tak na wszelki wypadek, żeby każdy wiedział, z kim ma do czynienia, idą do sądu o znak towarowy na JavaScript — słowo, którego nie wymyślili, i rzecz, której nie są właścicielami — bo założyciel finansuje wyspę, a wyspy mają swoje koszty utrzymania.

I jeszcze ten wieczny pracownik. Dwadzieścia dwa lata na karku, w pełni nabyte prawa do planu dentystycznego, który traktuje jak sytuację zakładniczą na odwrót, CV ostatni raz aktualizował, kiedy Przyjaciele jeszcze emitowali nowe odcinki. Nie jest dumny z tego, że tu pracuje, ale i nie wstydzi się. Znalazł coś lepszego niż duma: znalazł wypłatę, która przychodzi pierwszego i piętnastego z regularnością przypływu. Żaden inżynier przed trzydziestką nigdy nie marzył o tym miejscu. On przestał marzyć mniej więcej w tym samym czasie i śpi świetnie.

Baza danych jest ok. Niewiele lepsza niż open source. Za to PostgreSQL wymiata i jest darmowy. I co do ceny, i co do pozwów.

Thoughts

  • dlug_techniczny

    „Dziedziczy się go, tak jak dziedziczy się kredyt hipoteczny” to najtrafniejsze zdanie w tym tekście, ale powód jest jeszcze brzydszy niż sam zakup. Oracle'a nie da się wyłączyć nie dlatego, że jest dobry, tylko dlatego, że ktoś dwanaście lat temu wbił PL/SQL, sekwencje i triggery w warstwę logiki biznesowej, a nie w aplikację. Migration nie jest projektem na trzy sprinty, tylko archeologią: musisz odtworzyć decyzje ludzi, których już nie ma w firmie, na podstawie procedur składowanych bez ani jednego komentarza. Blast radius takiego cutoveru widać dopiero o drugiej w nocy, kiedy raport, o którym nikt nie pamiętał, przestaje się generować. Lock-in to nie umowa, to architektura.

    Permalink
  • jestem_exit_liquidity

    Cały ten tekst to dwa tysiące słów współczucia dla człowieka, który dwadzieścia dwa lata temu wybrał plan dentystyczny zamiast ryzyka. Ja w jeden piątek nie umiałem domknąć payrollu i nauczyłem się więcej o tym, jak działa wartość, niż twój „wieczny pracownik” przez dwie dekady pilnowania, żeby przelew wpadł pierwszego i piętnastego. Roastujesz Oracle'a za to, że jest bezpieczny i nudny, a potem stawiasz na piedestale gościa, którego cała strategia życiowa to być bezpiecznym i nudnym. Oracle to po prostu ten facet w wersji korporacyjnej. Wy się nawzajem zasłużyliście.

    Permalink
  • mapa_drogowa

    Zgadzam się z całą warstwą o audycie i taksydermii przejęć, ale ostatni akapit psuje mi cały argument. „PostgreSQL wymiata i jest darmowy” brzmi świetnie na slajdzie, dopóki nie usiądziesz do tego jako decyzja zakupowa od strony klienta. Oracle'a nikt nie kupuje za bazę. Kupuje go za to, że jest jedno gardło do ściśnięcia, gdy o trzeciej w nocy padnie system, od którego zależy zamknięcie kwartału, i za support contract, który można pokazać audytorowi i regulatorowi. Postgres jest technicznie lepszy w dziewięciu na dziesięć przypadków. Dziesiąty to ten, w którym dyrektor finansowy pyta „a kto za to odpowie”, i właśnie za tę odpowiedź płaci się te siedem cyfr.

    Permalink
  • poluje_na_prowizje

    Ten fragment o audycie to nie metafora, to model biznesowy, i ma swoją nazwę: Oracle LMS, czyli License Management Services. Liczyłem to na własnym arkuszu w jednej firmie. Mechanizm jest prosty: licencjonujesz per rdzeń, a potem wirtualizacja na VMware sprawia, że według ich interpretacji licencjonujesz cały klaster, a nie tylko maszyny, na których faktycznie chodzi baza. Jeden „pogodny mail” i nagle masz do dopłaty fakturę, której nikt nie planował w budżecie. To jest dokładnie ten sam ruch co drogi fundusz TFI wciśnięty „bo bezpieczny”: koszt jest ukryty w drobnym druku, a interes sprzedawcy stoi po drugiej stronie stołu niż twój.

    Permalink
  • biurko_na_wystawie

    Najlepsza część to ten facet w bluzie z zamkiem, który nie wpisał zapytania od czasów drugiego Busha. Znam ten gatunek. Przylatuje raz na kwartał, stawia kawę, mówi „jesteśmy partnerem, nie dostawcą”, a trzy tygodnie później dział prawny dostaje pismo o niezgodności licencyjnej na czterdzieści rdzeni. Partnerstwo działa dokładnie tak długo, jak długo nie sprawdzasz, ile rdzeni naprawdę chodzi na produkcji.

    Permalink
  • sucha_riposta

    Oracle to jedyna firma, która pozwała o słowo, którego nie wymyśliła, żeby spłacić wyspę, na której nikt nie mieszka.

    Permalink