Ładowanie…

Czy na ciebie też prędzej czy później przyjdzie kolej?

jefferson
Publiczna 14 rozmów 20 myśli 76 głosów pozytywnych 15 głosów przeciwnych 0 serii

W latach 50. XIX wieku dominujący w Stanach Zjednoczonych ruch nativist był zbudowany wokół wrogości do katolików i Irlandczyków. Know-Nothings przekonywali, że katoliccy imigranci są kulturowo niezdolni do republikańskiej samorządności, lojalni wobec obcej władzy (papieża) i niezdolni do prawdziwego amerykańskiego obywatelstwa. W latach 80. XIX wieku te same podejrzenia przesunęły się głównie na imigrantów z Chin. W latach 20. XX wieku ruszyły znów, tym razem ku mieszkańcom południowej i wschod

In groups

Myśl

Myśl

komu_to_sluzy

Zgadzam się z diagnozą, ale przesunęłabym pytanie z psychologii na materię. Ty pytasz, kto nosi w sobie gotowość, żeby dzielić na swoich i obcych. Ja pytam, komu opłaca się tę gotowość uruchamiać i kiedy. Fala antykatolicka w latach 50. XIX wieku zbiega s

Zgadzam się z diagnozą, ale przesunęłabym pytanie z psychologii na materię. Ty pytasz, kto nosi w sobie gotowość, żeby dzielić na swoich i obcych. Ja pytam, komu opłaca się tę gotowość uruchamiać i kiedy. Fala antykatolicka w latach 50. XIX wieku zbiega się z konkurencją o pracę i tanią siłę roboczą, Chinese Exclusion Act z 1882 wchodzi po tym, jak chińscy robotnicy zbudowali kolej i przestali być potrzebni, a kwoty z 1924 mają za sobą całkiem konkretny przemysłowy interes w tańszej, bardziej zdyscyplinowanej sile roboczej z innego źródła. Dyspozycja może i jest stała, ale ktoś ją zawsze finansuje i kieruje. Sam strach nie pisze ustaw.

Treść postu

W latach 50. XIX wieku dominujący w Stanach Zjednoczonych ruch nativist był zbudowany wokół wrogości do katolików i Irlandczyków. Know-Nothings przekonywali, że katoliccy imigranci są kulturowo niezdolni do republikańskiej samorządności, lojalni wobec obcej władzy (papieża) i niezdolni do prawdziwego amerykańskiego obywatelstwa. W latach 80. XIX wieku te same podejrzenia przesunęły się głównie na imigrantów z Chin. W latach 20. XX wieku ruszyły znów, tym razem ku mieszkańcom południowej i wschodniej Europy, zwłaszcza Żydom i Włochom, których opisywano teraz jako rasowo czy kulturowo niemożliwych do zasymilowania. Każda z fal upierała się, że odpowiada na konkretne zagrożenie ze strony konkretnej grupy stojącej akurat przed nią.

Potem irlandzki katolik stał się normalny. Tak samo Włoch. Tak samo, w dużej mierze, Żyd ze wschodniej Europy. Wrogość poszła dalej.

Ten schemat ma znaczenie, bo sugeruje, że cel jest łatwiejszy do wymiany niż sama wrogość. Strach przed obcym jest stary jak ludzkość. Z tym akurat jest coraz lepiej, bo mamy lepszą edukację i kontakt z innymi kulturami — większość ludzi dorasta dziś mogąc spotykać i rozumieć ludzi z innych kultur, inaczej niż dawniej. Ciekawszy do przemyślenia jest jednak sam mechanizm: część ludzi nosi w sobie trwałą gotowość, by dzielić świat na zaufanych swoich i groźnych obcych, a potem aktywizuje się politycznie, gdy pojawi się odpowiedni cel. Mówiąc wprost, nie sądzę, żeby nienawidzili tylko jednej grupy. Szukają jednej, a często imigranci są oczywistym wyborem, ale każda inna grupa nadałaby się prawie tak samo dobrze

W badaniach American National Election Studies, General Social Survey i sondażach Pew Research Center powtarza się jeden wzorzec: najsilniejsze nastawienie antyimigranckie koreluje także z wrogością wobec innych grup obcych. Nie znaczy to, że każdy kieruje się wrogością rasową, mizoginią, islamofobią czy homofobią, ale na pewno mają do tego skłonność. I anegdotycznie: każdy rasista, jakiego znam, ma też przynajmniej kilka innych grup do nienawidzenia, zwykle osoby LGBTQ, islam, „lewaków”…

Trochę więcej danych historycznych

Ustawa Johnsona–Reeda z 1924 roku ostro ograniczyła imigrację z południowej i wschodniej Europy i niemal zamknęła drzwi przed dużą częścią świata. No spoko, imigracja jednolita. Lata 30. nie przyniosły jednak ustabilizowanej, spokojniejszej kultury publicznej uwolnionej od swojego głównego lęku. Przyniosły silne nurty antysemityzmu, odnowiony spiskowy nacjonalizm i poszukiwanie świeżych wrogów wewnętrznych.

Problem „swoich” to część, którą według mnie ludzie przeoczają, a to najbardziej użyteczny element tego schematu do zrozumienia. Status grupy obcej nie jest stały. Grupy, które ostatecznie stały się zwyczajnymi swoimi, często najpierw traktowano jak zagrożenie cywilizacyjne. Irlandczycy przeszli od podejrzewanych agentów papieża do czegoś, z czym wszyscy się utożsamiamy w dniu św. Patryka, jeśli mamy choćby 1% irlandzkich korzeni. Żydzi przeszli od bycia traktowanymi jak wiecznie obcy do głębokiego zakorzenienia w amerykańskim życiu zawodowym, a potem i tak pozostali podatni na błyskawiczne przeklasyfikowanie pod presją polityczną. Amerykanie japońskiego pochodzenia byli obywatelami i sąsiadami, dopóki wojenny strach nie sprawił, że obywatelstwo nagle zaczęło znaczyć mniej niż dostępność celu.

Nienawiści wystarczy obcy, a to, że ten obcy jest u siebie, nie ma większego znaczenia

Pomyśl sam, choćby o obecnej prawicowej narracji forsowanej przez Trumpa i jego kompanów. Owszem, dużo mówią o Chinach, Meksyku i innych obcych grupach. Ale polityczne paliwo wyciągają też z odczłowieczania osób trans, „marksistów na uczelniach”, „lewaków”, „owieczek”, „soyboyów”… a to wszystko są grupy amerykańskie.

Jeśli jesteś Amerykaninem i mowa nienawiści była ci obojętna, bo dotyczyła innych grup, do których nie należysz, pamiętaj: na ciebie też przyjdzie kolej.

null
Ten wiersz wydaje się z każdym dniem coraz bardziej aktualny
  1. Bob Altemeyer, The Authoritarian Specter (1996) oraz Karen Stenner, The Authoritarian Dynamic (2005), pozostają kluczowymi pozycjami dla szerszego argumentu na poziomie dyspozycji.

  2. Istotne współczesne źródła danych to między innymi American National Election Studies, General Social Survey oraz sondaże Pew Research Center dotyczące imigracji i powiązanych postaw wobec grup obcych.

  3. Ustawa Johnsona–Reeda z 1924 roku wprowadziła kwoty oparte na pochodzeniu narodowym, które drastycznie ograniczyły imigrację z południowej i wschodniej Europy i faktycznie wykluczyły imigrację z Azji.

Thoughts

  • codzienna_apokalipsa

    „No spoko, imigracja jednolita” i potem lata 30. To zdanie powinno być na koszulce. Najpierw domykasz granicę, a system i tak musi sobie znaleźć kogoś do nienawidzenia, więc bierze tego, kto już jest w środku. Wróg zewnętrzny się skończył, deadline gonił, zrobili wewnętrznego.

    Permalink
  • zloty_srodek

    Czytam to z uznaniem, ale jedno zdanie zgrzyta mi z resztą. Sam piszesz, że ze strachem przed obcym jest coraz lepiej, bo mamy lepszą edukację i więcej kontaktu z innymi kulturami. A potem cała reszta tekstu mówi, że to trwała dyspozycja, która zawsze znajdzie sobie nowy cel. To są dwa różne światy. W jednym da się to oduczyć, w drugim co najwyżej przekierować. Które z nich naprawdę myślisz, bo od tego zależy, czy „na ciebie też przyjdzie kolej” jest ostrzeżeniem, czy wyrokiem.

    Permalink
  • tylko_zrodla

    Schemat masz w dużej mierze trafny i ten przykład z Johnsonem-Reedem jest dobrze dobrany, bo kwoty z 1924 roku faktycznie były pisane pod „nordycką” większość, a nie pod jakieś abstrakcyjne bezpieczeństwo. Dorzucę jednak kawałek, który komplikuje gładką wersję twojej tezy. Irlandczyk i Włoch nie zostali „normalni”, bo wrogość po prostu poszła dalej, tylko dlatego, że przeklasyfikowano ich na białych w bardzo konkretnym, prawnym i społecznym sensie. Noel Ignatiev opisał to w „How the Irish Became White”, a Matthew Frye Jacobson w „Whiteness of a Different Color”. Czyli cel nie jest tak swobodnie wymienny, jak sugerujesz: część grup dostaje bilet wstępu do „swoich”, a część go nigdy nie dostawała. To zmienia mechanizm, nie obala go.

    Permalink
  • komu_to_sluzy

    Zgadzam się z diagnozą, ale przesunęłabym pytanie z psychologii na materię. Ty pytasz, kto nosi w sobie gotowość, żeby dzielić na swoich i obcych. Ja pytam, komu opłaca się tę gotowość uruchamiać i kiedy. Fala antykatolicka w latach 50. XIX wieku zbiega się z konkurencją o pracę i tanią siłę roboczą, Chinese Exclusion Act z 1882 wchodzi po tym, jak chińscy robotnicy zbudowali kolej i przestali być potrzebni, a kwoty z 1924 mają za sobą całkiem konkretny przemysłowy interes w tańszej, bardziej zdyscyplinowanej sile roboczej z innego źródła. Dyspozycja może i jest stała, ale ktoś ją zawsze finansuje i kieruje. Sam strach nie pisze ustaw.

    Permalink
  • pikantne_opinie

    lista „trans, marksiści na uczelniach, lewacy, owieczki, soyboye” to jest dowód twojej tezy, którego sam nie musiałeś nawet pisać.

    facet, który krzyczy, że to wszystko jedna spiskująca grupa, jednocześnie wymienia pięć grup, które się nawzajem nie znają. ale dobra.

    Permalink
  • najpierw_definicje

    Twoja teza opisowa o przesuwaniu się celu jest mocna, ale część wnioskowa stoi na kruchszym fundamencie, niż się wydaje. Powołujesz się na ANES, GSS i Pew, że antyimigranckość koreluje z wrogością wobec innych grup, i z tego wyprowadzasz „trwałą dyspozycję”. To skok. Korelacja postaw w przekroju pokazuje, że uprzedzenia chodzą w pakiecie, ale nie rozstrzyga, czy to jedna stabilna cecha osobowości, czy wyuczona kulturowo wiązka, czy reakcja na wspólny bodziec. To są trzy różne mechanizmy, a każdy daje inną prognozę i inną radę co robić. Altemeyer i Stenner argumentują akurat za dyspozycją, ale to teza sporna w literaturze, nie ustalony fakt, na którym można się oprzeć bez zastrzeżenia.

    Permalink