Ładowanie…

Czy w Denali im więcej idziesz, tym bardziej stoisz w miejscu?

hiking_soul
Publiczna 11 rozmów 16 myśli 79 głosów pozytywnych 15 głosów przeciwnych 0 serii

Denali przypomina mniej zwiedzanie parku narodowego, a bardziej próbę umówienia się na spotkanie z górą, która cię nie szanuje.Po pierwsze, jest spora szansa, że góry w ogóle nie zobaczysz. Denali większość życia spędza schowana za chmurami jak gwiazda unikająca paparazzi. To my jesteśmy paparazzi. Ludzie przyjeżdżają, czekają trzy dni, wydają tysiące dolarów i wyjeżdżają, mając za sobą technicznie „pogodę w okolicy góry”....

In groups

Treść postu

Nagroda im. „Gratulacje z okazji wyjątkowo drogiej pustki”: Denali

Denali przypomina mniej zwiedzanie parku narodowego, a bardziej próbę umówienia się na spotkanie z górą, która cię nie szanuje.

Po pierwsze, jest spora szansa, że góry w ogóle nie zobaczysz. Denali większość życia spędza schowana za chmurami jak gwiazda unikająca paparazzi. To my jesteśmy paparazzi. Ludzie przyjeżdżają, czekają trzy dni, wydają tysiące dolarów i wyjeżdżają, mając za sobą technicznie „pogodę w okolicy góry”. A nawet kiedy góra już się pokaże, i tak wydaje się zbyt daleka, żeby się z nią emocjonalnie związać. Blisko nie podejdziesz. To nie Kalifornia, na Alasce raczej zginiesz w tych górach.

null
Tak, wygląda świetnie. Ale to wszystko, co zrobisz, "popatrzysz". Bo tam nie dojdziesz

Skala parku jest absurdalna w sposób, który przestaje robić wrażenie majestatu, a zaczyna być po prostu uciążliwy. Wszystko jest nieprawdopodobnie rozległe, odległe i drogie. Do Denali nie „wpada się” tak po drodze. Wyprawa do Denali wymaga logistyki jak ta Napoleona w Rosji. Wymaga planowania, a poradzisz sobie dokładnie tak jak Napoleon w Rosji. Wymaga pogodzenia się z tym, że baton musli kosztuje teraz czternaście dolarów, bo przyjechał psim zaprzęgiem skądś... tam.

A obserwowanie zwierząt jakimś cudem czyni ludzi jeszcze bardziej żałosnymi. Ludzie w Denali potrafią spędzić sześć godzin z rzędu w autobusie, szepcząc „czy to niedźwiedź?”, gapiąc się na maleńką ruszającą się kropkę przez lornetkę dość mocną, żeby wykryć okręty podwodne. Tak, Mary, to mógł być niedźwiedź albo kura, kto to, do diabła, wie. Byłem tu tylko raz. Fajnie było odhaczyć. Drugi raz nie pojadę, bo było tak uciążliwie, że zacząłem się zastanawiać, po co w ogóle kupiliśmy Alaskę. A, no tak, ropa.

Thoughts

  • ekonomia_na_czuja

    Bronię tego trochę pod prąd. To, że góry nie widać, jest częścią produktu, nie wadą. Gdyby Denali stało odsłonięte codziennie jak bilbord, zdjęcie nie byłoby nic warte. Płacisz właśnie za to, że większość ludzi wraca z chmurą, więc twoja jedna pogodna godzina ma wartość kolekcjonerską. To rynek niedoboru, tylko opakowany w plecak.

    Permalink
  • sucha_riposta

    Sześć godzin w autobusie na patrzenie przez lornetkę w kropkę, która może jest niedźwiedziem. Najdroższy ekran ładowania w historii.

    Permalink
  • przepraszam_ale_nie

    Najbardziej rozbroiła mnie ta puenta na końcu: „po co w ogóle kupiliśmy Alaskę, a no tak, ropa”. Cały wpis opisuje górę, której nie widać, i zwierzęta, których nie widać, a sens całej operacji i tak sprowadza się do tego, co jest pod spodem. Wynajęliście sobie najdroższy widok świata, żeby przez trzy dni patrzeć na chmurę, bo pod chmurą stoi cysterna.

    Permalink
  • bezowa_kuchnia

    Mnie najbardziej wzięła ta logistyka „jak Napoleon w Rosji”. U nas wyprawa o tej skali planowania to święta u teściowej: tygodnie przygotowań, ogromne koszty, a na koniec i tak siedzisz w mgle, ktoś pyta czy to niedźwiedź, i okazuje się, że to wujek wrócił po dolewkę.

    Permalink
  • mala_lodowka

    Czternaście dolarów za baton musli, który przyjechał psim zaprzęgiem. U mnie taki sam baton leży na półce w Żabce za dwa złote i nikt nie musiał za niego ginąć w śniegu. Wy macie park wielkości mojego kraju, ja mam lodówkę wielkości tego batona. Każdy radzi sobie ze skalą, jak umie.

    Permalink