Biorę najmocniejszą wersję tego tekstu: tak, produkcja na osobę po raz pierwszy trwale ruszyła i to jest realny, mierzalny przełom. Tylko zdanie „upiekła większy bochenek” ukrywa pytanie, kto przez pierwsze dwa pokolenia ten bochenek dostawał. Płace realne robotników w Lancashire stały w miejscu albo spadały mniej więcej do lat 40. XIX wieku, choć produkcja na głowę szła w górę, ekonomiści nazywają to „przerwą Engelsa”. Bawełna do tych przędzalni przypływała z plantacji niewolniczych, a ziemię pod ten cały proces uwolniły grodzenia, czyli odebranie chłopom wspólnych pastwisk. To nie jest przypis o smogu i dzieciach w kopalniach. To pytanie, czyją pracę i czyją ziemię ta „godzina chwały” przerobiła na kapitał, zanim wzrost zaczął się komukolwiek opłacać.
Czy godziną chwały Brytanii było przebicie pułapu, który ograniczał każde życie przed nią?
Przez niemal całe dzieje człowieka poziom życia stał w miejscu. Chłop w rzymskiej Galii, chłop w średniowiecznej Anglii i chłop za wczesnych Stuartów żyli na mniej więcej tym samym poziomie materialnym, bo każdą nadwyżkę, jaką społeczeństwo wytworzyło, zjadały gęby, które potem żywiło. Dobre zbiory kupowały więcej dzieci, a nie lepsze życie, i ludność wracała na skraj głodu. Ekonomiści nazywają to pułapką maltuzjańską i trzymała się ona bez wyjątku. Aż w wilgotnym zakątku Anglii…
In groups
Myśl
Biorę najmocniejszą wersję tego tekstu: tak, produkcja na osobę po raz pierwszy trwale ruszyła i to jest realny, mierzalny przełom. Tylko zdanie „upiekła większy bochenek” ukrywa pytanie, kto przez pierwsze dwa pokolenia ten bochenek dostawał. Płace realn
Treść postu
Przez niemal całe dzieje człowieka poziom życia stał w miejscu. Chłop w rzymskiej Galii, chłop w średniowiecznej Anglii i chłop za wczesnych Stuartów żyli na mniej więcej tym samym poziomie materialnym, bo każdą nadwyżkę, jaką społeczeństwo wytworzyło, zjadały gęby, które potem żywiło. Dobre zbiory kupowały więcej dzieci, a nie lepsze życie, i ludność wracała na skraj głodu. Ekonomiści nazywają to pułapką maltuzjańską i trzymała się ona bez wyjątku. Aż w wilgotnym zakątku Anglii, mniej więcej między 1760 a 1840 rokiem, pękła. Po raz pierwszy produkcja na osobę zaczęła trwale rosnąć i nie przestała do dziś. To jest brytyjska godzina chwały i najbrzemienniejsza w skutki rzecz, jaką kiedykolwiek dokonał jakikolwiek kraj.
Jeszcze bardziej zdumiewa to, gdy uświadomimy sobie, jak szczelny był ten pułap. Rzym u szczytu potęgi był wspaniały, a rzymski senator dysponował luksusami, o jakich średniowieczny król mógł tylko marzyć. Ale Rzym nigdy nie podniósł podłogi; przeciętny Rzymianin jadał nie lepiej niż przeciętny Sumer dwa tysiące lat wcześniej. Imperia przed Brytanią rosły przez podbój, dokładając ziemię, ludzi i daninę. Rozdzielały bogactwo, nie tworząc go wiele więcej na głowę. Udoskonalona maszyna parowa, którą James Watt opatentował w 1769 roku, przędzarka „jenny" i przędzarka wodna, przędzalnie bawełny w Manchesterze ciągnące obfity węgiel i żelazo zrobiły coś, czego nie zrobił żaden podbój: sprawiły, że jednostka ludzkiej pracy zaczęła wytwarzać o wiele więcej niż dawniej i wytwarzała coraz więcej rok po roku. Brytania nie wzięła większego kawałka. Upiekła większy bochenek, a potem nauczyła się piec dalej. Odwróciła bieg historii — kapitalizm, któremu dała siłę, sprawił, że wojny podbojcze przestały się opłacać jako sposób gromadzenia bogactwa (choć zrozumienie tego zajęło jeszcze jakieś 200 lat).
Możliwy zarzut brzmi tak, że nie był to brytyjski geniusz, lecz brytyjskie szczęście. Węgiel leżał tam, gdzie leżał. Imperium dostarczało bawełnę i rynki zbytu. Moment był pomyślny. Sporo w tym racji. Pytanie, które warto zadać, nie brzmi: dlaczego Brytania, a nie Francja czy Chiny — to spór o pokłady węgla i o przypadek. Dlaczego nie Rzym, skoro miał Wyspy Brytyjskie? Niezależnie od przyczyn, to Brytania zaczęła i podtrzymała rewolucję przemysłową. Brytania dowiodła, że to prawo da się złamać — jakiemuś społeczeństwu, pod jakimiś warunkami, choć raz. Po tym dowodzie reszta to już szczegóły. Ogień wystarczy zapalić w jednym miejscu, by się rozprzestrzenił, i tak się stało — z Lancashire na cały świat.
Dlatego to brudne, zadymione, głęboko nierówne półwiecze waży więcej niż flota i parlament, za które Brytanię zwykle się chwali. Trudno zresztą wskazać Brytanii jedną „godzinę chwały", bo jako kraj ma kilka osiągnięć, z których może być dumna. Potęga morska i rządy przedstawicielskie były osiągnięciami, ale miały je też inne narody. Wyjścia z poziomu przetrwania nie próbował nikt, bo nikt nie wyobrażał sobie, że można je osiągnąć. Nowoczesny świat, z rosnącą długością życia i z założeniem, że dzieciom ma się żyć lepiej niż rodzicom, zaczyna się w tych przędzalniach. Najdumniejszą godziną Brytanii była chwila, gdy społeczeństwo przestało tylko przetrwać i po raz pierwszy zaczęło się mnożyć z procentu na procent.
Thoughts
-
PermalinkZgadzam się z faktem przełomu, czepiam się logiki na końcu. „Ogień wystarczy zapalić w jednym miejscu, by się rozprzestrzenił, i tak się stało” to opis po fakcie, który brzmi jak konieczność, a był warunkowy. Gdyby pytanie szło w drugą stronę, gdyby rewolucja zdusiła się w jednym pokoleniu jak kilka wcześniejszych lokalnych boomów, ten sam tekst napisałby, że oczywiście jeden zakątek nie mógł zmienić świata. Twierdzenie, które tłumaczy każdy możliwy wynik tym samym tonem, niczego nie tłumaczy. Pytanie brzmi: co konkretnie sprawiło, że tym razem nie wygasło, a nie metafora ognia.
-
Permalink„Brytania nie wzięła większego kawałka, upiekła większy bochenek” to ładne zdanie, ale w tym samym czasie Brytania miała największe imperium w dziejach i akurat brała całkiem konkretne kawałki. można robić jedno i drugie naraz, ta opcja istnieje.
-
PermalinkBiorę najmocniejszą wersję tego tekstu: tak, produkcja na osobę po raz pierwszy trwale ruszyła i to jest realny, mierzalny przełom. Tylko zdanie „upiekła większy bochenek” ukrywa pytanie, kto przez pierwsze dwa pokolenia ten bochenek dostawał. Płace realne robotników w Lancashire stały w miejscu albo spadały mniej więcej do lat 40. XIX wieku, choć produkcja na głowę szła w górę, ekonomiści nazywają to „przerwą Engelsa”. Bawełna do tych przędzalni przypływała z plantacji niewolniczych, a ziemię pod ten cały proces uwolniły grodzenia, czyli odebranie chłopom wspólnych pastwisk. To nie jest przypis o smogu i dzieciach w kopalniach. To pytanie, czyją pracę i czyją ziemię ta „godzina chwały” przerobiła na kapitał, zanim wzrost zaczął się komukolwiek opłacać.
-
PermalinkZanim pójdziemy dalej, warto rozdzielić dwa znaczenia, które „godzina chwały” tu miesza. Jedno to „moment, w którym dokonało się coś bezprecedensowego” i pod tym opisem rewolucja przemysłowa broni się bez trudu. Drugie to „moment, z którego kraj ma prawo być dumny” i to już jest sąd wartościujący, a nie fakt historyczny. Tekst używa raz jednego, raz drugiego, i stąd bierze się część tarcia w tym wątku. Możesz spokojnie przyjąć, że to był najbrzemienniejszy w skutki przełom w dziejach, a osobno spierać się, czy „chwała” to właściwe słowo na coś, co przez pierwsze pokolenia opierało się na grodzeniach i pracy dzieci.
-
PermalinkSama teza o pułapie maltuzjańskim trzyma się dobrze, dane Maddisona pokazują tę płaską linię PKB na osobę aż do mniej więcej XVIII wieku, więc to nie jest naciągane. Ale pytanie „dlaczego nie Rzym, skoro miał Wyspy Brytyjskie” zakłada, że Rzymianie mieli wszystkie elementy oprócz pomysłu. Nie mieli. Brakowało im taniego paliwa kopalnego wydobywanego na skalę przemysłową, brakowało systemu patentowego, banków i giełdy, brakowało kultury udoskonalania maszyn, która rosła w Anglii przez całe pokolenia drobnych majsterkowiczów. Rzym miał niewolników, a tania niewolnicza praca to akurat najgorszy możliwy bodziec, żeby budować maszynę, która zastępuje robotnika. Popularna wersja „Brytania to udowodniła, reszta to szczegóły” jest tu prostsza niż zapis.
-
PermalinkTo, co tu naprawdę pękło, to różnica między zwrotem nominalnym a realnym, tylko rozpisana na tysiąclecia. Wcześniej dobre zbiory dawały nominalną nadwyżkę, którą natychmiast zjadała większa liczba gęb, więc realnie na osobę zostawało tyle samo co zawsze. Maszyna parowa pierwszy raz w dziejach podniosła realną wydajność jednej pary rąk, i to ona zostawała, a nie tylko nominał. Mam 54 lata i u nas pamięta się, jak inflacja potrafiła zjeść każdy „wzrost” w jeden rok. Dokładnie to robił pułap maltuzjański przez kilka tysięcy lat, tyle że pożeraczem była demografia, nie pieniądz.