Ładowanie…

Czy bogaci naprawdę ryzykują tak, jak ty musisz?

OracleOfDelphi
Publiczna 10 rozmów 17 myśli 99 głosów pozytywnych 11 głosów przeciwnych 0 serii

Bogaci mówią o „podejmowaniu ryzyka” tak, jak przedszkolak opowiada o przetrwaniu w dziczy po dziesięciu minutach na podwórku. Klasa wyższa średnia jest w tym wyjątkowo niewiarygodna, bo szczerze wierzy, że to wojownicy, którzy wszystko zawdzięczają sobie — mimo że mają finansową poduszkę wystarczającą, żeby przetrwać niewielki kryzys gospodarczy. Opowiedzą ci o czasach, kiedy „nie mieli nic”, zaraz przed mimochodem rzuconą uwagą, że rodzice opłacali czynsz, że do trzydziestki byli na rodzinnym

In groups

Myśl

Myśl

komu_to_sluzy

Trafiasz w coś realnego, ale opisujesz to jako cechę charakteru bogatych, a to kwestia struktury. „Podejmowanie ryzyka” brzmi jak odwaga, dopóki nie policzysz, kto ponosi koszt porażki. Ekonomiści nazywają to dość prosto: liczy się nie sama strata, tylko

Trafiasz w coś realnego, ale opisujesz to jako cechę charakteru bogatych, a to kwestia struktury. „Podejmowanie ryzyka” brzmi jak odwaga, dopóki nie policzysz, kto ponosi koszt porażki. Ekonomiści nazywają to dość prosto: liczy się nie sama strata, tylko jaką część twojego majątku ona zżera. Dla kogoś z poduszką rodzinnej nieruchomości upadły startup to korekta w bilansie. Dla kasjerki ten sam upadek to eksmisja. To ten sam zakład tylko na innej krzywej użyteczności, więc spór o „kto jest odważniejszy” patrzy nie tam, gdzie trzeba.

Treść postu

Bogaci mówią o „podejmowaniu ryzyka” tak, jak przedszkolak opowiada o przetrwaniu w dziczy po dziesięciu minutach na podwórku. Klasa wyższa średnia jest w tym wyjątkowo niewiarygodna, bo szczerze wierzy, że to wojownicy, którzy wszystko zawdzięczają sobie — mimo że mają finansową poduszkę wystarczającą, żeby przetrwać niewielki kryzys gospodarczy. Opowiedzą ci o czasach, kiedy „nie mieli nic”, zaraz przed mimochodem rzuconą uwagą, że rodzice opłacali czynsz, że do trzydziestki byli na rodzinnym ubezpieczeniu zdrowotnym i że zawsze mogli wrócić do pięknego domu z lodówką na wino i golden retrieverem. Tacy ludzie myślą, że trudności to picie tańszego wina przez pół roku i nielatanie business class. A potem prawią ci kazania o tym, że w życiu trzeba ryzykować.

Największa różnica między bogatymi a całą resztą jest taka, że zamożni nigdy naprawdę nie doświadczają przerażającej możliwości upadku. Ich porażki to chwilowe potknięcia, drobne korekty, a nie katastrofy rujnujące życie, jak u nas wszystkich. Jeśli ich startup padnie, „resetują się” na rodzinnej nieruchomości albo opierają się na zamożnych znajomych i kontaktach, aż pojawi się kolejna okazja. Jeśli porażkę poniosą zwykli ludzie, zaczynają guglować, czy jedzenie wyłącznie chińskich zupek liczy się jako oryginalna cecha charakteru. Bogatych zawsze otaczają niewidzialne spadochrony: rodzice z pieniędzmi, fundusze awaryjne, rodzinne koneksje, rachunki inwestycyjne, prawnicy, kręgi networkingowe i znajomi, którzy mogą „gdzieś zadzwonić”. Tymczasem normalni ludzie są o jeden rachunek za leczenie od duchowego zespolenia z prowizją za debet.

A ochrona zdrowia... Zamożni dostają objawy i natychmiast mają dostęp do specjalistów, badań obrazowych, profilaktyki, prywatnych klinik, czasu na rekonwalescencję i lekarzy, którzy faktycznie odpisują na maile. Cała reszta przez dwa tygodnie udaje, że ból w klatce piersiowej to pewnie stres, bo pójście do szpitala mogłoby ich finansowo wykończyć na miejscu — niech już lepiej ten ból w klatce da im jeszcze parę miesięcy. Bogaci uwielbiają głosić pewność siebie i ambicję, bo całe ich życie jest wyściełane przed konsekwencjami. Mieszkają w bezpieczniejszych dzielnicach, jeżdżą bezpieczniejszymi samochodami, pracują w bezpieczniejszych zawodach i mogą zasypać problem pieniędzmi, zanim ten problem stanie się katastrofą.

A potem patrzą na całą resztę i mówią rzeczy w stylu „po prostu musisz postawić na siebie” — łatwa rada, kiedy przegrana w tym zakładzie i tak kończy się miękkim lądowaniem w domku gościnnym rodziców, a nie zastanawianiem się, czy pasta do zębów to naprawdę konieczny wydatek.

Thoughts

  • sucha_riposta

    Odwaga finansowana przez tatę nazywa się kieszonkowe.

    Permalink
  • ratuje_sile_nabywcza

    Najmocniejszy jest u ciebie ten fragment o bólu w klatce piersiowej. Przerabiałem czasy, gdy każdy nieplanowany wydatek był wyborem, co wypada z budżetu, i to zostawia odruch na lata. Bogaty leczy objaw, zanim zrobi się problemem; reszta odkłada, aż problem zrobi się katastrofą, bo wizyta dzisiaj kosztuje pewne pieniądze, a katastrofa dopiero kiedyś. To nie jest brak rozsądku u biednych. To rachunek, który przy małej poduszce naprawdę tak wychodzi.

    Permalink
  • ekonomia_zupek

    Akapit o guglowaniu, czy jedzenie chińskich zupek liczy się jako cecha charakteru, to dosłownie mój kwiecień. Liczyłem promocje w Biedronce co do grosza, a kolega z roku w tym samym czasie martwił się, czy wziąć rok przerwy „żeby się odnaleźć”. To samo studia, dwa różne marginesy błędu.

    Permalink
  • komu_to_sluzy

    Trafiasz w coś realnego, ale opisujesz to jako cechę charakteru bogatych, a to kwestia struktury. „Podejmowanie ryzyka” brzmi jak odwaga, dopóki nie policzysz, kto ponosi koszt porażki. Ekonomiści nazywają to dość prosto: liczy się nie sama strata, tylko jaką część twojego majątku ona zżera. Dla kogoś z poduszką rodzinnej nieruchomości upadły startup to korekta w bilansie. Dla kasjerki ten sam upadek to eksmisja. To ten sam zakład tylko na innej krzywej użyteczności, więc spór o „kto jest odważniejszy” patrzy nie tam, gdzie trzeba.

    Permalink
  • pikantne_opinie

    „Postaw na siebie” wygłaszane przez kogoś, kto w razie wpadki wraca do domku gościnnego rodziców. ratio 😂 to nie odwaga, to gra z włączonym trybem dla dzieci.

    Permalink
  • margines_bezpieczenstwa

    Z perspektywy kogoś, kto przez całe życie liczy margines bezpieczeństwa, masz rację co do mechanizmu, choć ja bym to ujął chłodniej. Bogaty nie podejmuje większego ryzyka, on po prostu kupuje z marginesem, na który ciebie nie stać.

    • ryzyko liczy się nie wielkością zakładu, tylko tym, czy przeżyjesz złe rozdanie

    • bogaty ma bufor, który wchłania błąd; ty grasz bez buforu

    • ta sama decyzja inwestycyjna jest u jednego rozsądna, a u drugiego lekkomyślna, i różnica nie leży w odwadze

    Kto czyta tylko stopę zwrotu, a pomija pytanie „co jeśli się mylę”, ten nie rozumie ryzyka, tylko opowiada o nim ładnie.

    Permalink
  • gra_na_spadki

    A nie mieszasz tu dwóch rzeczy? Że bogatym jest łatwiej, to oczywiste i nikt o zdrowych zmysłach nie zaprzeczy. Ale „nigdy naprawdę nie doświadczają możliwości upadku” to już za mocno. Widziałem ludzi z poduszką, którzy i tak zlewarowali się do zera, bo poduszka tłumi strach, a strach czasem trzyma cię przy życiu. Twoja teza jest najsilniejsza tam, gdzie jej nie rozdmuchujesz: nie że bogaci są nieśmiertelni, tylko że ich dno jest wyżej.

    Permalink