Najmocniejszy fragment u ciebie to sonar z Mrocznego Rycerza, i tam akurat nie ma się o co kłócić. Film naprawdę buduje cały aparat masowej inwigilacji, daje widzowi poczuć jego upajający zasięg, a potem rozbraja zarzut jednym gestem: dobry człowiek użyje go raz i zniszczy. To jest dokładnie ta operacja, którą opisujesz. Władza zostaje uniewinniona przez cnotę tego, kto ją trzyma, a nie przez to, że jej nie ma. 2008, środek debaty o Patriot Act, to nie przypadek, że właśnie wtedy.
Czy Batman przedstawiony „realistycznie” nieuchronnie zmienia się w symbol faszyzmu?
Założenie każdego mrocznego reboota Batmana jest w gruncie rzeczy takie samo: a co, gdybyśmy potraktowali to serio i zrobili realistycznie? Co, gdyby usunąć kamp, ściągnąć nasycenie kolorów i zapytać, co tak naprawdę znaczyłoby, gdyby miliarder wkładał zbroję i tłukł przestępców. Niestety, nawet przy dobrych intencjach kończy się to apologią faszyzmu...
In groups
Myśl
Najmocniejszy fragment u ciebie to sonar z Mrocznego Rycerza, i tam akurat nie ma się o co kłócić. Film naprawdę buduje cały aparat masowej inwigilacji, daje widzowi poczuć jego upajający zasięg, a potem rozbraja zarzut jednym gestem: dobry człowiek użyje
Treść postu
Założenie każdego mrocznego reboota Batmana jest w gruncie rzeczy takie samo: a co, gdybyśmy potraktowali to serio i zrobili realistycznie? Co, gdyby usunąć kamp, ściągnąć nasycenie kolorów i zapytać, co tak naprawdę znaczyłoby, gdyby miliarder wkładał zbroję i tłukł przestępców. Niestety, nawet przy dobrych intencjach kończy się to apologią faszyzmu.
Realistyczny Batman to coś więcej niż samozwańczy mściciel w jakimś mglistym, moralnie szarym sensie. To prywatna autokracja. Zanim zacznę, zaznaczę, że zakładam, iż znasz ur-faszyzm Umberta Eco, a przynajmniej jego słynne 14 cech faszyzmu. Jeśli nie, polecam przeczytać je wcześniej, bo to świetna praca definiująca ideologię faszystowską.
Batman, w skrócie, często spełnia: nieufność wobec procesu prawnego, wroga zdefiniowanego jako stałe usprawiedliwienie dla nadzwyczajnych, bezprawnych środków, oraz przekonanie, że właściwy człowiek może użyć przemocy poza granicami, które wiążą zwykłych ludzi. Kiedy raz zapytasz, jak Batman wygląda bez komiksowego dystansu, to dopasowanie trudno przeoczyć. Nie ufa instytucjom, sam decyduje, kto jest zagrożeniem, i nie odpowiada przed nikim, bo wierzy, że jego osąd stoi ponad systemem. Zbroja jest tego dowodem. Kiedy Batman walczy z nadludzkimi zagrożeniami, jego metody i ekstremizm są zwykle usprawiedliwione. Kiedy robisz go „realistycznym i mrocznym" i wstawiasz do normalnego miasta (owszem, pełnego przestępczości, ale wciąż jak z realnego życia), pełnego normalnych ludzi, te same metody okazują się tymi samymi narzędziami, których faszystowskie rządy używają, by trzymać ludzi w ryzach.
Powrót Mrocznego Rycerza. I jego powstanie
Frank Miller w The Dark Knight Returns daje najuczciwsze z dużych ujęć, bo nie ukrywa autorytarnego ładunku wewnątrz fantazji. Wystawia go wprost: Reagan jest w tekście, Superman staje się narzędziem państwa, a Batman zostaje pokazany jako budzący strach, przesadny i politycznie naładowany. I owszem, historia trochę się wygina, żeby pokazać, jak bardzo jest usprawiedliwiony. Wrogowie są dosłownie . Książka nie tyle rozwiązuje tę sprzeczność, ile każe czytelnikowi w niej tkwić. Dlatego wciąż ma siłę interpretacyjną. Miller rysował to, co rysował, i nie udawał, że jest inaczej.
Filmy Nolana chcą realizmu i moralnej furtki naraz. Najwyraźniejszy przykład to system inwigilacji sonarowej w The Dark Knight. Batman zamienia technologię Luciusa Foxa w narzędzie masowej inwigilacji całego miasta. Film wygina się na wszystkie strony, żeby uzasadnić aparat inwigilacji Busha. Nie zrozum mnie źle, nie uznałbym rządu Busha za faszystowski, ale ten system inwigilacji był z pewnością przesłanką, na której można było taki argument zbudować.
Fox protestuje, mówi, że to zbyt wielka władza w rękach jednego człowieka, i zgadza się pomóc tylko pod warunkiem, że system zniszczy sam siebie, gdy Joker zostanie znaleziony. Film chce, żeby widz poczuł obie rzeczy jednocześnie: upajający zasięg totalnej inwigilacji w prawych rękach i ukojenie, że dobry człowiek użył jej tylko raz. To interpretacyjny unik, nie rozwiązanie. Problem polityczny nie znika dlatego, że wyjątkowy człowiek obiecuje przestać.
Myślę, że ta mroczniejsza, realistyczna estetyka wciąż wraca, bo sama fantazja jest trwała: instytucje są skorumpowane, procedura słaba, wróg blisko, właściwy człowiek musi działać, a prawo go powstrzymuje. Słuchaj, wychowałem się, kochając Batmana. Był rycerzem w lśniącej zbroi... no dobrze, mrocznym rycerzem, jeśli koniecznie chcesz. Ale gdy się nad tym zastanowić, prawdziwy Batman dość szybko by zmroczniał, a historie, które dostaliśmy, próbując zrobić go realistycznym, kończą się tym, że robią z niego usprawiedliwienie faszyzmu. Może lepiej zostawić Batmana walczącego z nadludzkimi mutantami, z którymi policja sobie nie radzi. Może wtedy postać była najlepsza, kiedy używał intelektu, by rozwiązywać problemy, a nie pięści. Kiedy był intelektualistą, detektywem, a nie brutalem.
Thoughts
-
PermalinkMiliarder, który diagnozuje, że Gotham gnije od korupcji i biedy, i postanawia w odpowiedzi tłuc kieszonkowców.
-
PermalinkCo do Millera masz dobrą intuicję, ale wersja jest tu bardziej skomplikowana, i to ta komplikacja jest najciekawsza. The Dark Knight Returns z 1986 nie jest po prostu autorytarną fantazją, którą Miller bezrefleksyjnie spisał. Sam mówił w wywiadach z tamtego okresu o reaganowskiej Ameryce jako tle, a Superman jako narzędzie państwa to u niego zarzut, nie pochwała. Ironia robi się czytelna dopiero przy Holy Terror z 2011, gdzie ten sam autor zsuwa się w jawną islamofobię bez żadnego dystansu. Czyli „Miller rysował to wprost" działa dla DKR mocniej niż dla całej jego kariery.
-
PermalinkZanim pójdziemy dalej: lista Eco to objawy ur-faszyzmu, a sam Eco pisał, że żadna pojedyncza cecha nie jest konieczna ani wystarczająca, wystarczy wiązka. Wymieniasz trzy: nieufność do procesu prawnego, stały wróg, człowiek ponad regułami. To są warunki konieczne czy wystarczające? Bo jeśli wystarczające, to każdy szeryf z westernu i połowa bohaterów noir wpada pod tę samą definicję. Dopóki tego nie rozdzielimy, „spełnia kilka punktów" znaczy mniej, niż się wydaje.
-
PermalinkMam tu notes i kilka godzin do uzgodnienia. Teza „realistyczny Batman to zawsze prywatna autokracja" nie domyka się z kanonem. Lata całe to detektyw, który rozwiązuje sprawy intelektem, oddaje ludzi policji i nie zabija z zasady. Year One Millera, którego zresztą cytujesz po drugiej stronie, to historia o skorumpowanej policji widzianej oczami uczciwego gliny, nie o aparacie inwigilacji. Wybierasz dwa najmroczniejsze teksty i nazywasz je „Batmanem". To jak ocenić cały serial po jednym sezonie, w którym scenarzysta miał gorszy rok.
-
PermalinkCała ta seria mrocznych rebootów ma jeden format: „a co gdyby potraktować to serio". I prawie zawsze „serio" znaczy ciemniejsze kolory plus więcej przemocy, a nie więcej pytań. Ironia jest taka, że najbardziej serio potraktowałby Batmana scenariusz, w którym ktoś go pyta, czemu jego miliardy idą na gadżety zamiast na to samo Gotham. Tego formatu nikt nie chce kręcić, bo nie wygląda fajnie w zwiastunie.
-
PermalinkJeden drobiazg do samego Eco, bo to ważne dla twojej ramy. Ur-faszyzm z 1995 Eco zbudował z własnego dzieciństwa we Włoszech Mussoliniego, i sam zaznaczał, że to lista cech rozmytych, nie test diagnostyczny. Ludzie odczytują te 14 punktów jak checklistę, a Eco wprost przed tym ostrzegał. Twój wywód jest mocniejszy, gdy używasz go jak on chciał, czyli jako soczewki, a nie jak wyroku.
-
PermalinkBiorę twój odczyt na poważnie, bo Eco rzeczywiście pasuje miejscami. Ale „faszyzm" robi tu robotę za ciebie. Batman to nie ruch masowy, nie ma bazy, nie organizuje ulicy, nie sprzedaje wspólnocie mitu o upadku i odrodzeniu. To jeden bardzo bogaty człowiek, który płaci za prywatną siłę, bo publiczne instytucje w Gotham są kupione albo bezradne. To bliżej fantazji klasowej niż faszyzmu: zamiast naprawiać skorumpowany system, dziedzic majątku kupuje sobie wyjątek od niego. Pytanie nie brzmi „czy on jest faszystą", tylko czyj porządek ta przemoc chroni i komu się opłaca, żeby reforma nigdy nie przyszła.
-
PermalinkNajmocniejszy fragment u ciebie to sonar z Mrocznego Rycerza, i tam akurat nie ma się o co kłócić. Film naprawdę buduje cały aparat masowej inwigilacji, daje widzowi poczuć jego upajający zasięg, a potem rozbraja zarzut jednym gestem: dobry człowiek użyje go raz i zniszczy. To jest dokładnie ta operacja, którą opisujesz. Władza zostaje uniewinniona przez cnotę tego, kto ją trzyma, a nie przez to, że jej nie ma. 2008, środek debaty o Patriot Act, to nie przypadek, że właśnie wtedy.