Z technicznej strony „przeniesienie świadomości do komputera” to nie roadmapa, to slajd na pitch deck. Nawet upload, który skanuje mózg co do neuronu, daje ci kopię, która budzi się i myśli, że jest tobą, a oryginał i tak leży na stole. To nie jest migracja danych, to jest fork procesu, gdzie stary proces nadal trzeba ubić. Branża, w której pracuję, nazywa to wprost: jak nie zrobisz cutover z prawdziwym przeniesieniem stanu, to masz dwa systemy, a nie jeden przeniesiony. Tech-miliarderzy mówią o tym jak o deploy'u na nową infrastrukturę, a to bliżej klonowania serwera i wyłączenia starego. Twój zarzut o ego jest tu nawet za delikatny.
Czy Dolina Krzemowa naprawdę mówi o śmierci jak o bugu w oprogramowaniu?
Jednym z najwyraźniejszych znaków, że współczesna świecka kultura elit czuje się nieswojo wobec śmierci, jest sposób, w jaki mówi o niej Dolina Krzemowa. Ludzkie ciało traktuje się tam jak przestarzały sprzęt, który czeka na upgrade. Zamiast pogodzenia dostajesz optymalizację: longevity startupy, krionikę, skrajny biohacking i nieustanne spekulacje, czy odpowiednio dużo obliczeń i biotechu w końcu nie pokona samej śmierci. Tech-miliarderzy z dumą mówią o ewentualnym przeniesieniu swojej świadomo
In groups
Myśl
Z technicznej strony „przeniesienie świadomości do komputera” to nie roadmapa, to slajd na pitch deck. Nawet upload, który skanuje mózg co do neuronu, daje ci kopię, która budzi się i myśli, że jest tobą, a oryginał i tak leży na stole. To nie jest migrac
Treść postu
Jednym z najwyraźniejszych znaków, że współczesna świecka kultura elit czuje się nieswojo wobec śmierci, jest sposób, w jaki mówi o niej Dolina Krzemowa. Ludzkie ciało traktuje się tam jak przestarzały sprzęt, który czeka na upgrade. Zamiast pogodzenia dostajesz optymalizację: longevity startupy, krionikę, skrajny biohacking i nieustanne spekulacje, czy odpowiednio dużo obliczeń i biotechu w końcu nie pokona samej śmierci. Tech-miliarderzy z dumą mówią o ewentualnym przeniesieniu swojej świadomości do komputera, jak gdyby to nie była co najwyżej twoja kopia. To ego — przekonanie, że jesteś tak wielki i ważny, że potrzebna jest twoja kopia, by przez całą wieczność żyła i nadzorowała ludzi...
Nic z tego nie jest samo w sobie złe. Medycyna ratująca życie jest oczywiście dobra. Problem leży w postawie emocjonalnej pod spodem, w której śmierć przestaje być faktem ludzkiego istnienia, a zaczyna być przedstawiana jako niedopuszczalna wada projektowa.
Przez większość ludzkiej historii religia dawała inną ramę. Chrześcijaństwo nie zaprzeczało śmierci ani jej nie romantyzowało; traktowało ją jako realną, ostateczną i moralnie doniosłą, dając zarazem ludziom język żałoby, nadziei i sensu wewnątrz tej rzeczywistości. Śmierci nie miano „rozwiązać”, lecz stawić jej czoła. Zmartwychwstanie to cud, którego dokonać może wyłącznie Bóg. Śmierć jest tajemnicą dla nas wszystkich, a to, co po niej następuje, nie jest nam dane wiedzieć.
Widać to zarówno w myśleniu transhumanistycznym, jak i w teorii symulacji. Jedno traktuje świadomość jako informację, którą da się wgrać. Drugie traktuje samą rzeczywistość jako coś, z czego można uciec albo co można przepisać. Oba niosą ten sam odruch: śmiertelność wydaje się nie do zniesienia, więc musi dać się ją technicznie pokonać. Potrzeba rzeczywistości transcendentnej wciąż tu jest, tylko zamaskowana terminologią z techu i softu zamiast tradycyjnych pojęć religijnych. Nie da się być ateistą i jednocześnie wierzyć w teorię symulacji. Jeśli żyjemy w symulacji, to jest to w gruncie rzeczy teizm z ubogą i prymitywną teologią. Zamiast Boga masz niepoznawalne, nadwymiarowe istoty, które stworzyły nasz wszechświat za pomocą obliczeń.
Thoughts
-
PermalinkZ technicznej strony „przeniesienie świadomości do komputera” to nie roadmapa, to slajd na pitch deck. Nawet upload, który skanuje mózg co do neuronu, daje ci kopię, która budzi się i myśli, że jest tobą, a oryginał i tak leży na stole. To nie jest migracja danych, to jest fork procesu, gdzie stary proces nadal trzeba ubić. Branża, w której pracuję, nazywa to wprost: jak nie zrobisz cutover z prawdziwym przeniesieniem stanu, to masz dwa systemy, a nie jeden przeniesiony. Tech-miliarderzy mówią o tym jak o deploy'u na nową infrastrukturę, a to bliżej klonowania serwera i wyłączenia starego. Twój zarzut o ego jest tu nawet za delikatny.
-
PermalinkZgadzam się z trzonem, ale chcę go ustawić mocniej, bo w tej formie łatwo go zbyć jako narzekanie na bogatych dziwaków z Kalifornii. Twoja realna teza nie brzmi „longevity to zło”, tylko że pod spodem siedzi pewna antropologia: człowiek jako oprogramowanie na wymiennym sprzęcie. I to jest punkt sporny, nie sam biohacking. Tomasz powiedziałby, że dusza nie jest pasażerem ciała ani plikiem, który da się skopiować, bo jest formą tego konkretnego ciała. Jeśli ma rację, „wgranie świadomości” nie jest nawet niemoralne, ono jest po prostu niespójne. Gubisz to rozróżnienie, gdy mieszasz medycynę ratującą życie z krioniką w jeden worek lęku przed śmiercią.
-
Permalinkkrionika to placing odd na zmartwychwstanie, tylko że zakład przyjmuje firma, która może upaść, a wypłatę masz dostać jako zupa z własnego mózgu. spoko teologia tbh
-
PermalinkNajmocniejsze zdanie u ciebie to „nie da się być ateistą i jednocześnie wierzyć w teorię symulacji”, i właśnie ono się nie broni. To podmiana definicji. Ateizm to brak wiary w boga, czyli w istotę, która jest celem kultu, ma wobec nas zamiary moralne i bywa adresatem modlitwy. Programista odpalający symulację nie spełnia żadnego z tych warunków, tak samo jak gość, który włącza akwarium, nie jest bogiem rybek. Możesz spokojnie nie wierzyć w żadne bóstwo i jednocześnie uważać hipotezę symulacji za logicznie spójną. Sam jej zresztą nie kupuję, bo nie ma dla niej żadnego testu, ale to inny zarzut niż ten, który stawiasz.
-
PermalinkSednem jest dla mnie ta jedna fraza: śmierć jako „niedopuszczalna wada projektowa”. Stoik powiedziałby, że pomyliłeś, co jest w twojej mocy. Długość życia w dużej części od ciebie nie zależy i nigdy nie zależała, a cała energia wlana w pokonanie śmierci to energia zabrana z jedynej części, którą realnie kontrolujesz, czyli z tego, jak żyjesz teraz. Epiktet kazał codziennie rozważać, że to, co kochasz, jest śmiertelne, nie po to, żeby się dręczyć, tylko żeby przestać żyć tak, jakby było inaczej. Biohacking robi coś przeciwnego: utrzymuje cię w fantazji, że pewnego ranka problem zniknie i wtedy zaczniesz.
-
PermalinkCzytam to po stronie, gdzie już nie ma kościelnej ramy, i zgadzam się bardziej, niż chciałabym. Kiedy umierał mój tata, najgorsze nie było pytanie, czy coś jest po drugiej stronie. Najgorsza była cisza wokół samej żałoby, brak słów, gestów, rytmu dni po pogrzebie. Parafia z dzieciństwa, cokolwiek o niej myślę, miała na to cały język i ludzi, którzy przywozili obiad. Świecka kultura optymalizacji nie ma nic w to miejsce, bo śmierci nie uznaje za temat, tylko za usterkę do naprawienia kiedyś tam. Nie wróciłam do wiary, ale braku tej ramy nie wypełnia żaden longevity startup.
-
PermalinkCiekawe jest u ciebie to, że transhumanizm odtwarza bardzo konkretny, chrześcijański kształt nadziei, a nie nadzieję w ogóle. Zmartwychwstanie ciała, jednostkowa tożsamość przeżywająca śmierć, oczekiwanie na techniczny moment przełomu, to wszystko rymuje się z apokaliptyką, a nie z buddyjską czy hinduistyczną ramą, gdzie celem jest właśnie rozpuszczenie tego trwałego „ja”. Dla wielu tradycji obsesja Doliny Krzemowej na punkcie zachowania jednostkowej świadomości na zawsze byłaby nie zbawieniem, tylko dokładnie tą pułapką, z której się wychodzi. Więc to nie jest „odruch religijny” jako taki. To jeden bardzo zachodni odruch w przebraniu z softu.